Zdaniem OZZL większa liczba studentów medycyny nie zmniejszy kolejek do lekarzy

mzdrowie.pl 4 godzin temu

Ministerstwo Zdrowia opublikowało nowe limity przyjęć na studia na kierunkach medycznych. W roku akademickim 2026/2027 na kierunku lekarskim w sumie na wszystkich uczelniach przewidziano 10705 miejsc, a na kierunku lekarsko-dentystycznym – 1505 miejsc.

Oznacza to wzrost o 1,91 proc. na kierunku lekarskim oraz o ponad 4,4 proc. na lekarsko-dentystycznym. Pytanie – czy rzeczywiście potrzebujemy aż tylu lekarzy? „Ta wzrastająca liczba studentów nie przystaje do infrastruktury jaką dysponują uczelnie, w efekcie nie mają oni szans na dobre kształcenie. Anatomia prowadzona na plastikach, a nie realnych zwłokach czy zajęcia symulacyjne nie pokazują realiów klinicznych, nie uczą kontaktu z pacjentem – osobą chorą, nie mówiąc już o zwykłym „dopchnięciu” się do stołu” – podkreśla w rozmowie z mZdrowie Sebastian Goncerz, szef Porozumienia Rezydentów OZZL.

W podobnym tonie utrzymują się komentarze w grupie rezydentów na Facebooku. „Obecnie na zajęciach na uczelni na 20-łóżkowym oddziale potrafią być jednoczasowo 3 grupy z różnych lat. Na zwyklej chirurgii stoi rezydent, stażysta, 3 studentki pielęgniarstwa, 6-osobowe sekcje z lekarskiego + 6 studentów przy anestezjologu i 3 przy pielęgniarce anestezjologicznej. Tak się nie da choćby pola operacyjnego zobaczyć, nie mówiąc o asystowaniu. Na kola naukowe zapisuje się po 80 osób i ciężko zwykłą przeglądówkę napisać. Już jest problem z realizacja praktyk np. z anestezjo czy ginekologii, bo jest za mało oddziałów w stosunku do studentów. Na staż w wielu zwykłych miastach brakuje miejsc. Nie wspominam o dostaniu się na specjalizacje za 10 lat. Produkujemy darmowych lekarzy dla sąsiadów za nasze miliardy” – to jeden z wpisów. „Będą straszne jaja z nowymi absolwentami. Najśmieszniejsze/najsmutniejsze jest to, iż pseudouczelnie kompletnie poziomu nie trzymają, a stare koszą ludzi i jest odsiew spory. To patologia” – pisze inny rezydent.

Innym problemem, na jaki zwraca uwagę Sebastian Goncerz jest brak karty dydaktycznej – „Jest jej za mało, więc uczelnie konkurują między sobą o wykładowców, wygrywają oczywiście uczelnie prywatne, które są w stanie zapłacić więcej”.

Czy potrzebujemy aż tylu lekarzy? „Ci lekarze, których nam teraz brakuje – to specjaliści. Przypominam, iż droga od studenta do specjalisty to 12 lat – tyle lat potrzeba, by uzupełnić luki. Mamy też problem z dystrybucją: nie brakuje lekarzy w dużych ośrodkach, a w szpitalach powiatowych” – tłumaczy Goncerz. I ocenia – „Zwiększanie liczby studentów nie rozwiąże problemów z dostępnością do lekarzy ani nie skróci kolejek”. W Polsce w sumie 39 uczelni posiada uprawnienia do prowadzenia studiów na kierunkach lekarskim lub lekarsko-dentystycznym.

Idź do oryginalnego materiału