Zawieszenie broni na linii USA – Iran. „Trump zawsze tchórzy”

opolska360.pl 4 godzin temu

Krzysztof Ogiolda: Donald Trump zapowiadał, ze jeżeli Iran nie ustąpi do godziny 2.00 czasu polskiego w środę 8 kwietnia w sprawie cieśniny Ormuz, dotknie go piekło i katastrofa cywilizacji. Rozmawiamy sześć godzin później. Katastrofy nie było. Jest dwutygodniowy rozejm. Odczuwa pan ulgę?

Dr Błażej Choroś: Ulga jest słowem zupełnie niepasującym do sytuacji i stylu działania Stanów Zjednoczonych w tym rejonie świata. Zapowiadane bombardowania infrastruktury cywilnej – elektrowni i mostów – bardziej pasuje do tego, co Rosja robi Ukrainie, niż co chcielibyśmy widzieć u naszego najważniejszego sojusznika. Ten scenariusz byłby zbyt horrendalny, choćby biorąc pod uwagę niemal karykaturalną nieprzewidywalność Trumpa.

Złośliwi powiedzieliby zresztą, iż prezydent USA zachował się właśnie przewidywalnie, w zgodzie z zasadą TACO – Trump Always Chickens Out [Trump zawsze tchórzy – przyp. red.]. Zawieszenie broni jest oczywiście dobrą wiadomością, ale jego trwałość i to czy doprowadzi do jakiegoś bardziej trwałego porozumienia wcale nie jest pewne.

– Przetrwa dwa tygodnie?

– Byłoby bardzo dobrze. Ale mam wątpliwości, czy się to uda. Już widać pierwsze rozdźwięki. Premier Pakistanu mówi, iż rozejm obejmuje również Liban. Izrael jest zdania, iż Libanu on nie dotyczy. A to jest system naczyń połączonych. Musimy jeszcze poczekać na komunikaty ze strony Iranu. Można się spodziewać, iż będą bardzo emocjonalne i przedstawią całą rzecz jako wielkie zwycięstwo Iranu i klęskę Stanów Zjednoczonych. Umiem sobie wyobrazić, iż w tej sytuacji Trump zdecyduje się ogłosić kolejne ultimatum, po nim nastąpią kolejne zawieszenia i to się będzie ciągnęło. Administracja Trumpa nie ma raczej wizji, do czego ta interwencja ma w istocie doprowadzić, jakie cele mają być osiągnięte. To jest niestety założycielski błąd operacji USA w Iranie.

– Komentatorzy podkreślają udział w złagodzeniu tego konfliktu Chin i Pakistanu…

– Co pokazuje efektywny brak kontroli Stanów Zjednoczonych nad sytuacją. Kiedy interwencja się zaczynała, tylko najbardziej zatwardziali zwolennicy Trumpa wierzyli, iż stoi za nim jego geniusz strategiczny, jakiś przemyślany plan, drugie i trzecie dno. Dzisiaj jest takich osób jeszcze mniej. Chiny są oczywistym wygranym tej sytuacji, nie tylko zresztą w kontekście samego Iranu, ale w ogóle tej postępującej autodegradacji pozycji USA na arenie międzynarodowej. Pakistan, z tego co wiemy, odegrał przede wszystkim rolę pośrednika w komunikowaniu z reżimem w Teheranie, trudno w tej chwili oceniać jego znaczenie i wpływ na samo porozumienie.

– Pojawiły się głosy, iż jeżeli Iran otworzy cieśninę Ormuz, będzie – razem z Omanem – pobierał opłaty za korzystanie z niej. A dochód przeznaczy na odbudowę z wojennych zniszczeń.

– Gdyby to się tak skończyło, to byłby to argument za tym, iż w trwającym konflikcie to Iran, a nie USA z Izraelem realizuje swoje cele. Taki mechanizm podważałby dotychczasowy status żeglugi przez cieśninę. Jak na razie mamy jednak zaprzeczenia ze strony Omanu, wprost mówiące, iż na takie rozwiązanie się nie zgodzi.

– Na początku naszej rozmowy pojawił się motyw ulgi świata, iż do totalnej agresji nie doszło. Ale tę ulgę powinien odczuwać także Donald Trump. Gdyby nie przeprowadził ataku, a Iran nie ustąpił ani o krok, byłby nie tylko w USA skończony. A tak – mówiąc językiem bokserskim – wyszedł ze zwarcia z ciosem.

– Czy mu się udało wyjść, to się dopiero okaże. Za nami dopiero pierwszy kroczek. Ale z jego wpisów trochę ta ulga przebija. Zresztą te zapowiedzi o zniszczeniu cywilizacji brzmiały trochę jak taka desperacka próba przyparcia Iranu do muru. USA zdaje sobie sprawę z tego, iż bez interwencji lądowej katalog celów możliwych do osiągnięcia dramatycznie się zmniejsza i odblokowania cieśniny Ormuz raczej wśród nich nie ma.

Natomiast wysłanie wojsk amerykańskich do kraju, który jest zamieszkany przez niemal 100 mln ludzi i ma powierzchnię większą niż Irak i Afganistan razem wzięte, byłoby koszmarem dla republikanów i ruchu MAGA. W końcu obietnica kończenia wojen i wycofywania się z interwencji zagranicznych USA była kamieniem węgielnym ich sukcesu wyborczego.

– Na koniec pytanie o przyszłość Iranu. Czy w jego władzach może się coś zmienić? Jest realna alternatywa dla rządów ajatollahów?

– Jednym z założycielskich błędów amerykańskiej akcji był brak realistycznego zdefiniowania, co ma oznaczać zmiana reżimu, jakie cele mają być osiągnięte. W materiałach „New York Timesa” dogłębnie analizujących spotkanie w Białym Domu, w czasie którego decyzja o ataku na Iran została podjęta, czytamy, iż i tam nikt tego nie skonkretyzował. Doradcy Trumpa, w tym szef CIA, sekretarz stanu czy wiceprezydent Vance uważali, iż o ile możliwa jest dekapitacja reżimu i poważne ograniczenie jego umiejętności projektowania siły, to wizja zmiany reżimu tak, jak przedstawiał ją Netanjahu, jest absurdalna, nieosiągalna.

Warto pamiętać, iż interwencja odbyła się tuż po gigantycznych czystkach przeprowadzonych przez reżim w Teheranie, które według szacunków mogły pochłonąć choćby ponad 30 tys. ofiar. Ludzie, którzy byliby skłonni zrealizować i dać społeczny mandat zmianie reżimu, być może zostali już po prostu zamordowani lub uwięzieni.

Czytaj także: jeżeli prawica wygra wybory, czeka nas Polexit?

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału