Trzyletni Kacper trafił do Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim z powodu problemów z żołądkiem. Lekarze podejrzewali zakażenie meningokokami, jednak się mylili. Chłopiec zmarł po pięciu godzinach - opisuje "Gazeta Wyborcza". Ojciec chłopca dociekał, dlaczego pediatrzy nie szukali innej możliwej przyczyny objawów. Usłyszał, iż Kacpra badały dwie osoby - rękami.
Zabrakło miejsca, karetki i radiologa. Trzyletni Kacper zmarł w szpitalu

23 września, około godz. 22.30, ojciec Trzyletniego Kacpra wezwał numer 112, informując, iż jego syn intensywnie wymiotuje.
Jak opisuje "Gazeta Wyborcza", dyspozytor polecił mężczyźnie wziąć dziecko i przyjechać z nim do SOR-u w Szpitalu Zachodnim w Grodzisku Mazowieckim, bo jest najbliżej. Dopiero po kolejnym telefonie ojca zdecydowano o przyjeździe karetki.
ZOBACZ: Podkarpacki szpital na krawędzi. Pracownicy rozpoczęli protest głodowy
Karetka dojechała na SOR w Grodzisku Mazowieckim tuż przed północą. To placówka powiatowa dla dorosłych. I choć działa w niej oddział pediatrii, nie ma tam żadnego oddziału zabiegowego dla dzieci, a na SOR-ze dyżuruje tylko jeden pediatra.
Po 20 minutach Kacper został uwzględniony w triażu, podczas którego przydzielono mu kolor żółty - stan pilny, wymagający diagnostyki, ale niezagrażający życiu. Od momentu dotarcia do szpitala chłopiec czekał na lekarza w sumie około 40 minut.
Szpital w Grodzisku Mazowieckim. Ostatnie sześć godzin życia Kacpra
Lekarze podejrzewali, iż Kacper ma wstrząs septyczny wywołany meningokokami. Późniejsze badania laboratoryjne wykazały, iż diagnoza była błędna - chłopiec nie był zakażony ani meningokokiem, ani żadną z 42 bakterii, które wywołują sepsę.
ZOBACZ: Zuchwały skok na szpital w Miastku. Złodzieje odjechali karetką
Po interwencji medycznej stan chłopca uległ chwilowej poprawie. Ojciec relacjonował, iż rozważano przeniesienie Kacpra do specjalistycznego Szpitala Pediatrycznego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM w Warszawie - jednej z najlepszych takich klinik - ale z uwagi na poprawę stanu od pomysłu odstąpiono.
Od lekarki pracującej w Grodzisku dziennik dowiedział się, iż dziecko musiałoby zostać przewiezione do warszawskiego szpitala specjalną karetką. A na przyjazd takiej karetki - jak mówiła - trzeba byłoby czekać choćby godzinę, bo firma, z którą współpracuje szpital, ma ich niewiele.
W oświadczeniu Iwona Bubisz-Dukat, ordynator Oddziału Pediatrii w grodziskiej placówce, wyjaśniła, iż po kontakcie ze szpitalem w stolicy dowiedziano się, iż "w całym szpitalu prawdopodobnie jest jedno miejsce w oddziale ogólnopediatrycznym". Według "GW" dokumentacja medyczna Kacpra wykazała co innego: "Jest w niej napisane, iż najprawdopodobniej znajdzie się miejsce na czerwonej stronie dziecięcego SOR, mimo to pediatrzy z Grodziska zatrzymali Kacpra u siebie, bo uznali, iż jego stan uległ poprawie".
Niedługo po tym, jak Kacper poczuł się lepiej, nastąpiła kolejna fala niepokojących objawów, a po niej ustanie funkcji życiowych. Reanimacja Trzylatka trwała dwie godziny. "24 września o 5.26 rano Kacper zmarł" - podaje "GW".
Rozpoznano reakcje na meningokoki. Wyniki badań były inne
Według ustaleń dziennika dokumentacja medyczna sporządzona po zgonie chłopca była rozbieżna z tą, jaką sporządzano w trakcie udzielania mu pomocy. Co więcej, ojciec Kacpra przekazał, iż gdy ten był badany, nie zrobiono mu choćby USG. Dlaczego? Lekarka rozmawiająca anonimowo z "GW" tłumaczyła, iż tej nocy "nie było radiologa, który zrobiłby tomografię czy USG". Medycy SOR-u byli jednak przeszkoleni do podstawowego badania. Ale takie wykonano Kacprowi dopiero w momencie jego reanimacji.
ZOBACZ: Wjechał samochodem w rowerzystki. Tragiczny wypadek w Wielkopolsce
Podczas sekcji zwłok 28 września ustalono, iż przyczyną śmierci chłopca była niedrożność jelit. Ojciec dociekał, dlaczego nie zbadano jego syna pod tym kątem. Jak usłyszał, chłopiec był badany "rękami".
Zawiadomienie do prokuratury. Szpital wydał oświadczenie
"GW" podaje, iż pod koniec września ojciec Kacpra złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez lekarzy ze Szpitala Zachodniego. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Grodzisku Mazowieckim.
W oświadczeniu dla dziennika szpital wyjaśnia, iż podejrzenie sepsy menigokokowej u Kacpra wynikało z objawów, takich jak gorączka, pogorszenie stanu ogólnego, zaburzenia świadomości, wymioty, tachykardia, zasinienie części ciała i ból brzucha w wywiadzie.
"Zadzierzgnięcie jelita na strukturach własnych jamy brzusznej pacjenta - zwane uwięźnięciem przepukliny wewnętrznej jest chorobą rzadką, przebiegającą podstępnie i z tego powodu obarczone bardzo wysoką śmiertelnością sięgającą 50% przypadków w przypadku leczenia i 100 proc. w przypadkach nieleczonych" - przekazano w oświadczeniu.
















