Najbardziej palącym problemem programów lekowych jest kwestia finansowania. Obecny system refundacji świadczeń jest skonstruowany tak, iż szpitale, zwłaszcza te w gorszej kondycji finansowej oraz mniejsze, preferują hospitalizowanie pacjentów. Nie są uwzględniane korzyści, które płyną z diagnostyki i leczenia poza szpitalem.
„Oczekujemy jakości, oczekujemy adekwatnego działania podmiotów leczniczych, więc musimy zagwarantować za to choćby minimalne wynagrodzenie. Świadczenia i leki w programach lekowych są limitowane. To powoduje, iż placówki realizują nadwykonania o olbrzymich wartościach i przez miesiące utrzymują zadłużenie wobec dostawców, co niestety powoduje problemy finansowe. Mamy nadzieję, iż dla programów onkologicznych i hematoonkologicznych ten problem zostanie rozwiązany” – mówił dr Michał Chrobot, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych, podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. onkologii.
Prezes PTKM zauważył, iż Ministerstwo Zdrowia dołącza nowe terapie lub leki do programów, ale świadczeniodawcy nie dostają więcej pieniędzy na realizację tych programów. To zwiększa kwoty nadwykonań, z którymi szpitale przestają sobie radzić. W rezultacie dochodzi do ograniczenia dostępności, wydłużenia kolejek oczekujących, szczególnie w programach nieonkologicznych, choć w onkologicznych też występują pewne ograniczenia wynikające z nadwykonań.
„Nie promuje się w żaden sposób, także poprzez dedykowaną wycenę, podań ambulatoryjnych. Podania ambulatoryjne w programach lekowych są wycenione tak słabo, iż z perspektywy świadczeniodawców nie są opłacalne. Kuriozalne jest to, iż lepszą wycenę otrzymała konwencjonalna, mniej skuteczna chemioterapia niż nowoczesne terapie stosowane w warunkach ambulatoryjnych. Wydaje się to absurdalne i wymaga natychmiastowej zmiany, bo musimy zachęcać świadczeniodawców do adekwatnego realizowania i ustalania planów leczenia. W tym przypadku w wycenach od wielu lat jest konstans. Brakuje dedykowanego świadczenia, które pokryłoby, ale też zachęcałoby podmioty do przechodzenia z terapii dożylnych na podskórne, czyli rezygnacji z hospitalizacji na rzecz leczenia ambulatoryjnego” – ocenił dr Chrobot.
Problem dotyczy także terapii CAR-T, wykonywanej w ramach programów lekowych. Nie jest to prosta interwencja medyczna ograniczona do podania leków, ale skomplikowana terapia z bardzo wysokimi wymaganiami i bardzo dużym zaangażowaniem kosztowym. Tymczasem podmioty, które realizują CAR-T są wynagradzane tak, jakby podawały zwykłe leki w formie dożylnej. Nie ma finansowania leczenia powikłań tej terapii – jeżeli do nich dochodzi, stają się kosztem ośrodków. Taka sytuacja nie zachęca do rozwoju dostępności tej technologii.
„Olbrzymim problemem jest niewłaściwe finansowanie badań niezbędnych do kwalifikacji chorych do programów lekowych. Z jednej strony Ministerstwo Zdrowia zapewnia chorym dostęp do nowoczesnych terapii, nie gwarantując jednocześnie badań diagnostycznych. Należy stworzyć taki sposób wprowadzania nowych technologii lekowych, aby w tym samym czasie departament lecznictwa MZ wdrażał niezbędne badania diagnostyczne, a następnie NFZ finansował je adekwatnie” – stwierdził dr Chrobot.
Według dr. Chrobota są także kłopoty z finansowaniem badań genetycznych, brak jest finansowania immunohistochemicznych badań predykcyjnych. Skutkiem tego jest ograniczona dostępność do nich, bo małe placówki nie realizują takich zleceń. „W ramach programu lekowego możemy zrealizować wiele świadczeń, ale o ile dopiero po wejściu chorego do programu będziemy nadrabiać zaległe badania, które w mniejszych placówkach nie zostały wykonane, to odroczymy o tygodnie, a choćby miesiące włączenie nowoczesnych terapii”.
Od 2017 r. odbywa się powolne wprowadzanie refundacji badań genetycznych. Przykładowo od lipca ubiegłego roku są finansowane badania genetyczne z materiału pobranego w warunkach ambulatoryjnych. Natomiast warunki wprowadzone przez NFZ są tak wymagające, iż ta opcja dotyczy tylko wybranych nowotworów i całkowicie wykluczona jest hematoonkologia. „Wygląda to tak, iż jeżeli placówka chce uzyskać pieniądze z NFZ za jakiekolwiek badania genetyczne, immunohistochemiczne u pacjenta hematoonkologicznego, ale też z innymi rozpoznaniami onkologicznymi, np. rakiem płuca czy rakiem prostaty, musi on być hospitalizowany tylko i wyłącznie w celu wykonania badań” – wyjaśnił prezes PTKM.
„Tymczasem obwieszczenia ministra zdrowia publikowane w oparciu o ustawę o KSO, wytyczne w zakresie diagnostyki, które publikuje Krajowy Ośrodek Monitorujący w pewnym sensie nakładają na wszystkich świadczeniodawców obowiązek wykonywania tych badań. Przykładów na takie luki diagnostyczne w onkologii jest mnóstwo. Brak jest chociażby badania HRD-CGP, które przez lata nie weszło do refundacji mimo pozytywnej opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, a także biopsji płynnej, badań cTDNA metodą NGS. Tego nie da się wykonać i rozliczyć w warunkach ambulatoryjnych. Znowu pacjent musi być hospitalizowany tylko po to, żeby pobrać mu próbkę krwi na tą okoliczność” – dodał dr Chrobot.
Badania predykcyjne wykonywane metodą immunohistochemiczną są podstawą kwalifikacji do wielu programów lekowych. Nie mają odrębnego finansowania, co oznacza, iż świadczeniodawcy nie są zainteresowani ich wykonaniem – „Skutek jest taki, iż ten obowiązek spada na placówki prowadzące programy lekowe. Muszą to zrobić kwalifikując pacjenta do programu. Te badania powinny być wykonywane wcześniej, po to żeby zapewnić każdemu choremu w Polsce optymalną ścieżkę diagnostyczną, a następnie terapeutyczną. Wydaje się, iż mając na uwadze zalecenia kliniczne, zmiany w zakresie finansowania diagnostyki i co najważniejsze zapewnienia diagnostyki już w momencie obejmowania leku refundacją są absolutnie konieczne”.
















