Za mało pieniędzy w medycynie naprawczej

swiatlekarza.pl 2 godzin temu

Po aferze w Szpitalu Południowym mówi się, iż pieniędzy w systemie ochrony zdrowia jest bardzo dużo, ale są one marnowane bądź, mówiąc wprost, defraudowane przez osoby nieuczciwe. Z prof. Waldemarem Wierzbą, redaktorem naczelnym i założycielem „Świata Lekarza”, członkiem Rady Zdrowia przy Prezydencie RP, rozmawia Paweł Kruś

Paweł Kruś (PK): Po aferze w Szpitalu Południowym mówi się, iż pieniędzy w systemie jest bardzo dużo, ale są one marnowane bądź, mówiąc wprost, defraudowane przez osoby nieuczciwe. Co pan profesor myśli na ten temat?

Prof. Waldemar Wierzba (WW): Pan redaktor użył pojęcia „system”, zacznijmy więc od wyjaśnienia mojego punktu widzenia na znaczenie tego słowa. Uważam, iż w Polsce nie ma żadnego systemu ochrony zdrowia, tylko jest zlepek różnych rozwiązań i są co najwyżej jeszcze łatki dokładane interwencyjnie w kolejnych latach.

PK: By ten dziwny mikrokosmos zdrowia mógł w ogóle funkcjonować?

WW: Tak, w związku z tym nie będę mówił o pieniądzach w systemie, tylko o jakości tych rozwiązań, które w tej chwili funkcjonują w opiece zdrowotnej, a w zasadzie o części ochrony zdrowia zwanej medycyną naprawczą, czyli o opiece zdrowotnej finansowanej z pieniędzy publicznych, ze składki na powszechne ubezpieczenie zdrowotne.

PK: Mówi się ostatnio, iż w tym mikrokosmosie zdrowia jest za dużo pieniędzy. Co pan o tym sądzi?

WW: Nie zgadzam się, iż pieniędzy jest za dużo. Więcej, pieniędzy w tzw. systemie jest dużo za mało, o czym świadczy nasza pozycja, jeżeli chodzi o nakłady w stosunku do produktu krajowego, w porównaniu do innych państw europejskich. Zawsze trzeba o tym mówić. To, iż są patologie i jest bardzo dużo przykładów, iż pieniądze są źle wydawane – pełna zgoda, ale choćby takie usprawnienie systemu, iż te patologie wyeliminujemy do zera, co zresztą jest niemożliwe, nie rozwiąże problemu większych nakładów na opiekę zdrowotną i na leczenie Polaków w Polsce. W Europie wydaje się więcej.

PK: Mnie to nie przekonuje, bo argument, iż ktoś wydaje więcej, nie jest dla mnie konkretem – to jego sprawa. Wydaje, bo go stać i tak chce. Na refundację leków wydajemy już tyle samo, co Europa. Grupa lekarzy zarabia więcej w Polsce niż w Niemczech. Gdzie zatem widzi pan profesor braki?

WW: Warto pamiętać, iż jak to pan redaktor określił, w „mikrokosmosie zdrowia” głównym elementem są jednak wynagrodzenia personelu medycznego. Niedługo zobaczymy, ilu w rzeczywistości jest lekarzy milionerów, a ilu w swoim podstawowym miejscu pracy zarabia poniżej średniej krajowej.

PK: Jak choćby – o zgrozo – tak potrzebni w tej chwili pediatrzy i psychiatrzy.

WW: Jako wieloletni dyrektor różnych szpitali mogę domyślać się, iż milionerów będzie 2–3 proc., a zarabiających poniżej średniej krajowej niestety ok. 30 proc. Generalnie: lekarze wielu specjalności zarabiają jeszcze o wiele mniej niż średnia europejska w ich dziedzinach; poprawiły się wynagrodzenia pielęgniarek, choć jeszcze są dalekie od oczekiwań środowiska. Ale poza tymi dwoma grupami zawodowymi pozostało cały szereg zawodów medycznych i niemedycznych, które zarabiają w lecznictwie bardzo źle albo słabo. W związku z tym każde pieniądze wypracowane przez placówki medyczne będą i powinny być kierowane na zwiększenie uposażenia pozostałych pracowników opieki zdrowotnej. To jest pierwsze źródło niedoborów finansowych w ochronie zdrowia.

PK: A drugie?

WW: W dalszym ciągu, poza nielicznymi ośrodkami, które są wyposażone w bardzo dobry i nowoczesny sprzęt, większość szpitali powiatowych pierwszego poziomu referencyjnego i małych szpitali miejskich posiada bardzo przestarzałe wyposażenie.

PK: Nadal?

WW: Tak, w dalszym ciągu jest ogromna potrzeba sprzętu nowej generacji, żeby zapewnić odpowiednią jakość leczenia.

PK: Jak szpitale mają na ten sprzęt zarobić?

WW: W Polsce przeciętny szpital przeznacza 80 proc. swojego budżetu na wynagrodzenia, a teoria zarządzania zakładem opieki zdrowotnej mówi, iż powinien wydawać między 50 a 65 proc. Dobrze zarządzany szpital w normalnym systemie powinien wydawać na płace ok. 60 proc. budżetu, a resztę na podnoszenie jakości świadczeń, czyli m.in. na sprzęt i własne badania. Jeśli, jak ostatnio podaje ministerstwo, są szpitale wydające powyżej 100 proc. budżetu na płace, skąd mają brać fundusze na jakość świadczeń, choćby na sprzęt? Oszczędzając: na dyżurze jest niewystarczająca obsada, za mało lekarzy i pielęgniarek… Jak w takich warunkach budżetowych myśleć o zakupach nowego sprzętu?

PK: Trzeci element niedofinansowania to dostęp do świadczeń?

WW: Tak, ale tu sytuacja jest bardziej skomplikowana. Poświęcimy jej kolejną rozmowę.

PK: Będzie się działo.

Idź do oryginalnego materiału