Wywiad z Paniami Joanną Szmurło-Grzybko – dyrektor Ośrodka REVENU, oraz Agnieszką Puszko – kierownikiem ośrodka

osrodkiterapii.pl 1 dzień temu

Współczesne problemy młodych ludzi coraz rzadziej dają się zamknąć w jednej prostej diagnozie. Uzależnienie od substancji, telefonu czy gier może współistnieć z lękiem, obniżonym nastrojem, samotnością, trudnościami w relacjach, presją rówieśniczą czy niskim poczuciem własnej wartości. Dlatego skuteczna pomoc nie może ograniczać się wyłącznie do zatrzymania konkretnego zachowania. Potrzebne jest spojrzenie na młodego człowieka szerzej – na jego emocje, potrzeby, relacje, historię i sposób radzenia sobie z trudnościami.

O takim właśnie podejściu opowiadają w naszym wywiadzie Joanna Szmurło-Grzybko, dyrektor Ośrodka REVENU, oraz Agnieszka Puszko, kierownik ośrodka.

REVENU specjalizuje się przede wszystkim w pracy z młodzieżą i młodymi dorosłymi. Skąd wziął się pomysł na stworzenie ośrodka właśnie dla tej grupy i czego – Pań zdaniem – najbardziej brakowało wcześniej w systemie pomocy młodym osobom?

Joanna Szmurło-Grzybko:
To nie był pomysł, który narodził się przy biurku. On wyrósł przede wszystkim z naszego doświadczenia w pracy z młodymi ludźmi. Przez lata obserwowałam, jak wiele trudności młody człowiek musi przejść, zanim otrzyma adekwatną pomoc. Często problem jest już bardzo widoczny dla rodziny, szkoły czy otoczenia, a sama młoda osoba przez cały czas nie ma poczucia, iż ktoś naprawdę próbuje zrozumieć, co się z nią dzieje.
Bardzo ważne było dla nas stworzenie miejsca, w którym młody człowiek nie będzie sprowadzany wyłącznie do swojego problemu. Nie chcemy widzieć przede wszystkim „uzależnionego”, „trudnego nastolatka” czy „dziecka sprawiającego problemy”. Chcemy zobaczyć człowieka – jego emocje, potrzeby, historię, relacje, zasoby i to, co sprawiło, iż znalazł się właśnie w tym miejscu.
W Revenu od początku bardzo ważna jest relacja. Wierzę, iż człowiek może się zmieniać wtedy, kiedy doświadcza zrozumienia, akceptacji i szacunku. Za trudnym zachowaniem bardzo często kryje się ból, samotność, niezrozumienie albo potrzeba, z którą młody człowiek nie potrafi sobie poradzić.

Agnieszka Puszko:
Dodałabym jeszcze, iż młodzi potrzebują przestrzeni, w której mogą być sobą, ale jednocześnie potrzebują jasnych granic i dorosłych, którzy potrafią te granice spokojnie utrzymać. To nie są rzeczy przeciwstawne.
Chcieliśmy stworzyć miejsce, w którym terapia nie będzie polegała tylko na „zabraniu” młodej osobie substancji czy telefonu. Chodzi o to, żeby razem z nią zrozumieć, dlaczego potrzebowała tego zachowania i co może pojawić się w jego miejsce.
Dlatego pracujemy nie tylko nad samym uzależnieniem czy objawem. Pracujemy nad emocjami, relacjami, poczuciem własnej wartości, sposobem radzenia sobie ze stresem i budowaniem nowych umiejętności.

Czy młoda osoba trafiająca do ośrodka zwykle sama dostrzega swój problem, czy częściej przyjeżdża dlatego, iż niepokoją się rodzice, szkoła lub najbliższe otoczenie? Jak wtedy budować jej własną motywację do terapii?

Joanna Szmurło-Grzybko:
Bardzo często młoda osoba nie przyjeżdża dlatego, iż sama uznała: „potrzebuję terapii”. Czasem przyjeżdża, bo rodzice już nie wiedzą, co robić. Czasem problem zauważa szkoła, rodzeństwo albo ktoś z najbliższego otoczenia.
I to jest bardzo istotny moment terapeutyczny. Nie możemy zaczynać od wymagania, żeby młody człowiek od razu chciał tego samego, czego chcą jego rodzice.
Najpierw trzeba zbudować relację. Zaciekawić się człowiekiem, a nie tylko jego problemem. Zapytać: „Co czujesz, z czym się zmagasz”, zamiast: „Dlaczego to robisz?”. Posłuchać, zanim zaczniemy przekonywać.
Motywacja często pojawia się dopiero wtedy, kiedy młoda osoba zaczyna doświadczać, iż terapia nie jest karą ani kolejną próbą kontrolowania jej życia, iż jest miejscem, w którym może zostać usłyszana.

Agnieszka Puszko:
I nie oznacza to, iż rodzic ma czekać bezczynnie, aż dziecko samo poprosi o pomoc. Wręcz przeciwnie. Rodzic może skonsultować sytuację ze specjalistą, choćby jeżeli młoda osoba odmawia rozmowy czy terapii. Można wtedy wspólnie ustalić, jak rozmawiać, jakie granice postawić i jak reagować na zachowania ryzykowne.
Ważne jest też rozdzielenie dwóch rzeczy: akceptacji człowieka i akceptacji jego zachowania. Możemy powiedzieć: „Widzę, iż bardzo cierpisz i chcę ci pomóc” oraz jednocześnie: „Nie zgadzam się na to, co się dzieje i nie będę udawać, iż tego nie widzę”.

Pani Joanno, po ponad 25 latach pracy terapeutycznej z młodzieżą i dorosłymi – czy zauważa Pani, iż problemy młodych osób zmieniły się na przestrzeni lat? Z czym młodzi mierzą się dziś częściej, niż kiedyś?

Joanna Szmurło-Grzybko:
Myślę, iż zmieniły się zarówno problemy młodych ludzi, jak i świat, w którym próbują dorastać.
Kiedy zaczynałam pracę, zdecydowanie częściej patrzyliśmy przede wszystkim na uzależnienia od substancji. Dzisiaj widzimy znacznie bardziej złożony obraz. Młody człowiek może jednocześnie mierzyć się z lękiem, obniżonym nastrojem, samotnością, trudnościami w relacjach, presją rówieśniczą, problemami z własnym obrazem siebie i uzależnieniem – także behawioralnym.
Ogromnie zmienił się również świat cyfrowy. Telefon, media społecznościowe czy gry mogą stać się dla młodego człowieka sposobem regulowania emocji. Nie chodzi więc tylko o pytanie: „Ile godzin spędzasz w telefonie?”. Ważniejsze jest: „Co ten telefon ci daje i czego dzięki niemu nie musisz czuć?”
Jeżeli młody człowiek sięga po ekran zawsze wtedy, kiedy doświadcza napięcia, samotności, nudy czy lęku, warto zainteresować się funkcją tego zachowania. W Revenu patrzymy właśnie na ten szerszy kontekst.
Widzę też coraz większą potrzebę bycia zauważonym i zaakceptowanym. Młodzi ludzie funkcjonują w świecie ogromnej presji porównywania się. Mają dostęp do ogromnej ilości informacji, ale paradoksalnie często bardzo trudno jest im odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania: Kim jestem? Czego potrzebuję? Co jest dla mnie ważne?
I dlatego tak dużo miejsca w terapii zajmuje dzisiaj nie tylko „problem”, ale również budowanie tożsamości, poczucia własnej wartości i sprawczości.

Pani Agnieszko, ma Pani doświadczenie zarówno w psychoterapii, psychoedukacji, profilaktyce uzależnień, jak i mediacji. Jak umiejętności mediacyjne przydają się w pracy z młodym człowiekiem i jego rodziną?

Agnieszka Puszko:
Bardzo często w rodzinie problemem nie jest brak miłości, ale brak możliwości usłyszenia się nawzajem.
Rodzic mówi: „Chcę ci pomóc”, a młody człowiek słyszy: „Kontrolujesz mnie”.
Młody mówi: „Potrzebuję przestrzeni”, a rodzic słyszy: „Nie obchodzisz mnie”.
Umiejętności mediacyjne pomagają mi zatrzymać ten konflikt i zobaczyć, co znajduje się pod słowami. Za złością rodzica często jest ogromny lęk. Za buntem młodego człowieka może być potrzeba autonomii, poczucia wpływu albo zwyczajnie potrzeba bycia potraktowanym poważnie.
Mediator nie szuka tego, kto ma wygrać. Szuka sposobu, żeby strony mogły się usłyszeć i znaleźć rozwiązanie, z którym można dalej żyć. W terapii rodziny jest to niezwykle potrzebne.
Czasami pierwszym krokiem nie jest rozwiązanie wszystkich problemów, ale doprowadzenie do tego, żeby rodzic i dziecko mogli spokojnie usiąść naprzeciwko siebie i powiedzieć: „Spróbujmy zrozumieć, co się z nami dzieje”.
W pracy Revenu bardzo ważna jest właśnie kooperacja z rodziną i budowanie zdrowej komunikacji, bez oceniania i obwiniania.

REVENU pomaga nie tylko osobom uzależnionym od alkoholu czy substancji psychoaktywnych, ale również młodym ludziom zmagającym się z depresją, lękiem, trudnościami w relacjach, skutkami przemocy czy kryzysami emocjonalnymi. Czy często okazuje się, iż uzależnienie jest tylko jednym z elementów znacznie szerszego problemu?

Joanna Szmurło-Grzybko:
Bardzo często. I dlatego nie chcemy patrzeć na uzależnienie jak na problem wyrwany z kontekstu.
Substancja albo zachowanie może pełnić określoną funkcję. Może pomagać na chwilę zmniejszyć lęk, odsunąć smutek, poradzić sobie z napięciem, poczuć przynależność do grupy albo uciec od rzeczywistości.
Dlatego samo odebranie młodemu człowiekowi tego sposobu radzenia sobie nie wystarczy. o ile nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie „co było potrzebne, iż musiałeś po to sięgnąć?”, problem może znaleźć sobie inne ujście.
W terapii staramy się więc zobaczyć cały obraz: emocje, relacje, historię rodziny, doświadczenia przemocy lub odrzucenia, sposób funkcjonowania w grupie, poczucie własnej wartości, a także to, jak młoda osoba radzi sobie ze stresem.
Uzależnienie może być bardzo poważnym problemem, ale czasami jest również sygnałem, iż pod spodem dzieje się znacznie więcej.

Jak dużą rolę w procesie leczenia odgrywa rodzina? Czy zdarza się, iż podczas terapii młodej osoby również rodzice muszą zmienić sposób komunikacji, stawiania granic albo reagowania na kryzysy?

Agnieszka Puszko:
Rodzina jest bardzo istotną częścią procesu. Nie dlatego, iż rodzice są odpowiedzialni za problem dziecka, ale dlatego, iż młody człowiek będzie wracał do relacji, w których funkcjonował przed terapią.
Czasami więc okazuje się, iż zmiany potrzebuje nie tylko młoda osoba.
Rodzice uczą się, jak stawiać granice bez upokarzania, jak być konsekwentnym bez ciągłej kontroli, jak reagować na kryzys bez krzyku i jak rozmawiać o trudnych rzeczach bez zamieniania każdej rozmowy w przesłuchanie.

Joanna Szmurło-Grzybko:
I bardzo ważne jest, żeby rodzice nie słyszeli w terapii komunikatu: „To przez was”.
Przeciwnie. Chcemy im pomóc odzyskać poczucie wpływu. Czasami rodzice są tak zmęczeni i przestraszeni tym, co się dzieje, iż zaczynają reagować skrajnie – raz nadmierną kontrolą, innym razem całkowitą rezygnacją.
Terapia i psychoedukacja pozwalają znaleźć trzecią drogę: bliskość połączoną z granicami.
Rodzic może powiedzieć: „Kocham cię i jestem po twojej stronie” oraz jednocześnie: „Nie zgodzę się na zachowania, które zagrażają tobie lub innym”.
To bardzo ważne rozróżnienie.

Co powiedziałyby Panie rodzicowi, który widzi, iż jego dziecko cierpi, ale boi się podjąć decyzję o terapii – oraz młodej osobie, która uważa, iż nikt nie jest w stanie jej zrozumieć?

Joanna Szmurło-Grzybko:
Rodzicowi powiedziałabym: nie czekaj, aż problem stanie się jeszcze większy, żeby uznać, iż warto poprosić o pomoc.
Nie trzeba mieć pewności, iż dziecko jest uzależnione. Nie trzeba mieć diagnozy. Nie trzeba też samemu wiedzieć, co zrobić.
Można po prostu powiedzieć: „Widzę, iż coś się z tobą dzieje i martwię się o ciebie. Nie chcę cię oceniać. Chcę zrozumieć i znaleźć z tobą pomoc”.
Rodzic nie musi rozwiązać tego sam. Pierwszym krokiem może być konsultacja i rozmowa ze specjalistą – również wtedy, kiedy młoda osoba nie pozostało gotowa na terapię.

Agnieszka Puszko:
A młodej osobie powiedziałabym coś bardzo prostego: to, iż dzisiaj masz poczucie, iż nikt cię nie rozumie, nie oznacza, iż tak będzie zawsze.
Czasami człowiek tak długo próbuje radzić sobie sam, iż przestaje wierzyć, iż ktoś może naprawdę go usłyszeć.
Nie musisz od razu wiedzieć, co jest z tobą nie tak. Nie musisz też przychodzić na terapię z gotową historią i odpowiedziami.
Możesz przyjść z jednym zdaniem: „Nie wiem, co się ze mną dzieje”.
I od tego można zacząć.

Joanna Szmurło-Grzybko:
Bo terapia nie zaczyna się od odpowiedzi. Bardzo często zaczyna się od tego, iż po raz pierwszy od dawna ktoś spokojnie pyta: „Co naprawdę się z tobą dzieje?”
I zostaje, żeby wysłuchać odpowiedzi.

Idź do oryginalnego materiału