Moment, w którym osoba uzależniona dopuszcza do siebie myśl, iż potrzebuje pomocy, może stać się początkiem realnej zmiany. Nie oznacza to jednak, iż od pierwszego dnia terapii musi być całkowicie przekonana do trzeźwienia – motywację można i często trzeba budować stopniowo.
O tym, jak wygląda ten proces, dlaczego w leczeniu uzależnień tak ważna jest odpowiednia diagnoza, jak pracować z pacjentami z podwójną diagnozą, młodzieżą oraz osobami zagrożonymi nawrotem, opowiada dr Lilla Gabińska – kierownik Ośrodka Droga do Domu, certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień i psychotraumatolog. W rozmowie podkreśla również, dlaczego nie warto czekać na „dno” i czemu czasem najważniejszym pierwszym krokiem jest po prostu pozwolić sobie pomóc.
Od wielu lat pracuje Pani z osobami uzależnionymi. Co z perspektywy tego doświadczenia uważa Pani za najważniejszy moment w procesie podejmowania decyzji o leczeniu?
Myślę, iż najważniejszy jest moment, w którym człowiek po raz pierwszy naprawdę dopuszcza do siebie myśl: „Nie radzę sobie sam. Potrzebuję pomocy.”
To wcale nie musi oznaczać, iż od razu jest w pełni zmotywowany do leczenia. Osoby uzależnione bardzo często przychodzą do nas pełne ambiwalencji. Jedna ich część chce zmiany, a druga przez cały czas broni substancji, bo przez lata alkohol czy narkotyki pełniły określoną funkcję – pomagały regulować emocje, uciekać od lęku, napięcia, samotności, traumy czy poczucia pustki.
Dlatego nie oczekuję od pacjenta, iż przekraczając próg ośrodka, będzie już całkowicie przekonany do terapii. Ważniejsze jest to, iż pojawiła się choćby niewielka gotowość, żeby spróbować.
Czasami człowiek trafia do nas po utracie pracy, rozpadającym się związku, konflikcie z rodziną czy kolejnym ciągu. Jednak sam kryzys nie leczy uzależnienia. Może natomiast stać się momentem zatrzymania, w którym człowiek zaczyna widzieć konsekwencje swojej choroby.
Właśnie wtedy możemy zacząć wspólnie budować motywację do zmiany.
„Droga do Domu” podkreśla, iż terapia opiera się na motywowaniu pacjenta do zmiany, a nie na przymusie i kontroli. Dlaczego wewnętrzna motywacja jest tak istotna w leczeniu uzależnienia i czy można ją zbudować już podczas terapii?
Zdecydowanie można ją budować podczas terapii. Powiedziałabym nawet, iż w wielu przypadkach jest to jeden z pierwszych celów leczenia.
Możemy stworzyć pacjentowi bezpieczne środowisko, zapewnić opiekę, terapię, psychoedukację i określone zasady funkcjonowania, ale nie jesteśmy w stanie podjąć za niego decyzji o trzeźwieniu.
Jeżeli jedyną motywacją jest strach przed partnerem, rodzicami, utratą pracy czy innymi konsekwencjami, może ona wystarczyć, żeby człowiek rozpoczął leczenie. Z czasem jednak potrzebujemy przejścia od „muszę się leczyć” do „chcę zmienić swoje życie”.
Dlatego w „Drodze do Domu” nie chodzi nam o podporządkowanie pacjenta. Chcemy, aby zaczął rozumieć siebie, mechanizmy swojego uzależnienia i funkcję, jaką substancja pełniła w jego życiu.
Kiedy człowiek zaczyna dostrzegać, iż trzeźwość nie jest karą ani rezygnacją z czegoś, ale możliwością odzyskania siebie, relacji, zdrowia i wpływu na własne życie, pojawia się zupełnie inna jakość motywacji.
I właśnie na takiej motywacji można budować trwałą zmianę.
Państwa ośrodek przyjmuje również pacjentów z podwójną diagnozą. Jak obecność dodatkowych problemów psychicznych wpływa na sposób prowadzenia terapii uzależnienia?
Bardzo istotnie. W praktyce klinicznej niezwykle często widzimy, iż uzależnienie nie występuje w izolacji. Pacjent może jednocześnie doświadczać depresji, zaburzeń lękowych, ADHD, zaburzeń osobowości, następstw traumy czy innych trudności psychicznych.
W takich sytuacjach nie możemy patrzeć wyłącznie na substancję.
Jeżeli człowiek przez wiele lat pił alkohol albo przyjmował inne substancje po to, żeby poradzić sobie z lękiem, napięciem, bezsennością, trudnymi wspomnieniami czy silnymi emocjami, samo odebranie mu substancji nie rozwiązuje problemu. Musimy spróbować zrozumieć, co za tym uzależnieniem stoi i jaką funkcję ono pełniło.
Dlatego tak ważna jest odpowiednia diagnoza oraz kooperacja różnych specjalistów. Terapia musi uwzględniać zarówno problem uzależnienia, jak i współwystępujące zaburzenia psychiczne.
Jednocześnie wymaga to dużej ostrożności. Nie wszystkie objawy obserwowane na początku leczenia muszą oznaczać odrębne zaburzenie psychiczne. Część może wynikać z używania substancji, zespołu abstynencyjnego czy długotrwałego funkcjonowania w uzależnieniu.
Dlatego diagnoza jest procesem, a nie jednorazowym postawieniem etykiety.
Oferują Państwo również krótkie pobyty motywujące dla osób, które nie są jeszcze zdecydowane na pełną terapię. Czy siedem dni może wystarczyć, aby człowiek zaczął inaczej patrzeć na własne uzależnienie?
Tak. Oczywiście siedem dni nie wystarczy, żeby wyleczyć uzależnienie i bardzo wyraźnie to podkreślamy. Może jednak wystarczyć, żeby rozpocząć coś niezwykle ważnego – proces zmiany myślenia o własnym problemie.
Dla niektórych osób perspektywa kilkutygodniowej terapii jest początkowo nie do zaakceptowania. Boją się pobytu w ośrodku, utraty kontroli, reakcji otoczenia, nie wiedzą, czego się spodziewać. Czasem przez cały czas nie są przekonane, iż rzeczywiście są uzależnione.
Krótki pobyt daje możliwość zatrzymania się, odzyskania trzeźwego spojrzenia na swoją sytuację, rozmowy ze specjalistami i zobaczenia, jak wygląda terapia.
Człowiek przez kilka dni jest również poza swoim dotychczasowym schematem – bez środowiska, miejsc i sytuacji bezpośrednio związanych z używaniem substancji. To potrafi stworzyć przestrzeń do refleksji.
Jeżeli po siedmiu dniach pacjent powie: „Widzę już, iż mam problem i chcę coś z tym zrobić”, to wydarzyło się bardzo dużo.
Taki pobyt traktujemy więc nie jako pełną terapię, ale jako możliwość otwarcia drzwi do dalszego leczenia.
Ma Pani również doświadczenie w pracy terapeutycznej z młodzieżą uzależnioną od alkoholu i innych substancji psychoaktywnych. Czy uzależnienie u młodego człowieka wymaga innego podejścia niż terapia osoby dorosłej?
Zdecydowanie tak. Nie możemy traktować nastolatka jak „mniejszego dorosłego”.
Młody człowiek znajduje się na zupełnie innym etapie rozwoju. Kształtuje swoją tożsamość, uczy się regulowania emocji, budowania relacji, podejmowania decyzji i przewidywania ich konsekwencji. o ile w tym okresie pojawiają się substancje psychoaktywne, mogą bardzo silnie wpływać na jego funkcjonowanie.
Dlatego w pracy z młodzieżą interesuje mnie nie tylko pytanie: „Co bierzesz?”, ale przede wszystkim: „Co się wydarzyło, iż tego potrzebujesz?”
Za używaniem substancji mogą kryć się problemy rodzinne, trudności szkolne, odrzucenie przez rówieśników, przemoc, trauma, niska samoocena, depresja, lęk czy trudności z regulacją emocji.
Bardzo ważna jest również praca z rodziną. Młodego człowieka nie można skutecznie leczyć w oderwaniu od środowiska, do którego później wróci.
Rodzice także potrzebują wiedzy i wsparcia. Muszą nauczyć się stawiać granice, reagować na zachowania związane z uzależnieniem, ale jednocześnie odbudowywać relację z dzieckiem.
W terapii młodzieży potrzebujemy więc jednocześnie granic, bezpieczeństwa, konsekwencji, relacji i ogromnej uważności na to, co młody człowiek próbuje nam swoim zachowaniem powiedzieć.
Jakie są pierwsze sygnały ostrzegawcze nawrotu? Czy nawrót zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie ponownego sięgnięcia po alkohol lub inną substancję?
Tak. To jedna z najważniejszych rzeczy, których uczymy naszych pacjentów: nawrót bardzo często zaczyna się znacznie wcześniej niż ponowne użycie substancji.
Picie alkoholu czy zażycie narkotyku jest często końcowym etapem procesu, który rozpoczął się wcześniej.
Pierwszymi sygnałami mogą być narastające napięcie, problemy ze snem, drażliwość, izolowanie się od innych, zaniedbywanie terapii, rezygnowanie ze spotkań, powrót do dawnych znajomości, idealizowanie okresu używania czy myśli typu: „Może jednak nie było ze mną aż tak źle”.
Bardzo ważnym sygnałem jest również utrata kontaktu z własnymi emocjami i potrzebami. Człowiek zaczyna funkcjonować w napięciu, ale zamiast szukać pomocy, ponownie uruchamia stare mechanizmy.
Dlatego profilaktyka nawrotu nie polega wyłącznie na powiedzeniu pacjentowi: „Nie pij” albo „Nie bierz”.
Uczymy rozpoznawania własnych sygnałów ostrzegawczych, radzenia sobie z głodem substancji, regulowania emocji, proszenia o pomoc i reagowania zanim dojdzie do ponownego użycia.
Nawrót nie powinien być również traktowany wyłącznie jako porażka. Jest sygnałem, iż coś w procesie zdrowienia wymaga ponownego przyjrzenia się i odpowiedniej interwencji.
Gdyby mogła Pani przekazać jedną wiadomość osobie, która właśnie czyta ten wywiad, wie, iż traci kontrolę nad swoim życiem, ale wciąż boi się poprosić o pomoc – co chciałaby jej Pani powiedzieć?
Powiedziałabym: nie czekaj, aż stracisz wszystko, żeby uznać, iż zasługujesz na pomoc.
Nie trzeba osiągnąć „dna”, żeby rozpocząć leczenie.
Jeżeli zaczynasz zastanawiać się, czy alkohol, narkotyki, leki, hazard albo inne zachowanie przejmuje kontrolę nad Twoim życiem, to już jest wystarczający powód, żeby z kimś o tym porozmawiać.
Proszenie o pomoc nie oznacza słabości. Przeciwnie – często jest pierwszą od dawna decyzją, w której człowiek zaczyna naprawdę chronić samego siebie.
W swojej pracy widziałam wiele osób, które przychodziły przekonane, iż wszystko już straciły i niczego nie da się odbudować. A później krok po kroku odzyskiwały relacje, zdrowie, poczucie własnej wartości, odpowiedzialność i zwyczajne życie.
Dlatego chciałabym powiedzieć jednej osobie, która właśnie się waha:
Nie musisz dzisiaj wiedzieć, jak będzie wyglądało całe Twoje życie bez substancji. Nie musisz też obiecywać sobie, iż już nigdy się nie potkniesz. Na początek wystarczy jedna decyzja – pozwolić sobie pomóc. Resztę można budować krok po kroku.
Dr Lilla Gabińska
Certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień
psychotraumatolog









