Wysokie obroty, ciche przeciążenie. Jak rozpoznać moment, w którym organizm zaczyna wysyłać sygnały alarmowe?

kobieta.gazeta.pl 3 godzin temu
Żyjemy szybko, ambitnie, na wysokich obrotach, a jednak coraz częściej czujemy, iż coś w środku domaga się zatrzymania. W kulturze, która nagradza samowystarczalność, rozmowa o emocjach wciąż bywa aktem odwagi. A może to właśnie ona jest dziś nową definicją siły? O tym, jak rozpoznawać sygnały psychicznego przeciążenia i dlaczego empatia ma realną, biologiczną moc, rozmawiamy z dr Anną Werner Maliszewską.Kondycja psychiczna to nie temat tabu ani chwilowa moda, ale fundament jakości życia, relacji i poczucia sensu. Coraz wyraźniej widzimy, iż prawdziwa siła nie polega na samotnym dźwiganiu wszystkiego w ciszy, ale na odwadze, by powiedzieć: "to dla mnie trudne". O empatii, która realnie koi układ nerwowy, o micie samowystarczalności oraz o tym, jak budować odporność psychiczną, zarówno u siebie, jak i u dzieci, rozmawiamy z dr Anną Werner Maliszewską.
REKLAMA




Jakie sygnały w rozmowie mogą świadczyć o tym, iż ktoś przeżywa kryzys psychiczny?W rozmowie szybciej niż w zachowaniu widać, iż ktoś mierzy się z kryzysem psychicznym. Zdradzają to drobne sygnały: rozkojarzenie, trudność w skupieniu uwagi, gubienie wątków czy narzekanie na "gonitwę myśli", która nie daje odpocząć. Często pojawiają się też wypowiedzi pełne zamartwiania się albo rezygnacji. Drugim ważnym tropem jest zmiana emocji. Ktoś, kto zwykle trzyma fason, nagle staje się drażliwy, wybuchowy albo przeciwnie — mówi o wszystkim bez cienia emocji. W tle zwykle pobrzmiewa również przygnębienie i brak energii.W rozmowie mogą też paść sygnały dotyczące codzienności: problemy ze snem, spadek apetytu, zmęczenie, które nie mija, rezygnacja z ulubionych aktywności, zaniedbywanie obowiązków czy wyglądu. Czasem ktoś mimochodem wspomina, iż "nic mu się nie chce", "nie ogarnia" albo częściej sięga po używki. To właśnie te drobne zdania, wypowiedziane mimochodem, są często najważniejszym wołaniem o uwagę. Warto je usłyszeć.Jak kultura "radzenia sobie samemu" wpływa na gotowość do rozmowy o problemach psychicznych?To utrwalone przekonanie wyrządziło nam ogromną krzywdę. Wpoiło nam mit, iż prawdziwa siła polega na tym, by wszystko udźwignąć w pojedynkę, a proszenie o pomoc to oznaka słabości. Tymczasem z perspektywy biologii jest dokładnie odwrotnie. Jak wynika z badań naukowych kiedy przeżywamy stres, organizm uruchamia nie tylko kortyzol, czyli hormon mobilizacji ("hormon stresu"), ale równolegle — oksytocynę, hormon więzi i zaufania. To jak biologiczny komunikat: "szukaj wsparcia, nie dźwigaj tego sam".Paradoks polega więc na tym, iż w momentach największego obciążenia ciało nie oczekuje od nas heroicznej samotności, tylko kontaktu z drugim człowiekiem. Współregulacja — obecność, rozmowa, bycie obok — realnie obniża poziom stresu. To fizjologia.







fot. Shutterstock/ triocean


Dlatego myślenie "poradzę sobie, jeżeli poradzę sobie sam" jest mitem, który warto odczarować. Odwagą nie jest milczenie. Odwagą jest powiedzieć: "potrzebuję wsparcia". Mój dowódca powtarzał – o sile świadczy zdolność znalezienia wsparcia w najtrudniejszych warunkach. To zdanie świetnie opisuje również nasze codzienne życie. Najbardziej samodzielni i odważni jesteśmy wtedy, gdy umiemy wyjść do ludzi i sięgać po ich wsparcie, a nie się od nich odcinać.Dlaczego w kryzysie psychicznym tak często boimy się mówić o swoich emocjach?Nazwanie tego, co czujemy, oznacza uznanie, iż naprawdę jest trudno, a to bywa przerażające. Dochodzi do tego wstyd i obawa przed oceną: "co jeżeli ktoś uzna, iż przesadzam?", "co jeżeli nie zrozumie?". W efekcie zaczynamy cenzurować własne przeżycia, zanim jeszcze wypowiemy je na głos. Boimy się, iż zostaniemy odebrani jako słabi, nadwrażliwi albo "nie radzący sobie". A przecież kryzys psychiczny nie jest dowodem słabości, tylko sygnałem przeciążenia.Często pojawia się też lęk, iż obciążymy innych swoim stanem. Osoby w kryzysie myślą: "ktoś może tego nie udźwignąć", więc wolą milczeć. Problem w tym, iż ta cisza tylko powiększa ciężar, który i tak jest już ogromny.


Warto pamiętać, iż mówienie o emocjach nie jest słabością, ale sposobem na uwolnienie się od napięcia. Kryzys to tylko fragment czyjegoś życia, nie definicja tej osoby. Odwaga zaczyna się w momencie, w którym decydujemy się powiedzieć na głos, co naprawdę przeżywamy.Jaką rolę odgrywa obecność drugiego człowieka w momentach silnego lęku, smutku czy bezradności?Obecność działa jak kotwica. Kiedy emocje są zbyt silne, układ nerwowy potrzebuje drugiego człowieka, żeby się uspokoić. Nie słów, nie rad, ale samego faktu, iż ktoś jest obok i nie ucieka. To daje sygnał: "nie jesteś w tym sam".Kontakt z drugim człowiekiem potrafi dosłownie przeorganizować pracę mózgu. W eksperymencie Jamesa Coana samo trzymanie dłoni bliskiej osoby obniżało aktywność ciała migdałowatego, czyli centrum lęku [1]. Co więcej, im bezpieczniejsza była relacja, tym silniejszy efekt uspokajający.




fot. Shutterstock/PeopleImages





To oznacza, iż obecność drugiej osoby nie jest tylko "miłym dodatkiem". To biologiczny mechanizm regulacji emocji, zanim będą potrzebne nam techniki samouspokajania.Dlaczego osobom w trudnych okresach emocjonalnych często łatwiej rozmawiać z kimś obcym niż z najbliższymi?Najprościej mówiąc: z obcym rozmawia się łatwiej, bo taka osoba nie ma wobec nas oczekiwań, nie będzie rozczarowana, nie spróbuje nas "naprawiać" ani nie weźmie naszych emocji do siebie. To daje ogromne poczucie swobody.Z bliskimi jest inaczej. Łączy nas historia, a czasem właśnie ta historia utrudnia szczerość. Wspólne życie, wspólne rany, wspólne nadzieje. Czasem właśnie ta gęsta sieć relacji sprawia, iż trudno powiedzieć coś wprost. Boimy się, iż kogoś zranimy, iż ktoś odbierze nasze słowa jako ocenę, iż naruszymy delikatną równowagę.Jaką rolę odgrywa empatia w pierwszym kontakcie z osobą w kryzysie?Empatia jest jak otwarcie drzwi. Pozwala drugiej osobie poczuć, iż nie musi niczego udowadniać ani tłumaczyć. To zaproszenie do bycia sobą w najtrudniejszym momencie.


Empatia nie polega na współczuciu czy pocieszaniu, ale na zobaczeniu świata oczami drugiego człowieka [2].To umiejętność rozpoznania emocji, które ktoś przeżywa, i zakomunikowania: "widzę, iż to dla ciebie trudne", "słyszę jak to cię stresuje". Bez oceny, bez poprawiania, bez narzucania własnej perspektywy. To również uszanowanie faktu, iż druga osoba może myśleć i czuć inaczej niż my, i iż to jest w porządku.




fot. Shutterstock/ Lopolo


Empatyczna reakcja działa jak regulator napięcia. Kiedy ktoś czuje się naprawdę zrozumiany, w jego ciele spada poziom pobudzenia fizjologicznego. W pierwszym kontakcie to właśnie empatia tworzy fundament, pozwala osobie w kryzysie poczuć, iż może na chwilę odłożyć zbroję i po prostu być.


Jednak empatia nie zastępuje terapii, ale ma realny wpływ na to, jak funkcjonuje nasz układ nerwowy. Kiedy czujemy się widziani i słuchani, napięcie spada, a my odzyskujemy zdolność myślenia i podejmowania decyzji. To fundament, na którym dopiero można budować dalszą pomoc.Czy brak empatii w otoczeniu może pogłębiać kryzys psychiczny? W jaki sposób?Tak, brak empatii może sprawić, iż człowiek zaczyna wierzyć, iż jego emocje są "nie na miejscu". To wzmacnia izolację, a izolacja jest paliwem dla kryzysu. Czujemy się wtedy nie tylko źle, ale też samotni. Badania Naomi Eisenberger pokazują, iż chłód emocjonalny otoczenia aktywuje w mózgu te same obszary, które reagują na ból fizyczny [3]. Dlatego brak empatii nie tylko rani symbolicznie, on naprawdę boli.Dlaczego tak wiele osób w stanie silnego dyskomfortu psychicznego mówi: "Nie chcę rad, chcę, żeby ktoś mnie zrozumiał"?W silnym dyskomforcie psychicznym większość osób naprawdę nie chce rad. I to nie dlatego, iż nie szukają rozwiązania, ale dlatego, iż rada z definicji zakłada, iż problem da się gwałtownie naprawić. A kiedy ktoś jest w kryzysie, jego doświadczenie jest złożone, bolesne i często chaotyczne. Prosta wskazówka typu "weź się w garść", "spróbuj myśleć pozytywnie" czy "idź pobiegać" może zabrzmieć jak bagatelizowanie. Jakby emocje były przesadzone, a sytuacja łatwa do ogarnięcia.Dobre rady mają jeszcze jedną cechę: są zwykle zbyt ogólne, nie biorą pod uwagę indywidualnej historii, kontekstu, relacji, obciążeń. Dlatego rzadko trafiają w sedno. Osoba w kryzysie słyszy wtedy nie pomoc, ale sygnał: "nie rozumiem, przez co przechodzisz".


Jakie są najczęstsze błędy popełniane przez bliskich, gdy próbują "pomóc rozmową"?Błędy wynikają zwykle z dobrych intencji, ale potrafią przynieść odwrotny skutek. Zamiast wsparcia pojawia się poczucie niezrozumienia. Na pierwszym miejscu jest dawanie rad. Często szybkich, prostych i kompletnie niedopasowanych do sytuacji. W kryzysie takie "ogarnij się" czy "zrób coś ze sobą" brzmi jak sugestia, iż wystarczy chcieć, a to zwykle nieprawda.




fot. Shutterstock/ PeopleImages


Drugim błędem jest bagatelizowanie: "nie martw się", "inni mają gorzej". Takie komunikaty odbierają ważność emocjom i sprawiają, iż człowiek zaczyna czuć się jeszcze bardziej samotny. Podobnie działa porównywanie doświadczeń. Zamiast ulgi pojawia się wstyd, iż w ogóle przeżywamy trudności.Niejednokrotnie pojawia się też zakaz przeżywania emocji: "nie panikuj", "nie przesadzaj". To sygnał, iż negatywne uczucia są czymś niewłaściwym, co tylko pogłębia izolację. Do tego dochodzi zmiana tematu albo próba "naprawienia" osoby, jakby kryzys był usterką, którą da się gwałtownie usunąć.


Wszystkie te reakcje mają wspólny mianownik: odbierają przestrzeń na autentyczność. A w kryzysie człowiek potrzebuje przede wszystkim kogoś, kto wytrzyma jego emocje, zamiast je uciszać.Jak rozpoznać, iż zwykła rozmowa przestaje wystarczać i potrzebna jest profesjonalna pomoc?Zazwyczaj w codzienność zaczynają wkradać się zmiany. jeżeli ktoś, kto zwykle był energiczny, nagle staje się przygaszony, unika ludzi, przestaje odbierać telefony, rezygnuje ze spotkań, to sygnał, iż coś się dzieje. Podobnie, gdy osoba dotąd spokojna i zrównoważona zaczyna reagować drażliwością, wybuchami złości albo wycofaniem. Czasem widać to w drobiazgach: ktoś, kto zawsze dbał o siebie, zaczyna się zaniedbywać; ktoś punktualny nagle nie dotrzymuje terminów; ktoś obowiązkowy traci koncentrację i nie radzi sobie z prostymi zadaniami.Warto pamiętać, iż osoba w kryzysie często nie widzi tych zmian u siebie. Dlatego każda niewyjaśniona, utrzymująca się przez kilka dni zmiana w zachowaniu może być sygnałem, by delikatnie zainicjować rozmowę wspierającą.Jeśli jednak trudności zaczynają wpływać na podstawowe obszary funkcjonowania takie jak sen, apetyt, relacje, pracę, naukę, zdolność skupienia to znak, iż zwykła rozmowa może już nie wystarczyć. Zwłaszcza gdy problemy nie mijają mimo prób poradzenia sobie na własną rękę.


W takim momencie warto sięgnąć po profesjonalne wsparcie: psychologa, psychoterapeutę czy psychiatrę. Bliscy mogą dać obecność i zrozumienie, ale nie zastąpią specjalistycznej pomocy, która pozwala nie tylko przetrwać kryzys, ale także go przepracować.Jak komunikować bliskim, iż profesjonalne wsparcie to nie oznaka słabości, ale mądrego dbania o siebie?Najprościej: porównać to do zdrowia fizycznego. Gdy boli nas ząb, idziemy do dentysty. Gdy boli nas psychika, idziemy do specjalisty od zdrowia psychicznego. To nie słabość, to odpowiedzialność za siebie.Czy technologia i narzędzia takie jak AI mogą wspierać rozmowę w kryzysie opartą na empatii, czy raczej ją zastępują?Technologia może wspierać rozmowę w kryzysie, ale nie jest w stanie zastąpić relacji. Narzędzia takie jak AI pomagają uporządkować myśli, znaleźć informacje, czasem dają chwilę wytchnienia, gdy trudno sięgnąć po pomoc do człowieka. Jednak empatia, ta prawdziwa, regulująca, kojąca, jest doświadczeniem głęboko międzyludzkim.




fot. Shutterstock/ Tero Vesalainen





AI może więc pełnić rolę pomocniczą: pomóc nazwać emocje, przygotować się do rozmowy, dodać odwagi, by zrobić pierwszy krok. Ale rozmowa oparta na empatii wciąż rodzi się między ludźmi. W spojrzeniu, które mówi "widzę cię", i w obecności, która daje poczucie bezpieczeństwa.Czy to, w jaki sposób dzieci uczą się przeżywać i wyrażać emocje, ma wpływ na ich odporność psychiczną w dorosłym życiu?Ogromny. Badania w dziedzinie psychologii pokazują, iż odporność psychiczna nie jest cechą "wrodzoną", ale rozwija się w relacjach. Dziecko, które widzi, iż emocje są normalne i można o nich mówić, w dorosłości lepiej radzi sobie z kryzysami.Uczy się wtedy dwóch kluczowych rzeczy. Po pierwsze: iż to, co czuje, ma znaczenie. Po drugie: iż można o tym mówić i być wysłuchanym. Taki fundament sprawia, iż w dorosłości łatwiej prosić o pomoc, regulować napięcie i nie wpadać w pułapkę samokrytyki.Jak dorośli mogą na co dzień wzmacniać odporność psychiczną dzieci?Przede wszystkim przez wrażliwość na siebie i na dziecko. To właśnie w zwykłych, powtarzalnych sytuacjach najmłodsi uczą się, iż emocje nie są zagrożeniem, tylko częścią życia. Kiedy dorosły potrafi nazwać własne emocje i reagować z uważnością, i nie wstydzi się trudnych stanów, daje dziecku najważniejszą lekcję: "można czuć i przez cały czas być bezpiecznym". Młody człowiek widzi, iż trudne stany są częścią życia, a nie czymś, czego trzeba się wstydzić.


Ogromną rolę odgrywa też zachęcanie do opowiadania o swoich doświadczeniach. Dziecko, które regularnie ma przestrzeń, by mówić o tym, co je cieszy, złości czy smuci, trenuje swoją "kondycję emocjonalną" tak samo, jak trenuje się kondycję fizyczną. Rezyliencja nie pojawia się znikąd. Ona rośnie dzięki powtarzalnym, drobnym ćwiczeniom: rozmowom, nazwaniu emocji, wspólnemu szukaniu sposobów na uspokojenie.Ważne jest to, iż kondycję psychiczną i odporność psychiczną można wytrenować w oparciu o profesjonalne treningi. Przewidują one wypracowanie odpowiednich reakcji na sytuacje stresowe, silne emocje, które składają się na odporność psychiczną. Takie zadania zajmują od 90 sekund do 5 minut, czyli można je wprowadzić w najbardziej napięty grafik dnia codziennego i ćwiczyć razem z dzieckiem.Jak rozpoznać u dzieci moment, w którym naturalne trudności emocjonalne przestają być rozwojowe, a zaczynają wymagać profesjonalnego wsparcia?Najmłodsi przeżywają emocje intensywnie i to jest normalne. Ale jeżeli te emocje stają się tak silne lub długotrwałe, iż zaczynają utrudniać codzienne funkcjonowanie, warto się zatrzymać. Sygnałem alarmowym mogą być nagłe, wyraźne zmiany w zachowaniu. Dziecko, które dotąd było energiczne i interesujące świata, nagle staje się przygaszone, zmęczone, wycofane. Ktoś, kto lubił rówieśników, zaczyna unikać kontaktów, nie odpowiada na zaproszenia, izoluje się. Spokojne i uprzejme staje się drażliwe, wybuchowe, łatwo wpada w złość. Zdarza się też, iż zaniedbuje wygląd, traci koncentrację, przestaje radzić sobie z obowiązkami, które wcześniej nie sprawiały mu trudności.Warto pamiętać, iż dzieci często nie potrafią nazwać tego, co się z nimi dzieje. Dlatego to właśnie dorośli powinni zwrócić uwagę na pierwsze sygnały. jeżeli takie zmiany utrzymują się przez kilka dni, powodują wyraźny dyskomfort, zakłócają naukę, zabawę, relacje czy sen to zwykła rozmowa w takim przypadku może już nie wystarczyć.







fot. Shutterstock/ Mishchenko Svitlana


Konsultacja ze specjalistą nie jest oceną dziecka ani "stwierdzeniem problemu". To wyraz troski o jego dobrostan. Tak jak w przypadku gorączki czy bólu brzucha nie czekamy w nieskończoność. Tak samo warto reagować, gdy cierpi emocjonalnie. Wczesne wsparcie potrafi nie tylko zatrzymać kryzys, ale też nauczyć sposobów radzenia sobie, które będą procentować przez całe życie.Jak narzędzia cyfrowe, np. media społecznościowe czy AI, mogą wpływać na odporność psychiczną dzieci i młodzieży?Cyfrowe narzędzia mają dziś ogromny wpływ na odporność psychiczną młodych ludzi i, co ważne, ten wpływ nie jest jednoznaczny. Media społecznościowe potrafią być zarówno przestrzenią wsparcia, jak i źródłem obciążenia. Z jednej strony dają poczucie wspólnoty, możliwość znalezienia osób o podobnych doświadczeniach, a czasem wręcz pierwsze miejsce, gdzie młody człowiek odważa się powiedzieć "mam trudność". Z drugiej, narażają na nieustanne porównywanie się, presję bycia "idealnym" i kontakt z treściami, które mogą pogłębiać lęk, smutek czy poczucie bezradności.Raport, m.in. zespołu dr Halszki Witkowskiej, pokazuje, iż media społecznościowe mogą działać jak soczewka: wzmacniają to, co młody człowiek już przeżywa [4]. jeżeli czuje się samotny, algorytmy mogą podsuwać mu treści, które tę samotność pogłębiają. jeżeli szuka wsparcia to może je znaleźć, ale pod warunkiem, iż potrafi odróżnić rzetelne źródła od szkodliwych przekazów. To właśnie dlatego tak ważna jest rola dorosłych, którzy pomagają najmłodszym rozumieć to, co widzi w sieci i regulować emocje, które się przy tym pojawiają.


W praktyce oznacza to jedno: technologia może wspierać, ale nie wychowa odpornego psychicznie dziecka. To zadanie dorosłych. Ich obecności, rozmów, ciekawości świata młodego człowieka i gotowości, by być obok, kiedy cyfrowy świat staje się dla niego zbyt głośny.Gdyby miała Pani przekazać jedną najważniejszą myśl osobom, które dziś cierpią w ciszy, co by to było?Powiedz to komuś. Choćby jedno zdanie.Sonja Lyubomirsky pisze, iż poczucie więzi i miłości to najpotężniejszy czynnik szczęścia [5]. I to jest niezwykle prawdziwe. Milczenie buduje mury, które miały nas chronić, a z czasem zamieniają się w więzienie. Człowiek cierpiący w ciszy często czuje, iż nikt go nie zrozumie, iż jego ból jest "za duży" albo "nie na miejscu". Tymczasem paradoks polega na tym, iż poczujemy się bardziej kochani dopiero wtedy, gdy staniemy się bardziej znani.Najważniejsze więzi rodzą się w rozmowie. Nie w tej powierzchownej, o pogodzie i planach na weekend, ale w tej, w której odsłaniamy choćby kawałek prawdy o sobie.


Nie musimy od razu opowiadać całej historii. Wystarczy zacząć od prostego: "miałam trudny dzień", "ostatnio jest mi ciężko", "nie radzę sobie tak, jak bym chciała". Takie zdanie potrafi otworzyć drzwi, które długo były zamknięte. A kiedy ktoś po drugiej stronie naprawdę słucha, dzieje się coś niezwykłego. Dzielenie się i rozmowa zaczynają działać jak wspólne oddychanie. To już nie monolog ani wywiad, tylko spotkanie.Jeśli dziś cierpimy w ciszy, spróbujmy zrobić ten jeden krok. Nie po to, by natychmiast rozwiązać problem, ale po to, by nie być w nim samemu. Właśnie w tym momencie zaczyna się ulga.Psychiczne wsparcie na co dzieńWarto zadbać o siebie, swoje dobre samopoczucie oraz spokój umysłu.Ubezpieczenie zdrowia psychicznego od Nationale-Nederlanden zapewnia wsparcie na wypadek m.in. depresji czy kryzysu emocjonalnego. Nationale-Nederlanden oferuje również dostęp do treningu odporności psychicznej (w formie nagrań online) dla ubezpieczonych, bez dodatkowych kosztów.Regularny trening kompetencji psychicznych, równolegle z poczuciem zabezpieczenia w postaci ubezpieczenia na wypadek problemów ze zdrowiem psychicznym, może sprzyjać budowaniu poczucia bezpieczeństwa i sprawczości.


[1] https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/17201784/[2] https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/8796464/[3] https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/15242688/[4] https://samorzad.gov.pl/web/scdn-kielce/zrozumiec-aby-zapobiec-2024--zachowania-samobojcze-wsrod-dzieci-i-mlodziezy[4] https://news.ucr.edu/articles/2026/02/25/feeling-loved-secret-happiness-psychologists-say?utm_source=chatgpt.comMateriał marketingowy. Nie stanowi oferty w rozumieniu przepisów Kodeksu Cywilnego. Umowa Ubezpieczenie zdrowia psychicznego jest dostępna w Nationale-Nederlanden Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S.A. jako umowa dodatkowa do ubezpieczenia "Ochrona jutra", "Gwarancja jutra" i "Sposób na przyszłość". Szczegółowe informacje na temat zakresu ubezpieczenia i warunków realizacji świadczeń, w tym także wyłączeń i ograniczeń odpowiedzialności Nationale-Nederlanden, znajdziesz w OWU na stronie.Materiał promocyjny Nationale-Nederlanden.
Idź do oryginalnego materiału