Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej świadczy szeroki zakres usług badawczych, naukowych i medycznych. Jednym z kluczowych obszarów działalności jest okulistyka. Otwarty półtora roku temu nowoczesny blok operacyjny poprawił standard leczenia, znacząco zwiększył liczbę przeprowadzanych zabiegów i skrócił kolejki wśród pacjentów. O kulisach tej inwestycji, wyzwaniach systemowych i przyszłości okulistyki rozmawiam z dr. n. med. Radosławem Różyckim, kierownikiem Kliniki Okulistycznej WIML.
Od uruchomienia nowego bloku operacyjnego minęło już kilkanaście miesięcy. Jak ocenia Pan dziś tę inwestycję?
To był proces długi i wymagający, ale uruchomienie nowego bloku operacyjnego było dla nas kluczowe, choć wymagało dużej determinacji. Każda taka inwestycja niesie pewne ryzyko organizacyjne, finansowe i ludzkie. I choć często mówi się o jednej osobie jako „motorze zmian”, to prawda jest taka, iż bez zaangażowania całego zespołu – od dyrekcji po administrację – nic by się nie wydarzyło.
Dla mnie ważna była nie tylko nowoczesna infrastruktura. Chciałem stworzyć miejsce, które oprócz zwiększenia liczby wykonywanych zabiegów umożliwi też realne kształcenie młodych lekarzy. I z perspektywy czasu mogę powiedzieć, iż to, paradoksalnie, udało się najlepiej.
Co było największym problemem starego zaplecza operacyjnego?
Ograniczenia liczby sal, czasu i możliwości organizacyjnych. W medycynie nie da się rozciągnąć doby, więc jeżeli ma się jedną salę operacyjną, to zawsze ktoś musi czekać. Druga rzecz to brak przestrzeni do nauki. Młody lekarz nie nauczy się operować z książki. Musi mieć dostęp do sali operacyjnej, musi obserwować, a potem pod nadzorem wykonywać zabiegi. W starym systemie było to znacznie trudniejsze.
Warto dodać, iż nasza działalność ma szczególny wymiar. Okuliści Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej dbają o dobry wzrok lotników. To nie jest zwykła medycyna, to jeden z kluczowych elementów bezpieczeństwa państwa. Tu nie ma miejsca na kompromisy, bo od jakości widzenia zależą realne decyzje podejmowane w powietrzu.
Przejdźmy do konkretów. Czy liczba operacji rzeczywiście wzrosła?
Tak, i to znacząco. Nowy blok to dwie w pełni wyposażone sale operacyjne, co automatycznie zwiększyło naszą przepustowość. W przypadku zabiegów okuloplastycznych – tych mniej „medialnych”, ale niezwykle ważnych dla komfortu życia pacjentów – potroiliśmy ich liczbę. Dziś wykonujemy średnio od 5 do 10 takich procedur dziennie, co daje około 100 miesięcznie i blisko 1000 rocznie. To nie są małe liczby, zwłaszcza w tej części okulistyki.
A co z czasem oczekiwania pacjentów?
Nie ma co udawać – kolejki w systemie publicznym zawsze będą. Tego się nie oszuka. Ale udało się je realnie skrócić. Dzięki drugiej sali operacyjnej możemy wykonywać więcej zabiegów ambulatoryjnych, bez konieczności angażowania anestezjologa, o których coraz trudniej w szpitalach. To pozwala przyjmować pacjentów szybciej i sprawniej. Czy problem kolejek zniknął? Nie, ale został zdecydowanie złagodzony.
Czy te dwie sale operacyjne faktycznie zmieniły organizację pracy?
Zmieniły wszystko. Dwie niezależne sale to nie tylko więcej operacji, ale też znacznie większa elastyczność działania. Możemy równolegle prowadzić różne typy zabiegów, lepiej zarządzać zespołem i czasem. Natomiast największym wyzwaniem okazało się coś, o czym rzadko się mówi – to właśnie kadry. Chirurg to tylko jeden element układanki. Potrzebni są anestezjolodzy, pielęgniarki, instrumentariuszki. A tych, jak wiemy, w systemie przez cały czas brakuje.
Czyli sprzęt to nie wszystko?
Sprzęt to najłatwiejsza część do pozyskania – można go kupić. Kadry stanowią problem. Można mieć najnowocześniejszy blok operacyjny w Europie, ale bez ludzi nie wykona się ani jednego zabiegu. Dlatego dziś największym wąskim gardłem nie jest infrastruktura, tylko personel medyczny.
Jaki wpływ ta inwestycja ma na jakość leczenia i komfort pacjentów?
Bezpośredni. Nowoczesna infrastruktura to precyzja, bezpieczeństwo, krótszy czas zabiegu i szybszy powrót pacjenta do domu. Do tego dochodzi komfort – zarówno pacjenta, jak i zespołu. Lepsze warunki pracy przekładają się na mniejsze ryzyko błędów i powikłań. A jeżeli pacjent krócej czeka i szybciej wraca do zdrowia, to nie jest luksus, tylko standard, który powinien być normą.
Pojawiły się w związku z tym nowe możliwości kliniczne?
Tak. Rozwinęliśmy przede wszystkim chirurgię okuloplastyczną – zabiegi powiek, dróg łzowych, usuwanie zmian nowotworowych. To obszar, który w wielu ośrodkach jest marginalizowany, a ma ogromne znaczenie dla jakości życia pacjentów. Dodatkowo nowy sprzęt pozwala nam rozszerzać zakres procedur mikrochirurgicznych – od zaćmy, przez jaskrę, po choroby siatkówki. Krótko mówiąc: robimy więcej i robimy lepiej.
Czy taka inwestycja realnie odciąża system ochrony zdrowia i jest opłacalna?
Odciąża, ale nie rozwiązuje problemu systemowo. Zwiększenie liczby operacji działa jak odkręcenie zaworu bezpieczeństwa – zmniejsza ciśnienie, ale nie likwiduje przyczyny. jeżeli rośnie liczba pacjentów, a system nie nadąża, to zawsze będziemy gonić rzeczywistość. Ta inwestycja kosztowała ponad 5 mln zł. jeżeli ktoś patrzy tylko przez pryzmat finansowy, to nigdy nie zrozumie sensu takich inwestycji. To się „spłaca” społecznie: krótsze kolejki, lepsze leczenie, wyższa jakość życia pacjentów. Natomiast ekonomicznie utrzymujemy się na powierzchni. Nie dokładamy do okulistyki, ale też nie generujemy spektakularnych zysków. I dobrze – szpital to nie fabryka.
Co było najtrudniejsze w całym tym procesie?
Konsekwencja i utrzymanie kierunku mimo przeszkód. Zarządzanie kliniką to ciągłe balansowanie między potrzebami pacjentów, ograniczeniami systemu i realiami finansowymi. Nie można narzekać, iż pada deszcz – trzeba po prostu wziąć parasol i iść dalej.
Jakie są dalsze plany rozwoju?
Nie zatrzymujemy się. Chcemy dalej rozwijać zespół, zwiększać liczbę specjalistów i inwestować w sprzęt. Śledzimy światowe trendy. Uczestniczymy w międzynarodowych konferencjach, wdrażamy nowe rozwiązania. Polska okulistyka naprawdę nie odstaje od świata, ale przewaga sprzętowa Zachodu wciąż jest faktem.
Jednocześnie bardzo ważnym elementem naszego rozwoju jest kooperacja międzynarodowa. Mam okazję operować pacjentów również poza granicami kraju, prowadzić szkolenia i pokazy zabiegów dla lekarzy z innych państw. To działa w dwie strony – my uczymy się od innych, ale też coraz częściej to od polskich okulistów uczą się specjaliści z Europy, Azji czy Afryki. To jasno pokazuje, iż kompetencje mamy na bardzo wysokim poziomie. jeżeli gdzieś odstajemy, to nie w wiedzy czy umiejętnościach, tylko w dostępie do sprzętu i skali inwestycji.
Nowy blok operacyjny właśnie wyrównuje takie różnice. Wiele się zmieniło przez te półtora roku – od organizacji pracy po dostępność świadczeń – i tak będziemy przez cały czas działać. Takie inwestycje to nie fanaberie, tylko zwykła konieczność.
Rozmawiała Jolanta Czudak












