Poprzednia, 5. kolejka przyniosła kibicom z Białegostoku mnóstwo emocji, jednak zakończyła się w najgorszy możliwy sposób. Jagiellonia przegrała na wyjeździe z GI Malepszy Leszno 3:4, stracąc decydującą bramkę na zaledwie pięć sekund przed końcową syreną. Niezwykłą huśtawkę nastrojów przeżył Ołeksandr Kołesnykow. Ukrainiec w pierwszej połowie błysnął dwiema świetnymi asystami – najpierw po jego zagraniu z autu wyrównał Cristian Neme, a chwilę później po kolejnym podaniu piłkę do własnej siatki skierował gracz z Leszna. Niestety, po zmianie stron Kołesnykow zanotował dwa trafienia samobójcze, w tym to rozstrzygające o porażce w samej końcówce. Wcześniej ozdobą meczu był genialny rajdu Neme przez całe boisko, zakończony bramką na 3:2.
Błędów nie brakuje, ale drużyna się nie załamuje
Mecz w Lesznie obnażył też proste błędy w defensywie podlaskiego zespołu. Przed przerw











