80 miliardów euro więcej może kosztować Unię Europejską import ropy, jeżeli cena baryłki utrzyma się na poziomie 100 dolarów. Takie wyliczenie pojawia się w tegorocznym raporcie „State of Transport” przygotowanym przez organizację Transport & Environment i pokazuje skalę uzależnienia europejskiej gospodarki od paliw kopalnych. Największym klientem ropy pozostaje transport.
Z analiz przedstawianych przez Williama Todtsa wynika jasno, iż to właśnie transport jest jednym z głównych źródeł emisji gazów cieplarnianych w Europie. A wojna na Bliskim Wschodzie jasno pokazuje, iż ceny ropy gwałtownie reagują na konflikty geopolityczne i decyzje producentów skupionych między innymi w OPEC. W efekcie europejskie gospodarki pozostają zależne od czynników, na które mają bardzo ograniczony wpływ.
Koszt importu ropy przy 100 dolarach za baryłkę oznacza realny rachunek na 80 miliardów euro, które zamiast inwestować w rozwój technologiczny, wypływają na globalny rynek surowców. Dlatego transformacja transportu jest dziś równie ważna dla bezpieczeństwa energetycznego, co dla klimatu.
Zmiany już się dokonują. W ostatniej dekadzie sprzedano około 55 milionów samochodów elektrycznych, a Chiny odpowiadają za 60 procent rocznej sprzedaży takich pojazdów. Wraz z elektromobilnością w chińskim transporcie zaczyna spadać zużycie ropy, co pokazuje skalę globalnej zmiany w mobilności.
Europa nie pozostaje biernym obserwatorem. Aż 71 procent samochodów elektrycznych sprzedawanych w UE pochodzi z lokalnej produkcji. Jednocześnie pod względem rozwoju rynku elektromobilności kontynent pozostaje około trzy lata za Chinami. Utrzymanie celu zakończenia sprzedaży nowych samochodów spalinowych w 2035 roku może pozwolić Europie odzyskać globalne przywództwo technologiczne.
Na tym tle Polska wygląda szczególnie źle. Emisje z transportu wzrosły u nas od 1990 roku o 317 procent, drugie miejsce w UE, podczas gdy inne sektory – energetyka, przemysł czy rolnictwo – ograniczają emisje. Transport pozostaje więc jedynym dużym sektorem, w którym wciąż nie widać trwałego trendu spadku emisji. I właśnie w takim kraju pojawia się pomysł, by odpowiedzią na ten problem była jeszcze tańsza benzyna.
Nie zgadzam się z Michałem Wawerem, wiceprzewodniczącym Klubu Parlamentarnego Konfederacji, który w Popołudniowej rozmowie w RMF FM stwierdził, iż rozwiązaniem problemu konkurencyjności gospodarki są trwale niższe podatki na paliwo. Bo przy cenie baryłki ropy na poziomie 100 dolarów taka polityka oznacza po prostu większy rachunek za import surowca i jeszcze większe uzależnienie od niestabilnego rynku. Innymi słowy: im tańsza benzyna w Polsce, tym więcej pieniędzy wysyłamy producentom ropy poza Europę.
Moi drodzy Konfederaci, tania benzyna nie jest dziś strategią rozwoju, tylko mechanizmem utrwalania problemu. Prawdziwa konkurencyjność gospodarki nie polega dziś na dopłacaniu do benzyny, ale na tym, żeby tej benzyny potrzebować coraz mniej.







