Swoją drogą jak kiedyś biegałem dwa maratony w roku na wiosnę i na jesień? A był choćby rok z pokonanymi czterema;)
Msza święta na Jasnej Górze o szóstej trzydzieści. Potem śniadanie. Moja "działka" szykowania obiadu he,he... Następnie myk w buty biegowe i dreptanko na "Bałtyk".
Trochę udeptywania ścieżki rekreacyjnej;) Trochę buszowania po krzaczorach i siódemka z hakiem na liczniku he,he... 

Kiedyś mawiano "miałem do szkoły pod górkę" hi,hi... A ja mam zawsze z każdej strony pod górkę do domu:( Nic dziwnego skoro mieszka się w cieniu wieży jasnogórskiej he,he...



Aura dziś można powiedzieć letnia. Szesnaście stopni na plusie i pełnia słońca:)) Od razu się inaczej funkcjonuje:)
Było świetnie! w dodatku na ostatnim kilometrze w ogóle nie czułem, iż mam kolano hi,hi... To jest dziwne! tuptam wolniutko i jest dyskomfort. Po piątce staw kolanowy zaczyna działać jak dobrze naoliwiona maszyna i nie buntuje się gdy zegarek pokazuje sześć minut na kilometr;) No nie będę non stop się ścigał he,he... Przecież jak robię co lubię to nigdy się nie śpieszę;)

Cytat dnia:
„Proszę cię: zauważaj chwile, kiedy jesteś szczęśliwy.”
- Kurt Vonnegut
Przysłowia na dziś:
- „Straszna jest wrześniowa słota - miarka deszczu, korzec błota”









