Wakacje, kajakarz i telefon. Co wydarzyło się nad jeziorem?

wschodni24.pl 2 godzin temu

Wakacje. Temperatura rośnie. Kto może, wyjeżdża nad wodę albo wysoko w góry, choćby na lodowce, żeby choć trochę się ochłodzić.

Niestety klimat się zmienia i takie ekstremalne temperatury będą zdarzały się coraz częściej.

Ale ja nie o tym…

Pojechałem nad pewne jezioro, żeby w weekend nie siedzieć w domu. Wieczorem ognisko nad wodą ze znajomymi, miła atmosfera. Jednym słowem super.

Rano promienie słońca muskające twarz obudziły mnie dość wcześnie. A iż jestem uzależniony od porannego espresso, gwałtownie wstałem i razem z żoną poszliśmy na pomost. Plan był prosty, wypić wspólnie kawę z widokiem na jezioro.

Jeszcze dobrze nie usiedliśmy, a przepływający obok starszy pan w kajaku, starszy, czyli tak na oko… 65 lat powiedział do nas:

Dzień dobry.

Grzecznie odpowiedzieliśmy i już szykowałem się do jakiegoś zwyczajowego pytania o wodę, pogodę albo ryby.

Nagle spadł na nas prawdziwy grom.

Co za ludzie! Tylko w tych telefonach siedzą!

Rozejrzałem się dookoła. Nikogo nie było. Czyli chyba mówi do mnie.

Faktycznie. W jednej ręce filiżanka z napojem bogów, w drugiej telefon. Tylko iż z telefonu płynęły delikatne dźwięki mojej ulubionej playlisty.

Odpowiadam więc spokojnie:

Ja siedzę na pomoście, szanowny pan w kajaku, a wokół nie ma nikogo innego. O co adekwatnie chodzi?

I wtedy pan odpalił się niczym sylwestrowa raca podczas koncertu w Telewizji Republika.

Co za ludzie! Zamiast cieszyć się naturą i podziwiać świat, tylko te telefony!

Przyznam, trochę mnie rozbawił.

Szanowny panie odpowiedziałem, następnym razem, jeżeli będzie pan chciał wylać swoje żale i frustracje, iż nie ma z kim pływać, to proszę nie zaczynać od obcych ludzi. Świat będzie wtedy odrobinę lepszy. Mimo wszystko życzę panu miłego dnia.

Pan, chyba trochę zaskoczony, odpowiedział tylko:

Dziękuję.

I popłynął dalej.

I tu dochodzimy do sedna.

Czy naprawdę jesteśmy uzależnieni od technologii? Czy może po prostu korzystamy ze zdobyczy cywilizacji?

Bo jeżeli zamiast Grundiga czy Kasprzaka mam telefon i słucham muzyki…

Jeśli zamiast wielkiej gazety otwieram Wschodni24.pl i czytam to, co mnie interesuje…

Jeśli zamiast pisać list, iść na pocztę, a potem czekać tydzień na odpowiedź, mogę w kilka sekund napisać do bliskiej osoby…

To czy naprawdę oznacza, iż „siedzę tylko w telefonie”?

Naszła mnie taka refleksja.

Świat się zmienia. Od zawsze istnieje konflikt pokoleń. Od zawsze mówi się, iż młodzi są gorsi, leniwi, źle się ubierają, słuchają dziwnej muzyki i mają niezrozumiałe fryzury.

Przecież my też to słyszeliśmy.

Dokładnie to samo.

Jest tylko jedno „ale”.

Pamięć.

Z wiekiem zapominamy, jacy sami byliśmy jako dzieci, nastolatkowie czy dwudziestolatkowie. Zapominamy, iż nasi rodzice i dziadkowie również łapali się za głowę, patrząc na nasze pomysły.

A przecież życie jest jedno.

Każdy przeżywa własne dramaty, troski i radości. Każdy musi czegoś doświadczyć, żeby coś zrozumieć.

Świata nie zmienimy krzykiem, pretensjami i nieuprzejmością wobec przypadkowo spotkanych ludzi.

Możemy go zmieniać tylko własnym przykładem.

Dlatego pozdrawiam pana kajakarza.

I życzę mu, żeby następna przejażdżka odbyła się w towarzystwie żony, córki albo przyjaciół… jeżeli takich ma.

Bo wtedy może nie będzie miał czasu zaglądać do cudzych telefonów.

A ja?

Ja jutro rano znowu zrobię sobie espresso. I pewnie znowu wezmę do ręki telefon.

Choćby po to, żeby włączyć ulubioną muzykę.

Idź do oryginalnego materiału