Aikido
Nic nie powstrzymywało zapełniania kalendarza interwencyjnymi, nowatorskimi metodami leczenia.
W 1981 roku w Bethesdzie odbyło się robocze sympozjum, na którym doktor Rużyłło podzielił się swoim doświadczeniem, dotyczącym technicznych problemów biopsji mięśnia sercowego [100]. W 1984 roku w Warszawie przedstawił wyniki badań różnicy morfologicznej kardiomiopatii i zapalenia mięśnia sercowego. Opracowania obu tych tematów umieszczono w kilku monografiach. Redaktorem jednej z nich był wynalazca bioptomu Morie Sekiguchi [101], który w tym samym roku zaprosił światowych ekspertów biopsji mięśnia sercowego na sympozjum, wśród nich Witolda Rużyłłę do stolicy Nipponu – Tokio. Sekiguchi kręcił się po świecie, miał możność podziwiania egzotycznej, euro amerykańskiej kultury i czuł jakie wrażenie wywiera inność, dlatego do planu sympozjum włączył krajobrazy (bajka), tradycyjną kuchnię (oryginalna), napitki (ohyda?), kąpiele i inne japońskie uciechy. Niektóre z tych atrakcji były dostępne i stworzone jedynie dla mężczyzn. Kobiety mogły wtargnąć w ten świat jedynie w charakterze gejsz, podając herbatę ma klęczkach, odgadujących każde życzenie panów. A któremu mogło by się to nie podobać?
Morie Sekiguchi został obsypany nagrodami w postaci pochwał za narzędzie do pobierania wycinków z serca, które wypromował na całym świecie i wszedł do elitarnej armii tworzącej postęp. W życiu stosował zasady sztuki walki Aikido. Polega ona na tym, iż przed rozpoczęciem współzawodnictwa, nie myśli się o tym jak wygrać, bo wtedy się przegra. Przeciwnika traktuje się jak partnera, szuka się tego co łączy. Admiratorem tej sztuki był również inny Japończyk Kanji Inoue, jak również Andreas Grüntzig i Ake Senning, chociaż nie Japończycy.
Następstwem sukcesów są honory, niestety nic za darmo. Pełnienie zaszczytnych funkcji wymaga dodatkowej pracy i czasu, którego wciąż brak.
Zbliżał się okres, w którym w miarę „spokojna” praca Witolda Rużyłły: posiedzenia, diagnostyka, interwencje lecznicze, kongresy, sympozja, publikacje, zostanie poddana kolejnej próbie. Będzie musiał pogodzić kalendarz zajęć z kolejnymi zaszczytnymi, ale równocześnie czasochłonnymi funkcjami w Polskim Towarzystwie Kardiologicznym [113]. I tu cała monotonna wyliczanka, ale każda dodatkowa funkcja to długie godziny spotkań, narad, opracowań ważnych dokumentów, recenzowania i wielu innych powinności, w których żaden urzędnik zastąpić nie może.
Najpierw został członkiem Komisji Nagród Polskiego Towarzystwa Kariologicznego (1987 r.), potem członkiem Zarządu (1989 r.), przewodniczącym na czteroletnią kadencję (1991 – 1994 r.). Pełnił również funkcję przewodniczącego Warszawskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w okresie 1991 – 1994 r. Poprzednikami byli profesorowie: Feliks Bolechowski, Wanda Wysznacka – Aleksanrow, Andrzej Dyduszyński, a następcami jego uczniowie: profesorowie Marek Dąbrowski, Andrzej Ciszewski, profesorowie Instytutu z innych klinik: Tomasz Zieliński, Ania Konopka, Tomasz Rywik, Rafał Dąbrowski oraz profesorowie innych placówek: Jerzy Rekosz, Dariusz Wojciechowski. Oddział powołano w 1970 r.
W 2001 r. odbył się uroczysty Międzynarodowy Kongres PTK. Zaproszono prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie mógł, jak to często bywa, zjawić się osobiście, wysłał w zastępstwie szefową kancelarii, adwokat Jolantę Szymanek-Deresz. Kiedy Witold Rużyłło, swobodnie posługujący się językiem angielskim, przedstawiał ją międzynarodowemu gremium, uzmysłowił sobie jak bardzo atrakcyjną ma powierzchowność, zająknął się i pleno titulo zabrzmiało dość dowolnie. W stosownej chwili reprezentantka prezydenta, z czarującym uśmiechem, szepnęła jak miało brzmieć: „Head of Chancellery of the President of the Republic of Poland”.
Witold Rużyłło był inicjatorem powstania i przewodniczącym, przez 6 lat, Sekcji Kardiologii Inwazyjnej PTK. Do zarządu weszli Marek Dąbrowski, Janusz Drzewicki, Paweł Buszman, Maciej Kośmider i Grażyna Brzezińska-Rajszys – pediatra. Jej obecność w zdominowanym przez panów gronie, nie była przypadkowa. Rozumiała jak mało kto wady wrodzone, a posługiwała się narzędziami w cieniutkich naczynkach i maleńkich serduszkach jak nieliczni na świecie.
Profesor Rużyłło objął również fotel sekretarza, potem zastępcy redaktora naczelnego: Kardiologii Polskiej, redaktora naczelnego Postępów Kardiologii Interwencyjnej, członka rady redakcyjnej Folia Cardiologica i jeszcze daleko do końca, bo został też członkiem Komisji Koordynacyjnych Problemów Węzłowych, Resortowych i tematów w Centralnym Programie Rozwojowo Badawczym. W 2003 r. został wybrany do Centralnej Komisji do Stopni i Tytułów Sekcji Nauk Medycznych.
W tej imponującej liście rozczula skromne członkostwo w Towarzystwie Internistów Polskich od 1973 roku. To zrzeszenie lekarzy działających na pierwszej linii frontu, którzy muszą mieć pogląd, choćby powierzchowny, na wszystkie problemy, z którymi borykają się pacjenci od głowy, przez serce, płuca, brzuch, gruczoły endokrynologiczne, do kości, mięśni i stawów. Muszą odróżnić banalną niestrawność od objawów guza jelita grubego, wykazać stanowczość w skierowaniu na chirurgię przy podejrzeniu ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego, chociaż pacjent zaklina, iż zgłosi się do szpitala, nie dziś, jutro, bo akurat ma zagranicznych gości. Lekarze rodzinni muszą się orientować kiedy ból w klatce piersiowej może być zagrożeniem życia, a kiedy wynika z przyczyn, które życiu nie zagrażają. Muszą być czujni, szczególnie w sytuacji, kiedy odnoszą wrażenie, iż pacjentowi zależy na zwolnieniu lekarskim, podczas kiedy ma on złogi w nerkach i miewa bóle nietypowe, niezbyt nasilone, które okresowo ustępują. Kiedy pacjent zgłasza się z wymiotami, muszą pamiętać o objawach oponowych w krwawieniu wewnątrzczaszkowym i sprawdzić je. Muszą wypisać zalecenia, recepty, skierować na adekwatne badania dodatkowe, do odpowiednich specjalistów lub na ostry dyżur. A wszystko w tempie wyszukiwarki Wikipedii, bo tłum chorych czeka i niecierpliwi się. Jak to wyglądało bez cyfryzacji? Norma czasu w pacjenta choćby w Stanach to tylko 15 minut. Trudno zbadać chorego w tak krótkim czasie, zwłaszcza o ile się go widzi pierwszy raz, lub o ile pytanie trzeba powtórzyć kilka razy, a pytań jest wiele, albo należy się zagłębić w grubej teczce z dokumentacją (wynikami najrozmaitszych badań, wielokrotnego leczenia szpitalnego).
Operacje bez skalpela
W 1982 roku w John Hopkins University w Baltimore zespół pediatryczno radiologiczno chirurgiczny: Jean Kan, Robert White, Sally Mitchell i Timothy Gardner przeprowadzili po raz pierwszy na świecie nieoperacyjne leczenie wrodzonego zwężenia zastawki tętnicy płucnej. Rozszerzyli ją wprowadzonym do ujścia naczynia balonem [114].
Dwa lata później 19 czerwca 1984 roku, tryumf tej interwencji w Polsce, zapewnił Witold Rużyłło w Instytucie Kardiologii [115]. Było by wcześniej, ale zdobycie odpowiednich narzędzi trochę trwało.
Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku obfitowały we wdrażanie nowych, interwencyjnych rozwiązań.
Pierwszym było nieoperacyjne leczenie zwężenia cieśni aorty, tzw. koarktacji. Ta wrodzona wada dotyczy okolicy odejścia przewodu tętniczego, który w życiu płodowym łączy aortę z tętnicą płucną, zapewniając utlenienie tkanki płucnej. Pierwszy oddech noworodka powoduje zamykanie niepotrzebnego po urodzeniu połączenia.
Podobno pierwszy raz rozpoznano tę anomalię w czasie autopsji córki francuskiego poety, pisarza, orientalisty, członka Akademii Francuskiej, ministra spraw zagranicznych Alphonse de Lamartine’a. W 1832 roku rozpoczął dwu letnią podróż wynajętym statkiem z kilkunastoosobową załogą i osobistą służbą do Ziemi Świętej, Libanu i Syrii. Zabrał ze sobą pokaźny bagaż niezbędnych przedmiotów, w tym kilkaset książek. Jego jedyne dziecko zmarło w Bejrucie 7 grudnia 1832 roku [116].
Koarktacja aorty prowadzi do wzrostu ciśnienia w aorcie przed zwężeniem i niedociśnienia, powodującego upośledzone ukrwienie tkanek, poniżej zwężenia. W nadciśnieniu tętniczym u dziecka zwykle szukamy najczęstszej przyczyny – choroby nerek, potwierdzamy ją w arteriografii tętnic nerkowych. Mimo fantastycznych narzędzi diagnostycznych są wpadki. Niedawno opisano przypadek 17 letniego chłopca z kilkuletnim wywiadem nadciśnieniowym. Wynik arteriografii nerek był prawidłowy. Rozpoczęto leczenie kilkoma lekami, bez efektu. Nikt jednak nie zbadał pacjenta jak należy, nie porównał ciśnień na górnej i dolnej kończynie, na której w koarktacji jest istotnie niższe [117], czyli nie możemy rozpoczynać diagnostyki od wysoce wyspecjalizowanych badań obrazowych, zwłaszcza, kiedy nie są one obojętne dla organizmu. Metoda „szkiełka i oka” przez cały czas jest działaniem pierwszego wyboru i jak widać na przykładzie, dostarcza cennych informacji.
W 1944 roku Clarence Crafoord w Szwecji pierwszy operował wadę łącząc brzegi prawidłowej aorty przed i za zwężeniem [118]. Pierwszy zabieg leczenia wady plastyką balonową wykonał Melville Singer, publikacja ukazała się w 1982r. [119]. Witold Rużyłło te zabiegi rozpoczął w 1984 roku i wykonał je u 52 chorych [120] [121]. Jednak na podstawie własnego doświadczenia, zgodnego z doniesieniami z innych, liczących się ośrodków, obserwacje w okresie odległym, nie u wszystkich chorych były zadowalające. Pojawiały się tętniaki aorty, rozwarstwienia ścian, a to jest stan zagrażający życiu. Nie bez żalu interwencyjne leczenie koarktacji aorty przerwano (do chwili wprowadzenia stentów).
Wrodzoną wadę serca – przetrwały przewód tętniczy po raz pierwszy opisał Leonardo Botallo w XVI wieku. Przewód tętniczy łączy tętnicę płucną z początkowym odcinkiem aorty zstępującej. Jego zadaniem w życiu płodowym jest dostarczenie utlenionej krwi do tkanek obwodowych z ominięciem płuc (odżywia je niewielka ilość krwi dostarczonej z prawej komory). Zaczyna się zamykać w chwili pierwszego oddechu po urodzeniu, a o ile to nie nastąpi samoistnie i po włączeniu farmakoterapii, przeciek pozostaje i uruchamia mechanizmy zmieniające architekturę serca. Wiedzie to do dysfunkcji narządu.
Pierwsze zabiegi likwidowania przecieku, bez użycia chirurgicznego noża, wykonywano od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w Berlinie na Uniwersytecie Humboldta. Inicjatorem był Werner Portsmann, radiolog [110]. Zastosował on iwalonowy korek [122]
W 1975 r. Witold Rużyłło uznał tę metodę za szansę dla chorych, nieporównywalną z leczeniem chirurgicznym, mniejszy stres, większe bezpieczeństwo. Przygotowania były metodyczne. Pojechał do Berlina na szkolenie.
Pierwszy taki zabieg w kraju wykonał we wrześniu 1976 r. wraz ze Zbigniewem Purzyckim i życzliwą asystą twórców metody Portsmanna i Wiernego.
Łatwo się mówi: zamknęli. Cewnik z prowadnikiem, czyli szyną, wprowadzili do lewej tętnicy udowej. Wymaga to szczególnej delikatności, bo choćby draśnięcie tej tętnicy może spowodować plamę na suficie (krwi), takie jest ciśnienie w aorcie. Dlatego wkłucie i wprowadzenie cewnika nie może naderwać ścianki naczynia. Z tętnicy udowej cewnik przesuwa się do tętnicy biodrowej, potem ostrożnie do aorty zstępującej aż do miejsca przetrwałego połączenia, stąd z fenomenalną wyobraźnią przestrzenną do tętnicy płucnej. Następnie, przez układ żylny, wprowadza się cewnik do tętnicy płucnej, z przeciwnej strony: z prawej żyły udowej, do żyły główniej dolnej, dalej do prawego przedsionka, do prawej komory i tętnicy płucnej, do miejsca przetrwałego połączenia. W tym momencie trzeba złapać na lasso prowadnik (nie ma w tym momencie żadnego Jezus Maria) i, wyciągnąć nie za mocno, nie za słabo przez prawą komorę, prawy przedsionek drogą żylną. W cewniku lewostronnym powstaje przestrzeń do wprowadzenia korka, wykonanego z iwalonowej gąbki i dopracowanym wcześniej, na podstawie aortografii, kształtem. Korek odbywa podróż w kierunku przewodu Botalla z pomocą kolejnego urządzenia. Kiedy się zaklinuje w naczyniu, które nie chciało się samo zamknąć po urodzeniu, powolutku, ale nie ślamazarnie wycofuje się rurki z naczyń bez haratania ścian.
Wszystkie zabiegi w Pracowni Hemodynamicznej Instytutu Kardiologii zostały wykonane bez najmniejszych niespodzianek aż do ostatniego, kiedy krwawienie z tętnicy udowej wymagało interwencji dyżurującego zespołu chirurgów. Ale to i tak nic w porównaniu z operacją.
Wyniki zostały przedstawione na XII Światowym Kongresie Kardiologicznym i XVI Kongresie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Berlinie w 1984 roku, jak również na wielu sympozjach, w Polsce, Austrii, Finlandii, Francji. Jaka była reakcja? Zachwyt, uznanie.
Po trzech latach, do zamykania przewodów najmniejszych, korek zastąpiono parasolką Billa Rashkinda. Przewody najszersze również doczekały się odpowiedniego narzędzia. Wymyślił je jak i wiele innych urządzeń, niezbędnych do spektakularnych działań interwencyjnych kardiologicznych, neurologicznych – Austriak Kurt Amplatz. Wiedzę, doświadczenie pomnażał w Stanach. Obdarzony techniczną (i biznesową) smykałką, wyobraźnią jak unowocześnić diagnostykę i leczenie wielu chorób, założył firmę produkującą opatentowane cuda dla interwencyjnych technik [123].
Następcą Witolda Rużyłły w nieoperacyjnym zamykaniu przetrwałych przewodów tętniczych został Marcin Demkow. Dysponował nowym narzędziem, zapinką Amplatza. Stworzenie kompetentnego, zgranego zespołu, z umiejętnością porozumiewania się w czasie tak trudnych zabiegów, niemal bez słów, jest równie wielką sztuką jak osiągnięcia indywidualne. We wszystkich osiągnięciach alumnów, tkwi cząstka dokonań Nauczyciela. Otworzył im drzwi do Sanktuarium, oświecał, ćwiczył, mobilizował do własnych poszukiwań, hartował w bojach o ludzkie życie.
Jednak nic w medycynie nie jest jednoznaczne. Są sytuacje, w których od drożności przetrwałego przewodu tętniczego zależy życie, na przykład w atrezji płucnej -zrośniętej zastawki płucnej. Aby noworodek dotrwał do chwili, kiedy korekcja będzie możliwa, podawano prostaglandyny we wlewach, które zapobiegają zamknięciu przewodu. Dziś stosuje się pewniejszą metodę – stent [124] – w ten sposób przeciek krwi z aorty do krążenia płucnego zasili je utlenioną krwią, choć w niedostatecznej ilości. Rozpoznamy to na podstawie zmniejszenia sinicy.
Szczególnie satysfakcjonujące były badania i wyniki plastyki balonowej wrodzonego zwężenia zastawki aortalnej u dzieci, prezentowane na wielu prestiżowych konferencjach, budząc uznanie. Autorem pierwszej walwuloplastyki aortalnej w Polsce był Witold Rużyłło w 1986 r.
Do trudnych zabiegów należy przez cewnikowa implantacja sztucznej zastawki w ujście aortalne. Obejmuje jedynie tych chorych, u których są przeciwwskazania do operacji lub ryzyko jest zbyt wysokie, co zwykle dotyczy schorowanych pacjentów w podeszłym wieku.
Ten sposób leczenia wymyślił Alain Cribier i wprowadził go w życie. W dzieciństwie fascynowała go postać doktora Alberta Schweitzera. Postanowił pójść w jego ślady. Wprawdzie nie realizował się w dżungli Gabonu jak noblista, ale wybrał karierę naukową na Uniwersytecie w Rouen. Nurtował go problem zwężenia zastawki aortalnej u starych, schorowanych pacjentów. Ci chorzy są czasem w zbyt ciężkim stanie, by mogli poddać się wszczepieniu sztucznej zastawki. Profesor Cribier zaryzykował i w 1985 r podjął próbę plastyki zastawki z pomocą balonu. Wynik był rewelacyjny, prawdopodobnie zastawka nie była zbyt mocno zwapniała.
Z następnymi zabiegami, szczególnie z restenozami już nie poszło tak łatwo. Potrzebował 17 lat by pomysł przez cewnikowej implantacji zastawki w ujście aortalne wcielić w życie. Przeszedł wszystkie etapy innowacyjnego leczenia: przekonania samego siebie, iż pomysł przyczyni się do poprawy stanu chorego, kalkulacji jak długo ten proces potrwa, ile będzie kosztował, ile wysiłku będzie wymagało przekonanie gremiów, których akceptacja jest niezbędna do wdrażania nowych rozwiązań, znalezienie współdziałających fachowców, wyjaśniania idei bez zdradzania najtajniejszych sekretów, cierpliwości i wytrwałości, od pomysłu do finału, propagowania innowacji z jednoczesnym jej strzeżeniem [125].
Równolegle z kolejnymi doświadczeniami zawodowymi pojawiły się komplikacje w życiu osobistym. Miejsce onieśmielenia Kasi zajęło irracjonalne uczucie, którego nie potrafiła ujarzmić. Strategia wycofania nie wchodziła w rachubę. Z pełną świadomością wybrała drogę najeżoną przeszkodami. Niektóre udawało się przeskakiwać, przygniatające strząsać. Być może, jej stan hiper skupienia na celu, poruszył konstelację gwiazd.
Dotarcie do horyzontu zdarzeń, miejsca, w którym po przekroczeniu granicy nie ma odwrotu. Florencja.
W końcu lat osiemdziesiątych, Międzynarodowy Kongres poświęcony kardiomiopatiom. Patronował znawca pozapalnych i uwarunkowanych genetycznie chorób mięśnia sercowego, profesor Fulvio Camerini. Doktor Rużyłło przedstawił wyniki dwu letniej obserwacji chorych z kardiomiopatią rozstrzeniową, leczonych immunosupresyjnie. Współautorką była Zosia Bilińska.
Na tytułowej stronie zaproszenia, kopuła katedry Santa Maria del Fiore. Na niej wystylizowane serce, które przypomina biały jak śnieg, irys. Ten kwiat zwykle jest wielobarwny, jak środek lokomocji złotopiórej, wiatronogiej wysłanniczki bogów Olimpu – Iris, zjeżdżającej na tęczy z poufnymi zleceniami na ziemski padół.
Na rysunku kopuły jest też zaznaczone cudo techniki XV wieku, kilku centymetrowy,
precyzyjnie obliczony, okrągły otworek, przez który prześlizguje się do wnętrza katedry promień światła, wskazujący z dokładnością do pół sekundy, samo południe i najdłuższy dzień w roku, dzień letniego przesilenia, kiedy oś obrotu ziemi po stronie północnej maksymalnie wychyla się w kierunku słońca.
W osobistym życiu Witolda i Kasi, po latach niezdecydowania, niemocy, braku
rozstrzygnięć trudnych problemów, co za, co przeciw, we Florencji nastąpił przełom.
Raczej tak niż nie. Cóż znaczy kilka lat wahań, kluczenia po labiryncie z zamaskowanym wyjściem, panowania nad słowem, gestem wobec 600 lat twórczych ambicji przy wznoszenia katedry, pokonujących przeszkody, na przemian z niemocą, stagnacją?
Długa polarna noc mija bezpowrotnie.
Od tej chwili, Witold i Kasia są nierozłączną parą, codziennie wykorzystują każdą chwilę, by być razem. Wiedziała kiedy będzie dzwonił, jak usną dzieci, ona razem z nimi, ale na minutę przed telefonem, budziła się. Czekała. Rozmawiali zwykle godzinę. o ile wyjeżdżał, choćby w najdalsze zakątki świata, zawsze znajdywał czas na telefon. Wychodziła po niego na lotnisko, każda chwila bliskości był cenna, zwłaszcza w mglistym przeczuciu pojawienia się gradowych chmur.
Sympozja, konferencje, zjazdy, czas prezentacji osiągnięć, wymiany myśli, spotkań ludzi mówiących tym samym językiem, odnowienie przyjaźni, refleksji dotyczących szybkości zmian w czasie są integralną częścią naukowej pracy.
Kongres w Amsterdamie.
Przyjeżdża Teresa. Uczestniczy w galowym obiedzie i w pozostałych, mniej oficjalnych spotkaniach.
Nerwy Kasi napięte do granic możliwości, puszczają. Chciałaby uciec z tego piekielnego miejsca, ale zwycięża zdrowy rozsądek, stawia czoło wyzwaniu i przedstawia wyniki swojej pracy.
Dociera do niej, iż nie chce takiego życia. Jednocześnie ma świadomość, iż los spoczywa w jej rękach.
Witold prowadzi obrady, starając się, by nikt nie dostrzegł niszczycielskiego tornada, przetaczającego się przez jego życie.
I wciąż sytuacja bardzo trudna. Rozdarty między silnym poczuciem obowiązku i niezależną od woli siłą. Przeprowadza się do rodziców.
Kasia poddaje się terapii. Potrzebuje odartej z emocji oceny fachowca, niezwiązanego z tą sytuacją. Rozumie jedno, tak dalej być nie może.
Występuje o rozwód. Po załatwieniu wszystkich, uciążliwych procedur, powraca do nazwiska rodowego Biernacka. Powoli, jak rekonwalescent po długiej i ciężkiej chorobie, dochodzi do siebie. Pracuje, uczy się. Jedyne pocieszenie – zdrowe, mądre, zdumiewająco samodzielne dzieci.
W tym strasznym zamęcie rzuca się w wir pracy. W doktoracie przedstawia wyniki badań, obejmujących chorych z komorowymi zaburzeniami rytmu. Dzięki koleżeńskiej bezinteresowności, diagnostykę poszerzają wyniki biopsji mięśnia sercowego. Dwójkę z interny zdaje z wyróżnieniem, co zdarza się wyjątkowo rzadko. Egzamin specjalizacyjny z kariologii, a zwłaszcza doktorat, to poruszanie się na raczej spokojnym akwenie, ale egzamin specjalizacyjny z chorób wewnętrznych II stopnia jest obarczony takim stopniem trudności, jak co najmniej spływ kanionem Colca.
Jest matką trójki dzieci. Odmienny stan jej służył. Pięknie wyglądała, a powrót do nienagannej sylwetki może budzić zazdrość. Zapytana kiedyś jakiego to wymaga wysiłku, zdradza tajemnicę, którą nie każdy pojmie: „ja jestem głodna, ale często, po prostu, nie mam czasu w jedzenie”.
Jest matką, jedną wielu, która nie poświęciła dzieciom zbyt wiele czasu, mówi, iż „nie przeszkadzała im, nie nękała zakazami, nakazami”, a choćby wyraża zdziwienie, iż bilans zysków wypadł nadspodziewanie dobrze.
Talent Kuby, znanego scenarzysty filmowego, ujawnił się już w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Ledwo poznał abecadło, napisał na kartonach z dykty, drukowanymi literami, kredkami, wierszowaną sztukę teatralną o spersonifikowanych zwierzątkach. Spektakl został wyreżyserowany i wystawiony. Jest człowiekiem oszczędnym w środkach wyrazu, skrywającym emocje, w opinii Kasi „bardziej dojrzałym niż rodzice”, którzy o jego sukcesach dowiadują się od innych.
Egzamin z kardiologii zaliczyła również z wyróżnieniem. W ciągu następnych 9 lat uporała się z habilitacją. Temat dotyczył zmian genetycznych u chorych z arytmogenną kardiomiopatią prawej komory.
Nadszedł czas drobnych radości, ważnych, długo oczekiwanych decyzji: zaręczyny w Atlancie, pierścionek z brylantem, ślub w Kazimierzu. Świadkami są: przyjaciel, doktor Borkowski, urolog z żoną. Uroczyste ogłoszenie gronu przyjaciół nastąpi później. Kasia w kreacji z Saint Tropez.
A jaki bilans ? Czy warto było walczyć tak długo? Czy warto było tyle znieść, ile się zniosło? Czy warto było stawiać dzieci wobec faktów, które się stawiało? Jakie jest to wyśnione, upragnione Szczęście? kiedy mija szał i stan pomroczny, a zaczyna się proza życia?
Czułość okazuje, doceniać docenia („cóż ja bym bez ciebie zrobił”), ale zdanie na niemal każdy temat w tym małżeństwie jest przeciwstawne. Rokowanie pomyślne, przyciągają się ładunki różnoimienne.
Tak jest w domu. Natomiast w towarzystwie, w jego oczach zapala się błysk. Tak ma.
Tego nie da się poleczyć, zresztą po co, „przecież wiesz, iż to nie ma żadnego znaczenia”.
Nieuleczalna bywa również marzycielska psychika kobiet. Ilustracja? Gra słów z wielką osobistością sceny teatru, na ostatniej prostej długiego życia.
W zbiorach Windsoru znajduje się część rękopisów Leonarda Da Vinci, a w nich zdumiewająco drobne szczegóły anatomii człowieka. Między innymi rysunek prawidłowej, złożonej z trzech płatków zastawki aortalnej (wskutek zaburzenia rozwoju płodowego, w zastawce mogą się wykształcić tylko dwa płatki, czasem cztery albo tylko jeden). Dwie ostatnie anomalie występują najrzadziej.
Da Vinci preparował ludzkie tkanki w najwyższej tajemnicy, pod groźbą surowych kar. Nam zlecił łamigłówkę, bo odczyt komentarza jest możliwy jedynie w lustrzanym odbiciu. Kaligrafia odwróconych liter nie może wynikać jedynie z przestrzennej wyobraźni. Co się kryje za poczuciem humoru, talentem? Zdwojona ilość neuroprzekaźników? Dodatkowe superszybkie łącza między neuronami?
Wydawało by się, iż szczyt poświęcenia dla zdobycia anatomicznej wiedzy wykazał o dwa pokolenia młodszy Niderlandczyk doktor Andreas Vesalius. Sekcje wciąż stanowiły tabu, więc aby zdobyć zwłoki, wchodził w konszachty z grabarzami. Przywoził je do własnego domu, przechowywał w sypialni. I potem rozbierał na czynniki pierwsze. Efekty badań opisał i wydał w 29 roku życia(!) w dziele pod jakże trafnym tytułem „O fabryce ludzkiego ciała”. 273 wiernych anatomicznie i pięknych ilustracji wykonał Jan Stephen van Calar, prawdopodobnie uczeń Tycjana. Dotychczasowa anatomiczna wiedza opierała się na dziełach Galena. Vesalius odkrył, iż dotyczyła zwierząt [126], [127].
Ranking ofiar składanych na ołtarzu nauki, wygrywa Szkot, chirurg John Hunter (XVIII wiek), jego poświęcenie przekroczyło granicę szaleństwa, wiodło tyle razy do samounicestwienia, aż dowiodło. W każdym zawodzie obowiązuje naturalna zasada: najpierw lata nauki, potem praktyka. U Huntera odwrotnie. To historia nieprawdopodobnej kariery, od zera do najwyższych zaszczytów i zasłużonego uznania, historia fenomenalnej zręczności manualnej, zmysłu obserwacyjnego, odwagi i siły przeciwstawienia się usankcjonowanym standardom, ale doświadczenia wiodące do zdobycia dowodów, potwierdzających rewolucyjne tezy nie zahaczają o patologię, stanowią jej esencję. Czytanie tej biografii może spowodować, jeżeli nie nocne koszmary to mdłości [88].
Angioplastyka tętnic wieńcowych weszła do standardów. Wyniki analizowano w licznych badaniach, z których coraz dobitniej wynikało, iż te zabiegi ratują zagrożonych chorych, ale dość często na krótko. Rozszerzone miejsce stopniowo, a czasem nagle ulegało ponownemu zwężeniu czy choćby zamknięciu. W 1986 roku zaczęto wprowadzać samo rozprężające się stenty – sprężynki. Nazwa upamiętnia brytyjskiego dentystę Charlesa Stenta, który w 1856 roku, z lateksu pozyskanego z wilczomleczowatych, sumatrzańskich drzew z dodatkiem stearyny, uzyskał plastyczny materiał do rekonstrukcji uzębienia [128].
Stent do tętnicy wieńcowej, pierwszy raz wprowadzili Jacques Puel i Ulrich Sigwart w 1986 roku w Tuluzie, u chorego po by passach, w miejscu połączenia tętnicy wieńcowej z pomostem żylnym, gdzie uwidoczniono utrudniony przepływ krwi [129]. Ta metoda natychmiast zawojowała świat. Pierwszy stent w Aninie implantowano w prawej tętnicy wieńcowej, zamykającej się po angioplastyce, w 1992 roku.
Doktor Rużyłło w czasie jakiegoś kongresu w USA rozmawiał z bliżej nieznanymi kardiologami. Pytano skąd jest:
– Z Warszawy – mimika rozmówców z wyrazem obojętności, ale ktoś uzupełnił:
– On jest z Anina
– Aaa, z Anina – wszystko jasne, na twarzach pojawił się wyraz uznania.
Poszukiwania lepszych rozwiązań, w celu zminimalizowania odsetka restenoz, trwały nadal. Nadzieję spełnił dodatek podwójnego leczenia przeciw płytkowego, hamującego agregację płytek krwi i zakrzepicę w stentach, czasem jest stosowna terapia potrójna, z włączeniem leku przeciwkrzepliwego. W 2003 roku stworzono stenty uwalniające leki, zapewniające drożność tętnicy.
Wszystkie sprawdzone metody skłaniają do poszukiwań kolejnych rozwiązań. Od wielu lat obrazuje się ultradźwiękami samą blaszkę miażdżycową w tętnicy wieńcowej i prognozuje na podstawie jej morfologii. o ile złóg obejmuje większy obwód tętnicy niż 180o i zmniejsza powierzchnię przepływu do wartości mniejszej niż 3.5 mm2, torebka jest cienka, a zwłaszcza porysowana pęknięciami, istnieje duże ryzyko pęknięcia, uruchomienie kaskady krzepnięcia i zawału serca, natomiast o ile torebka jest gruba, choćby zwapniała, ryzyko zawału jest mniej prawdopodobne. Widujemy pacjentów z dwoma całkowicie zamkniętymi tętnicami i trzecią istotnie zwężoną, a zawału nigdy nie mieli. Żyją, ale co to za życie z uczuciem trwogi i nawracającym co chwilę bólem, który nie pozwala na najmniejszy wysiłek. Wyrafinowanej wizualizacji wnętrza tętnic dostarcza optyczna tomografia, metoda stosowana w okulistyce, neurologii, onkologii, a choćby w chorobach skóry. Tomografia komputerowa po zawale pozwala na ocenę zmian w naczyniach czy stentach z mikrometrową rozdzielczością, a to pozwala na zapobieganie ewentualnym incydentom [130].
Hemodynamiści potrafią wycinać i wysysać złogi wynikające, przynajmniej częściowo, z lekceważącego stosunku do prozdrowotnych zachowań. W Instytucie taką aterectomię stosuje się od 1993 r. Postęp techniczny pozwala na zakładanie stentów w miejscu rozwidleń, na obliczenie rezerwy przepływu wieńcowego, a ten parametr ułatwia wybór najkorzystniejszej metody leczenia. Baypassy czy plastyka tętnicy nie zawsze są konieczne, czasem najlepiej rokuje leczenie farmakologiczne.
Choroba wieńcowa bywa nieustępliwa, zwłaszcza kiedy pacjent po leczeniu plastyką ze stentem uważa, iż jest już zdrowy i nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi do zaleceń dietetycznych ani do aktywności ruchowej. Nawroty zwężeń w stentach wymusiły nowe wynalazki. Jednym z nich jest brachyterapia – wewnątrz tętnicze zastosowanie radioizotopów.
Tą metodą zajęli się Adam Witkowski i Zbyszek Chmielak. Która z metod wygra tę konkurencję? Zastosowanie brachyterapii rozważa się w migotaniu przedsionków.
A ci sami koledzy łącznie z Markiem Dąbrowskim w 1993 r. rozszerzyli pola swoich działań na tętnice szyjne wewnętrzne, stosując i tu angioplastykę.
Migotanie przedsionków jest zaburzeniem rytmu, w którym tracą one swą zdolność do skurczów. To powoduje spadek rzutu serca, czyli ilości krwi pompowanej na obwód o 30 %. Krew zwalnia tempo przepływu, wiruje, gęstnieje, co widać na obrazie echograficznym, w postaci kłębiących się „chmur”, gotowości do tworzenia skrzeplin. Ich fragmenty mogą się odrywać, wędrować po całym ciele, tworząc zatory: w mózgu udar, w kończynach i narządach wewnętrznych poprzedzoną bólem, obrzękiem – martwicę. Skrzepliny najłatwiej powstają w uszku lewego przedsionka – zachyłku w kształcie czapeczki krasnoludka, który łączy się z lewym, górnym rogiem przedsionka. Jedynym ratunkiem w takiej sytuacji są, nie pozbawione poważnych działań ubocznych, leki przeciwkrzepliwe, dlatego nie wszyscy pacjenci mogą je, w miarę bezpiecznie, przyjmować. Dla nich jest propozycja nieoperacyjnego zamknięcia uszka – zakamarka, w którym najłatwiej i najszybciej tworzą się skrzepy. Taki zabieg w Instytucie po raz pierwszy wykonali w 2004 roku Witold Rużyłło i Adam Witkowski.
Istnieją sytuacje kliniczne, w których skrzepliny powstają w układzie żylnym. Mogą one spowodować również dramatyczną zatorowość tętnicy płucnej. I tu pomoc zaoferowała również kardiologia interwencyjna. Zabieg polega a zakładaniu filtra do żyły głównej dolnej. Skrzepy powstające w żyłach kończyn dolnych, na przykład z powodu żylaków, a zwłaszcza ze współistniejącymi dodatkowymi czynnikami trombotwórczymi, zatrzymuje filtr jak gęste sitko. Takie zabiegi wykonuje się w Instytucie od 1986 roku.
Trudnym do przyjęcia dla niektórych kardiologów interwencyjnych było wprowadzenie angioplastyki w ostrych zawałach. To oznaczało 24 godzinne dyżury hemodynamiczne, ale dla pacjentów OIOMu ratunek. choćby o ile po zabiegu stent się zamyka, istnieją kolejne metody interwencji.
Dionizje Wielkie
Najczęściej rozpoznawaną, nabytą wadą serca jest zwężenie zastawki mitralnej – spuścizna gorączki reumatycznej i częstych angin, przed erą antybiotyków. Zaawansowana wada prowadzi do poszerzenia lewego przedsionka, remodelingu, arytmii, wzrostu ciśnienia w tętnicy płucnej i niewydolności serca. Od lat sześćdziesiątych operował tę wadę profesor Jan Moll w Łodzi, początkowo metodą zamkniętą. Polegała na wprowadzeniu palca „na ślepo” w ujście mitralne i rozrywaniu sklejonych płatków. W 1986 roku na zjeździe Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Dusseldorfie, Japończyk Kanji Inoue przedstawił sposób i wyniki rozszerzania balonem zwężonej zastawki. Balon wprowadzał cewnikiem, przez żyłę udową, prawy przedsionek, następnie przez nakłucie przegrody międzyprzedsionkowej do przedsionka lewego [131]. Stosowany w tej chwili balon ma szczególną zaletę, konstrukcja pozwala go napełnić w trzech etapach, najpierw poniżej, następnie powyżej zastawki, co zapobiega ześlizgowi urządzenia. Ostatni manewr napełnia cały balon, który rozszerza się choćby o kilka milimetrów i rozkleja pozlepiane płatki, a choćby spoidła zastawki. Niewielkie zwapnienia do zabiegu nie dyskwalifikują.
W ciągu dwóch latach zabieg wykonywano w pięciu ośrodkach na świecie, należał do nich Instytut Kardiologii w Aninie, mimo iż Witold Rużyłło nie miał cewników Inoue. Posługiwał się tymi do plastyki tętnicy płucnej. Wykonał 7 zabiegów z dobrym efektem. Dokonania te przedstawił na konferencji naukowej w Austrii, nagrodzono go oklaskami.
W 1987 roku Serb Uros Babic zaprosił do Belgradu ośmiu, najbardziej liczących się w świecie kardiologów interwencyjnych, na interaktywne pokazy takiego właśnie nieoperacyjnego leczenia zwężenia zastawki mitralnej. Znaleźli się wśród nich Inoue i Rużyłło. Zaczął Babic. Stosował dojście przez tętnicę udową. Niestety cewnik przebił koniuszek lewej komory i pokaz zakończył się na stole operacyjnym. Metoda, oprzyrządowanie, szybkość, sprawność, efektywność w wykonaniu Inoue wydawały się łatwe, niezawodne. Wzbudziły zachwyt. Doktor Rużyłło zaprosił Japończyka do Warszawy. Przyjechał zakatarzony, jesienią 1988 roku, w drodze powrotnej z Europejskiego Kongresu. Przywiózł w prezencie 18 cewników. Był to miły gest z jego strony, mimo zrozumiałego chwytu reklamowego, firma produkująca cewniki liczyła na przyszłych nabywców cennego narzędzia i dochody. W dwóch pierwszych zabiegach gość uczestniczył, w następnych siedmiu (w tym samym dniu) już nie. Zwaliły go z nóg emocje, podróż, jet lag, stan podgorączkowy, a może i wyższa temperatura.
Najważniejszym efektem leczenia była natychmiastowa poprawa samopoczucia pacjenta, wynikająca ze znaczącej poprawy wskaźników hemodynamicznych, które oceniano nieinwazyjnie, metodą ultradźwiękową, bezpośrednio po zabiegu, jeszcze na stole zabiegowym. Pole powierzchni otwartej zastawki zwiększało się o kilka milimetrów kwadratowych, wystarczająco dla obniżenia ciśnienia w tętnicy płucnej i ustąpienia podmiotowych objawów wady. Czas hospitalizacji wynosił dwa dni.
Sto sześćdziesiąt chorych, ze zwężeniem zastawki mitralnej, leczonych nieoperacyjnie, stanowiło imponujący materiał do rozprawy habilitacyjnej Witolda Rużyłły. Wygłosił ją w 1991 roku. Docenta zaczęto zapraszać na pokazy do innych, rodzimych ośrodków, a także do państw Europy środkowej. W sumie, w tamtym okresie wykonał 1200 zabiegów [132]. Na szkolenia do Instytutu przyjeżdżali lekarze z całego kraju i z zagranicy. Niektórzy zostawali dłużej, wieńcząc pobyty doktoratami.
Kolejnych dwa tysiące chorych w kraju, po przebytej komisurotomii chirurgicznej, u których nastąpił nawrót zwężenia, czekało na niechirurgiczną poprawkę, z użyciem balonu [133]. Doczekali spektakularnych postępów w kardiologii.
A Kanji Inoue? Nie ustawał w nowych pomysłach i wykorzystując potencjał doskonałego zaplecza technicznego, rozpoczął erę wszczepiania stentów do łuku aorty, w zagrażających życiu tętniakach z lub bez rozwarstwienia.
Pan docent, w środowisku europejskich kardiologów, był od dawna cenionym autorytetem. Kwestia czasu, kiedy zostanie wyróżniony odpowiednimi splendorami [113]. I tak w 1989 r. wybrano go na czteroletnią kadencję na członka Komisji „Council on Cardiomiopathy” Międzynarodowego Towarzystwa i Federacji Kardiologicznej Towarzystw Naukowych. W uznaniu „dorobku, działalności dydaktycznej i organizacyjnej” w 1990 r. nadano mu tytuł Fellow of the European Society of Cardiology (FESC). Rok później został członkiem Scientific Commitee dorocznych Kongresów. No a potem ruszyła lawina: 1992 r. członkostwo w Grupie Robocznej Myocardial and Pericardial Diseases (dziewięcioletnia kadencja).
W 1994 r. był pierwszym, ze środkowo wschodniej Europy, członkiem Zarządu European Society of Cardiology, a dwa lata później otrzymał funkcję skarbnika. Po dziesięciu latach, kierownictwo obejmie profesor Michał Tendera, kardiolog z Katowic.
Profesor Rużyłło należał również do Research and Training Fellowship Committee od 1994 r. na 3 letnią kadencję, a w tym samym okresie Education and Training Programme Committee i Credentials Committee, w 1997 r. wszedł do Working Group on Heart Failure na 8 lat.
To jeszcze nie wszystko.
Należał do rad redakcyjnych: European Heart Journal, European Journal of Heart Failure, Dialogues in Cardiovascular Medicine, Cardiomyopathy Update, a to oznacza opiniowanie zgłaszanych prac, pracę nad kolejnymi wytycznymi [5], narady, spotkania, rozstrzyganie najróżniejszych problemów. Często odbywały się w Europejskim Domu Serca, który powstał w 1992 r. w Sophia Antipolis, europejskiej Dolinie Krzemowej w prowansalskim Valbonne między Cannes, Antibes i Niceą. Budynki najwyżej dwupiętrowe, toną w zieleni drzew, na dachach zielone ogrody. Ośrodek rozpościera się na łagodnym zboczu, widok stamtąd zamykają Szczyty Alp. W Europejskim Domu Serca znalazło swą siedzibę European Society of Cardiology [134].
Profesor Rużyłło jest też honorowym Członkiem Słowackiego Towarzystwa Kardiologicznego i Rosyjskiego Towarzystwa Radiologii Interwencyjnej i Chirurgii Endowaskularnej. Za pewien rodzaj odznaczenia można również uznać Certyfikat Uznania za „Niezwykłe, Aktywne Uczestnictwo” w VI Konferencji Al. Bassel Heart Society w Damaszku w 2008 r. jeszcze w okresie ciszy przed burzą, od której ziemia zadrży w 2011 r, kiedy damasceńską stal zastąpią bomby i broń chemiczna. Będą pustoszyć jedno z najstarszych (XV w p.n.e.) miast Bliskiego Wschodu. A było co oglądać. Miecze ze słynnej stali (jak już mówimy o wojnie) w muzeum, bo sztuka produkcji tworzywa z nanorurek, warunkującego niezwykłą wytrzymałość i twardość, jak się tajemniczo pojawiła w 900 r. n.e. tak samo zniknęła w 1600 r.
Uczestnictwo, określone jako „niezwykłe”, prawdopodobnie spowodowała polemika profesora z bardzo istotną osobistością w Syrii, w środowisku nie tylko lekarskim, na co nikt dotąd się nie odważył. „Niezwykły” w mentalności arabskiej, co należy podkreślić, jest ukłon w kierunku świata nie arabskiego.
Drugą niezwykłością zdarzenia był fakt, iż prezesem syryjskiej instytucji był wtedy kardiochirurg Marco Turina, który do swojego CV wpisał wraz z Ake Senningiem asekurację Grüntziga, w czasie pierwszego nieoperacyjnego rozszerzenia tętnicy wieńcowej.
A co jak już nic nie pomoże
5 listopad 1985 roku upamiętnił się w historii polskiej kardiochirurgii pierwszym przeszczepem serca. Dokonał tego w zabrzańskiej Klinice docent Zbigniew Religa [135]. Pierwszym na świecie był Christian Neethling Barnard. 3 grudnia 1967r w szpitalu uniwersyteckim Groote Schuur w Cape Town, wszczepił serce młodej kobiety, która zginęła w wypadku samochodowym, pacjentowi z cukrzycą, po trzech zawałach serca i skrajną jego niewydolnością [110], [136].
A już 4 stycznia 1968r. dokonał tego profesor Jan Moll, lecz do prawdziwego sukcesu potrzebne było zaawansowane leczenie zapobiegające odrzucaniu.
Droga do sukcesu Zbigniewa Religi była wyboista. Jej początek miał miejsce w Szpitalu Wolskim w Warszawie w 1966 roku. Oddział Chirurgiczny był w remoncie i młodzi adepci mogli działać jedynie w Oddziale Urologicznym, kierowanym przez doktora Dackiewicza. Zbigniewowi Relidze to nie przeszkadzało. Rwał się do operacji nerek, pęcherza moczowego czy gruczołu krokowego, niezależnie od pory dnia i nocy. Każda godzina dla przeprowadzenia chirurgicznego misterium była dobra. Najpierw asystował, ale gwałtownie stawał się operatorem pierwszym. Lubił ostre dyżury, bo wtedy okazji było najwięcej. Na naukę teorii poświęcał 8 godzin dziennie, nie zaniedbując angielskiego. czasu w odpoczynek, ruch na świeżym powietrzu czy chociażby stosowanie jakiejś relaksacyjnej techniki nie było. Remedium stanowiły papierosy i drinki, nie bez winy wdzięcznych pacjentów.
Kiedy w 1969 roku Oddział został wyremontowany, kierownictwo objął docent Wacław Sitkowski [137]. Doktor Religa był zachwycony jego erudycją. Przytaczał rozmowę z kierowniczką laboratorium, w sprawie jakiegoś badania, którego pani magister, z powodu najrozmaitszych braków w wolskiej analityce, nie mogła wykonać. Na to pan docent, niczym specjalista analityki, wyliczył skromny zestaw odczynników, wystarczający do osiągnięcia pożądanego celu. Szpital Wolski stał się ośrodkiem kardiochirurgicznym. Pan docent gwałtownie docenił intelekt, pracowitość, zdolności manualne, żelazną kondycję fizyczną asystenta Religi, który w przyspieszonym tempie zdawał jedynkę i dwójkę z chirurgii ogólnej. Doktorat obronił w 1973 roku między jednym i drugim stażem w Stanach.
W 1980 roku profesor Sitkowski (nominacja 1979) został kierownikiem Kliniki Kardiochirurgicznej na Spartańskiej i zabrał ze sobą część dobrze wyszkolonego zespołu. Należał do niego Zbigniew Religa, który zaledwie w ciągu czterech lat zebrał materiał do habilitacji. Od chwili wyboru przedmiotu swoich zainteresowań pracował jak katorżnik, ale o ile praca jest pasją, nie liczy się godzin, dni i nocy. Mierzył wysoko. Myślał o przeszczepie serca. Był mentalnie i technicznie przygotowany.
I tu trafił na przeszkody, których się nie spodziewał. Nie otrzymał wsparcia. Na przeszczep zgody nie było. Mówiło się o priorytetach, hierarchii ważności problemów do rozwiązania w kardiologii. Na czele były dzieci z wrodzonymi wadami serca. Człowiek na widok chorego dziecka mięknie, a o ile można mu w jakiś sposób pomóc, to się nie zastanawia.
Pan docent przeniósł się do Zabrza, tam nie mieli priorytetów. Historyczna chwila nadeszła 5 listopada 1985 r. Jak każdy chirurg, nie był wolny od przesądów i dopiero, kiedy pacjent, nie sprawiając kłopotów anestezjologom, wybudził się, zatelefonował do doktora Rużyłły i poprosił o natychmiastowy przyjazd. Celem było pobranie wycinka z przeszczepionego serca do histologicznej oceny. Ewentualne odrzucanie rozpoczyna się w godzinie zero. Wiedział kto przez zbytnią pewność siebie „nie popsuje” dokonania, kto w kraju to potrafi, jest kompetentny i doświadczony. Przeszczepione serce spełniało swoja rolę, układ immunologiczny nie wszczynał wojny z intruzem, ciałem obcym, sercem obcym, potwierdził to histopatolog docent Rosnowski.
Zbigniew Religa po kolejnych latach i nominacji profesorskiej w 1995 r, wrócił do Warszawy na stanowisko dyrektora Instytutu Kardiologii (2001r). Ten nagły zwrot w życiorysie już nie dodał mu skrzydeł. Pozornie wszystko układało się dobrze, doceniony, nagradzany, uhonorowany stanowiskiem senatora, ministra zdrowia, ale podstępnie czaiła się śmiertelna choroba. Za zasługi obdarowany wieloma nagrodami. Najwyższą, order Orła Białego odebrał w pałacu prezydenckim, 18 grudnia 2008 roku. Uroczystość uświetniła elita polskiej kardiologii z Warszawy i Zabrza.
W kuluarach profesorskie, dyskretne wymiany uprzejmości. Marian Zembala, kardiochirurg, asystent pamiętnego, pierwszego w Polsce przeszczepu serca, zagadnął Witolda Rużyłłę, chwaląc się zamiarem przez naczyniowego wszczepienia zastawki aortalnej. Wyjawił choćby termin, zaraz po świętach. Kardiochirurdzy podpatrując sukcesy w naprawianiu defektów serca, bez użycia noża, postanowili wejść na teren kardiologów interwencyjnych, którzy od dawna wkraczali na ich obszar.
Zabrzański kardiochirurg osłupiał, słysząc, iż rozmówca właśnie tego dnia, w godzinach rannych, zdążył implantować zastawkę płucną, wykonać zabieg nieporównywalnie trudniejszy niż wszczepienie zastawki aortalnej. Podobne było zdumienie uczestników i komentatorów konferencji American Heart Association 10 lat później, obserwujących prezentację, dotyczącą wszczepienia zastawek płucnych, metodą przez naczyniową, u stu chorych, w ciągu 10 lat, w jednym ośrodku, gdzie? W Aninie! Grono najwybitniejszych ekspertów natychmiast pojęło doniosłość sukcesu tego leczenia tak licznej grupy chorych. Pacjentami byli młodzi dorośli, po trudnych, chirurgicznych doświadczeniach w dzieciństwie, zwykle po kilku operacjach skomplikowanych wad wrodzonych. Groziła kolejna. I tylko chirurg naprawiający serce, zwłaszcza pokręcone przez defekt wrodzony wie, jak trudne jest kolejne podejście, uwalnianie pola operacyjnego z krwawiących zrostów, zachowanie czujności w poszukiwaniu niespodzianek i wreszcie niepewność czy tym razem uzyska pożądany efekt, a o ile tak, to na jak długo.
A po leczeniu z pomocą cewników po dwóch dniach pacjenci wychodzili do domu, do nauki, do pracy, do normalnego życia, (nie mając pojęcia jakiej to wymagało wyobraźni i biegłości w posługiwaniu się tymi narzędziami), bez bólu klatki piersiowej przy każdym kichnięciu, bez niepewności czy się wszystko zagoi, czy nie puszczą szwy, a metalowe klamry, pozostające do końca życia w mostku, nie ulegną zakażeniu. Po tym innowacyjnym leczeniu nie musieli stawiać nurtujących pytań, na które nikt nie chce dać jednoznacznej odpowiedzi: jak długo trzeba się zmagać z brakiem sił, dlaczego te banalne ćwiczenia rehabilitacyjne sprawiają tyle trudności, dlaczego widok pokarmu wywołuje wstręt, po co dają tyle leków, a czy teraz, zakładając, iż wszystko pójdzie zgodnie z planem, będą jeszcze jakieś ograniczenia?
Zbigniew Religa po czterech operacjach i dwóch chemioterapiach, zbyt osłabiony, by stać o własnych siłach, siedział na wózku inwalidzkim. Tych wątłych sił starczyło jeszcze tylko na osiemdziesiąt dni. 13 lat później, Marian Zembala, 10 lat młodszy podjął decyzję podążyć za nim. Nie znamy przyczyny. Nie każdy potrafi zdobyć się na heroizm trwania do końca, kiedy coś się w życiu poplącze. Być może, z pomocą nowych praw fizyki, łatwiej wyjaśnić splątanie cząstek niż ludzkie uwikłania.
Polska droga do transplantacji serca została otwarta. W Krakowie zaczął przeszczepiać docent Antoni Dziatkowiak. W Warszawie holistyczne przygotowania rozpoczęto od jednoczesnego szkolenia kilku ekip: kardiochirurgów – operatorów, kardiologów interwencyjnych (pobieranie wycinków z przeszczepu), histopatologów (ocena mikroskopowa w poszukiwaniu cech odrzucania) i klinicystów (prowadzenie chorych przed i po operacji). Do chwili obecnej w Aninie wykonano kilkaset przeszczepów, a w ciągu ostatnich lat wykonuje się przeszczepy podwójne: serca i nerek, serca i wątroby, serca i płuc. Imaginacja doktora Stanisława Lema jest rzeczywistością. A kim będziemy w chwili, kiedy z komórek macierzystych wyhodujemy i wszczepimy w miejsce zdegenerowanych nowiutkie narządy…
Kwadrat przeciwprostokątnej
W 1992 roku na zaproszenie Witolda Rużyłły przyjechał do Instytutu kolega z Houston – Chuck Mullins. Wspólnie z doktorem Michałem Ciszewskim wykonali najtrudniejszy ze wszystkich dotychczasowych zabiegów: rozszerzenie tętnic płucnych z wprowadzaniem stentów.
Nieoperacyjne zamykanie ubytków przegrody międzyprzedsionkowej rozpoczęto w 1995 roku w Bostonie, wyniki nie były jednoznaczne, ale kiedy Amplatz skonstruował zapinkę z nitinolu, historia leczenie tej wrodzonej wady serca nabrała rozpędu.
Nitinol stop niklu z tytanem (uhonorowanie korzeni kultury). Najpierw znalazł zastosowanie w supernowoczesnych urządzeniach żeglugi morskiej i powietrznej, potem w służbie choremu. Kardiologia interwencyjna (korki, zapinki, stenty) kardiochirurgia, ortopedia, ortodoncja były w kolejce pierwsze. Dlaczego? Ponieważ jest to materiał super elastyczny, super wytrzymały, nie ulega korozji ani w wodzie morskiej, ani w roztworze chloru, biokompatybilny – armia komórek ciała ludzkiego nie rozpoznaje w nim intruza, którego należy zniszczyć, urządzenie jest inteligentne, pamięta pierwotny kształt i po ustąpieniu deformującego czynnika wraca do niego.
Profesor Witold Rużyłło (nominacja z rąk prezydenta Lecha Wałęsy w 1995 roku), zapinkę zastosował w 1997 roku [138].
Zapinka składa się z dwóch parasolek, większą zaklinowuje się po lewej stronie przegrody (tam gdzie ciśnienie jest wyższe), mniejszą po prawej (niższe ciśnienie). Początkowo ubytek musiał spełniać dość określone kryteria. Musiał być pojedynczy, nie mógł być położony zbyt wysoko ani zbyt nisko, jak również jego rozmiar nie mógł przekraczać rozmiaru zapinki, chociaż i ten problem niedługo został rozwiązany. Zapinki zaczęto wytwarzać w różnych rozmiarach. Zanim ten wspaniały postęp zaczął służyć chorym z ubytkiem w przegrodzie międzyprzedsionkowej jedyną metodą leczenia była operacja.
Wśród takich pacjentów w Instytucie Kardiologii był kilkuletni chłopiec, mniejszy niż rówieśnicy, drobniejszy, kruchy. Nikt z personelu go nie zapomni. Kiedy stan po zabiegu pozwolił, pielęgniarka przyprowadziła go na echo serca. Zabieg przeprowadzony przez doktora Różańskiego odbył się bez powikłań, co potwierdziło badanie. Uszczęśliwiona matka (cały czas z dzieckiem) pochwaliła się talentem pociechy, pięknym głosem i o ile nic przeciwko nie mamy, mały artysta zaśpiewa coś dla nas. Chłopiec przeszedł z przyciemnionego pomieszczenia z aparaturą, do obszernego, rozświetlonego słońcem pokoju lekarskiego i rozpoczął koncert a cappella. Głos jak u Robertina Loretti, choć wydobywał się z wątłej piersi. Mimo szpitalnej scenografii, zmienił akustykę pomieszczenia swą siłą, czystością i barwą. Brzmienie tak przejmujące, iż lekarze badający pacjentów w sąsiednich pokojach, przerwali czynności i wraz z pielęgniarkami i salowymi przybiegli patrzeć i słuchać dziecka w piżamce, spod której wyzierała resztka bandaża, pod nim metalowe klamry, przeszywające anemiczną skórę i niewidoczną warstewkę mięśni, nad pooperacyjną raną, na środku mostka.
Oczy personelu zaszkliły się. I po latach wciąż w naszych głowach plącze się żal, iż dla tego dziecka, okludera do nieoperacyjnego zamknięcia dziury między przedsionkami, jeszcze nie było.
Zapinka Amplatza rozbudziła wyobraźnię, nadzieje i w wyćwiczonych, delikatnych rękach zespołu, nie zawiodła, posłużyła do kolejnej, niemożliwej dotąd niechirurgicznej interwencji, do zamknięcia ubytku przegrody międzykomorowej – śmiertelnie groźnego powikłania zawału serca.
Kardiolog starający się zachować w każdej sytuacji zimną krew i działa jak automat, czuje w najgłębszych zakamarkach mózgu panikę, kiedy nagle nad sercem huczy szmer przecieku krwi z lewej do prawej komory. Przeciwdziała obrzękowi płuc – objawowi ostrej niewydolności serca. Włącza kombinację dawek leków odwadniających, wazopresyjnych, intubuje, podłącza do respiratora, zakłada połączenia ze wspomagającymi krążenie pompami. Wie, iż kardiochirurg w takim momencie nie położy chorego na stole operacyjnym, zaszycie dziury nie powiedzie się, puszczą szwy i może być tylko gorzej.
Ratunek w gęstej siatce z nitinolu do zamurowania ubytku. Do tego są potrzebne narzędzia jak w zamykaniu przetrwałego przewodu tętniczego, dwa wejścia: do prawej żyły podobojczykowej, przez którą wprowadza się zapinkę o średnicy większej o 2 milimetry niż ubytek i przez żyłę główną górną do prawego przedsionka, stąd do prawej komory. Równolegle wprowadza się cewnik do lewej tętnicy udowej. W cewniku jak po szynie (łatwo mówić) wsuwa się prowadnik długości 3.6 metra zakończony lassem, przez tętnicę biodrową do aorty i lewej komory. Kiedy cewniki zostaną umieszczone po obu stronach ubytku, pętlą na prowadniku zaczepia się nitinolowy dysk i zakleja się wyrwę w przegrodzie.
Ten niebywale trudny zabieg, choćby w rękach mistrzów, wydaje się niemożliwy do przeprowadzenia. A jednak. I jest skuteczny! Po pewnym czasie nastąpi epitelializacja – napełzanie komórek wsierdzia na kosmiczny metal.
Pałeczkę od szefa przejął w 1999 roku, nie po raz pierwszy Marcin Demkow [139], [140]. Prezentacja na Kongresie wzbudziła duże zainteresowanie, a pewnie i zazdrość.
Pacjenci z kardiomiopatią rozstrzeniową najczęściej pozapalną lub po spustoszeniu chorobą wieńcową, u których zmiany w tętnicach wieńcowych są tak zaawansowane, iż ani plastyka, ani bypassy nie wchodzą w rachubę, czekają na nowe rozwiązania, nie mniej niecierpliwie niż kardiolodzy. realizowane są próby opracowania różnych czynników pobudzających angiogenezę (tworzenie nowych, zdrowych naczyń), miogenezę (powstawanie nowych, zdrowych komórek mięśniowych w miejscu włóknistej, niekurczliwej blizny). Wielką nadzieję budzą leki złożone z cząstek DNA, a dokładniej z nukleotydów zbudowanych z aminokwasów, tworzących drabinę kodu. Mają wielkość miliardowych części metra, układa się jak kolce na nano liposomach. Nie rozpoznają ich zasieki immunologiczne i błona komórkowa je przepuszcza. Wolne końce kolców kompatybilnie łączą się z wytwarzającym nieprawidłowe białka, zmutowanym DNA w jądrze komórki i wygrywają konkurencję w produkcji prawidłowych struktur. Leki wytworzone na tej zasadzie już są stosowane w niektórych defektach genetycznych, niektórych nowotworach i degeneracyjnych chorobach układu nerwowego. Istotną barierą dostępności jest cena leków, najdroższa Spinraza z koniecznością dordzeniowego stosowania 3 razy w roku, kosztuje 125 tys. USD, nie kuracja, 1 ampułka.
W 2006 r na barki profesora spadło nowe brzemię: został dyrektorem Instytutu. Ale postawił warunek, coś za coś, o ile ma dalej rozwijać placówkę, utrzymać wyrobioną pozycję „Anina”, musi mieć tomograf komputerowy i rezonans magnetyczny. Znał przydatność zastosowania tych kosztownych urządzeń w kardiologii. Nie każdy chory z bólami w klatce piersiowej powinien być diagnozowany inwazyjnie czyli cewnikowany, a angio TK z powodzeniem wyjaśni problem, nie mówiąc już o podejrzeniu rozwarstwienia aorty u pacjenta z „trudnymi warunkami badania” echokardiograficznego (otyłego, z obturacyjną chorobą płuc czy anomalią budowy struktur kostnych klatki piersiowej). Warunek został spełniony, ale problemów do pilnego rozwiązania nie ubywało. Węzłem gordyjskim były kontrakty. Poszczególne świadczenia owszem, zostały skąpo, ale jednak wycenione, podana ich dopuszczalna ilość w miesiącu, cóż z tego, kiedy liczba pacjentów, zakwalifikowanych do pilnych zabiegów czy operacji, zawsze przekraczała ilości wyznaczone przez obeznanych z budżetem urzędników. I jak sobie z tym radził pan dyrektor? Zalecił przyjmowanie wszystkich pacjentów ze wskazaniami. o ile liczba chorych przekraczała możliwości wykonania usług, tworzono datowane listy chorych do przyjęcia w kolejnym terminie. Praca szła pełną parą. Profesor udawał się na spotkanie z ministrem, aby uzyskać zgodę na nowy kosztorys z dodatkowo wykonanymi zabiegami. A sumy te nie były małe.
Kardiomiopatia przerostowa jest chorobą uwarunkowaną genetycznie, objawia się przerostem, przede wszystkim przegrody międzykomorowej i co jest już tylko widoczne w mikroskopie elektronowym, chaotycznym ułożeniem włókien mięśniowych lewej komory. U niektórych chorych przerost przegrody międzykomorowej powoduje utrudniony odpływ krwi do aorty. Dolegliwości są liczne, należą do nich przede wszystkim zaburzenia rytmu. Od 1960 roku stosowano leczenie chirurgiczne (częściowe wycięcie mięśnia przegrody) ale w 1994 Niemiec Ulrich Sigwart udowodnił, iż można osiągnąć podobny efekt, w celu zmniejszenia różnicy ciśnień (gradientu) w drodze odpływu lewej komory, metodą farmakologicznej ablacji, która polega na wstrzyknięciu alkoholu do tętniczki przegrodowej. Po takim zabiegu podaortalny segment przegrody przestaje się kurczyć, a to zmniejsza utrudnienie odpływu krwi z lewej komory [141].
Pierwszy taki zabieg w Instytucie wykonał profesor Rużyłło w 1997r. Pacjentów do zabiegu przygotowywała Lidia Chojnowska [142].
W nowym tysiącleciu profesora odkryły Chiny. W dokonanym skoku cywilizacyjnym, kraj zachłystywał się największymi osiągnięciami Zachodu, starając się pilnie dotrzymywać kroku. Z rozmachem organizował światowe kongresy, zapraszając same znakomitości (wraz z osobą towarzyszącą). Bezbłędnie tropił luminarzy po różnych zakątkach na świecie. Korespondencja z profesorem Rużyłło pokonywała drogę Pekin – Atlanta, gdzie akurat przebywał on u przyjaciół Elżbiety i Krzysztofa Krawczyńskich. Nad sprawną organizacją Euro Chińskiego Kongresu Interwencyjnych Terapii czuwała przydzielona osobista, urocza, dobrze mówiąca po angielsku, z wszystkimi kompetencjami do spełniania najrozmaitszych życzeń, sekretarka Lily Huang. Przyjechał do Pekinu 5 kwietnia 2006 r. z córką Anią. Na lotnisku oczekująca hostessa, klasa hotelu 5 gwiazdek. Na świetnie zorganizowanym kongresie przedstawił wyniki pięcioletniej obserwacji przez cewnikowego zamykania pozawałowego ubytku przegrody międzykomorowej zapinką Amplatza [140].
W hotelu zabawne zdarzenie. Profesor spotka ekipę olimpijczyków. Znajoma osobistość w tym świecie, zorientowana w realiach, popełniła małe faux pas. Dostrzegła oczywiście profesora, ale na widok pięknej młodej dziewczyny u jego boku, zagrała unik, nie chcąc nikogo wprawiać w zakłopotanie. A to była tylko córeczka tatusia – Ania.
W czerwcu 2010 r został ponownie zaproszony do Pekinu na Światowy Kongres Kardiologiczny w charakterze chairmana i jednocześnie prezentera strategii rewaskularyzacji w zawale z uniesieniem ST-T.
Kariera zawodowa Witolda Rużyłły zaczęła się od ponad przeciętnego poziomu. gwałtownie znalazł się wśród pierwszych, zaakceptowany w tym gronie, a to oznaczało, iż musiał sprostać coraz trudniejszym i coraz liczniejszym wymaganiom. 30 lat kierował Kliniką Kariologii Ogólnej, potem Kliniką Choroby Wieńcowej i Samodzielną Pracownią Hemodynamiczną w Instytucie Kardiologii w Aninie, precyzował patofizjologię wad serca wrodzonych i nabytych, dzieci i dorosłych, usuwał przeszkody w przepływie krwi w tętnicach, rozszerzał zwężone zastawki, implantował sztuczne w miejsca płucnych, aortalnych, mitralnych, zamykał przecieki, pobierał wycinki mięśnia serca, którego grubość w komorze lewej, czasem nie przekracza siedmiu milimetrów, a prawej jeszcze mniej. Wytrzymywał wielogodzinne stanie w ołowianym fartuchu przy operacyjnym stole. Zamiast rozcinającego tkanki skalpela, wprowadzał do naczyń kaniule, prowadniki, a przez nie samorozprężalne narzędzia do miejsc uszkodzeń czy defektów, korygując ich położenie na podstawie biało szaro czarnego obrazu rentgenowskiego i przede wszystkim własnego siódmego zmysłu.
Od 2004 r był członkiem korespondentem Polskiej Akademii Nauk, od 2016 r członkiem rzeczywistym i dziekanem Wydziału V Nauk Medycznych [143]. Instytucja ma swoja siedzibę na 25 piętrze Pałacu Kultury i Nauki.
Ta ilość obowiązków, uwieńczonych ważnymi dokonaniami, torowanie wyboistej drogi postępu, mnogość pracy organicznej służącej drugiemu człowiekowi, mogłyby uhonorować tuzin tuzów kardiologii i ozdabiać ich naukowe dorobki, ale kiedy ten ogrom spoczął na jednej osobie, należało by zapytać, jak to możliwe.
Rok 2006, może trochę wcześniej lub później. Baza wojskowa Bagram, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Kabulu. Stacjonuje tam pięć tysięcy żołnierzy amerykańskich i tysiąc polskich. O ich zdrowie dba lekarz. Kontakty z ludnością miejscową. Przyprowadzają niedomagającego nastolatka. Szesnaście, siedemnaście lat, sine wargi, co przy śniadej karnacji może być przeoczone, ale nie jest. Pan doktor przykłada słuchawkę do piersi chorego. Słyszy szmer. Rozpoznaje wadę serca.
Nie wiadomo jaką specjalność miał doktor ale z pewnością nie był to kardiolog.
Lekarz to lekarz, musi pomóc, tam rodzaj specjalizacji nie ma znaczenia. W razie konieczności kardiolog też powinien sobie poradzić z odebraniem porodu (niepowikłanego oczywiście) w samolocie.
W tym czasie polskich żołnierzy odwiedza przedstawiciel polskiego rządu, jakiś wice czy choćby minister. Dowiaduje się o chorym Afgańczyku. Przekazuje wiadomość do TV. Program ogląda profesor Rużyłło. Czuje w jakiś niewytłumaczalny sposób, iż to problem bliski jego sercu. Dzwoni do redaktora wiadomości. jeżeli chłopak ma istotną wadę serca, to Instytut może się nim zająć. Pod warunkiem pokrycia kosztów przez Ministerstwo Zdrowia. Ministrem jest profesor Religa. Nie ma problemu.
W ciemnej nocy przywożą dzieciaka wojskowym samolotem. Przekazują Instytutowi.
Kontakt trudny, pacjent posługuje się wyłącznie ojczystym językiem pasztuńskim, po angielsku trzy słowa, dwa po polsku. Prowadzą go na salę. Nie zwala się na łóżko po długiej, męczącej podróży. Znika. Szukają go. Znajdują w sekretariacie… przy telefonie. Dotarł tam jak po sznurku i toczył rozmowy. Bardzo długie. Musiał powiadomić bliskich, iż dotarł do szpitala szczęśliwie, wie, iż tu mu pomogą. Pierwszym rozmówcą był ojciec, potem wujkowie i dziadkowie, kuzyni, w następnej kolejności, zgodnie z tradycją, matka, ciotki, babki, kuzynki. W jego kraju są silne więzy rodzinne.
Rano profesor Rużyłło pyta jak tam Afgańczyk, pielęgniarka opowiada o nocnych poszukiwaniach „taliba”. W jej ustach „talib” brzmi pieszczotliwie. I chciało by się w tym momencie napomknąć, iż teoria względności obejmuje wszystkie sfery życia, ale było by to nietrafione, ponieważ słowo „talib” to konkret, znaczy „uczeń”, wchodząc w szczegóły „uczeń szkoły koranicznej”.
Szybkie doprecyzowanie diagnozy: tetralogia Fallota. Operacja w krążeniu pozaustrojowym. Przebieg bez powikłań. I jak przyleciał, tak odleciał w ciemną noc, ten nieustraszony bojownik o własne życie, któremu dane było dopisać do CV obycie w dalekim świecie, w tak egzotycznym kraju jak Polska. Egzamin na przywódcę rodzinnego klanu in spe, zdał celująco. Jakie dziś rozstrzyga problemy? Oby nie było by to przymieranie głodem.
24 października 2016 r profesor Rużyłło otrzymał tytuł doktora honoris causa Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Ceremonia wręczenia tego wyjątkowego wyróżnienia, odczytania listów gratulacyjnych, wygłaszania laudacji odbyła się w Zamku Królewskim w Warszawie 28 czerwca 2017r [144].
Pewnego spokojnego popołudnia profesor zajrzał do Pracowni Echokardiograficznej Instytutu i poprosił o echo serca. U siebie. Położył się na zielonym prześcieradle, odsłonił klatkę piersiową i wsłuchiwał się najpierw w ciszę, a potem w dopplerowskie dźwięki, odwzorowujące bicie własnego serca. Nic w obrazie nie było popsute. Jamy serca, mięsień, przepływy, wszystko w normie.
Trudno dźwigać tyle brzemion, a choćby przyjmować tyle nagród, bo one zobowiązują. Kaskada zaczęła się 1983r. za Wzorową Pracę w Służbie Zdrowia, potem kolejno w 1985 r. Zloty Krzyż Zasługi, 1987 r. Order Uśmiechu, następnie Laureat Złotych Medali Akademii Polskiego Sukcesu, za szczególny wkład w rozwój Instytutu i polskiej kardiologii w latach 2000 – 2014, w 2001 r. Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta, medal im. Dr Tytusa Chałubińskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, z okazji jubileuszu 30-lecia działalności Instytutu Kardiologii oraz za szczególne zaangażowanie i ogromny wkład wniesiony w rozwój kardiologii w Polsce, 2010 odznaka Honoris Gratia, nadana przez prezydenta Krakowa, 2011 Perła Polskiej Gospodarki, w kategorii nauka.
Godnością Członka Honorowego Stowarzyszenia Transplantacji Serca został obdarzony 8 lutego 2015 roku. Pacjent, który z najwyższym trudem wykonuje każdy ruch, duszności towarzyszy natrętna myśl, iż każdy, kolejny oddech może być ostatnim, wie najlepiej, czym jest rozkucie łańcuchów z chorobą. Samotna łza na policzku mówi więcej niż zaszczyty. Ale cóż, łza wyschnie, a papirusy trwają. Podziękowania indywidualne pisane prozą, czasem wierszem tworzą całą kolekcję. Autorką jednego z nich jest córka operowanej w Deborah pacjentki.
15 października 2021 roku, za wybitne zasługi w rozwoju polskiej medycyny transplantacyjnej otrzymał tytuł Członka Honorowego Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego.
30 września 2021 roku profesor Witold Rużyłło został laureatem nagrody imienia Szpitala Ujazdowskiego, pro Publico Bono, za szczególne osiągnięcia w działalności społecznej i zaangażowanie na rzecz drugiego człowieka. Szpital Ujazdowski, Szkoła Podchorążych Sanitarnych, serce Warszawy, teren założenia grodu przez książąt mazowieckich przed dziewięcioma wiekami, miejsce szczególnie bliskie. Tu ojciec, Edward Rużyłło odbierał pierwsze zawodowe szlify. Uczono go jak bronić tej ziemi, zabijać kiedy to konieczne. Ta powinność w obliczu ludzkiego cierpienia, uzmysłowiła cud życia. Patrzył na świat oczyma humanisty. Szczególną euforia sprawiło by mu uhonorowanie syna nagrodą imienia tego właśnie Szpitala Ujazdowskiego, jak również medalem Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego „Ludziom i Ojczyźnie” (13 czerwca 1922 roku).
W tym samym roku 22 września, za wkład w rozwój kardiologii interwencyjnej w Polsce, profesor Witold Rużyłło otrzymał Dyplom – Nagrodę Asocjacji Interwencji Sercowo – Naczyniowych.
Miejsce urodzenia w znaczącym stopniu uzbraja w oręż do zmagania się z trudami codzienności. Pomaga znaleźć sposoby wyjmowania cierni, kiedy doświadcza się klęski, uczy patrzenie dalej, poza nią.
Wybrał stromą ścieżką, ale nie wspinał się jak inni, mimo iż miał świetne poręczówki, nowoczesne wyposażenie. Jakoś nie frapowało go podążanie oznakowanymi szlakami, czy choćby poszukiwanie ryzykownych skrótów. Otaczany chmarą przyjaciół, znanych i podziwianych równie jak on, w pewnym sensie samotny, zbudował własną łódź. Popłynęła przez odmęty życia, omijając mielizny. Zatrzymała się na szczycie Góry.
Bibliografia
| [1] |
„Cardiopulmonary resuscitation,” 2021. [Online]. Available: https://en.wikipedia.org/wiki/Cardiopulmonary_resuscitation. |
| [2] |
„Revived by jiu-jitsu,” The New York Times, 1910. |
| [3] |
„Claude Beck,” 2021. [Online]. Available: https://en.wikipedia.org/wiki/Claude_Beck. |
| [4] |
M. E. Silverman, „Desmond Gareth Julian: Pioneer in Coronary Care,” Clinical Cardiology, tom 24, pp. 695-6, 2001. |
| [5] |
F. van de Werf, D. Ardissino i A. Betriu and all, „Management of acute myocardial infarction in patients presenting with ST – sement elevation,” European Heart Journal, tom 24, pp. 28-65, 2003. |
| [6] |
M. Hoffman, P. Kamiński i W. Rydlewska – Sadowska, „Przydatność badania polikardiograficznego w ocenie ciśnienia w lewym przedsionku przed i po komisurotomii mitralnej,” w Pamiętnik Konferencji Dyskusyjnej, Łódź, 1976. |
| [7] |
M. Hoffman, W. Rydlewska – Sadowska, J. Nowicka i i inni, „Pierwsza pochodna apeksokardiogramu. Przydatność w ocenie stanu czynnościowego lewej komory,” Kardiologia Polska, tom 18, p. 83, 1975. |
| [8] |
M. Hoffman, W. Rydlewska – Sadowska, M. Lachowski i i inni, „Wpływ przywrócenia rytmu zatokowego na podokresy skurczu lewej komory serca,” Kariologia Polska, tom 18, p. 511, 1975. |
| [9] |
M. Hoffman, H. Małdyk, W. Rydlewska – Sadowska i i inni, „Polikardiograficzna ocena zmian w mięśniu serca w przebiegu liszaja rumieniowatego uogólnionego,” Reumatologia, tom 14, p. 217, 1976. |
| [10] |
M. Hoffman, H. Małdyk, W. Rydlewska – Sadowska i i inni, „Polikardiograficzna ocena ciśnienia w lewym przedsionku po komisurotomii mitralnej,” Kardiologia Polska, p. 361, 1976. |
| [11] |
M. Hoffman, W. Rydlewska-Sadowska i J. Nowicka, „Nieinwazyjne metody badania serca,” Acta Physjol. Pol, tom Supl. 17, 1978. |
| [12] |
M. Hoffman i W. Rydlewska-Sadowska, Serce i jego choroby, PZWL, 1974. |
| [13] |
„Michał Heller, https://pl.wikipedia.org/wiki/Michał_Heller,” 2021. [Online]. Available: https://pl.wikipedia.org/wiki/Michał_Heller. |
| [14] |
M. Hoffman, W. Rydlewska-Sadowska i W. Ryżyłło, Wady Serca, PZWL, 1980. |
| [15] |
„Wojciech Oczko, https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojciech_ Oczko,” 2021. [Online]. Available: https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojciech_ Oczko. |
| [16] |
R. Dąbrowski, „Jubileusz 50 lecia PTK Oddział Warszawski,” 2020. |
| [17] |
J. Brugada, „The future of elektrophysiology. Vol 21 No16, 19.Jan 2022,” e-Journal of Cardiology Practice, pp. 1-4, 19 Jan 2022. |
| [18] |
W. Rydlewska-Sadowska, „Analiza kliniczna i elektrokardograficzna bloku lewej odnogi pęczka Hisa,” Polskie Archiwum Medycyny Wewnętrzej, tom 38, p. 753, 1967. |
| [19] |
E. Żera i W. Rydlewska-Sadowska, „Wyniki leczenia migotania przedsionków kardiowersją elektryczną,” Polskie Archiwum Medycyny Wewnętrzej, tom 40, p. 607, 1968. |
| [20] |
W. Rydlewska-Sadowska, „Badania graficzne w diagnostyce wad zastawki trójdzielnej,” Kardiologia Polska, tom 12, p. 43, 1969. |
| [21] |
W. Rydlewska-Sadowska i J. Nowicka, „Zwężenie prawego ujścia tętniczego w obrazie hemodynamicznym i graficznym,” Kardiologia Polska, tom 19, pp. 269-277, 1969. |
| [22] |
W. Rużyłło i W. Rydlewska-Sadowska, „Dwujamowa prawa komora,” Kardiologia Polska, tom 13, p. 187, 1970. |
| [23] |
W. Rużyłło i W. Rydlewska-Sadowska, „Rejestracja potencjału czynnościowego pęczka Hisa,” Kardiologia Polska, tom 17, p. 31, 1974. |
| [24] |
E. Żera, W. Rydlewska-Sadowska i J. Kompiel, „Ocena reanimacji kardiologicznej na podstawie obserwacji własnych,” Polski Tygodnik Lekarski, tom 25, p. 1226, 1970. |
| [25] |
E. Żera, W. Rydlewska-Sadowska i G. Gürtler-Krawczyńska, „Zaburzenia rytmu u chorych ze świeżym zawałem serca leczonych w Ośrodku Intensywnej Opieki Kardiologicznej,” Polski Tygodnik Lekarski, tom 27, p. 304, 1972. |
| [26] |
W. Rydlewska-Sadowska, Program zapobiegania i zwalczania chorób układu krążenia w Polsce. Zasady leczenia zaburzeń rytmu, PZWL, 1973. |
| [27] |
W. Rydlewska-Sadowska, Choroby Wewnętrzne, A. Wojtczak, Red., PZWL. |
| [28] |
W. Rydlewska-Sadowska, „Różnicowanie nadkomorowych i komorowych zaburzeń rytmu,” Kardiologia Polska, tom 19, p. 403, 1976. |
| [29] |
W. Rydlewska-Sadowska, „Cardiopulmonary resuscitation,” Kardiologia Polska, tom 18, p. 521, 1975. |
| [30] |
W. Rydlewska-Sadowska i W. Rużyłło, „Przypadek śluzaka lewego przedsionka,” Kardiologia Polska, tom 17, p. 179, 1974. |
| [31] |
W. Rydlewska-Sadowska i H. Szwed, „Śluzaki serca, część I i II,” Kardiologia Polska, tom 29, pp. 1,12, 1985. |
| [32] |
W. Rydlewska-Sadowska, „Izolowane infekcyjne uszkodzenie zastawki płucnej – rozpoznane echokardiograficznie,” Kardiologia Polska, tom 28, p. 832, 1985. |
| [33] |
W. Rydlewska-Sadowska i Z. Sadowski, Zaburzenia Rytmu Serca, PZWL, 1985. |
| [34] |
A. Bayés de Luna, „Willem Einthoven,” European Heart Journal, tom 40, nr 37, pp. 3075-77, Październik 2019. |
| [35] |
J. Gawłowska i J. K. Wranicz, „Norman J. „Jeff” Holter (1914-1983),” Cardiology Journal, tom 16, nr 4, pp. 386-387, 2009. |
| [36] |
E. Corday, „Historical Vignette Celebraiting the 30th Anniversary of Diagnostic Elektrocardiographic Monitoring and Data Reduction Systems,” JAAC, tom 17, nr 1, pp. 286-292, Styczeń 1991. |
| [37] |
B. Del Mar, „The History of Clinical Holter Monitoring,” Ann Noninvasive Elektrocardiology, tom 10, nr 2, pp. 226-230, Kwiecień 2005. |
| [38] |
S. Millar, „Leo Schamroth: his comtributions to clinical elektrocardiography,” Cardiovascular Journal of Africa, tom 20, nr 1, pp. 28-29, Luty 2009. |
| [39] |
S. S. Barold, „Biography of Leo Schamroth,” Heart Rhythm Society, 5 Styczeń 2010. |
| [40] |
W. Rydlewska-Sadowska, J. Toressani i A. Jouve, „Les tachycardies au stade aigu de l’infarctus de myocarde,” Annales de cardiologie et d’angéiologie, tom 24, p. 201, 1975. |
| [41] |
W. Rydlewska-Sadowska, Echokardiografia Kliniczna, Instytut Kardiologii, 1991. |
| [42] |
N.-G. Holmer, K. Lindström i N. R. Lindström, „In Memoriam: Inge Edler – the father of echocardiography,” European Journal of Ultrasound, tom 13, pp. 179-182, 2001. |
| [43] |
A. Bollinge i H. Partsch, „Christian Doppler is 200 years young,” Vasa, tom 32, nr 6, pp. 225-233, 2003. |
| [44] |
L. M. Coman, „Christain Andreas Doppler – the men and his legacy,” European Journal Echocardiography, tom 6, nr 1, pp. 7-10, Styczeń 2005. |
| [45] |
H. Feigenbaum, Echocardiography, Lea and Febiger, 1972. |
| [46] |
H. Feigenbaum, J. A. Waldhausen i J. P. Hyde , „Ultrasound diagnosis of pericardial effusion,” w ESC Congress, 1965. |
| [47] |
H. Feigenbaum, „Evolution of Echocardiography,” Circulation, tom 93, pp. 1321-1327, Kwiecień 1996. |
| [48] |
W. Rydlewska-Sadowska i J. Nowicka, „Badania nieinwazyjne w rozpoznaniu dysfunkcji nici ścięgnistych zastawki mitralnej,” Kardiologia Polska, tom 25, pp. 839-19, 1982. |
| [49] |
L. Hatle i B. Angelsen, Doppler ultrasound in cardiology, Lea and Fabiger, 1985. |
| [50] |
W. Rydlewska-Sadowska, „Echokardiografia dopplerowska – nieinwazyjne cewnikowanie serca,” Kardiologia Polska, tom 30, p. 737, 1987. |
| [51] |
J. D. Kasprzak, J. Pawłowski, J. Z. Peruga i i inni, „First-in-man experience with real time holographic mixed reality display of three-dimensional echocardiography during structural intervention: baloon mitral commisurotomy,” European Heart Journal, tom 41, p. 801, 2019. |
| [52] |
A. Roest, „4D magnetic resonance imaging in congenital heart disease: what do we learnt?,” w ESC Congress, 2020. |
| [53] |
V. Israel, „3D printing of congenital heart defects: toy or tool for the surgeons,” w ESC Congress, 2020. |
| [54] |
W. Rydlewska-Sadowska, Interna, W. Januszewicz i F. Kokota, Redaktorzy, PZWL, 2001. |
| [55] |
H. Cenglowa, „Najważniejsze było Powstanie. Zwierzenia Aliny Zawadzkiiej Rużyłłowej,” Moja Rodzina, nr 5, pp. 4-5, 1997. |
| [56] |
A. Zawadzka-Rużyłło, Krótkie wspomnienia z okresu wojny i okupacji, o kolegach zamordowanych w Katyniu, oraz mysli o lekarzach, medycynie i procesach leczenia chorych w okresie lat 1950-1960, pp. 1-44. |
| [57] |
„http://pl.wikipedia.org/wiki/Champ_de_Coëtquidan,” [Online]. |
| [58] |
E. Dobrowolska, „Recepta na życie,” Puls, tom 102, nr 10, pp. 24-25, 2003. |
| [59] |
Praca zbiorowa, Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego (Medycyna w Powstaniu Warszawskim), tom suplement do tomu CXLI, Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, 2005, pp. 97-98. |
| [60] |
A. Zawadzka-Rużyłło, Pamiętnik, pp. 1-24. |
| [61] |
H. Gaertner, „16 lutego 2009 roku zmarł profesor Edward Emil Rużyłło,” Galicyjska Gazeta Lekarska, pp. 66-67, III/IV 2009. |
| [62] |
C. Ksel, „Prof. Witold Rużyłło,” Medycyna Dydaktyka, Wychowanie, Maj 2017. |
| [63] |
M. Bajer, Rody Uczone, Stopka Warszawa, Fundacja Na Rzecz Nauki Polskiej, 2000, pp. 397-401. |
| [64] |
R. J. Hall, „In Memoriam: F. Mason Sones, Jr., M.D.,” Texas Heart Institute Journal, tom 4, nr 12, pp. 356-358, 1985. |
| [65] |
I. Seldinger, „Catheter replacement of the needle in percutaneous arteriography; a new technique,” Acta radiol., tom 5, nr 39, pp. 368-376, 1953. |
| [66] |
M. P. Judkins, „Selective Coronary Arteriography,” Radiology, tom 5, nr 89, pp. 815-824, 1967. |
| [67] |
W. Rużyłło, „Napadowy częstoskurcz komorowy w świetle obrazu klinicznego,” Wiadomości Lekarskie, tom 20, p. 929, 1967. |
| [68] |
W. Rużyłło i J. Kompiel, „Spostrzeżenia kliniczne nad wpływem leczniczym propranololu (innderalu) w zaburzeniach rytmu,” Polskie Archiwum Medycyny Wewnętrznej, tom 39, p. 57, 1967. |
| [69] |
W. Rużyłło i W. Rydlewska-Sadowska, „Badania graficzne a wielkość gradientu skurczowego w zwężeniu lewego ujścia tętniczego,” Kardiologia Polska, tom 12, p. 43, 1969. |
| [70] |
W. Rużyłło, W. Kraszewski i T. Hryniewiecki, „Cewnikowanie serca i angiokardiografia w ocenie zwężenia lewego ujścia tętniczego,” Wiadomości Lekarskie, tom 20, p. 1783, 1967. |
| [71] |
W. Rużyłło, „Wartość zapisu ciśnienia z lewego przedsionka w ocenie wady mitralnej,” Wiadomości Lekarskie, tom 23, p. 513, 1970. |
| [72] |
M. A. Winston, „Melvin Paul Judkins, MD,” Radiology, tom 2, nr 156, p. 554, 1985. |
| [73] |
F. G. Bakaeen, E. H. Blackstone i G. B. Pettersson, „Father of coronary artery bypass grafting: René Favaloro and 50th anniversary of coronary artery bypass grafting,” The Journal of Thoracic and Cardiovascular Surgery, tom 155, nr 6, pp. 2324-2328, Czerwiec 2018. |
| [74] |
I. E. Konstantinow, „Robert H. Goetz: The Surgeon Who Performed the First Successful Clinical Coronary Arttery Bypass Operation,” Annual Thoracic Surgery, tom 69, nr 155, pp. 1966-1972, 2000. |
| [75] |
H. E. Garret, E. W. Dennis i M. E. MEDeBakey, „Aortocoronary Bypass With Saphenous Vein Graft. Seven Years Follow-up.,” JAMA, tom 223, pp. 792-794, 1973. |
| [76] |
E. V. Rocha, „Fifty Years of Coronary Artery Bypass Graft Surgery,” Braz. Journal Cardiovascular Surgery, tom 32, nr 4, pp. II-III, Lipiec-Sierpień 2017. |
| [77] |
R. Favaloro, „Saphenous vein Autograft Replacement of Severe Segmental Coronary Artery Occlusion,” The Annals of Thoracic Surgery, tom 5, nr 4, Kwiecień 1968. |
| [78] |
„Jan Moll,” [Online]. Available: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Moll. |
| [79] |
W. Rużyłło, „Arteriografia wieńcowa,” Polski Przegląd Radiologii i Medycyny Nuklearnej, tom 33, p. 597, 1969. |
| [80] |
S. L. Archer, „The making of a physician–scientist-the process has a pattern: lessons from the lives of Nobel laureates in medicine ad physiology.,” European Heart Journal, tom 28, pp. 510-514, 2007. |
| [81] |
M. Nicholls, „Werner Forssmann Nobel Prize for physiology or medicine 1956,” European Heart Journal, tom 41, pp. 980-988, 2020. |
| [82] |
M. Nicholls, „André F. Cournand for Cadiac catheterization,” European Heart Journal, nr 41, pp. 337-338, 2020. |
| [83] |
E. Nagourney, „René Favaloro, 77, a Leader in Early Heart Bypass Surgery,” The New York Time, 1 Sierpień 2000. |
| [84] |
W. Rużyłło i J. Bowkiewicz, „Wady wrodzone serca z lewo prawym przeciekiem; współzależność objawów radiologicznych i hemodynamicznych,” Polski Przegląd Radiologiczny i Medycyny Nuklearnej, tom 34, p. 739, 1970. |
| [85] |
G. El Said, W. Rużyłło, R. L. Williams, C. E. Mullins i i inni, „Patency of aortocoronary artery saphenous vein graft for anomaluous origin of left coronary artery from pulmonary artery,” Circulation, tom Supl II, pp. 45-46, 1972. |
| [86] |
G. El Said, W. Rużyłło, R. L. Williams, C. E. Mullins i i inni, „Atrial pressure gradients in isolated secundum atrial septal defect and partial anomalous pulmonary venous return,” Chest, tom 63, p. 559, 1973. |
| [87] |
W. Rużyłło, M. R. Nihill, C. E. Mullins i D. G. McNamara, „Hemodynamic evaluation od 221 patients after intracardiac repair of Tetralogy of Fallot,” American Journal of Cardiology, tom 34, p. 565, 1974. |
| [88] |
D. Schneider, Historia współczesnej medycyny, Kraków: Znak , 2021. |
| [89] |
W. Rużyłło, Z. Purzycki i P. Kamiński, „Wpływ nitrogliceryny na asynergię skurczu lewej komory w chorobie niedokrwiennej serca,” Kardiologia Polska, tom 22, p. 281, 1979. |
| [90] |
W. Rużyłło, Z. Purzycki i M. Śliwiński, „Ocena porównawcza rónych metod obliczania rozległości akinetycznych obszarów lewej komory serca,” Kardiologia Polska, tom 23, p. 517, 1980. |
| [91] |
W. Rużyłło, A. Łętowski i M. Wróblewska, „Wysiłkowa i redystrybucyjna scyntygrafia mięśnia sercowego z użyciem talu 201 u chorych z chorobą wieńcową,” Kardiologia Polska, tom 23, p. 603, 1980. |
| [92] |
Z. Purzycki, W. Rużyłło, M. Śliwiński i i inni, „Hemodynamika lewej komory w tętniakach pozawałowych,” Kardiologia Polska, tom 23, p. 639, 1980. |
| [93] |
W. Rużyłło i A. Sosnowski, „Przezskórna biopsja mięśnia sercowego w pierwotnej kardiomiopatii,” Kardiologia Polska, tom 19, p. 423, 1976. |
| [94] |
M. Sekiguchi i S. Konno, „Histopathological Differentiation Employing Endomyocardial Biopsy in the Clinical Assessment of Primary Myocardial Disease.,” Japanese Heart Journal, tom 10, nr 1, pp. 30-46, 1969. |
| [95] |
W. Rużyłło, A. Sosnowski i K. Krawczyński, „Cardiomyopathy due to active lymphocytic myocarditis,” European Heart Journal, tom 5 Suppl I, p. 114, 1984. |
| [96] |
W. Rużyłło, K. Putkiewicz, F. Walczak i i inni, „Zmiany struktury i czynności lewej komory w pierwotnej kardiomiopatii,” Kardiologia Polska, tom 19, p. 489, 1976. |
| [97] |
W. Rużyłło, Z. Bilińska i B. Lubiszewska, „Aspekty kliniczne i morfologiczne kardiomiopatii restrykcyjnej,” Kardiologia Polska, tom 32, p. 498, 1989. |
| [98] |
W. Rużyłło, „Biopsja mięśnia sercowego,” Kardiologia Polska, tom 19, p. 351, 1976. |
| [99] |
A. Sosnowski i W. Rużyłło, „Ultrastruktura mięśnia sercowego w kardiomiopatii przerostowej,” Kardiologia Polska, tom 24, p. 47, 1981. |
| [100] |
W. Rużyłło i Z. Purzycki, „Biopsja endomiokardialna prawej i lewej komory -opis własnej metody,” Kardiologia Polska, tom 24, p. 87, 1981. |
| [101] |
M. Sekiguchi, E. G. Olson i J. F. Goodwin, Myocardtitis and related disorders, Springer Verlag, 1985. |
| [102] |
Advances in Cardiomyopathies, Springer Verlag, 1990. |
| [103] |
C. Rovelli, Helgoland. Znaczenie kwantowej rewolucji, Feeria, 2021. |
| [104] |
J. Ozkan, „Bernhard Meier MD FACC FESC in Andreas Grüntzig footsteps and the intervening years,” European Heart Journal, tom 41, nr 3, pp. 340-342, Styczeń 2020. |
| [105] |
L. Bocksteadt, C. Longecre i M. F. El-Chami, „Leadless vs. transvenous single-chamber vetricular pacing in the MICRA CED study: 2-years follow up,” European Heart Journal, tom 43, pp. 1207-1215, 2022. |
| [106] |
C. T. Dotter i M. P. Judkins, „Tranluminal treatment of arteriosclerotic obstruction. Description of a new technique and a preliminary report of its application,” Circulation, tom 5, nr 30, pp. 654-670, 1964. |
| [107] |
S. B. King III, „Andreas Grüntzig (1939 – 1985) Experiencing the history of angioplasty,” European Heart Journal, tom 36, nr 10, pp. 584-590, Marzec 2015. |
| [108] |
I. E. Konstantinow, V. V. Alexi-Meskishvili i W. G. Williams, „Arterial Switch Operation: Past, Present and Future,” Ann Thorac, Surgery, tom 77, pp. 2250-2258, 2004. |
| [109] |
B. Meier, „Andreas Roland Grüntzig, the men,” European Heart Journal, tom 28, nr 38, Lipiec 2017. |
| [110] |
D. Pfeiffer, J. J. Monsuez i N. Klein, „Cardiovascular Anniversaries in 2017,” European Heart Journal, tom 39, nr 6, pp. 1327-1329, Kwiecień 2017. |
| [111] |
D. Pfeiffer, „Coronary balloon angioplasty is due to two physicians born in Saxony, Germany,” European Heart Journal, tom 41, pp. 1462-1463, Kwiecień 2020. |
| [112] |
S. Stern i S. Hanagid, „Andreas Grüntzig – życie i śmierć pioniera nauki,” Folia Cardiologica experts, tom 1, nr 1, pp. 82-84, 2008. |
| [113] |
„Witold Rużyłło http://www.instytucja.pan.pl,” [Online]. |
| [114] |
J. S. Kan, R. I. White, S. E. Mitchel i i inni, „Percutaneous baloon valvuloplasty: a new method for treating congenital pulmonary valve stenosis,” The New England Journal of Medicine, tom 307, pp. 540-542, Sierpień 1982. |
| [115] |
W. Rużyłło, M. Kańtoch i M. Dąbrowski, „Walwuloplastyka plucna w leczeniu zastawkowego zwężenia tętnicy płucnej,” Kardiologia Polska, tom 30, p. 705, 1987. |
| [116] |
„Alphonse de Lamartine https://en.wikipedia.org/wiki//Alphonse_de_Lamartine,” [Online]. Available: https://en.wikipedia.org/wiki//Alphonse_de_Lamartine. |
| [117] |
H. S. A. Hartoko, „Resistent hypertension in young patient, what has been missed? A case report of coarctation of the aorta,” European Heart Journal Supplements, 23 Nov. 2021. |
| [118] |
J. P. Jenkins i C. Ward, „Coarctation of the aorta: natural history and outcome after surgical treatment,” J Med, tom 92, pp. 365-371, 1999. |
| [119] |
M. I. Singer, M. Rowen i T. J. Dorsey, „Transluminal aortic baloon angioplasty for coarctation of the aorta in the newborn,” American Heart Journal, tom 103, nr 1, pp. 131-132, Styczeń 1982. |
| [120] |
W. Rużyłło i M. Kańtoch, „Przezskórna angioplastyka w koarktacji aorty,” Kardiologia Polska, tom 31, p. 7, 1988. |
| [121] |
W. Rużyłło, M. Demkow i M. Dąbrowski, „Baloon dilatation if native aortic coarctation,” European Heart Journal, tom 10, p. 107, 1989. |
| [122] |
W. Portsmann i L. Wierny, „Percutaneous Transfemoral Closure of Patent Ductus Arteriosus – An Alternative to Surgery,” Seminars in Roentgenology, tom 16, nr 2, p. 95, Kwiecień 1981. |
| [123] |
„Kurt Amplatz, https://en.wikipedia.org/wiki/Kurt_Amplatz,” [Online]. Available: https://en.wikipedia.org/wiki/Kurt_Amplatz. |
| [124] |
R. Andini, a. Priyatno i D. A. Permitasari, „Successful procedure od ductus arteriosus stenting: promising choice for pulmonary atresia survival,” European Heart Journal Supplements, tom 23, 23 Nov 2021. |
| [125] |
J. Ozkan, „Alain Cribier MD FACC FESC,” European Heart Journal, tom 18, pp. 615-616, 2017. |
| [126] |
A. Szczeklik, Katharsis, o uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki, Znak, 2007. |
| [127] |
„Andreas Vesalius, https://en.wikipedia.org/wiki/Andreas_Vesalius,” [Online]. Available: https://en.wikipedia.org/wiki/Andreas_Vesalius. |
| [128] |
„Charles Stent, https:///en.wikipedia.org/wiki//Stent,” [Online]. Available: https:///en.wikipedia.org/wiki//Stent. |
| [129] |
U. Sigwart, J. Puel, V. Mirkovitch i i inni, „Intravascular Stents to Prevent Occlusion and Re-Stenosis after Transluminal Angioplasty,” The New England Journal of Medicine, tom 316, pp. 701-706, Marzec 1987. |
| [130] |
A. P. Banning, F. Crea i T. F. Luscher, „The year in cardiology 2019,” European Heart Journal, tom 41, pp. 821-832, 2020. |
| [131] |
K. Inoue i T. Feldman, „Percutaneous Treanvenosus Mitral Commissurotomy using the inoue baloon catheter,” Catheterization and Cardiovascular Diagnosis, tom 28, nr 2, pp. 119-125, Luty 1993. |
| [132] |
W. Rużyłło, M. Dąbrowski, M. Wroszylska i i inni, „Percutaneous mitral commisurotomy with the Inoue baloon for severe mitral stenosis in pregnancy,” Journal of Heart Valve Disease, tom 2, pp. 209–12, Listopad 1992. |
| [133] |
M. Woroszylska, W. Rużyłło, M. Konka i i inni, „Long term follow up after percutaneous mitral commisurotomy with the Inoue baloon – incidence of restenosis,” Journal of Heart Valve Disease, tom 3, nr 6, pp. 594-601, Listopad 1994. |
| [134] |
„http://www.escardio.org/The-ESC/About/A-brief-history-of-the ESC,” [Online]. |
| [135] |
„Zbigniew Religa, https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Religa,” [Online]. Available: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Religa. |
| [136] |
„Christiaan Barnard, https://pl.wikipedia.org/wiki/Christiaan_Barnard,” [Online]. Available: https://pl.wikipedia.org/wiki/Christiaan_Barnard. |
| [137] |
„Wacław Sitkowski, https://pl.wikipedia.org/wiki/Wacław_Sitkowski,” [Online]. Available: https://pl.wikipedia.org/wiki/Wacław_Sitkowski. |
| [138] |
M. Demkow, W. Rużyłło i M. Konka, „Transvenous closure of moderate and large secundum atrial septal defects in adults, rusing the Amplatzer septal ocluder,” Catheter and Cardiovascular Intervention, tom 52, pp. 188-193, 2001. |
| [139] |
M. Demkow, W. Rużyłło i M. Konka, „Staged transcatheter closure of chronic postinfarction vetricular septal defect with Amplatzer septal ocluder,” International Journal of Cardiovascular Intervention, tom 4, pp. 43-48, 2001. |
| [140] |
M. Demkow, W. Rużyłło, C. Kępka i and all, „Primary transcatheter closure if postinfarction venricular septal defect with Amplatzer septal occluder – immediate and up-to 5 years follow-up,” EuroIntervention, tom 1, nr 1, pp. 16-20, May 2006. |
| [141] |
U. Sigwart, „Non surgical myocardial reduction for hypertophic obstructive cardiomyopathy,” Lancet, tom 346, pp. 211-214, 1995. |
| [142] |
W. Rużyłło, L. Chojnowska i M. Demkow, „Left ventricular outfow tract gradient decrease with non-surgical myocardial reduction improves exercise capacity in patients with hypetrophic obstructive cardiomyopathy,” European Heart Journal, tom 21, pp. 770-777, 2000. |
| [143] |
A. Zawadzka, „Let’s start with,” The Magazine of the Polish Academy of Science, tom 3, nr 47, pp. 731-740, 2015. |
| [144] |
M. Wojtach i K. Walczak, „Medycyna Dydaktyka Wychowanie,” Medycyna Dydaktyka Wychowanie, nr 6/7, 2017. |
Autorka tekstu: Ewa Łastowiecka









![Szpitale zakładnikami polityki. Tak umierają kolejne reformy [KOMENTARZ]](https://pliki.rynekzdrowia.pl/i/24/49/92/244992_r0_940.jpg)







