W Polsce tysiące suplementów diety trafia na rynek bez żadnej kontroli

mgr.farm 3 dni temu

Do Ministerstwa Zdrowia trafiła interpelacja poselska dotycząca „systemowej niewydolności nadzoru nad rynkiem suplementów diety”. Problem nie jest nowy. Już wcześniej wskazywała na niego Najwyższa Izba Kontroli. Podkreślała, iż obecne regulacje nie zapewniają odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa konsumentów. Zwracała też uwagę, iż nadzór nad rynkiem jest niewystarczający.

33 tysiące zgłoszeń i tylko ułamek zakończonych spraw

Z danych resortu zdrowia wynika, iż w ciągu dwóch lat – od kwietnia 2024 r. do końca kwietnia 2026 r., do Głównego Inspektora Sanitarnego wpłynęło 33 201 zawiadomień o nowych suplementach diety. Z tej liczby zakończono jedynie 727 postępowań. To nieco ponad 2 proc. wszystkich spraw. Jednocześnie resort podkreśla, iż system powiadamiania nie polega na dopuszczaniu produktów do obrotu.

GIS nie wydaje zezwolenia na dopuszczenie do obrotu (…) natomiast analizuje powiadomienia w zakresie adekwatności deklarowanego składu i dokumentacji – wskazuje ministerstwo.

Innymi słowy, produkt może trafić na rynek, zanim zostanie w pełni zweryfikowany. Oznacza to, iż choćby bez weryfikacji pozostaje w sprzedaży. Dzieje się tak mimo braku zakończonej oceny. System powiadomień przenosi też odpowiedzialność za skład i bezpieczeństwo przede wszystkim na producenta. Państwo reaguje dopiero później.

Dlaczego sprawy się „zawieszają”?

Ministerstwo Zdrowia wskazuje konkretną przyczynę przewlekłości postępowań. W trakcie procedury GIS może żądać od firmy dodatkowych opinii, np. jednostki naukowej lub URPL. Problem polega na tym, iż przepisy nie określają żadnego terminu na ich dostarczenie. Efekt?

– jeżeli GIS wszczyna postępowanie, a firma nie przedstawia opinii (…) takie postępowanie nie może zostać zakończone – tłumaczy Ministerstwo.

W praktyce oznacza to tysiące spraw pozostających w toku. Organy nie mają narzędzi, aby je gwałtownie zamknąć. Tymczasem produkty, których dotyczą te postępowania, pozostają dostępne na rynku bez ograniczeń.

Nadzór istnieje, ale działa „obok”

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, iż nadzór nad suplementami nie ogranicza się do analizy zgłoszeń. Wskazuje na działania Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Obejmują one kontrole producentów i hurtowni, badania laboratoryjne oraz współpracę w systemach unijnych.

W 2024 r. organy skontrolowały ponad 70 proc. wytwórców i blisko 36 proc. obiektów hurtowych. Laboratoria przebadały także kilka tysięcy próbek. Resort pokazuje więc, iż państwo podejmuje realne działania. Problem pojawia się jednak wcześniej. Dotyczy etapu wprowadzania produktów do sprzedaży, który w praktyce odbywa się bez realnej kontroli.

Zmiany w przepisach są w przygotowaniu

Ministerstwo Zdrowia nie kwestionuje potrzeby zmian. Wręcz przeciwnie. Potwierdza trwające prace legislacyjne nad nowelizacją ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Projekt jest w tej chwili w konsultacjach publicznych. Ma objąć przede wszystkim procedurę powiadamiania. Zmiany obejmą doprecyzowanie obowiązków przedsiębiorców oraz zasad prowadzenia postępowań. Jednym z kluczowych elementów będzie wprowadzenie terminów na przedstawienie wymaganych opinii. Ma to skrócić postępowania, które dziś potrafią trwać latami.

Równolegle resort planuje zaostrzyć odpowiedzialność firm wprowadzających suplementy diety na rynek. Maksymalne kary mają wzrosnąć choćby do 100‑krotności przeciętnego wynagrodzenia. Przepisy obejmą także sposób prezentacji i reklamowania suplementów. Mają jednoznacznie regulować ten obszar.

To odpowiedź na problem podnoszony od lat. Chodzi o przekaz marketingowy, który często zaciera granicę między suplementem a produktem leczniczym. Cała sprawa pokazuje jedno. Suplement diety można wprowadzić szybko, natomiast kontrola pojawia się później, jeżeli w ogóle do niej dojdzie. Przy ogromnej skali rynku, liczonej w dziesiątkach tysięcy zgłoszeń, system zwyczajnie nie nadąża.

Idź do oryginalnego materiału