W centrach zdrowia psychicznego chcemy premiować jakość, ale najpierw musimy ją zbadać – powiedziała w wyaidzie dla PAP wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka. Podkreśliła, iż wskaźniki jakości pozwolą sprawdzić, czy opieka środowiskowa przebiega tak, jak zakładał to pilotaż centrów.
PAP: Finalny model centrów zdrowia psychicznego nie jest gotowy? Zapowiadała pani, iż przedstawi go do końca marca. Co stanęło na przeszkodzie?
Katarzyna Kęcka: Dopiero 20 kwietnia w Najwyższej Izbie Kontroli odbędzie się panel ekspercki, a wyniki kontroli wraz z rekomendacjami zostaną opublikowane w trzecim kwartale 2026. Model działania centrów zdrowia psychicznego planuję zaprezentować po majówce na posiedzeniu Rady do spraw Zdrowia Psychicznego. Opieka środowiskowa w centrach ma wejść na stałe od 1 stycznia 2027 r. i do końca 2029 r. objąć całą populację kraju.
PAP: Obawy środowiska ekspertów zaangażowanych w opiekę środowiskową wywołało zarządzenie prezesa NFZ o raportowaniu wskaźników jakości. Dotyczą tego, iż NFZ szuka sposobu na odejście od finansowania centrów w oparciu o ryczałt, a także iż to nadmierna biurokracja. Jak odpowie pani na te zarzuty?
K.K.: Wskaźnikami chcemy pokazać, iż faktycznie opieka środowiskowa jest zdecydowanie lepszą formą opieki. Chcemy też sprawdzić, w jaki sposób pacjent w opiece środowiskowej jest prowadzony. Wiemy, iż liczba osób z niej korzystających wzrosła, co miało spowodować spadek liczby hospitalizacji, ale tego spadku w skali kraju nie ma.
PAP: Co może wynikać z różnych przyczyn. Może być skorelowane z kryzysem zdrowia psychicznego.
K.K.: Wskaźniki pozwolą nam to sprawdzić. Interesuje nas na przykład, czy hospitalizowany pacjent wrócił do szpitala i po jakim czasie. Chcemy się dowiedzieć, dlaczego tam wrócił. Wyłączamy z tego osoby, które są hospitalizowane w związku z rozpoznaniami F10-F19, czyli zaburzeniami psychicznymi i zaburzeniami zachowania spowodowanymi zażywaniem substancji psychoaktywnych. Dane są w szpitalach, ale problematyczne jest zarządzanie nimi i raportowanie. Nie zgadzam się z zarzutem biurokratyzacji. Wymagana jest aktualizacja pliku, która zajmuje kilka minut i spowoduje aktualizację słownika w systemie informatycznym. W przypadku pacjentów, którzy objęci są opieką czynną, będzie to wybór jednego wskaźnika, a w przypadku pacjentów tzw. pierwszorazowych, czyli ok. 20 proc. pacjentów, zaznaczenie dodatkowego wyboru.
PAP: Niepokój dotyczy tego, iż centra skupią się na wyniku, by otrzymać finansowanie, co może się odbyć kosztem pacjentów wymagających hospitalizacji.
K.K.: W zarządzeniu prezesa NFZ nie ma mowy o finansach. Chcemy sprawdzić, czy opieka środowiskowa przebiega w sposób, jaki został zaprojektowany osiem lat temu, kiedy został uruchomiony pilotaż. Chcielibyśmy premiować jakość, czyli wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom środowiska, które mówi: Pracujemy dobrze jakościowo, więc chcemy za to premię. Chcemy premiować jakość, ale najpierw musimy ją zbadać.
PAP: Media w ostatnim czasie poinformowały o restrukturyzacjach, których konsekwencje ponoszą pacjenci. „Gazeta Wyborcza” napisała o sytuacji w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, z którego odeszli specjaliści, a „Rzeczpospolita” o szpitalu w Skarżysku-Kamiennej, w którym ograniczono leczenie pacjentom ze stwardnieniem rozsianym (SM). Ministerstwo Zdrowia przekonuje, iż konsolidacja i restrukturyzacja przebiegają pod kontrolą. Te przykłady budzą obawy, iż tak nie jest.
K.K.: Problemem jest sam proces zmiany, który może niepokoić. W Instytucie Psychiatrii i Neurologii restrukturyzacja naprawcza trwa od ubiegłego roku i zgodnie z udzielonymi mi informacjami, przebiega zgodnie z planem. Pozwoliło to IPiN zmniejszyć stratę z roku 2023 wnoszącą ponad 28 mln zł do 18 mln zł w 2025 roku, czyli działania naprawcze przynoszą efekty. Zakładam, iż problemy w IPiN wynikają z niepewności związanej ze zmianami. Tu rolą osoby zarządzającej placówką jest komunikowanie o tym procesie. Departament Nadzoru i Kontroli Ministerstwa Zdrowia przeprowadzi kontrolę w tej placówce. A pacjenci ze Skarżyska Kamiennej, także dzięki aktywności kieleckiego oddziału NFZ będą kontynuować leczenie w szpitalu w Końskich.
PAP: Jak podaje gazeta, na jednym oddziale w IPiN znaleźli się pacjenci z zaburzeniami afektywnymi, czyli depresją, chorobą dwubiegunową i osoby starsze z demencją, co według terapeuty cytowanego przez gazetę, im nie służy.
K.K.: Nie znam tej jednostkowej sytuacji. Natomiast konsolidacja wewnętrzna opiera się na łączeniu oddziałów o tych samych i podobnych profilach i tak powinna być przeprowadzana. Poprosiliśmy dyrekcję IPiN o wyjaśnienia, rozpocznie się kontrola. Po otrzymaniu wyjaśnień i zakończeniu kontroli, pewnie będzie można więcej powiedzieć na ten temat.
PAP: Jakie są aktualne pomysły Ministerstwa Zdrowia na uregulowanie wynagrodzeń w ochronie zdrowia?
K.K.: Projektujemy zmiany, które pozwolą racjonalnie zarządzać kadrami i spowodować, iż szpitale nie będą musiały rywalizować płacowo o medyków. Temu, między innymi, służą procesy konsolidacji. Oprócz profilowania świadczeń, tak by szpital odpowiadał na rzeczywiste potrzeby pacjentów w regionie i by oddziały się nie dublowały, konsolidacja ma spowodować to, iż szpitale nie będą miedzy sobą rywalizować na rynku pracy o medyków. A jak wiemy braki kadrowe są najważniejsze w kształtowaniu wynagrodzeń. Wprowadzamy także możliwość wykonywania części świadczeń szpitalnych w trybie krótko-trwałym, do 12 godzin, bez konieczności pełnej hospitalizacji. To rozwiązanie lepiej odpowiada realnym potrzebom pacjentów, bo wiele procedur nie wymaga pobytu w szpitalu przez kilka dni. To także zmiana korzystna dla całego systemu, pozwoli lepiej wykorzystać zasoby szpitali, odciążyć personel z nadmiaru dokumentacji i zwiększyć liczbę wykonywanych świadczeń, co przełoży się na krótsze kolejki i większą efektywność leczenia.
PAP: Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda powiedziała PAP, iż rozmawia m.in. z dyrektorami szpitali o możliwości wprowadzenia procentowego limitu w budżecie szpitala, który mógłby być przeznaczany na wynagrodzenia. Czy jest decyzja resortu, by takie rozwiązanie wprowadzić?
K.K.: Od sześciu lat standard rachunku kosztów pokazuje, iż koszty wynagrodzeń w poszczególnych placówkach znacznie się różnią. W niektórych ten udział to np. 60 proc. Poziom wydatków na wynagrodzenia to kwestia bezpieczeństwa, bo szpital oprócz finansowania wynagrodzeń musi kupować leki, wyroby medyczne. W przyszłym tygodniu resort zdrowia wyśle wniosek o wpis do porządku obrad Stałego Komitetu Rady Ministrów rozwiązania, które umożliwi zbieranie informacji o wynagrodzeniach przypisanych do PESEL-u i numeru prawa wykonywania zawodu. Medycy mogą pracować w kilku podmiotach, a my chcemy wiedzieć, jak kształtują się zarobki.
PAP: Spodziewa się pani oporu medyków?
K.K.: To kwestia przejrzystości. Dane będą podstawą dla ewentualnych rozwiązań i mechanizmów kształtowania wynagrodzeń.
PAP: Czy wróci pani do rozmów w zespole trójstronnym o zmianie ustawy o najniższym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia?
K.K.: Na pewno interesuje nas przez cały czas zmiana dynamiki wzrostu wynagrodzeń, ale także innych zmiennych w ramach reformy systemu.
PAP: Jak Ministerstwo Zdrowia reaguje na kryzys kadrowy u progu kryzysu demograficznego?
K.K.: Ze względów demograficznych i epidemiologicznych, zmieniają się potrzeby pacjentów. I tak musi zmieniać się system. Projektujemy go w oparciu o wykorzystanie interaktywnej Mapy Potrzeb Zdrowotnych, narzędzia, które przygotowujemy na podstawie analiz danych przestrzennych, demograficznych oraz rozliczeniowych. Dane są opracowywane przez Ministerstwo Zdrowia wspólnie z NFZ i AOTMiT oraz analizowane we współpracy z krajowymi i wojewódzkimi konsultantami w ochronie zdrowia adekwatnymi dla danej dziedziny i będą umożliwiały wydanie rekomendacji mogących stanowić podstawę decyzji organów właścicielskich dotyczących przyszłej organizacji udzielania świadczeń szpitalnych. Dzięki niej będziemy wiedzieli dokładnie, ile podmiotów i o jakiej strukturze świadczeń potrzebują pacjenci na danym terenie. Mapy będą uwzględniać potrzeby zdrowotne mieszkańców, migracje pacjentów, odległości między szpitalami. To narzędzie pomoże samorządom, organom właścicielskim podejmować decyzję dotyczące organizacji opieki nad pacjentami na ich terenie.
PAP: Mówi się dużo o niedoborze pielęgniarek, ale brakuje opiekunów medycznych. Jakie resort zdrowia podejmuje kroki?
K.K.: W systemie jest 100 tys. opiekunów medycznych, których kwalifikacje nie są wykorzystywane. Chcemy to zmienić i wprowadzić ich szerzej do systemu. Przygotowane są koszyki świadczeń, na przykład w opiece długoterminowej, w której pielęgniarka będzie koordynatorem opieki, a faktyczna opieka, świadczenia pielęgnacyjne będą wykonywane przez opiekunów medycznych. Mam nadzieję, iż nowe koszyki świadczeń będą gotowe do czerwca.
PAP: Brakuje miejsc w zakładach opiekuńczo-leczniczych (tzw. zol-ach) dla wymagającej stałej opieki medycznej seniorów. Jaka jest odpowiedź resortu na to wyzwanie?
K.K.: Chcemy wykorzystać potencjał opiekunów medycznych w domowej opiece długoterminowej. Będziemy wychodzić z opieki stacjonarnej na rzecz opieki domowej, którą chcemy skoordynować, o czym rozmawiam też z pełnomocniczką rządu ds. polityki senioralnej Marzeną Okłą-Drewnowicz.
PAP: Jaka jest sytuacja kadrowa lekarzy?
K.K.: Za pięć lat będziemy mieli w systemie więcej lekarzy niż potrzeby wynikające z niektórych modeli popytowo-podażowych opartych o równoważnik etatu. Podnosi się mocno, iż lekarze pracują choćby po 300 i 500 godzin w miesiącu. Jednak młodzi lekarze nie chcą pracować więcej niż 160 godzin. Bierzemy to pod uwagę. Dlatego oceniamy aktualne limity przyjęć na kierunki lekarskie jako optymalne w perspektywie najbliższych lat. Planujemy też działania, które powinny poprawić dostępność do lekarzy specjalistów w miejscowościach położonych z dala od dużych miast wojewódzkich.
(rozmawiały Alicja Kublicka i Katarzyna Nocuń, PAP)












