Dobra średnia terminowość w diagnostyce onkologicznej, zdaniem ekspertów przysłania duże nierówności pomiędzy województwami. W dodatku część chorych nie ma kart DiLO lub są one zakładane dopiero po badaniach i postawieniu diagnozy.
Sejmowa podkomisja stała ds. organizacji ochrony zdrowia rozpatrzyła informację Ministerstwa Zdrowia na temat diagnostyki w onkologii oraz realizacji świadczeń u pacjentów chorych na nowotwór. W przyszłości warunkiem rozliczenia świadczeń u pacjentów z podejrzeniem lub chorujących na nowotwór stanie się elektroniczna karta DiLO. Stworzy to możliwość ciągłego monitorowania sytuacji w tym obszarze, co przy sporych różnicach pomiędzy województwami w ścieżkach pacjenta, może być krokiem do wygładzenia istniejących nierówności.
Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa MZ podała dane z 2023 roku, z których wynika, iż na nowotwory złośliwe zachorowało około 193 tys. osób, natomiast zmarło ponad 99 tys. – “Karta DiLO stanowi podstawowy instrument przyspieszonej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej w onkologii. Na dzień 4 marca 2026 roku w bieżącym roku wystawiono ponad 71 tys. kart DiLO. Największy udział w ich wystawianiu miała AOS”. Na drugim miejscu znalazło POZ, natomiast najmniej kart DiLO wystawiono w szpitalach. “Obserwowany jest stały wzrost wystawianych kart. Zjawisko to nasiliło się po 2020 roku” – zwróciła uwagę dyr. Janiszewska-Kajka.
Terminowość diagnostyki onkologicznej przez cały czas wymaga poprawy – “Z danych NFZ wynika, iż na dzień 4 marca 2026 diagnostyka wstępna została zrealizowana w przewidzianym terminie w 58 proc. przypadków. Natomiast diagnostyka pogłębiona w 65 proc. przypadków”. Analiza danych z lat 2018-2025 pozwala stwierdzić, iż terminowość diagnostyki podstawowej była dobra w odniesieniu od 2/3 do 4/5 wszystkich przypadków. Natomiast diagnostyka pogłębiona była w tym czasie realizowana terminowo w 70-80 proc. przypadków. “Dane potwierdzają wciąż utrzymywanie się różnic pomiędzy etapami diagnostyki onkologicznej” – zaznaczyła dyr. Janiszewska-Kajka. W latach 2023-2025 wzrosła liczba pacjentów korzystających ze świadczeń onkologicznych: z 2,5 mln do 2,66 mln. Z kolei liczba zrealizowanych świadczeń wzrosła w tym okresie z 13 mln do 15 mln. Wzrosła więc także wartość refundacji z 21 mld zł do 26,8 mld zł.
Prof. Edyta Borkowska, konsultant krajowa w dziedzinie laboratoryjnej genetyki medycznej zwróciła uwagę na sprzeczność zapisów prawnych, która doprowadziła do tego, iż również patomorfolodzy mogą przeprowadzać i interpretować badania wykonane np. techniką NGS, podczas gdy ich kompetencje w tyn zakresie są niewielkie. To powinno być zadanie dla specjalistów laboratoryjnej genetyki medycznej. Badania takie wymagają specjalnych warunków, które zapewniają tylko medyczne laboratoria diagnostyczne. Nie można – zdaniem prof. Borkowskiej – tłumaczyć szerszego otwarcia furtki do diagnostyki molekularnej niedoborami kadrowymi, bo takowych nie ma – “Czy naprawdę Ministerstwo Zdrowia w tej sytuacji, przy programie specjalizacji, w tym momencie uważa, iż patomorfolodzy są grupą zawodową kompetentną do nadzoru, jak również autoryzacji wyników badań genetycznych? W moim przeświadczeniu niestety nie. Dlatego bardzo prosiłabym o uspójnienie tych regulacji i przywrócenie jednolitej ścieżki, gdzie te badania mają być wykonywane, czyli tam, gdzie zawsze były zaprojektowane, czyli w medycznych laboratoriach diagnostycznych”.
Prof. Renata Duchnowska z Kliniki Onkologii w Wojskowym Instytucie Medycznym apelowała o włączenie testów wielogenowych do koszyka świadczeń. Służą one do wsparcia decyzji o zastosowaniu okołooperacyjnej chemioterapii lub hormonoterapii u pacjentek chorych na luminalnego HER2-ujemmego, wczesnego raka piersi. Taki test wykonywanych tylko raz, pozwala zaplanować leczenie, tak aby oszczędzić części pacjentek chemioterapii, a innym ją włączyć. Około 46 proc. pacjentek kwalifikowanych do chemioterapii po wykonaniu testu wielogenowego odstępuje się od niej, co oznacza uniknięcie obciążeń, pogorszenia jakości życia, jak również zmniejsza koszty dla budżetu państwa. Doktor Andrzej Tysarowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie laboratoryjnej genetyki medycznej zwrócił uwagę, iż wniosek do AOTMiT w sprawie finansowania testu wielogenowego był oparty o wyniki w kilku nowotworach, gdzie jak na razie zasadność jego stosowania udowodniono jedynie w raku piersi. W rezultacie wniosek odrzucono i ponownie skierowano już tylko z odniesieniem do nowotworów piersi. “14 kwietnia otrzymamy rekomendacje w zakresie zakwalifikowania tego badania diagnostycznego do koszyka świadczeń gwarantowanych. Tu zostanie oceniona efektywność kliniczno-kosztowa” – odpowiedziała Dominika Janiszewska-Kajka.
Bernard Waśko, dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego zauważył, iż dobre średnie wyniki, w odniesieniu do terminowości diagnostyki nie odzwierciedlają występujących dużych różnic pomiędzy województwami. Związane to jest m.in. z momentem, w którym zakładana jest karta DiLO – “To wygląda w miarę nieźle, ale tylko powierzchownie. Te czasy możemy mierzyć tylko dla tych pacjentów, którzy tę kartę DiLO mieli założoną i to od początku, od podejrzenia. Natomiast ucieka nam z radaru cała masa pacjentów, którzy są leczeni w ogóle poza DiLO”. U części pacjentów karta DiLO jest zakładana dopiero po ukończeniu diagnostyki I postawieniu ostatecznego rozpoznania choroby nowotworowej.
Dyrektor Waśko podkreślił, iż jest to problem systemowy – “W województwach takich jak podkarpackie, lubelskie czy lubuskie około 40 proc. pacjentów którzy w ogóle mieli założoną kartę DiLO, zakładaną ją mieli dopiero w szpitalu, tylko po to by zaraportować plan leczenia”. Natomiast kilka ponad 10 proc. kart DiLO we wspomnianych województwach założono w POZ, gdzie teoretycznie powinno pojawiać się najwięcej podejrzeń zmian o charakterze nowotworowym. Z drugiej strony są województwa, gdzie w szpitalach zakłada się tylko 7-8 proc. kart DiLO, np. województwo pomorskie czy województwo dolnośląskie – “Te różnice pomiędzy województwami są niczym niewytłumaczalne i tym należy się zająć, o ile chodzi o transformację systemu. Czasem karta DiLO służy jedynie potwierdzeniu rozpoznania, a nie temu, żeby pacjenci weszli do tej ścieżki.
Zdaniem Bernarda Waśko, przy okazji wdrażania e-DiLO należy wprowadzić zasadę, lekarz ma obowiązek założenia karty w momencie rozpoczęcia diagnostyki w kierunku potwierdzenia lub wykluczenia choroby nowotworowej. “Wciąż gorsze o około 10 proc. statystyki umieralności w stosunku do Europy, na niekorzyść Polski, są efektem głównie opieki przedszpitalnej. Mając niższą od unijnej zachorowalność, a większą o 10 proc. umieralność – to pokazuje, ile mamy do zrobienia, o ile chodzi o takie twarde, obliczalne punkty, gdy chodzi o skuteczność opieki onkologicznej” – podsumował dyrektor PZH.
Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektor Fundacji Alivia)dodała, iż poza kartą DiLO jest leczonych choćby około 70 proc. pacjentów z rakiem prostaty natomiast wśród kobiet z rakiem piersi ten odsetek wynosi tylko 5 proc. “To jest prosta sprawa, dlaczego nie wystawia się kart DiLO. Sami stworzyliśmy ten mechanizm. Wiadomo, iż nie będziemy zakładać kart DiLO, gdy procedury na etapie diagnostyki były źle wycenione. Później konsekwencją było niepłacenia 100 proc. za zabiegi operacyjne, radioterapię czy inne świadczenia, więc my się w tym specjalizujemy jak te pieniądze zarobić z NFZ. Nie myślimy nic społecznie, tylko kombinujemy” – stwierdziła prof. Renata Duchnowska.
















