Obecnie cały ciężar przygotowania operatorów do pracy spoczywa na producentach i dystrybutorach robotów. Nie ma publicznego centrum szkoleniowego ani systemu nauki. A wiadomo przecież, iż dystrybutor nie jest ekspertem od edukacji. Tymczasem potrzebne jest użyteczne i przystępne narzędzie do szkolenia. Dlatego za kilka miesięcy wprowadzimy na rynek uniwersalną konsolę do nauki chirurgii robotowej, dostosowana do różnych modeli – mówi Mateusz Rulewicz, współzałożyciel i prezes firmy LAPARO z Wrocławia.
– Firma LAPARO była jedynym polskim wystawcą wśród ponad 100 firm prezentujących swoje produkty i usługi na tegorocznym kongresie Society of Robotic Surgery w Miami. Czujecie dumę?
Mateusz Rulewicz – Oczywiście, tak, czujemy dumę, ale jak się głębiej zastanowię – to odczuwam także żal, iż nie ma więcej przedsiębiorstw z naszego kraju, pojawiających się w takim miejscu. Mamy w Polsce świetnych inżynierów, dynamiczne firmy, ale rzeczywiście osiągnięcie globalnego zasięgu działania nie jest łatwe. Próg wejścia na rynek chirurgii robotowej czy specyficzny rynek symulacji medycznych jest relatywnie wysoki. To biznes trudny, mało która firma jest w stanie tworzyć symulatory do nauki czy w ogóle systemy robotyczne.
– Rynek robotów chirurgicznych rozwija się bardzo szybko, jak Pan ocenia jego perspektywy?
– Rzeczywiście tempo jest wysokie, ale myślę iż w perspektywie kilkuletniej zostanie osiągnięty szczyt nasycenia, maksimum liczby producentów i systemów, po czym zacznie się konsolidacja. przez cały czas będzie trwał intensywny rozwój technologii, ale przestanie się zwiększać liczba firm, które się tym zajmują. Moim zdaniem na rynku robotów chirurgicznych jest miejsce dla 5-7 poważnych graczy. Cieszy mnie, iż Intuitive już nie jest monopolistą. Większa liczba producentów robotów – to zdrowa sytuacja dla rynku, dla wszystkich zaangażowanych. Ale nie wydaje mi się, żeby na dłuższą metę mogło funkcjonować 20 czy 30 producentów, tak jak to widzimy obecnie. Widzimy zresztą już pierwsze przykłady, kiedy firmy kończą prace R&D i rezygnują z rozwoju swoich systemów – to m.in. Avatera, Vicarious, Asensus. Niektóre inwestycje już nie mają prawa się zwrócić i inwestorzy z nich zrezygnują.
– Miejsca na rozwój jeszcze jest sporo.
– Oczywiście, mówimy głównie o chirurgii tkanek miękkich, ale przecież robotyka rozwija się w ortopedii, neurochirurgii i innych dziedzinach. Obserwujemy bardzo szybki rozwój robotyki medycznej w Azji. My w Europie przespaliśmy dobry moment, kilka europejskich projektów się zamknęło. Obawiam się, iż koszty badań i rozwoju w Europie są zbyt wysokie, do tego dochodzi przeregulowanie, sztywne przepisy. W rozwoju technologii nie jesteśmy tak szybcy, tak elastyczni jak firmy z Azji. Tam rozwój jest bardziej systemowo wspierany, a u nas regulacje raczej go spowalniają.
– Na rynku jest miejsce nie tylko dla producentów robotów, ale też wielu innych – dostawców, usług, urządzeń wspomagających. I tutaj pojawia się firma LAPARO. Gdzie szukacie swojej niszy i jaka jest historia firmy?
– Pomysł powstał ponad 10 lat temu, od laparoskopii. Będąc inżynierami mieliśmy możliwość poznania chirurgii małoinwazyjnej w ramach działalności Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii z Zabrzu u prof. Zbigniewa Nawrata. Na rynku istniały wówczas dwa rodzaje symulatorów laparoskopowych – albo bardzo prymitywne, albo bardzo zaawansowane z użyciem wirtualnej rzeczywistości. Jedne zapewniały pracę z prawdziwymi narzędziami i uczuciem dotyku, drugie symulowały całe operacje i zbierały dane z treningu. W LAPARO wypełniliśmy lukę, stworzyliśmy system śledzenia i analizy ruchu prawdziwych narzędzi laparoskopowych, przedtem zapewniały to tylko najdroższe urządzenia VR. Śledzenie ruchu narzędzi i zbieranie danych zapewnia obiektywną analizę, oznaczanie silnych i słabych punktów chirurga, pozwala też definiować, w których obszarach potrzebny jest rozwój i szkolenie. Rozwijaliśmy swoją ofertę stopniowo, od prostych i tanich urządzeń do użytku wręcz domowego po najbardziej zaawansowane, hybrydowe rozwiązania dla centrów symulacji medycznej. w tej chwili mamy najszerszy na rynku wachlarz produktów i rozwiązań dla laparoskopii, łącznie z wirtualną rzeczywistością.
– Opracowujecie swoje urządzenia kompleksowo.
– Zajmujemy się projektowaniem i wytwarzaniem zarówno urządzeń, jak i elektroniki oraz oprogramowania. Wszystko produkujemy samodzielnie, we Wrocławiu, z elementów własnych oraz komponentów zamawianych w głównej mierze od polskich poddostawców.
– Kiedy w polu zainteresowania pojawiła się robotyka?
– Robotyka była obecna od samego początku, jako najbardziej perspektywiczne pole rozwoju chirurgii małoinwazyjnej. Po zbudowaniu pełnego portfolio produktów w obszarze laparoskopii w naturalny sposób zaczęliśmy je poszerzać na obszar chirurgii robotowej. Mając świadomość, jak wiele jest już systemów i rozwiązań, zdajemy sobie sprawę iż ci wszyscy gracze – zwłaszcza nowi, wchodzący na rynek – będą się skupiać na produkcji i dystrybucji robotów, na swoim biznesie. Proces edukacji chirurgów, opartej na symulatorach, nie jest dla nich najważniejszym obszarem działalności – a to jest właśnie pole naszego działania. Naszą pierwszą odpowiedzią na te potrzeby był software edukacyjny, który jest kompatybilny z konsolami robotycznymi różnych producentów.
– Czyli model biznesowy LAPARO polega na dostarczaniu narzędzi do edukacji.
– Integrujemy konsolę konkretnego modelu robota z naszym oprogramowaniem służącym do nauki pracy na robocie. Dzięki temu w wirtualnym środowisku chirurg uczy się operować, krok po kroku od najprostszych czynności po wykonywanie pełnych procedur. Naszym klientem jest dystrybutor i producent robota, dlatego właśnie przedstawialiśmy swoją ofertę na SRS, aby nawiązać kontakty z nowymi firmami, które dopiero wchodzą na ten rynek. Drugą odnogą naszej działalności jest nasz nowy symulator robotyczny. w tej chwili symulacja robotyczna jest bardzo droga, ponieważ w głównej mierze bazuje na rozwiązaniach oferowanych przez producentów robotów – szpital musi po prostu zakupić drugą konsolę z odpowiednim komputerem i licencją na oprogramowanie, co kosztuje w sumie około pół miliona euro, a do tego dochodzą jeszcze obowiązkowe coroczne przeglądy techniczne i odnawianie licencji.
– Mamy coraz więcej modeli robotów na rynku, czyli dla wszystkich nowego szpital musiałby kupować osobną konsolę.
– Roboty stają się powszechnie obecne. Zmierzamy w kierunku sytuacji, w której chirurg zmieniając pracę może się zetknąć z nowym typem urządzenia, innym niż w poprzednim miejscu. Poza tym coraz częściej chirurdzy pracują równocześnie na różnych robotach. Mówimy więc o umiejętności wykonywania zabiegów robotem per se, a nie konkretnym modelem – da Vinci, Hugo czy Versius. Dlatego zbudowaliśmy uniwersalną konsolę do nauki, w której zapewniamy wizualizację w układzie zamkniętym, jak też otwartym. Wejdziemy na rynek z ofertą zakupu tej konsoli na początku 2027 roku. Jej rękojeści są wymienne, imitujące różne roboty. Chirurg dzięki temu może oswoić się z różnymi rozwiązaniami, a oczywiście przechodzi także pełen program treningowy, od podstaw aż do zaawansowanych wirtualnych procedur.
– Uniwersalne rozwiązanie powinno pomóc chirurgom i szpitalom.
– Mówimy tutaj o demokratyzacji chirurgii robotowej. w tej chwili cały ciężar uczenia, przygotowania operatorów do pracy, spoczywa na producentach i dystrybutorach robotów. Nie ma publicznego centrum szkoleniowego. A wiadomo przecież, iż dystrybutor nie jest ekspertem od edukacji, jego działalność biznesowa polega na czymś innym. My także, jako LAPARO, sprzedajemy nasze urządzenia i oprogramowanie do nauki, ale nie pozycjonujemy się jako firma szkoleniowa. System nauki i organizacja kursów szkoleniowych – to zadanie dla instytucji publicznych, jak choćby CMKP. To nie jest tylko polski problem. Doświadczenia z całego świata wskazują, iż istnieje ogromna potrzeba edukacji w obszarze chirurgii małoinwazyjnej, a jednocześnie brakuje rozwiązań, które pozwalałyby młodym adeptom chirurgii, studentom, rezydentom, uzyskać dostęp do materiałów i systemów szkoleniowych. Nasze rozwiązanie przełamuje tę barierę dostępności do sprzętu robotycznego.
– Konsole poszczególnych typów robotów różnią się od siebie. Czy któreś rozwiązania są bardziej trafne, a któreś mniej?
– Obserwując od wielu lat rozwój robotów chirurgicznych mam przemyślenia, iż każdy chce mieć swoje własne, oryginalne funkcje, ale brakuje obiektywnych dowodów na to, iż któreś rozwiązania są lepsze od innych. Przy ich ocenie zasadniczą rolę odgrywa doświadczenie chirurga, pamięć mięśniowa, indywidualne preferencje. Czy lepsza jest konsola otwarta czy zamknięta – są argumenty za każdym z rozwiązań. To samo dotyczy zadajników, czyli rękojeści, połączonych mechanicznie lub jedynie kablem. Są różne rozwiązania. Z naszego punktu widzenia zbudowanie uniwersalnej konsoli z mechanicznym zadajnikiem było trudniejsze niż z przewodowym. Ale ponieważ 90 proc. robotów na rynku ma właśnie taką, zdecydowaliśmy się na to rozwiązanie. Chodzi nam o jak najlepsze odwzorowanie klinicznej rzeczywistości. Z tej samej przyczyny w naszych wszystkich symulatorach laparoskopowych stosujemy normalne narzędzia stosowane w czasie operacji. Im bliżej realnego życia, tym skuteczniejszy trening.
– Czy Państwa system pozwoli na odwzorowanie pracy każdego modelu robota?
– Działamy stopniowo, mamy już działające dwa prototypy, odwzorowujące pracę na dwóch najpowszechniej występujących modelach robotów, a rozwijamy kolejne, dla tych robotów, które są póki co rzadziej spotykane. Nasze działania będziemy rozwijać w zależności od sytuacji na rynku. Mając już gotowe urządzenia, możemy w tej chwili pokazywać je na konferencjach, zbierać wstępne zamówienia, stąd też nasza obecność na kongresie SRS w Miami. Planujemy wejście od razu na rynek globalny, dysponujemy już bowiem siecią ponad 40 dystrybutorów na całym świecie, którzy pracują z nami sprzedając nasze produkty do laparoskopii. Mam nadzieję, iż do pierwszych klientów będą należeć także firmy z Polski.
– Na koniec pytanie o potencjał – czy firma posiada odpowiednie zasoby, aby zaopatrywać klientów w ten nowy produkt i tworzyć jego nowe wersje?
– Zatrudniamy ponad 40 osób, z czego tak naprawdę połowę stanowi dział badań i rozwoju. Działamy od 10 lat, a bardzo gwałtownie – w dwa lata – przeszliśmy etap startupu, dzięki temu iż rozwinęliśmy sprzedaż prostych produktów, do użytku domowego przez chirurgów. Spółka jest rentowna, nasza sprzedaż z roku na rok systematycznie rośnie. Co ciekawe, jeszcze w ubiegłym roku prawie 90 proc. naszej sprzedaży pochodziła z eksportu, ale w tej chwili – dzięki nowym inwestycjom z KPO – wielokrotnie zwiększyliśmy sprzedaż krajową. Bardzo wiele szpitali otrzymało pieniądze na rozwój swojego sprzętu do laparoskopii i inwestycje w umiejętności zespołu.
– W przyszłym roku, kiedy wejdziecie na rynek chirurgii robotowej, rozwój może przyspieszyć. Czy uważa Pan, iż roboty będą gwałtownie wypierać laparoskopię?
– Bardzo jestem ciekaw, jak to się będzie rozwijać. I jak nasze krajowe systemy edukacji chirurgów będą ewoluować, aby nadążyć za rozwojem technologii. Bo może się okazać, iż niedługo liczba operacji otwartych spadnie do minimum i cała tradycyjna ścieżka rozwoju straci rację bytu. Wielu chirurgów jest zdania, iż łatwiej jest przestawić się z chirurgii otwartej na robotową, podczas gdy laparoskopia wymaga zmiany nawyków i innej techniki operowania, ze sztywnymi narzędziami. Z drugiej strony istnieje bariera ekonomiczna. Ale jeżeli upowszechnią się tanie roboty, laparoskopia zacznie zanikać.
(rozmawiał Krzysztof Jakubiak)













