Trauma – powrót do ciała, powrót do siebie

opsychologii.pl 3 tygodni temu

Wyobraźnia, kreatywność, intencja potrafią pozytywnie wpływać na naszą relację z najtrudniejszą przeszłością.

Symptomy doświadczane przez nas w teraźniejszości – ataki paniki, drażliwość, bezsenność, odrealnienie – są jedynie punktami dostępu do naszej traumy, szczelinami, przez które przeszłość dostaje się do naszej teraźniejszości, by domagać się zaopiekowania.

Gdy tylko po długim i intencjonalnym szukaniu rozwiązań odpuścimy kontrolę nad procesem zdrowienia, wewnętrzne siły psychiczne będą mogły poszukać swoich sposobów na nadanie traumie nowego, bardziej twórczego zakończenia.

Terapia polega nie na odejmowaniu objawów, ale na ich akceptacji – a dopiero potem transformacji. Zaakceptowane cierpienie łatwiej nas opuszcza.

To nie ból emocjonalny nas definiuje, ale nasza relacja z tym bólem, jaką wykształciliśmy.

Zdrowienie po traumie nie jest wyścigiem – jest spotkaniem.
fragmenty książki

Gdyby ta książka mogła być miejscem, byłaby… sanatorium. Nie tylko cielesnym czy neurobiologicznym, ale i emocjonalnym. Byłaby przestrzenią nie tylko dla starszych ludzi, ale dla wszystkich, którym trauma zabrała część życia, zdrowia, siebie. Sanatorium niesie przecież obietnicę powrotu, odzyskania czegoś, regulacji i ugruntowania. To miejsce, gdzie możesz zająć się wreszcie sobą zamiast innymi, złapać oddech i kierunek, dać się poprowadzić ku zdrowiu. Tak czuję tę książkę. Mam wrażenie, iż jej wsparciową intencję czuć w każdym rozdziale, iż Sabina zaprasza już na wstępie nie tylko do czytania, ale do stworzenia relacji ze zdrowieniem – „Zwalniam cię niniejszym z powinności zostawienia tej publikacji w takim samym stanie, w jakim była w momencie zakupu. Po tej książce można pisać, rysować albo wraz z nią płakać i głośno się śmiać, a także zabierać ją ze sobą wszędzie, gdzie tylko chcesz”. Zabierałam. Bazgrałam. Przy niektórych pytaniach do pracy własnej tak płakałam, iż przydałaby się wodoodporna okładka.

To książka, którą każdy – terapeut(k)a, pacjent(k)a, człowiek po prostu – powinien mieć w swojej emocjonalnej apteczce. Spokojnie mogłaby robić za gaśnicę w momentach flashbacku, kołdrę sensoryczną na hiperpobudzone ciało czy metronom przywracający wewnętrzny rytm, tak niezbędny do stabilizacji. Sposób, w jaki Sabina prowadzi przez meandry procesu zdrowienia, sam w sobie jest uporządkowany, a przez to gruntujący – część teoretyczna to mapa traumy, czym jest, a czym nie jest, jej rodzaje (często tak nieoczywiste!), dokładny opis tego, jaki ślad w nas zostawia, ale też którędy z niej wyjść. Ta część wydaje mi się szczególnie pomocna dla osób, które od lat zmagają się z bolesnymi objawami i reakcjami ciała (czy wspomnieniami tych reakcji), których nie rozumieją, a za które się obwiniają. Samo zdjęcie poczucia winy i zwrócenie się do zamiast od siebie, już ma potencjał leczący. Trauma lubi i potrafi izolować latami, dla niektórych więc to właśnie ta książka będzie pierwszym towarzyszem i pierwszym świadkiem przeżywania swojej historii inaczej niż w osamotnieniu. Druga część to zbiór praktycznych kroków wychodzenia z traumy etapami: Stabilizacja, konfrontacja i integracja. Mówi o reakcjach układu nerwowego i o strategiach stabilizacji i gruntowania go. O tym, jak oddać głos naszym częściom, które kiedyś, w ramach twórczego przystosowania, zostały uciszone, i jak odzyskać z nimi pełniejszy kontakt. O tworzeniu nowych, leczących zakończeń dla traumatycznych wspomnień. O tym, jak poznać, iż to już, iż zdrowienie trwa. Tutaj też trafiłam na rozdział o GHIA czyli stanie ekstremalnego pobudzenia po traumie, bogaty w wiedzę neurobiologiczną i narracyjną, której bardzo potrzebowałam w pracy gabinetowej, a nigdzie wcześniej nie znalazłam. Wydaje mi się istotny zwłaszcza w kontekście wczesnodziecięcych traum relacyjnych, które wymagają szczególnej uważności w relacji terapeutycznej. Znajdziemy tu listę konkretnych doświadczeń poprzez ciało, których nie zastąpi żadna rozmowa ani wiedza teoretyczna. Oto niektóre z nich:

֎ Gdy tylko będziesz mieć ku temu sposobność, podczas wydechu wypuść powietrze z głośnym parsknięciem. W tym ćwiczeniu pozwól sobie na maksymalne rozluźnienie mięśni wokół ust. Może uda ci się choćby zaangażować mięśnie szyi i barków? Parskanie pozwala wysłać do mózgu informację, iż zagrożenie już się skończyło i można się spokojnie zrelaksować. W naturalny sposób domyka się wtedy sekwencja reakcji na zagrożenie.

֎ Wachluj się! Mój nauczyciel Somatic Experiencing opowiedział nam na jednym z pierwszych warsztatów, iż osobom stale pobudzonym zaleca przygotowanie sobie wachlarza skropionego olejkiem eterycznym o uspokajającym ich zapachu i noszenie go zawsze przy sobie. Połączenie powolnego ruchu wachlowania, spokojnego oddechu i kojącego nas zapachu pozwala wielozmysłowo chłodzić rozpalony układ nerwowy.

֎ Kieruj wzrok (dosłownie!) w przestrzenie, które sprawiają, iż czujesz się spokojniej. Rozpoznasz to po rozluźnieniu mięśni wokół oczu. Możesz też kreślić oczami ósemki – ta technika stabilizuje nas i integruje. Pamiętaj, iż to, w jakim kierunku patrzysz, będzie mocno wpływało na to, co się dzieje w twoim układzie nerwowym.

Więcej doświadczeń znajdziecie w części praktycznej, a dodatkowo, na końcu każdego rozdziału książki, przeczytacie jego podsumowanie i pytania do refleksji. Wiadomo, iż taka forma pracy nie zastąpi profesjonalnej psychoterapii, ale i odwrotnie – żadna psychoterapia, choćby ze względu na ograniczenia czasowe sesji, nie będzie książką, którą możemy wszędzie ze sobą zabrać, i odkrywać wizualnie, i w swoim tempie. Dlatego też, w ramach uzupełnienia procesu, pracuję z kilkoma pacjentami w obszarze traumy poprzez tę książkę – wracamy wspólnie do tego, co ich zatrzymało, czego się dowiedzieli, z czym i dlaczego się utożsamiają. Wyłaniają się z tego niezwykłe figury do pracy! Mam wrażenie, iż sama lektura tej książki jest procesem. Od teorii do praktyki, od rozumienia do doświadczania, od pogłębionej pracy do stabilizacji i struktury – zupełnie jak w terapii traumy. Powoli, uważnie, bez presji.

Bardzo brakowało mi takiej lektury – mi terapeutce, ale przede wszystkim mi człowiekowi. To nie jest prosta sprawa, napisać książkę o tak trudnym i dotykającym ładunku w nieskomplikowanym i jednocześnie bezpiecznym tonie. Przychodzi mi do głowy (i do serducha) cytat Navala Ravikanta – „Aby napisać dobrą książkę, trzeba samemu najpierw stać się książką”. I Sabinie to się udało.

Mam szczerą nadzieję, iż Twój pobyt w książkowym Sa(bi)natorium będzie dobrym, leczącym doświadczeniem. Wiedza i miłosć to w końcu całkiem skuteczna lecznicza mikstura.

Powodzenia!
Monika Tarczyńska

Sabina Sadecka, Powrót do ciała. Jak odzyskać siebie po doświadczeniu traumy, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Idź do oryginalnego materiału