Posłuchaj całej rozmowy | Dr Helena Pyz w Polskim Radiu RDC
Dr Helena Pyz to lekarka i misjonarka świecka. W dniu Święta Konstytucji 3 Maja została odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski – jednym z najwyższych odznaczeń cywilnych w Polsce. Nagrodę przyznano jej za "wybitne zasługi w niesieniu pomocy drugiemu człowiekowi oraz za wieloletnią działalność medyczną i misyjną".
Od 37 lat pracuje w ośrodku Jeevodaya w Indiach. To Ośrodek Rehabilitacji Trędowatych – placówka leczniczo-wychowawcza obejmująca swoją troską osoby dotknięte trądem i członków ich rodzin. Założył go w 1969 roku polski misjonarz i lekarz ks. Adam Wiśniewski, pallotyn.
Jak Helena Pyz znalazła się w ośrodku Jeevodaya?
Dr Helena Pyz o tym, jak znalazła się w Indiach, opowiedziała na naszej antenie w audycji "Poranek RDC".
– Dowiedziałam się, iż ośrodek Jeevodaya niedługo zostanie osierocony, bo ks. Adam Wiśniewski jest już chory i wtedy kilkanaście tysięcy trędowatych zostanie bez opieki. Taka informacja po prostu mnie zainspirowała – mówiła w Polskim Radiu RDC misjonarka. W 1987 roku ks. Adam Wiśniewski zmarł.
Jak dodała, usłyszała, iż "indyjski lekarz nie dotknie się trędowatego".
– Pomyślałam sobie, iż o ile się przydam, to pojadę. No i zgłosiłam się do tego księdza, który był sekretarzem do spraw misji palotyńskich i powiedziałem, iż jak nie ma nikogo lepszego, to mogę jechać – wskazała. – Zdaję sobie sprawę, iż jednak jako osoba niepełnosprawna fizycznie, a to już od dzieciństwa było, po chorobie Heinego-Medina, mogę się po prostu nie przydać, już nie mówiąc o tym, iż nie miałam żadnej wiedzy na temat trądu, no bo niby skąd. Jakieś wspomnienie na zajęciach z dermatologii. No a poza tym z Biblii znamy pojęcie trądów i to wszystko – wyjaśniła.
Lekarka już wtedy poruszała się o kulach. Dziś jeździ na wózku. Nie przeszkadza jej to jednak pomagać potrzebującym.

"Nie nosiłam maseczek i rękawiczek"
Helena Pyz przyznała, iż nie bała się zarazić od swoich pacjentów. Nie nosiła maseczek, jeżeli nie było takiej potrzeby, a choćby rękawiczek.
– W czasie pandemii to tak, bo były nakazane te maski. No ale na co dzień oczywiście, iż nie nosiłam. o ile pacjent był w masce, to ja też zakładałam, tak uczciwie. Natomiast na przykład ja nigdy nie używam rękawiczek, choćby do opatrywania ran moich trędowatych. Zakładałam wtedy, kiedy widziałam, iż to była brudna rana, ropna, kiedy chodziło rzeczywiście o zabezpieczenie się od jakichś zarazków, które gdzieś tam wnikają, ale bez przesady. W potocznym przekonaniu jest tak, iż trądem przez dotknięcie od razu można się zarazić. A no to zupełnie błędne przekonanie, ponieważ to jest choroba rzeczywiście zakaźna, ale zakażamy się drogą kropelkową wyłącznie, czyli tak jak gruźlicą na przykład. Zresztą prątek trądu jest bardzo podobny do prątka gruźliczy – wyjaśniła.
U chorych obserwuje się różne zmiany skórne. Zmiany dotyczą również błony śluzowej nosa, którego wydzielina jest mocno zakaźna. Dochodzi do deformacji małżowin usznych. W obrębie oczu pojawia się zapalenie rogówki lub spojówek. Obrzęk skóry na czole, na granicy z wargami i uszami, zapadnięcie czubka nosa powoduje deformacje twarzy nazywaną lwią twarzą. Obserwuje się zaburzenia czucia i uszkodzenia kości.
"Trąd dotyka całe rodziny"
W Indiach osoby dotknięte trądem są wykluczone społecznie.
– Niestety czasem oni myślą, iż to jest ich przekleństwo. Dostał chorobę, która go okalecza, on nie może przecież pracować, normalnie żyć, musi wynieść się ze swojej wioski, ze swojej rodziny – mówiła lekarka na naszej antenie. – Natomiast trędowaty, odrzucony przez swoją społeczność, choćby tą najbliższą rodzinę, potrzebuje serca – wskazała.
Dodała też, iż "trąd dotyka całe rodziny".
– On musi odejść ze swojej wioski, najczęściej zabiera ze sobą żonę i dzieci, o ile to jest mężczyzna w szczególności, ale kobieta też czasem odchodzi z dzieckiem, zostaje wyrzucona z domu. No i to ona jest tą opiekunką dziecka, więc zabiera dziecko ze sobą. A to dziecko nie może pójść na przykład potem do szkoły publicznej, bo inne dziecko koło niego nie usiądzie, bo rodzic innego dziecka powie: "Nie, siadaj gdzieś tam w kącie albo w ogóle wynoś się ze szkoły" – wyjaśniła.

I z tej potrzeby powstał właśnie ośrodek Jeevodaya, co oznacza "Dający życie".
– Chodziło o danie tego drugiego życia, ponieważ pozbawiono tych ludzi funkcjonowania w środowisku, co jest życiem naszym przecież, bo żyjemy w środowiskach najrozmaitszych. To on (ks. Adam Wiśniewski – red.) właśnie tak chciał – powiedziała misjonarka.
Ośrodek prowadzi stałą przychodnię dla trędowatych i ubogiej ludności na swoim terenie, dwie przychodnie wyjazdowe oraz organizuje pomoc medyczną w koloniach dla trędowatych. W 10-klasowej szkole uczą się też dzieci z rodzin dotkniętych trądem. Dzieci mieszkają w internacie na terenie ośrodka i otrzymują w nim całkowite utrzymanie. Jeevodaya wspiera też finansowo absolwentów kontynuujących naukę na kursach zawodowych i uniwersytetach.
– Dzisiaj obserwuję, iż przestają wreszcie chować swoje zniekształcone ręce po kieszeniach albo z tyłu i witają się normalnie. Już się mniej wstydzą swojego kalectwa, wiedzą, iż to nie jest przekleństwo, iż to nie jest kara Boża, tylko iż jest to zwyczajna choroba, którą można leczyć – przyznała Helena Pyz.
Pomóc można również bez wyjeżdżania z Polski. Wszelkie informacje na ten temat dostępne są na stronie internetowej ośrodka.










