Medycyna estetyczna przez ostatnie dwie dekady zmieniła się nie do poznania. Od kilku podstawowych zabiegów przeszła do zaawansowanych metod wykorzystujących lasery, radiofrekwencję, ultradźwięki, stymulatory kolagenu czy terapie regeneracyjne. Ale wraz z rozwojem technologii zmieniła się także filozofia dbania o wygląd. Coraz częściej nie chodzi o spektakularną metamorfozę, ale o zachowanie własnych rysów, poprawę jakości skóry i możliwie naturalne spowolnienie oznak starzenia.
Gdzie kończy się pogoń za młodością, a zaczyna odpowiedzialna medycyna, tłumaczy dr Beata Kociemba, dermatolog i lekarz medycyny estetycznej, która od blisko dwóch dekad łączy obie te dziedziny w swojej praktyce Beaty Derm.
Pani Doktor, kiedy zaczynała Pani zajmować się medycyną estetyczną, możliwości były nieporównywalnie mniejsze niż obecnie. Jak bardzo zmieniła się ta dziedzina?
Zmiana jest diametralna. Szkołę medycyny estetycznej skończyłam już w 2000 roku, natomiast praktycznie zaczęłam się nią zajmować około 2008 roku. Początki były bardzo skromne. Stosowano peelingi glikolowe i TCA, kwas hialuronowy, najczęściej do wypełniania bruzd nosowo-wargowych, oraz toksynę botulinową. Urządzeń również było niewiele: lasery do zamykania naczynek, usuwania owłosienia czy laser CO2 do usuwania zmian skórnych. Zabiegi były kosztowne i dostępne dla stosunkowo niewielkiej grupy pacjentów. Dzisiaj medycyna estetyczna rozwija się niezwykle dynamicznie. Mamy ogromną liczbę metod, preparatów i technologii, które pozwalają działać na różnych poziomach skóry i tkanek.
Czy wraz z technologią zmieniły się także oczekiwania pacjentów? Jeszcze niedawno efekt zabiegu miał być przede wszystkim widoczny. Dzisiaj coraz częściej słyszymy: „chcę wyglądać lepiej, ale nie inaczej”.
I właśnie w tym kierunku zmierza współczesna medycyna estetyczna. Bardzo silny jest trend związany z longevity – chodzi nie tylko o to, żeby żyć długo, ale żeby jak najdłużej pozostawać w dobrym zdrowiu i dobrej kondycji. Podobnie patrzymy na wygląd. Nie chodzi o podawanie dużych ilości kwasu hialuronowego w policzki czy usta albo o nadmierne stosowanie botoksu. Pacjent nie powinien tracić swoich rysów twarzy. Powinien wyglądać młodziej, zdrowiej, pogodniej, ale przez cały czas być sobą.
Czyli dobry zabieg to taki, którego adekwatnie nie widać?
Można tak powiedzieć. przez cały czas wykorzystujemy kwas hialuronowy czy toksynę botulinową, ale często w mniejszych ilościach. Bardzo rozwijają się też stymulatory kolagenu – od silniej działających, takich jak kwas polimlekowy czy hydroksyapatyt wapnia, po delikatniejsze: polinukleotydy, PDRN, aminokwasy czy peptydy. Ich zadaniem jest między innymi pobudzanie naturalnych procesów regeneracyjnych. Do tego dochodzą urządzenia: laser frakcyjny CO2, radiofrekwencja mikroigłowa, ultradźwięki wysokiej mocy czy różne rodzaje radiofrekwencji. Dzięki temu możemy działać kompleksowo.
I tu pojawia się problem pacjenta: w tym gąszczu nazw, technologii i obietnic trudno się zorientować. Skąd ma wiedzieć, czego naprawdę potrzebuje?
Nie musi wiedzieć. Od tego jest konsultacja lekarska. To jeden z najważniejszych etapów. Trzeba zobaczyć pacjenta, zbadać skórę, ocenić jej jakość i porozmawiać o oczekiwaniach. Sam wiek nie wystarcza. Czterdziestolatka może mieć zupełnie inną skórę niż inna kobieta w tym samym wieku. Trzeba ocenić, czy skóra jest cienka czy gruba, czy występuje łojotok, zmarszczki, utrata konturu, wiotkość albo nadmierne napięcie mięśni. Dlatego nie istnieje jedna recepta dla wszystkich.
Czy lekarz powinien czasem powiedzieć pacjentowi: tego zabiegu pani nie potrzebuje?
Oczywiście. Bardzo ważne jest porozumienie z pacjentem i nienarzucanie mu własnej wizji. To, co lekarzowi może wydawać się wymagające interwencji, pacjentowi wcale nie musi przeszkadzać. Może przychodzić z zupełnie innym problemem. Trzeba też czasami wyjaśnić, iż określona niedoskonałość skóry wynika z konkretnego procesu i najpierw należy zająć się jego przyczyną, a dopiero później efektem estetycznym.
Do gabinetów trafiają coraz młodsze osoby. Czy dwudziestokilkulatka rzeczywiście potrzebuje medycyny estetycznej?
Młody wiek sam w sobie nie dyskwalifikuje. Są przecież blizny potrądzikowe, problemy dermatologiczne albo cechy anatomiczne, które mogą być dla młodej osoby źródłem kompleksów – bardzo wąskie usta, cofnięta bródka czy słabo zaznaczone kości jarzmowe.
Jeżeli wykonujemy zabieg, powinien on podkreślać indywidualną urodę, a nie sprawiać, iż wszyscy zaczynają wyglądać podobnie. U młodych osób, o ile nie ma wyraźnych wskazań, warto zaczynać od metod delikatnych, odżywiających i nawilżających skórę. Nie ma sensu stosować silnych metod naprawczych tam, gdzie skóra ich jeszcze nie potrzebuje.
Pani przewagą jest połączenie dwóch specjalności – dermatologii i medycyny estetycznej. Dlaczego ma to tak duże znaczenie?
Dermatolodzy najlepiej znają skórę. Wiemy, jak choruje, jakie mechanizmy odpowiadają za określone zmiany, jak przebiega gojenie i regeneracja oraz co może prowadzić do uszkodzeń. Dysponujemy także lekami i możemy patrzeć na problem nie tylko od strony estetycznej, ale również zdrowotnej. o ile występuje choroba skóry, najpierw możemy ją adekwatnie zdiagnozować i leczyć, a dopiero później zajmować się poprawą wyglądu.
Dobrym przykładem są chyba problemy z włosami. Rynek gabinetów trychologicznych bardzo gwałtownie się rozwija, ale wiedza trychologa nie dorównuje przecież dermatologicznej.
Nie mam nic przeciwko trychologii. Kosmetolog czy trycholog może pomóc zadbać o skórę głowy, dobrać pielęgnację, szampon czy peeling. Natomiast przy nasilonym wypadaniu włosów lub chorobach skóry głowy potrzebna jest diagnostyka dermatologiczna. Przyczyn wypadania włosów jest wiele. Lekarz może postawić diagnozę i, o ile jest taka potrzeba, zastosować leki na receptę. To zasadnicza różnica.
W Pani podejściu często pojawia się słowo „proces”. Czy medycyna estetyczna przestaje być dzisiaj serią pojedynczych zabiegów, a staje się długofalowym prowadzeniem pacjenta?
Tak właśnie na to patrzę. Nie zależy mi na jednorazowym pacjencie, któremu wykonamy jeden zabieg i na tym kończy się nasz kontakt. Dbanie o skórę, urodę czy włosy jest procesem długotrwałym. Moim priorytetem jest opieka nad pacjentem przez pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat – obserwowanie, jak się zmienia, i dobieranie metod odpowiednich do kolejnego etapu życia. Mam wielu pacjentów, którzy przychodzą do mnie niemal od początku mojej działalności. Znamy się już prawie dwadzieścia lat.
Jaki jest największy „hit” współczesnej medycyny estetycznej? Laser, stymulator, radiofrekwencja, a może jeszcze coś innego?
Nie ma jednego zabiegu, który byłby najlepszy dla wszystkich. dla wszystkich „hitem” może być coś innego. Najważniejsze jest dobre oko i sprawna ręka lekarza – adekwatnie ocenić problem, dobrać odpowiednią metodę i zastosować ją tak, jak powinna być zastosowana. I chyba właśnie w tym zdaniu zawiera się istota nowoczesnej medycyny estetycznej. Technologia daje lekarzowi coraz więcej możliwości, ale sama technologia nie zastąpi diagnozy, doświadczenia i wyczucia. Najlepszym rezultatem nie musi być przecież nowa twarz. Czasem znacznie większą sztuką jest sprawić, by ta sama twarz wyglądała zdrowiej, pogodniej i naturalnie – także za dziesięć czy dwadzieścia lat.
Rozmawiała Jolanta Czudak













![Masz taki ser w lodówce? GIS ostrzega: lepiej go nie jedz [LISTA PRODUKTÓW]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/obrazy/lodowka.jpg)

