REKLAMA
W ich szkołach często nie ma sal lekcyjnych, sekretariatu, pokoju nauczycielskiego. Szafki, w których trzymają pomoce naukowe, mają w toaletach, albo na korytarzach.Nie wiadomo, ile jest w Polsce szkół przyszpitalnych, bo nie istnieje rejestr tych placówek. Po publikacji raportu Fundacji Szkoła z Klasą "Szkoły przyszpitalne w Polsce"powinno się to zmienić. Liczbę placówek ma ustalić tocząca się właśnie kontrola.Wciąż zdarza się, iż osoba z kuratorium przychodzi do szpitala wizytować szkołę, wcześniej nie wiedząc, iż w ogóle taka istnieje. Nauczycielki podczas takich wizytacji, muszą tłumaczyć, po co są i jaka jest ich rola w szpitalach.Szkoła mobilna. Od sali do sali. Książki w wózku sklepowymPo szpitalach jeżdżą wózkami sklepowymi lub z walizkami na kółkach, w których mają książki, pomoce naukowe. Od sali do sali, od łóżka do łóżka.Mają szczęście, kiedy w szpitalu jest świetlica. Wówczas to tam powadzą lekcje z dziećmi, które mogą wstawać z łóżek. Przestrzeń świetlicy podczas lekcji dzielą z rodzicami, przedszkolakami, zwykle jest głośno.
Jedna z nauczycielek ze szkoły przyszpitalnej powiedziała mi, iż zdarza się czasami i tak, iż przełożona pielęgniarek, po skończonej lekcji, zleca nauczycielkom, aby posprzątały całą świetlicę, bo w "szpitalu nie ma księżniczek".W niektórych szpitalach, np. w Szpitalu Dziecięcym w Warszawie przy ul. Żwirki i Wigury, w Szpitalu Uniwersyteckim im. dr. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy, w Oddziale Psychiatrycznym Dziennym dla Dzieci i Młodzieży w Konstancinie-Jeziornie nauczycielki mają niezłe warunki: sekretariat, świetlice, salki do prowadzenia lekcji. Ale to rzadkość.Pracują przy łóżkach, na korytarzachCzasami prowadzą lekcje na korytarzu, a dzieci przygotowują się do egzaminów w salach do ładowania sprzętu medycznego. Z dziećmi, które są unieruchomione, podłączone pod aparaturę, pracują przy łóżkach. Często tylko werbalnie, bo uczniowie i uczennice nie mogą pisać.I codziennie dostosowują program nauczania do stanu zdrowia pacjentów i pacjentek szpitala. Niekiedy, dzieci są tak "skute lekami", iż kilka pamiętają z tego, co było kilka miesięcy temu w szkole. choćby jeżeli są to bardzo dobrzy uczniowi/uczennice, to po trudnym procesie leczenia, muszą wrócić do podstaw, przypomnieć je sobie.
Praca w szkole przyszpitalnej to przede wszystkim podążanie za dzieckiem i za jego/jej kondycją psychiczną i fizyczną w danym momencie. Ta praca w niczym nie przypomina tej w masowych szkołach, w których do klasy wchodzi grupa zdrowych dzieci, w tym samym wieku.W szkole przyszpitalnej nauczycielki pracują na różnych oddziałach, ale na każdym spotykają się z dziećmi, które z powodu choroby wypadły z codziennego rytmu i obowiązków.
Dzieci w szpitalach chcą się uczyć. Nauka jest dla nich tak samo ważna, jak leczenie Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
Nie mogą zostawić dzieci samych, towarzyszą im w drodze do toaletyNa chirurgii dzieci często są unieruchomione, dlatego lekcja poległa głównie na komunikacji ustnej. Na oddziałach diabetologii dzieci są apatyczne, rozdrażnione, dochodzi do przypadków psychoz i agresji. Dzieci z oddziałów psychiatrycznych mają lekcje indywidualne, nauczycielki ściśle współpracują z terapeutami i nie mogą zostawić dzieci samych, towarzyszą im w drodze do toalety.
Na oddziałach chorób metabolicznych przebywają dzieci z rzadkimi chorobami. Bywa, iż są to dzieci poniżej normy intelektualnej. Dlatego od nauczycieli i nauczycielek wymaga się przede wszystkim wiedzy metodycznej w zakresie pracy z dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną.Na onkologii dzieci na skutek guza mogą np. stracić zdolność widzenia, mówienia, słyszenia zdolność przełykania. Wówczas nie uczy się ich potęgowania, tylko tego, aby na powrót nauczyły się liczyć do pięćdziesięciu.Most pomiędzy chorobą a normalnościąPrawdopodobnie każdy z nas miał lub ma w swoim otoczeniu osobę zmagającą się z długim procesem rekonwalescencji. W raporcie "Szkoły przyszpitalne w Polsce" czytamy, iż choćby 30 proc. polskich uczniów i uczennic choruje przewlekle, a sporo z nich wymaga wielotygodniowych, kilkumiesięcznych, a choćby kilkuletnich hospitalizacji.Dorośli w sytuacji przewlekłej choroby idą na zwolnienia. Dzieci zostają odcięte od rówieśników, od procesu edukacji. Szkoły przyszpitalne funkcjonują po to, aby budować most pomiędzy chorobą a normalnością.
"Umawiamy się na lepszy dzień"Martyna pracuje w szkole przyszpitalnej na oddziale gastroenterologia oraz onkologii w dużym mieście wojewódzkim. Z dziećmi prowadzi zajęcia wychowawcze. Zanim, dwa lata temu, podjęła pracę w szkole przyszpitalnej, wcześniej kilkanaście lat pracowałam w szkole masowej. I jak przyznaje, praca w szpitalu z dziećmi, przewartościowuje życie.- Przychodzę do dzieci na onkologię i już samo to, iż one cieszą się na mój widok, to wielki sukces. Zdarza się tak, iż dzieci na tyle źle się czują, iż nie mają siły porozmawiać, porysować, zagrać w grę. Ja to widzę i rozumiem. Dla dzieci już samo uczestniczenie w lekcji to ogromny wysiłek. Czasami, kiedy wyczuwam, iż dziecko ma gorszy dzień, po prostu siadam obok łóżka, czytam książkę. Kiedy widzę, iż dziecko jest w lepszej formie, robimy prace plastyczne, relaksację. Muszę się dostosowywać - mówi pedagożka. I dodaje:- W mojej pracy bardzo ważne jest to, abym była prawdziwa, a idąc na lekcje do dzieci, znalazła w sobie najlepsze pokłady energii. Myślę, iż gdybym nie była z dziećmi szczera, to one nie miałyby chęci do pracy, żadnej. Dzieci bardzo gwałtownie nas wyczuwają.
Zdarza się, iż oceny ze szpitali, są - np. w Librusie - zaznaczane innym kolorem, żeby było wiadomo, iż 'to te mniej ważne', iż nie powinny decydować o ocenie semestralnej Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Wyborcza.pl
Piątki i szóstki zamieniane na plusy. Są nieważne, bo to oceny ze szpitalaNauczycielki i nauczyciele dają w szpitalach dzieciom nadzieję, że, po długim okresie choroby, możliwy jest powrót do normalności. Zdrowienie dzieci na oddziałach onkologicznych, psychiatrycznych, rehabilitacyjnych trwa czasami kilka tygodni, ale też kilkanaście miesięcy. I to często w szkołach przyszpitalnych dzieci awansują do kolejnej klasy, przygotowują się do egzaminów ośmioklasisty, do matur.A mimo to, opinie i oceny, które wystawiają nauczycielki ze szkół przyszpitalnych, nie są respektowane i brane pod uwagę w szkołach macierzystych.Zdarza się, iż oceny ze szpitali, są - np. w Librusie - zaznaczane innym kolorem, żeby było wiadomo, iż "to te mniej ważne", iż nie powinny decydować o ocenie semestralnej.Bartek choruje na mukowiscydozę i od kilkunastu lat jest pacjentem Szpital Dziecięcy w Dziekanowie Leśnym. Jest w drugiej klasie w liceum i od podstawówki ma nauczanie indywidualnie. Co kilka miesięcy wraca do szpitala na kilka tygodni na tzw. przeleczenie. Od nauczycielek ze szkoły przyszpitalnej dostaje oceny, zwykle się to szóstki i piątki.Nauczycielki w szkołach przyszpitalnych widzą na co dzień mojego syna, wiedzą, iż pomimo wszystko, w lekcje wkłada ogromny wysiłek, jest bardzo skupiony na zadaniach. M.in. za to stawiają mu dobre oceny. A jednak, kiedy oceny trafiają do dziennika do szkoły macierzystej, są zamieniane na plusy. To jest bardzo dla dzieci krzywdzące- mówi mama chłopca.
W szpitalu? To znaczy, iż na wakacjachKiedy dzieci wracają do szkół macierzystych po długiej chorobie, mają problemy z klasyfikacją. Nauka w szkołach przyszpitalnych często jest traktowana przez szkoły macierzyste jak wakacje, przerwa od edukacji. Pomimo tego, iż nauczycielki ze szkół przyszpitalnych realizują podstawę programową.Nauczycielka, którą cytują autorki raportu " Szkoły przyszpitalne w Polsce" mówiła o tym, iż nie wszystkie oceny, które dostają dzieci w szpitalach są z testów i klasówek. To są często oceny terapeutyczne. Za ogromny wysiłek, który dzieci podejmują i wkładają w lekcje. W lekcje, które wpasowują się w szpitalne zabiegi.Dziecko stoi pod świetlicą. Ma odczekać dziewięć dniSzpital ma obowiązek zapewnić dzieciom zajęcia edukacyjne oraz działania opiekuńczo-wychowawcze od dziewiątego dnia pobytu dziecka w szpitalu. Na każdym oddziale szpitalnym dzieci są przypisane do tzw. grupy wychowawczej ze względu na wiek, etap kształcenia.Dyrektorzy i dyrektorki szkół przyszpitalnych uważają, iż przepis objęcia nauką dzieci dopiero od dziewiątego dnia pobytu w szpitalu jest krzywdzący. Bo często dochodzi do sytuacji, kiedy dziecko, które jest drugi czy trzeci dzień w szpitalu, stoi przed świetlicą, a nauczycielki nie mogą dziecka wpisać do systemu i do dziennika lekcyjnego czy wychowawczego. Powiedzenie dziecku, iż może uczestniczyć w zajęciach dopiero po dziewięciu dniach, jest - jak mówiła dyrektor Zespołu Szkół Specjalnych w Uzdrowisku Konstancin-Zdrój Paulina Ambroziak podczas panelu dyskusyjnego, który towarzyszył prezentacji raportu - "nieludzkie".
Chcą się uczyć, bo mają nadziejęTo jest bardzo ważne, aby dzieci, które tygodniami leżą w szpitalach, miały poczucie sensu. Kontakt z nauczycielkami i nauczycielami ze szkół przyszpitalnych daje im nie tylko nadzieją na to, iż wyzdrowieją i wrócą do szkoły, ale też jest oderwaniem od codziennego, szpitalnego marazmu.- Myślę, iż nasze lekcje są też ucieczką od smutku, który dzieci w sobie mają. Nie wszystkie dzieci na onkologii są wojownikami i wojowniczkami. W większości borykają się ze stanami depresyjnymi, szczególni te starsze. One mają swoje plany na życie, marzenia, a choroba im to zabrała. Dla nastolatków to jest dramat, czują, iż wszystko się dla nich skończyło. Muszą rezygnować np. z treningów sportowych, kółek teatralnych, innych ulubionych zajęć. Nasza praca nie polega tylko na tym, aby uczyć, ale też na tym, aby motywować dzieci do jakichkolwiek działań. To nie jest łatwe - mówi Martyna, nauczycielka, która pracuje m.in. na oddziale onkologii dziecięcej.
Nie wszystkie dzieci na onkologii są wojownikami i wojowniczkami. W większości borykają się ze stanami depresyjnymi, szczególni te starsze Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl
16-letni, chory na mukowiscydozę Bartek, co kilka miesięcy wraca do szpitala i kilka tygodni spędza w izolatce. Leży na sali sam, koledzy i koleżanki nie mogą go odwiedzić. Dla chłopca wizyty nauczycielek są odskocznią, powiewem normalności. Bardzo na nie czeka. Ale nie zawsze udaje się zrealizować lekcję.
- Nauczycielka przychodzi do syna, zaczynają się uczyć, ale po15 minutach, okazuje się, iż syn ma zabieg. Wówczas lekcja jest przerywana, pani zostawia karty pracy i musi wyjść. I nie może wrócić do syna po zabiegu, bo jest już u innego dziecka - mówi mama Bartka.Dzieci i rodzice mają wybórNauka w szkole przyszpitalnej jest dobrowolna. Rodzice, a także uczennice/uczniowie mają prawo wyboru, czy chcą uczestniczyć w lekcjach w szpitalu, czy tylko kontynuować naukę w szkole macierzystej. Wówczas - jeżeli dziecko z rodzicami wybierze tylko kontynuację nauki w szkole macierzystej - proces edukacji polega na tym, iż w elektronicznym dzienniku nauczyciele wpisują tematy do zrealizowania, zakresy materiału do zaliczenia, czasami łączą się z dziećmi online.I często wygląda to tak, iż włączony tablet leży na łóżku, nauczyciel/ka coś z ekranu mówi, a dziecko w tym czasie przyjmuje chemię.Inaczej są prowadzone lekcje z nauczycielkami, które są fizycznie przy dziecku. One nie tylko współpracują ze szkołami macierzystymi dzieci, ale też widzą, w jakim dzieci są stanie, czy mają gorszy dzień, a jeżeli tak, to nie realizują za wszelką cenę podstawy programowej i nie robią z dzieckiem kilkudziesięciu zadań z matematyki. Organizują lekcje tak, aby dostosować się do kondycji dziecka, a trudne zadania odkładają na później.Wpasować się w czas między rentgenem, tomografią a pobieraniem krwiMama chorego na mukowiscydozę Bartka zwraca jeszcze uwagę na to, iż w szpitalach jest za mało nauczycielek i nauczycieli. Jedna osoba uczy po kilka przedmiotów i - pomimo chęci - nie jest w stanie zająć się każdym dzieckiem, bo ma pod sobą każdego dnia kilkanaście/kilkadziesiąt dzieci. I musi lawirować, codziennie się dopasowywać do rozkładu dnia w szpitalu, wpasować w czas między rentgenem, tomografią a pobieraniem krwi.
- Są tygodnie, kiedy syn ma tylko dwie lekcje w szkole przyszpitalnej, bo jest zatrudnionych za mało pedagogów. Szkoda, iż tak to wygląda. Dzieci uwielbiają te lekcje. Nie tylko na nie bardzo czekają, ale też mają zaufanie do nauczycielek. One są bardzo empatyczne, wyrozumiałe, mają doskonałe podejście do dzieci, inne niż ludzie ze szkół masowych - mówi mama Barka. I podsumowuje:Od wielu lat kilkanaście tygodni w roku spędzam z synem w szpitalu. I wiem, iż szkoły przyszpitalne są traktowane po macoszemu, spychane na dalszy plan, bo jest takie myślenie, iż nauka w szpitalu jest najmniej ważna. A nie powinno tak być. Nauka powinno być takim samym priorytetem jak leczenie. Dzieci bardzo dużo tracą, nie będąc w swoich szkołach. A poza tym, każdy kontakt z normalnością w szpitalach, chociażby tak, jak lekcja polskiego czy biologii, jest dla dzieci terapeutyczny."Raport Szkoły przyszpitalne w Polsce" został objęty honorowym patronatem Konsultant Krajowej w Dziedzinie Psychiatrii Dzieci i Młodzieży dr. n. med. Aleksandry Lewandowskiej. Badanie powstało w ramach programu Krople Uważności realizowanego przez Fundację Szkoła z Klasą we współpracy z Fundacją Edumind, która zajmuje się szeroko pojętą promocją treningów uważności jako metody korzystnie wpływającej na zdrowie fizyczne i psychiczne ludzi.Fundacja Szkoła z klasą w partnerstwie z fundacją Edumind od kilku lat wspierają nauczycieli i nauczycielki w praktykowaniu uważności, organizują dla nich kursy uważności, pomagając wdrażać codzienne praktyki, które pozwalają skoncentrować się, ograniczyć stres i niepokój oraz zadbać o wewnętrzną równowagę. Swoje wsparcie kierują do nauczycielek i nauczycieli, którzy na co dzień mają szczególnie trudne warunki pracy.
Powinno cię również zainteresować: 'Syn miał cztery lata, mówił bardzo słabo. Długo nie wiedzieliśmy, iż to afazja'