
– Bardzo interesuje mnie model, w którym szkolna opieka zdrowotna nie jest samotną wyspą, ale stanowi część lokalnego systemu ochrony zdrowia – mówi senator Ewa Monika Kaliszuk.
Gabinety profilaktyki zdrowotnej w szkołach już funkcjonują. Co należałoby przywrócić albo zasadniczo zmienić?
Zasadnicze pytanie, które powinniśmy postawić, brzmi: czy każde dziecko w placówce oświatowej, w szczególności z chorobą przewlekłą i niepełnosprawnością, ma równy dostęp do gabinetu profilaktyki zdrowotnej i odpowiednio przygotowanej osoby, gdy w tej placówce przebywa i potrzebuje pomocy? Moim zdaniem odpowiedź brzmi: nie. A co ciekawe, zgodnie z ustawą o opiece zdrowotnej nad uczniami dostęp do gabinetu profilaktyki zdrowotnej jest zagwarantowany każdemu uczniowi.
Samo Ministerstwo Zdrowia w uzasadnieniu projektu nowelizacji ustawy, oznaczonego jako UD148, wskazuje, iż zasadniczym problemem jest dostępność. Resort mówi o zbyt małej liczbie pielęgniarek szkolnych i higienistek oraz potrzebie zwiększenia liczby osób mogących sprawować opiekę nad uczniami. Według aktualnej karty projektu liczba pielęgniarek szkolnych i higienistek od kilku lat utrzymuje się na poziomie ok. 8 tys., a średni wiek pielęgniarek szkolnych wynosi 57 lat. Projekt UD148 przez cały czas pozostaje na etapie prac legislacyjnych. Na stronie KPRM znajduje się jego wersja 2.0, opublikowana 6 lipca 2026 r., a przyjęcie projektu przez Radę Ministrów zaplanowano na IV kwartał 2026 r.
Jakie funkcje powinna dziś pełnić opieka zdrowotna w szkole?
<p”>Współczesna opieka zdrowotna w szkole powinna moim zdaniem spełniać co najmniej dwie funkcje. Pierwszą jest profilaktyka: badania przesiewowe, obserwowanie rozwoju dziecka, wychwytywanie sygnałów mogących świadczyć o problemach zdrowotnych oraz kierowanie dziecka do adekwatnego miejsca w systemie ochrony zdrowia. Drugą jest zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom, które mają już rozpoznaną chorobę przewlekłą lub niepełnosprawność i mogą potrzebować wsparcia podczas pobytu w szkole.
Nie możemy w oczywisty sposób traktować szkoły jako zastępstwa dla pediatry, POZ, poradni specjalistycznej czy systemu ochrony zdrowia psychicznego. Widzę natomiast potrzebę znacznie lepszego połączenia tych elementów. o ile podczas badań przesiewowych zostaje zauważony problem, powinna istnieć czytelna droga dalszej diagnostyki i leczenia.
W tym kontekście bardzo interesująca jest dyskusja o mocniejszym powiązaniu medycyny szkolnej z POZ i pediatrią. Dane NIK pokazują, iż również w obszarze profilaktyki mamy dużo do zrobienia. W kontroli dotyczącej lat 2022–2024 realizacja poszczególnych rodzajów badań profilaktycznych dzieci i młodzieży wynosiła od 16,9 do 42,3 proc., a testów przesiewowych wykonywanych przez pielęgniarki POZ – od 43,2 do 67 proc. NIK zastrzega przy tym, iż świadczenia te nie są obowiązkowe.
Dlatego nie pytałabym jedynie, czy mamy gabinet. Pytałabym m.in.: kto w nim pracuje, jak często jest dostępny, jakie zadania wykonuje i co dzieje się z dzieckiem, u którego rozpoznano problem zdrowotny.
Co jest największą przeszkodą w zapewnieniu rzeczywistej opieki: finansowanie, brak kadr, organizacja czy podział kompetencji? Jakich zmian systemowych potrzeba?
Nie wskazałabym jednej przyczyny. Z perspektywy szkoły widzę raczej nakładanie się problemów kadrowych, organizacyjnych, finansowych i kompetencyjnych.
Bardzo wymowne są wyniki kontroli NIK opublikowane w kwietniu 2026 r., dotyczące szkół w województwie świętokrzyskim. Spośród sześciu skontrolowanych podmiotów leczniczych pięć w różnych okresach organizowało pracę pielęgniarek niezgodnie z przepisami. NIK stwierdzała m.in. skracanie czasu pracy, łączenie dyżurów czy planowanie ich po godzinach pracy szkoły. Najczęściej wskazywaną przyczyną były kwestie finansowe, choć NIK wykazała również błędy samych świadczeniodawców dotyczące danych wykorzystywanych do rozliczeń z NFZ. Nie można więc sprowadzić problemu wyłącznie do niedostatecznego finansowania.
Nie uważam również, iż jedynym możliwym rozwiązaniem jest pełnoetatowa pielęgniarka w każdej szkole, bez względu na jej wielkość. Polska ma bardzo różne placówki. Są duże szkoły miejskie i bardzo małe szkoły, w których organizowanie osobnego pełnego etatu może być trudne. Jednocześnie mała liczba uczniów nie oznacza automatycznie małych potrzeb zdrowotnych. Dlatego jestem za tzw. modelem zespołowym.
Jak miałby wyglądać taki model?
Obecny projekt UD148 proponuje, aby po odpowiednim przygotowaniu położna mogła samodzielnie sprawować pełny zakres profilaktycznej opieki zdrowotnej nad uczniami, natomiast opiekun medyczny mógł wspierać pielęgniarkę szkolną lub higienistkę w określonych czynnościach, na przykład w dniach lub godzinach, kiedy pielęgniarka nie jest obecna w szkole. To przez cały czas propozycja legislacyjna, a nie obowiązujące prawo.
Wiem, iż propozycja dotycząca opiekunów medycznych wzbudziła poważne zastrzeżenia środowiska pielęgniarek i położnych, m.in. dotyczące kompetencji, samodzielności zawodowej i odpowiedzialności. Nie lekceważę tych argumentów. Z drugiej strony Rzecznik Praw Obywatelskich również pozytywnie ocenił sam kierunek poszerzania kręgu osób mogących uczestniczyć w profilaktycznej opiece zdrowotnej o położne i opiekunów medycznych.
Jako nauczycielka i była dyrektorka nie chciałabym rozstrzygać, które świadczenie powinien wykonywać przedstawiciel konkretnego zawodu medycznego. Od tego są eksperci medyczni i ustawodawca, który musi jasno określić kwalifikacje, kompetencje i odpowiedzialność. Mogę natomiast zapytać: o ile odrzucamy jedno z proponowanych rozwiązań kadrowych, to czym je zastępujemy, aby dziecko faktycznie otrzymało pomoc?
Warto także przeanalizować model, w którym większą rolę organizacyjną odgrywałby POZ, PCZ lub inny podmiot leczniczy posiadający odpowiednie zasoby kadrowe. Taki podmiot mógłby organizować opiekę dla kilku placówek, zatrudniając pielęgniarki i położne, a o ile ustawodawca dopuści takie rozwiązanie – również odpowiednio przygotowanych opiekunów medycznych. Intensywność obecności personelu można byłoby dostosowywać nie tylko do liczby uczniów, ale również do ich rzeczywistych potrzeb zdrowotnych.
Podkreślam: traktuję to jako propozycję do przeanalizowania, a nie gotową receptę. Wymagałaby ona oceny prawnej, medycznej, organizacyjnej i finansowej oraz określenia roli NFZ.
Co w praktyce oznacza „realny dostęp” do szkolnej opieki zdrowotnej?
Przede wszystkim musimy przestać utożsamiać formalne objęcie szkoły opieką z rzeczywistą dostępnością personelu. Obecne rozwiązania różnicują wymiar dostępności w zależności od liczby uczniów i rodzaju szkoły. Jednocześnie przepisy uwzględniają zwiększone potrzeby części uczniów z niepełnosprawnościami oraz przewlekle chorych, wymagających dodatkowych świadczeń zdrowotnych podczas pobytu w szkole. Nie byłoby więc prawdą stwierdzenie, iż system zupełnie nie zauważa ich potrzeb. Pytanie brzmi jednak, czy sposób ich uwzględnienia przekłada się na obecność odpowiednio przygotowanej osoby wtedy, kiedy dziecko jej potrzebuje.
To dla mnie szczególnie ważne w odniesieniu do dzieci z cukrzycą typu 1. Rozmawiam z rodzicami, dyrektorami i osobami związanymi z opieką nad tymi dziećmi i widzę, iż problem nie jest teoretyczny. Choroba nie dostosowuje się do grafiku obecności pielęgniarki. Nie oznacza to, iż w każdej szkole przez cały dzień musi znajdować się lekarz. Lekarz może być elementem dobrze zorganizowanej sieci współpracy. najważniejsze jest natomiast zapewnienie na miejscu odpowiedniej dostępności osób mogących wykonywać czynności wynikające z ich kwalifikacji oraz stworzenie sprawnej ścieżki kontaktu z POZ i dalszej diagnostyki.
Dlatego bardzo interesuje mnie model, w którym szkolna opieka zdrowotna nie jest samotną wyspą, ale stanowi część lokalnego systemu ochrony zdrowia.
Faktycznym problemem – chociażby w szkole moich synów – jest fakt, iż pielęgniarka (w naszym przypadku z polecenia dyrekcji) nie może podać dziecku żadnych leków, choćby paracetamolu. Jak należałoby uporządkować tę kwestię?
Byłabym szczególnie ostrożna z twierdzeniem, iż pielęgniarka szkolna „nie może podać żadnego leku”. Przepisy są bardziej złożone. Obowiązujące regulacje zakładają, iż opiekę nad uczniem przewlekle chorym lub z niepełnosprawnością sprawuje pielęgniarka środowiska nauczania i wychowania albo higienistka szkolna, współpracując m.in. z lekarzem POZ, rodzicami i szkołą. Sposób opieki powinien być dostosowany do stanu zdrowia ucznia, również wtedy, gdy podczas pobytu w szkole konieczne jest podawanie leków lub wykonywanie innych czynności.
Jednocześnie pracownik szkoły może podawać lek tylko po uzyskaniu pisemnej zgody i upoważnienia rodzica. I właśnie tutaj pojawia się bardzo praktyczne pytanie, na które zwraca uwagę również RPO: co zrobić, jeżeli pielęgniarki nie ma, a żaden pracownik szkoły nie zgodzi się na wykonywanie takich czynności, ponieważ nie czuje się odpowiednio przygotowany albo obawia się odpowiedzialności?
Jest jeszcze drugi wymiar – stany nagłe. Zalecenia ministra zdrowia dotyczące anafilaksji przewidują, iż w określonej sytuacji adrenalina może zostać podana przez ucznia, pielęgniarkę lub higienistkę, ale również przez nauczyciela po odpowiednim przeszkoleniu.
Dla mnie, jako nauczycielki, prowadzi to do bardzo ważnego rozróżnienia. Nauczyciel musi być przygotowany do udzielenia pierwszej pomocy i adekwatnej reakcji w sytuacji nagłego zagrożenia. Nie powinien natomiast stawać się zastępczym personelem medycznym dlatego, iż system nie zapewnił odpowiedniej obsady. o ile państwo oczekuje od nauczycieli określonych umiejętności w postępowaniu wobec dzieci przewlekle chorych i w stanach nagłych, musi za tym iść dostępny, praktyczny i odpowiednio finansowany system szkoleń. Jednocześnie warto uczciwie zapytać, czy w zakresie planowych, powtarzalnych czynności zdrowotnych nie powinniśmy przede wszystkim szukać rozwiązań w obrębie odpowiednio przygotowanego zespołu medycznego.
W tym miejscu dostrzegam jednak pewną niespójność, nad którą warto się zastanowić.
Jaką?
Jeżeli w dyskusji o włączeniu opiekuna medycznego do szkolnego zespołu opieki zdrowotnej podnosimy uzasadnione pytania o zakres jego kwalifikacji i kompetencji, to powinniśmy z równą uwagą przyjrzeć się sytuacji, w której – pod nieobecność pielęgniarki lub higienistki – określone czynności wobec ucznia może wykonywać upoważniony przez rodzica pracownik szkoły.
Nie chodzi o to, by pomniejszać znaczenie kwalifikacji pielęgniarki ani automatycznie rozszerzać kompetencje opiekuna medycznego. Warto jednak zapytać, czy z punktu widzenia bezpieczeństwa dziecka bardziej racjonalnym kierunkiem nie byłoby precyzyjne określenie czynności, które mógłby wykonywać odpowiednio przygotowany przedstawiciel zawodu medycznego, po ewentualnym uzupełnieniu programu kształcenia lub dodatkowym przeszkoleniu, niż pozostawianie części tych zadań osobom, których podstawowe przygotowanie zawodowe nie jest związane z ochroną zdrowia.
Z tej perspektywy dyskusja o miejscu opiekuna medycznego w szkolnej opiece zdrowotnej nabiera dla mnie szczególnego znaczenia. Nie przesądzam, jakie czynności powinien mieć prawo wykonywać. o ile jednak jest to regulowany zawód medyczny, a projekt przewiduje dodatkowe przygotowanie i pracę w zespole, warto bardzo dokładnie określić, co taka osoba może bezpiecznie wykonywać, czego wykonywać nie może oraz gdzie przebiega odpowiedzialność pielęgniarki, położnej i opiekuna medycznego. Dopiero po takiej analizie można odpowiedzialnie ocenić ten model.
Jak pani zdaniem powinna wyglądać kooperacja szkoły, rodziców i systemu ochrony zdrowia? Gdzie przebiega granica odpowiedzialności?
Rodzic powinien przekazywać istotne informacje o zdrowiu dziecka i współpracować ze szkołą oraz personelem medycznym. Lekarz odpowiada za diagnozowanie i leczenie. Szkoła ma obowiązek tworzyć bezpieczne warunki pobytu i reagować w sytuacjach zagrożenia. Natomiast świadczenia zdrowotne powinny pozostawać domeną osób posiadających odpowiednie kwalifikacje i uprawnienia.
Problem pojawia się tam, gdzie pomiędzy tymi odpowiedzialnościami powstaje luka. Szczególnie mocno widzę ją w przypadku najmłodszych dzieci z cukrzycą typu 1. Nowoczesne systemy ciągłego monitorowania glikemii ogromnie pomagają rodzinom i personelowi, ale urządzenie pokazujące wynik nie zastępuje osoby dorosłej, która w razie potrzeby potrafi na miejscu odpowiednio zareagować.
Nie możemy przyjąć jako normalnego modelu sytuacji, w której rodzic rezygnuje z pracy albo godzinami pozostaje w pobliżu sali lekcyjnej, ponieważ tylko w ten sposób jest w stanie zapewnić dziecku bezpieczeństwo. Nie chciałabym również, żeby odpowiedzią na problem niedostatecznej opieki zdrowotnej była zindywidualizowana ścieżka kształcenia w sytuacji, gdy stan zdrowia dziecka pozwala mu uczestniczyć w zajęciach razem z klasą. Takie rozwiązanie jest potrzebne dzieciom, których stan zdrowia rzeczywiście ogranicza możliwość udziału we wszystkich zajęciach z rówieśnikami. Nie powinno jednak zastępować brakującego zabezpieczenia zdrowotnego.
Mamy także małe szkoły, w których organizacja opieki wygląda zupełnie inaczej niż w dużej placówce miejskiej. Dlatego jeden sztywny model może nie odpowiadać wszystkim. Właśnie tutaj widzę sens rozważenia lokalnych zespołów związanych z POZ, PCZ lub innymi podmiotami leczniczymi, które mogłyby obsługiwać kilka placówek i elastycznie kierować do nich osoby o odpowiednich kwalifikacjach.
Co powinno się zmienić, żeby rodzic nie musiał zastępować systemu, nauczyciel – personelu medycznego, a dziecko nie traciło możliwości wspólnej nauki z rówieśnikami?
Przede wszystkim: od tego problemu nie uciekniemy. Możemy dyskutować, czy najlepszy będzie obecny model pielęgniarstwa szkolnego, jego wzmocnienie, udział położnych, zespoły z odpowiednio przygotowanymi opiekunami medycznymi czy mocniejsze związanie szkół z POZ i lokalnymi podmiotami leczniczymi. Te rozwiązania trzeba policzyć, ocenić pod względem medycznym i prawnym oraz jasno rozdzielić kompetencje.
Nie możemy jednak pozwolić, aby brak rozwiązania systemowego był uzupełniany kosztem dziecka, rodzica czy nauczyciela. Nie powinniśmy oczekiwać, iż rodzic porzuci pracę i będzie czekał pod salą lekcyjną, a tak niestety się dzieje. Nie powinniśmy czynić z nauczyciela zastępczego personelu medycznego. Nie powinniśmy też ograniczać wspólnej edukacji dziecka z rówieśnikami tylko dlatego, iż system nie potrafił zorganizować odpowiedniego wsparcia zdrowotnego.
Jako nauczycielka, była dyrektorka szkoły i osoba, która w samorządzie odpowiadała za edukację, patrzę na tę sprawę przede wszystkim od strony praktycznej. Wiem, iż dyrektor szkoły może mieć procedurę, gabinet i przepisy, a mimo to o konkretnej godzinie zostać z bardzo prostym pytaniem: kto ma teraz pomóc temu dziecku?
Dzisiaj jako senator zadaję to samo pytanie na poziomie systemowym.
Nie zamierzam zastępować lekarzy, pielęgniarek ani ekspertów w określaniu kompetencji medycznych. Rolą ustawodawcy jest jednak stworzenie takich ram, aby ich wiedza i kompetencje mogły zostać wykorzystane w dobrze zorganizowanym systemie.
Ostateczną miarą powodzenia zmian nie będzie więc liczba gabinetów ani liczba nowych przepisów. Będzie nią to, czy dziecko wymagające wsparcia zdrowotnego może bezpiecznie spędzić dzień w szkole razem ze swoimi rówieśnikami, a jego rodzic może w tym czasie normalnie pracować, wiedząc, iż system rzeczywiście działa.
Rozmawiała: Ewa Podsiadły-Natorska















![Powiat włodawski. Przygotowanie na alarmy, inwestycje i wsparcie uczniów [ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-powiat-wlodawski-przygotowanie-na-alarmy-inwestycje-i-wsparcie-uczniow-zdjecia-1790274312.jpg)
