„System się zapycha, a my się wypalamy”. Najsłynniejszy ratownik w Polsce, Karol Bączkowski, mówi wprost: problemem są nie tylko choroby

monitorrynkowy.pl 3 godzin temu

Nieuzasadnione wezwania karetek, rosnące czasy dojazdu i ratownicy pracujący po 400 godzin miesięcznie. Ratownik, Karol Bączkowski, w rozmowie z Joanną Drzazga-Lisiecką opowiada o kulisach pracy, wypaleniu zawodowym i błędach, które kosztują życie.

Zacznijmy od podstaw. Jak dziś wygląda codzienność ratownika medycznego w Polsce?

To przede wszystkim nieprzewidywalność i ogromna odpowiedzialność. Każde wezwanie jest inne – od zatrzymania krążenia po pacjentów z przewlekłymi chorobami, poszkodowanych w wypadku komunikacyjnym czy osoby pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Problem polega na tym, iż coraz częściej wyjeżdżamy do sytuacji, które w ogóle nie wymagają interwencji zespołu ratownictwa medycznego. System się zapycha, a przez to cierpią ci, którzy naprawdę potrzebują pomocy.

Mówi pan o nieuzasadnionych wezwaniach. To faktycznie aż tak duży problem?

Ogromny. Mamy w Polsce ponad milion nieuzasadnionych wezwań rocznie z ponad 3 milionów wyjazdów. I to nie jest tylko statystyka – to realne konsekwencje. jeżeli karetka jedzie tam, gdzie nie powinna, to nie jedzie tam, gdzie jest potrzebna. To przekłada się bezpośrednio na wydłużenie czasu dojazdu do pacjentów w stanie zagrożenia życia. Śmiałbym choćby powiedzieć, iż wielu ludzi nie wie, kiedy i po co wzywać pogotowie. To pokazuje, jak duży mamy problem z edukacją społeczną.

Czyli problemem nie jest tylko zdrowie Polaków, ale też brak wiedzy?

Dokładnie tak. Nie widzę postępów w wiedzy o pierwszej pomocy. Nie widzę, żeby społeczeństwo działało bardziej świadomie. Nie została dla niego stworzona żadna duża i skuteczna kampania społeczna, która w mojej ocenie zmieniłaby na plus perspektywę postrzegania pierwszej pomocy. A jednocześnie coraz więcej odpowiedzialności przenosi się na świadków zdarzeń. To oni mają używać defibrylatorów, podawać leki czy podejmować pierwsze działania jeszcze przed naszym przyjazdem. To bardzo ważne, bo często właśnie te pierwsze minuty decydują o życiu lub śmierci poszkodowanego.

Co najczęściej jest powodem wyjazdów karetek?

Wbrew temu, co się powszechnie uważa, to nie są głównie wypadki na ulicach. Najczęściej jeździmy do domów. Dom to miejsce, w którym z założenia jesteśmy najbardziej bezpieczni, ale to właśnie tam niestety najczęściej mamy styczność z karetką pogotowia ratunkowego. Królują choroby układu krążenia: nadciśnienie, migotanie przedsionków, bóle w klatce piersiowej. Bardzo dużo jest też zasłabnięć i utrat przytomności – ponad milion rocznie. I często są one po prostu efektem stylu życia: złej diety, braku ruchu, stresu, odwodnienia.

Chciałabym, aby czytelnicy wyciągnęli z naszej rozmowy maksimum praktycznej, użytecznej wiedzy; pozwolę więc sobie o nią trochę popytać. Zacznijmy od defibrylatora, o którym pan wspomniał. Czym adekwatnie jest to urządzenie i czy każdy może go użyć?

Defibrylator, a dokładnie automatyczny defibrylator zewnętrzny (AED), to urządzenie, które pomaga przywrócić prawidłowy rytm serca u osoby z nagłym zatrzymaniem krążenia. W praktyce oznacza to, iż jeżeli serce przestaje bić prawidłowo, AED analizuje rytm i – jeżeli to konieczne – wydaje polecenie wykonania impulsu elektrycznego. Najważniejsze jest to, iż AED zostało zaprojektowane w taki sposób, żeby użyć go mogła praktycznie każda osoba. Urządzenie mówi do nas krok po kroku: gdzie przykleić elektrody, kiedy się odsunąć, kiedy naciskać klatkę piersiową. Nie da się nim „zaszkodzić”, bo nie poda impulsu, jeżeli nie będzie to potrzebne. Dlatego tak istotne jest, żeby każdy wiedział, gdzie w jego okolicy znajduje się defibrylator – w którym miejscu w galerii handlowej, na dworcu, w biurowcu. W sytuacji nagłego zatrzymania krążenia każda minuta bez pomocy zmniejsza szanse przeżycia.

Coraz częściej mówi się też o podawaniu aspiryny przy bólu w klatce piersiowej.

Zdecydowanie tak, ponieważ aspiryna może uratować życie. W przypadku podejrzenia zawału serca – czyli silnego bólu w klatce piersiowej, często promieniującego do ręki, szyi czy żuchwy – problemem jest najczęściej zakrzep blokujący przepływ krwi w naczyniu wieńcowym. Aspiryna utrudnia dalsze zlepianie się płytek krwi, zapobiegając powiększaniu się tego zakrzepu. Dzięki temu może spowolnić proces i zwiększyć szanse pacjenta do momentu przyjazdu pogotowia. Oczywiście nie podajemy jej bezrefleksyjnie – jeżeli ktoś ma uczulenie na aspirynę albo inne przeciwwskazania, trzeba uważać. Ale w wielu przypadkach szybkie podanie tego leku przez świadka zdarzenia realnie zwiększa szanse przeżycia.

A wstrząs anafilaktyczny? Proszę wytłumaczyć czytelnikom, co to adekwatnie jest.

To jedna z najgroźniejszych reakcji alergicznych. Wstrząs anafilaktyczny to nagła, ciężka reakcja organizmu na alergen – może to być jedzenie, lek, jad owada. Objawy pojawiają się bardzo szybko: duszność, obrzęk gardła, spadek ciśnienia, zawroty głowy, utrata przytomności. To stan bezpośredniego zagrożenia życia. Dla człowieka najważniejsze jest szybkie podanie adrenaliny – najczęściej w formie autostrzykawki, czyli zastrzyku, który wbija się w udo. To lek, który ratuje życie przed przyjazdem pogotowia ratunkowego. Dziś coraz częściej mówi się o tym, iż świadkowie zdarzenia powinni wiedzieć, jak użyć takiej autostrzykawki – bo czas reakcji ma tutaj absolutnie najważniejsze znaczenie.

Wiele mówi się o wypaleniu zawodowym wśród ratowników. Jak to wygląda od środka?

To realny i poważny problem. Pracujemy po 300 – 400 godzin miesięcznie. W każdej innej branży to byłoby nie do utrzymania. U nas to norma, która prowadzi do przemęczenia i utrudnia zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Nie mamy stabilnego systemu zatrudnienia, zabezpieczenia psychologicznego, często pracujemy na tzw. działalności gospodarczej. Do tego dochodzi presja, odpowiedzialność i coraz więcej wspomnianych przeze mnie na początku naszej rozmowy bezsensownych – nieuzasadnionych – wyjazdów. Ja sam uniknąłem wypalenia, bo przestałem pracować ponad siły. Ale wielu ludzi nie ma takiej możliwości.

Coraz częściej zwraca pan też uwagę na agresję wobec ratowników.

Tak, to rosnący problem. Mam wrażenie, iż granice społeczne się przesuwają. Ludzie widzą w przestrzeni publicznej brak odpowiedzialności, brak konsekwencji – i zaczynają to powielać. Telefony, social media, w których można szerzyć nieprawdziwe informacje, obrażać, krzywdzić – tylko pogłębiają ten problem. Powiem coś, co może zabrzmieć mocno, ale naprawdę nie zdziwię się, jeżeli za jakiś czas ludzie przestaną w ogóle chcieć udzielać pierwszej pomocy. Nie dlatego, iż będą bali się krwi, ale dlatego, iż będą bali się innych ludzi właśnie z uwagi na ich prawdopodobne agresywne zachowanie względem udzielającego pomocy świadka zdarzenia.

To rzeczywiście czarna wizja, ale spróbujmy skupić się na sytuacji pozytywnej. Załóżmy, iż jesteśmy świadkami takiego nagłego zdarzenia i szczerze chcemy pomóc: co każdy z nas powinien dziś wiedzieć?

Przede wszystkim – kiedy wzywać pogotowie i jak to robić. W Polsce wciąż wiele osób dzwoni pod numer 112, zamiast bezpośrednio pod numer 999, co może znacząco wydłużyć czas reakcji. Zachęcam do korzystania z numeru 999.

Po drugie: każdy powinien znać podstawy pierwszej pomocy. To nie jest wiedza zarezerwowana dla specjalistów; to podstawowa umiejętność, która powinna być powszechna. Każdy powinien wiedzieć, jak rozpoznać zawał serca i gdzie znajduje się najbliższy defibrylator. Mieć świadomość, co zrobić przy reakcji alergicznej, jak adekwatnie zabezpieczyć miejsce zdarzenia i jak rozpocząć resuscytację. To są konkretne umiejętności, które naprawdę mogą zdecydować o czyimś życiu.

Jakie przesłanie chciałby pan zostawić czytelnikom?

Bardzo często powtarzam słowa, które są mi szczególnie bliskie: „Kto ratuje człowieka, ratuje cały świat”. Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, w której od reakcji innych ludzi zależy jego życie. I każdy z nas może też zrobić o wiele, wiele więcej niż tylko wezwać karetkę. Wystarczy wiedza, odwaga i gotowość do działania.

Karol Bączkowski
ratownik medyczny, edukator i twórca internetowy, specjalizujący się w popularyzacji pierwszej pomocy. Znany jest z działalności edukacyjnej prowadzonej pod marką „Karol Ratownik”. Jest autorem książki „ Książka o pierwszej pomocy napisana przez życie”, w której łączy praktyczne porady z doświadczeniami zawodowymi. Jego przekaz skupia się na tym, iż szybka reakcja świadków zdarzenia ma najważniejsze znaczenie dla przeżycia poszkodowanego.

Idź do oryginalnego materiału