Świtówka. Tam, gdzie rodzi się cisza

angora24.pl 6 godzin temu

Lubię tę wachtę, świtówkę. Lubię słuchać żagli o świcie, wiatru, oceanu, myśli rodzących się z nadrealności żywiołów. Lubię oglądać piękno początku, jeszcze bezforemnego świata. Choć brakiem formy fascynuje bardziej powietrze: „dusza świata”, „oddech bogów”, „lotny wehikuł emocji, nastroju, sensu”. Powietrze w ruchu to dotknięcie wiatru albo jego gwałtowny poryw. Świat wielkiej wody zafalował przede mną – dynamiczny, niestabilny „wagabunda natury”. Monotonny dźwięk fal, ich zapach, dotyk. Tak przyszliśmy na świat – płynąc przez prenatalne wody natury. Ciągle tkwią w nas te geny przodków, co nie byli ludźmi, tylko rybami. Zaczęliśmy tę podróż 3 miliardy lat temu jako jednokomórkowe kropelki unoszące się w tych ciepłych wodach.

Zastygłem w bezruchu. Świadomość nabrała wyrazistości. Sama w sobie jest pełnią, ale i częścią większego systemu, zanurzona w inną całość. Ciało ją wyewoluowało, które nie ma w sobie niczego, co nie istnieje w naturze, struktura oktylionów atomów, kilkudziesięciu pierwiastków, dziesiątków bilionów komórek wzajemnie oddziałujących. Cud istnienia, który sięgnął pojedynczej komórki. Fantazja Boga czy Kosmosu? Nieważne, ważne, iż ten cud jest wart przeżycia. Trzeba więc żyć, przyjmować ten świat zewnętrzny. Podróż to ułatwia, przywraca doświadczenie harmonii człowieka ze światem. Nowe drogi, odmienne kultury, wszystko, co rozbija iluzje i buduje lekkość ducha, słowem: nowe ścieżki percepcji, które tworzą nieistniejące jeszcze połączenia neuronów w mózgu.

Idź do oryginalnego materiału