
Choć prof. Magdalena Środa pisuje (lub pisywała) od czasu do czasu artykuły i felietony w „Gazecie Wyborczej”, najwyraźniej nie jest zadowolona z treści przekazywanych przez ten dziennik. Lewicowa etyk i feministka we wpisie na Facebooku, w którym narzeka na artykuły publikowane w „GW”, zmuszona była aż wezwać Boga, żeby móc w pełni wyrazić oburzenie. „Rozumiem lajki i potrzebę sensacji ale – na Boga – gdzie jest jakieś poważne codzienne pismo, bez Kardashianek, pudełka z pieniędzmi, psychologów, Matczaka i strasznych deweloperów? W telewizji nie ma żadnej poważnej debaty, prócz pyskówek, ale są za to wszędzie narzekania na zanikanie naszej kultury politycznej…” – napisała. Odnalazła jednak pewien pozytyw: w dzisiejszym wydaniu nie uświadczyła wspomnianego prof. Marcina Matczaka.
We wtorek 6 stycznia prof. Magdalena Środa, filozof, etyk i feministka słynąca z dość karkołomnych stwierdzeń (np. kobieta wychowująca samotnie dziecko i mieszkająca ze swoją matką to w jej ocenie „rodzina homoseksualna”) postanowiła pożalić się na… artykuły w „Gazecie Wyborczej”. Co ciekawe, sama pisuje lub pisywała (ostatni jej tekst ukazał się w listopadzie 2025) felietony i artykuły dla „Wyborczej”, ale oburzenie nie dotyczy najwyraźniej jej własnej twórczości.
Środa narzeka na Kardashianki i psychologów
Jak co dzień z rana zaglądam na strony internetowe GW i czego się dowiaduję? iż w Tajlandii jest taniej niż we Władysławowie (artykuł sponsorowany? nie podano), iż jest taka lodówka, którą mają Kardashianki (kto to jest??) i Beckham (to taki bogaty piłkarz na emeryturze, nieco starszy niż jedyny piłkarz jakiego mamy w kraju, – Lewandowski), iż „Adam uchodził za kochającego męża”, ale… (porady psychologów od wszystkiego: dzieci, seksu, rozwodów, rozmów przy wigilijnym stole, samotności, tego jak rozstać się z mężem i jak go zatrzymać – wiodą prym, to jakiś kulturowy kataklizm i doskonałe narzędzie do robienia ludziom, zwłaszcza kobietom, wody z mózgu i nikt mnie z powodu tej krytyki nie oskarży bo psychologowie i psychoterapeucie zajęci są teraz ustalaniem strefy swoich wpływów, walka idzie na noże)
— pisze dziennikarka. Dość szokujące, iż osoba z tytułem profesora, prowadząca zajęcia na Uniwersytecie Warszawskim, uderza w psychologów i psychiatrów w czasach, gdy coraz więcej mówi się, iż zdrowie psychiczne należy traktować tak samo poważnie, jak to fizyczne, a także – w razie problemów – sięgnąć po pomoc wspomnianych specjalistów), ale dalej pozostało ciekawiej.
Dowiaduję się też o licznych morderstwach, inwazji deweloperów (w każdym numerze jest coś o strasznych deweloperach) oraz o tym, iż warto zaglądać do starych pudełek po butach a nie zlecać tego sprzątaczce (oczywiście żeńska forma, bo jak sprzątanie to tylko kobiety), bo można tam znaleźć 16,5 tys. zł. Na szczęście w tym numerze nie było Matczaka… co za ulga…
— dodała.
Fakt, w świecie demokratów nie powinno być miejsca dla tych demokratów, z którymi się nie zgadzamy i należy ich wyrugować z naszej demokratycznej przestrzeni.
Rozumiem lajki i potrzebę sensacji ale – na Boga – gdzie jest jakieś poważne codzienne pismo, bez Kardashianek, pudełka z pieniędzmi, psychologów, Matczaka i strasznych deweloperów? W telewizji nie ma żadnej poważnej debaty, prócz pyskówek, ale są za to wszędzie narzekania na zanikanie naszej kultury politycznej…
— kończy swoje narzekania prof. Środa.
Gdyby do tego wszystkiego w tym numerze trafił się jeszcze prof. Matczak, cóż to byłby za dramat! Chyba iż prof. Środzie chodziło o młodego Matczaka, ale ten raczej do „GW” nie pisuje.
Facebook/Joanna Jaszczuk














