Sprzedawca nie wytrzymał. Mówi wprost, jakich zachowań klientów nie znosi. "Serce pęka"

kobieta.gazeta.pl 7 godzin temu
Za kasą nie ma nudy. Czasem jest zabawnie, czasem absurdalnie, a bywa też zwyczajnie trudno. Sprzedawcy rzadko mówią głośno o tym, co ich męczy. Tym razem jeden z nich postanowił przerwać milczenie i wyliczył pięć zachowań klientów, które doprowadzają go do granic cierpliwości. O co chodzi?
Sklep przypomina teatralną scenę, na której co kilka minut zmienia się obsada, ale scenariusz bywa zaskakująco podobny. Klienci wpadają na chwilę, pracownicy spędzają tu pół dnia w ciągłym biegu. O tej powtarzalnej codzienności opowiedział popularny sprzedawca, znany z pokazywania kulis pracy w Biedronce. Tym razem jednak odłożył żarty na bok. - Top 5 zachowań, które mnie denerwują u klientów po 17 latach pracy w handlu - zaczyna film, a większość z tych sytuacji każdy z nas widział przynajmniej raz.


REKLAMA


Zobacz wideo Czy w supermarkecie można kupować warzywa? Ekspert zwrócił uwagę na coś innego. "Mrożone są bezpieczne"


Pięć zachowań klientów, których nie znoszą sprzedawcy. W sklepie powtarzają się jak mantra
Na profilu @majkel_bo pojawiło się nagranie, które gwałtownie zaczęło żyć własnym życiem. Majkel, kojarzony z krótkimi filmami zza sklepowej kasy, tym razem nie opowiada anegdoty z przymrużeniem oka. Zamiast żartu jest konkret i lista sytuacji, które przez lata zdążyły się nazbierać. Autor mówi wprost o drobiazgach, które powtarzają się niemal każdego dnia i z czasem zaczynają naprawdę męczyć.
Już pierwsza pozycja jest mocna. - Płacenie z samego rana dwusetką lub setką za produkt, który kosztuje złotóweczkę, 50 groszy, 2 złote - wyjaśnia. Sprzedawca przypomina, iż często słyszy wtedy: "Nie mam drobnych, to wasz obowiązek wydać resztę". Tymczasem Majkel tłumaczy, iż w świetle prawa jest zupełnie na odwrót. To kupujący powinien zapłacić odliczoną kwotę, a sklep nie ma obowiązku posiadać nieograniczonego zapasu gotówki w kasie.
Kolejny punkt dotyczy zostawiania produktów w przypadkowych miejscach. - Nieodkładanie towarów na miejsce - mówi i dodaje, iż w sklepie powinna obowiązywać ta sama zasada, co w domu. Gdy rzeczy trafiają tam, gdzie akurat komuś wygodnie, gwałtownie robi się bałagan. W jego głosie słychać rozgoryczenie, szczególnie gdy wspomina o artykułach wymagających chłodzenia. - o ile ktoś weźmie sobie kiełbaskę, mrożonki nie daj Boże i zostawi to gdzieś na rogu, a my tego nie widzimy i musimy to później wyrzucić, serce pęka - dodaje.


Na liście znalazły się też plastikowe wózki wywożone na zewnątrz sklepu. - Wyjeżdżają na parking, gdzie jest błoto, syf, śnieg, a później wkładają te wózki jeden w drugi - wspomina. A przecież tak roznosi się brud, który ma kontakt z produktami spożywczymi. Jest to mało higieniczne.


Miejsce drugie? - Jak ktoś do mnie podchodzi i tak z partyzanta pyta: gdzie jest sól? - mówi. Bez przywitania, bez spojrzenia, bez chwili kontaktu. Sprzedawca przyznaje, iż wtedy zawsze odpowiada najpierw krótkim i znaczącym "dzień dobry". To drobny gest, ale pokazuje, iż mamy do czynienia z człowiekiem, nie automatem do udzielania informacji. Pośpiech nie tłumaczy nieuprzejmości.
Listę otwiera, jak sam podkreśla, "bezapelacyjny zwycięzca". Majkel zapowiada go z ironią, po czym demonstracyjnie zaczyna kaszleć w stronę kamery. Przekaz jest czytelny bez dodatkowych wyjaśnień. Chodzi o sytuacje, gdy klient kaszle wprost na sprzedawcę, bez zasłonięcia ust, bez odruchu odsunięcia się od kasy choćby o krok. - Ja rozumiem, iż ktoś może być przeziębiony, ale wystarczy zakaszleć sobie w rękaw - mówi. I faktycznie ten fragment wybrzmiewa najmocniej, bo dotyczy elementarnej kultury i zwykłej troski o drugą osobę.


Czy sprzedający ma obowiązek wydać resztę? Jak się okazuje: nie
Jednym z mocniejszych fragmentów nagrania Majkela była uwaga o porannym płaceniu wysokim nominałem za drobne zakupy. Wiele osób jest przekonanych, iż wydanie reszty to bezdyskusyjny obowiązek kasjera, więc korzystają z tego chętnie, by np. tak rozmienić pieniądze. Tymczasem przepisy wyglądają inaczej, niż podpowiada intuicja.
Zgodnie z zasadami prawa cywilnego to kupujący ma zapłacić cenę za towar. Obowiązek sprzedawcy polega na wydaniu produktu i przeniesieniu jego własności. Przepisy nie mówią wprost, iż kasjer musi dysponować odpowiednią ilością gotówki do rozmieniania banknotów. Dlatego jeżeli sklep nie ma jak wydać reszty, a klient nie zgadza się na inne rozwiązanie, transakcja może zostać anulowana.


Stanowisko w podobnych sprawach prezentował m.in. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który podkreśla, iż odmowa sprzedaży musi mieć uzasadnienie. Brak możliwości wydania reszty jest traktowany jako powód obiektywny. Właściciel sklepu nie może jednak dowolnie odmawiać realizacji zakupu, bo w przeciwnym razie grozi mu kara finansowa.
W codziennym obrocie rzadko dochodzi do takich sytuacji. Sprzedawcy zwykle starają się znaleźć rozwiązanie, choćby prosząc o drobniejsze pieniądze lub proponując płatność kartą. Mimo to nagranie pokazało, iż wiele osób nie zna szczegółów przepisów i działa wyłącznie na podstawie przyzwyczajeń. Czy zawsze masz odliczoną kwotę przy kasie? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału