Senator Tomasz Grodzki (KO), były dyrektor szpitala „Zdunowo” zeznawał w Sądzie Okręgowym w Szczecinie jako świadek w trwającym od 2024 r. procesie lekarzy i 23 pacjentów oskarżonych o przestępstwa korupcyjne związane z Fundacją Pomocy Transplantologii i szpitalem „Zdunowo”. Pacjenci wpłacali kwoty na poziomie 10 tys. zł, aby mieć operacje bariatryczne szybciej i operowani mniej inwazyjnymi metodami. Tomasz Grodzki powiedział, iż wpłaty nie przyspieszały terminów operacji i były dobrowolne.
Były marszałek Senatu rozpoczął we wtorek w szczecińskim Sądzie Okręgowym składanie zeznań jako świadek. „Ja nie pilnowałem kolejki operacyjnej” – powiedział senator Grodzki, który był dyrektorem szpitala „Zdunowo” w Szczecinie w latach 1998 – 2016. Stwierdził, iż był równocześnie także miejskim radnym, członkiem polskich i międzynarodowych stowarzyszeń medyków, miał zatem wiele obowiązków. Zaznaczył, iż nie wnikał „w bieżącą działalność wszystkich oddziałów, wychodząc z założenia, iż to, kto i kiedy jest operowany wynika tylko z kwestii zdrowotnych”. „Wierzyłem w pełny profesjonalizm ordynatorów oddziałów szpitala” – powiedział Grodzki.
Głównego oskarżonego w sprawie – doktora Krzysztofa K. – Tomasz Grodzki określił jako „jednego z najwybitniejszych chirurgów, pionierów chirurgii małoinwazyjnych, najlepszego chirurga w Polsce posługującego się robotem da Vinci w Polsce”. W 2003 r. Krzysztof K. został ordynatorem nowego oddziału chirurgii ogólnej w „Zdunowie”, gdzie wykonywano m.in. rękawową resekcję żołądka oraz bypass żołądkowy. Z materiałów zebranych przez prokuraturę wynika, iż proceder polegający na przyspieszaniu operacji za wpłatę 10 tys. zł na Fundację miał mieć miejsce w latach 2010, 2013, 2015, 2016, 2018. „Nigdy nie mieliśmy ani ustnych, ani pisemnych skarg na dr K. lub jego personel – powiedział prof. Grodzki.
Pytany, czy wiedział o wpłatach pacjentów, stwierdził, iż dowiedział się o tym „drogą nieformalną”. Zaznaczył, iż jest „jednak bliski pewności, iż te osoby nie powodowały przesunięcia kogokolwiek innego na koniec kolejki” – „To się odbywało na torakochirurgii, ortopedii. Pacjenci się nie zgłaszali na zaplanowany zabieg, co jest kłopotem dla oddziału i z tego co wiem, na chirurgii uzupełniano tę lukę pacjentami, którzy byli gotowi szybciej przyjść do szpitala. A czy to byli ci co wpłacali, czy nie, to wydaje mi się, iż byli i tacy, i tacy. Chodziło o to, żeby plan operacyjny każdego dnia był wypełniony”.
Sędzia Małgorzata Puczko dopytywała, dlaczego pacjenci zawsze wpłacali 10 tys. zł, kto tę kwotę ustalił i jak były księgowane darowizny. „Kwota mogła być sugerowana, ale nie nakazana, bo wpłaty miały być dobrowolne. Jak były księgowane? Nie wiem” – zeznał T. Grodzki. Przyznał, iż dr. K lub jego współpracownicy „mogli zachęcać do wpłat na Fundację” i zwrócił uwagę, iż procedury realizowane na oddziale chirurgii były wyceniane przez NFZ „poniżej kosztów”. Do 2016 r. zabiegi bariatryczne w ogóle nie figurowały w katalogu NFZ. Pozyskane przez Fundację środki przeznaczano na zakupy sprzętu (np. stołu operacyjnego o nośności 300 kg), refundację szkoleń lekarzy, wyjazdów na sympozja itd. Mówił, iż Fundacja Pomocy Transplantologii została założona w 1993 r. „przez nobliwych obywateli” Szczecina, m.in. byłego wicewojewodę, byłego prezydenta i wyjaśnił, iż była to „fundacja miejska”, a wszyscy pracowali społecznie. Tomasz Grodzki zaznaczył, iż „zainicjował” powstanie Fundacji, ale nigdy nie był jej prezesem. Prokurator zwróciła uwagę, iż pieniądze z konta Fundacji były przelewane na konta lekarzy. „Z tego, co wiem, była to refundacja poniesionych przez lekarzy kosztów” – powiedział T. Grodzki. Żeby wykonać przelew, jak wyjaśnił, wymagane były podpisy dwóch członków zarządu Fundacji.
Kiedy prok. Magdalena Blank zapytała, w jaki sposób zarząd fundacji zachęcał do wpłat, T. Grodzki stwierdził, iż nie wie i dodał – „Było kilka pozytywnych artykułów o fundacji”. Prokurator pytała, czy fundacyjne ulotki były wieszane na tablicach w szpitalu. „Wydaje mi się, iż nie” – odparł świadek. Pytany o przyjmowanie pacjentów poza kolejnością, powiedział, iż nie miał takiej wiedzy – „Myślę, iż wszywano kogoś, kto miał najpilniejsza potrzebę medyczną”. Na pytanie, czy korzystał ze środków Fundacji rozliczając swoje zagraniczne wyjazdy, T. Grodzki powiedział, iż tylko raz poprosił o sfinansowanie biletów lotniczych na kongres w RPA. Dopytywany o wyjazdy na Alaskę i do Kanady potwierdził, iż tam był, ale za własne pieniądze.
Ciąg dalszy składania zeznań przez senatora Grodzkiego ma kontynuować 21 września. Proces lekarzy i pacjentów, którzy mieli płacić za przyspieszenie operacji w „Zdunowie” rozpoczął się w sierpniu 2024 r. Akt oskarżenia objął 27 osób, w tym Krzysztofa K., byłego ordynatora oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej, prezesów Fundacji Pomocy Transplantologii – Juliusza P. i Bartosza K. oraz księgową fundacji – Urszulę M. Jak ustalili śledczy, część pieniędzy z konta fundacji trafiało na prywatny rachunek bankowy Krzysztofa K. Nieuzasadnione były również niektóre wydatki na szkolenia medyków czy wyjazdy na konferencje naukowe. Do przestępstw miało dochodzić w latach 2008-2019. Przedmiotem zainteresowania prokuratury są środki fundacji w kwocie ponad 2,3 mln zł. W związku z tą sprawą w październiku 2023 r. Prokuratura Regionalna w Szczecinie skierowała do Senatu RP ubiegłej kadencji wniosek o uchylenie immunitetu senatorowi Grodzkiemu. Śledczy informowali wówczas, iż to senator Grodzki był pomysłodawcą przyjmowania wpłat od pacjentów. W lutym 2024 r. wniosek o uchylenie immunitetu prokuratura wycofała, argumentując, iż był „przedwczesny”. (PAP)















