Rośnie pokolenie "bez pauzy". Logopeda: Mówimy coraz gorzej, winne wideo

natemat.pl 2 godzin temu
– Najczęstszym błędem, który w tej chwili obserwuję, jest zbyt szybkie tempo mówienia. Mówimy w takim pośpiechu, jakbyśmy chcieli wyrzucić z siebie wszystkie myśli naraz. Przez to skracamy sylaby, zjadamy końcówki i gubimy wyrazy, co sprawia, iż przekaz staje się nieczytelny i trudny do zrozumienia dla słuchacza – mówi Kamil Kijonka, logopeda dla dorosłych w rozmowie z naTemat.


Aleksandra Tchórzewska: Chciałabym zacząć od pytania o pana opinię na temat kondycji współczesnej mowy. Czy faktycznie mówimy dziś gorzej, czy to tylko mylne wrażenie?

Kamil Kijonka, logopeda dla dorosłych: Myślę, iż pod względem jakości – tego, jak mowa brzmi, czy jest wyrazista, jakie ma tempo, intonację i akcenty – faktycznie mówimy inaczej, a choćby gorzej. Widzę to po moich dorosłych klientach. Coraz częściej pojawiają się problemy z niewyraźną mową; ludzie mówią coraz szybciej i w sposób bardzo napięciowy.

To napięcie kumuluje się w obrębie twarzy, żuchwy i całego aparatu artykulacyjnego. W efekcie wargi przestają się ruszać, a my mówimy przez zaciśnięte zęby, z minimalnym ruchem. Kiedy aparat nie pracuje w pełnym zakresie, artykulacja automatycznie staje się mniej czytelna.

Wpływa na to również wszechobecny, wieczny pośpiech, którym jesteśmy atakowani z każdej strony. W rezultacie zaczynamy zjadać końcówki, skracać słowa i spłaszczać intonację, co utrudnia odbiór mowy. Zmienia się też status samego języka: budujemy coraz krótsze zdania, używamy mniej przymiotników i epitetów. Ma być szybko, konkretnie i w jak najprostszy sposób.

Wspomniał pan o napięciach w obrębie żuchwy. Podobno jesteśmy bardzo zestresowanym narodem.

Tak, stres ma na to ogromny wpływ, ponieważ automatycznie powoduje napięcie mięśni. Sprawia on również, iż zaczynamy oddychać płytko – pojawia się wtedy tzw. oddech szczytowy.

To z kolei powoduje, iż nasz głos staje się zaciśnięty i jakby schowany. Może to prowadzić do szybkiego męczenia się podczas mówienia, przez co paradoksalnie zaczynamy jeszcze bardziej przyspieszać. Stres jest podstawowym czynnikiem wpływającym na wymowę, ponieważ często objawia się także zaciskaniem zębów, a to bezpośrednio odbiera mowie jej wyrazistość.

Wielu z nas rozmawia przez komunikatory. Przestajemy ćwiczyć aparat mowy tak, jak robiliśmy to dawniej?

W pewnym sensie tak. Przez to, iż coraz więcej piszemy, mowa jest po prostu rzadziej używana. Zauważam, iż budujemy coraz krótsze zdania – choćby popularne wśród młodych ludzi wiadomości głosowe muszą być szybkie i konkretne, pozbawione rozbudowanych opowieści. Przenosimy naszą komunikację do świata pisanego.

To przekłada się na fakt, iż bezpośrednia rozmowa, podczas której widzimy rozmówcę, zaczyna ludzi stresować. Budzi niepokój i brak pewności siebie. To jeden z głównych powodów, dla których klienci trafiają do mnie na konsultacje – przestają czuć się dobrze z tym, jak mówią, co wynika po prostu z braku codziennej praktyki.

Czy tę zmianę nawyków komunikacyjnych powinniśmy oceniać negatywnie?


Staram się nie oceniać, czy te zmiany są dobre, czy złe. To po prostu nowa rzeczywistość. Jednak jako osoba pracująca z komunikacją werbalną na co dzień, uważam ją za jedną z kluczowych umiejętności, która realnie wpływa na nasze funkcjonowanie w społeczeństwie.

Obserwuję w tej chwili pewien powrót do rozmów twarzą w twarz. Wiele osób czuje już zmęczenie światem online, ciągłym nagrywaniem, pisaniem maili i szybkich wiadomości. Wracają spotkania na żywo, a wraz z nimi rośnie zainteresowanie zajęciami z dykcji i wymowy. Moi klienci często nie przychodzą z konkretną wadą wymowy, ale chcą po prostu nauczyć się mówić wolniej i pewniej. Zauważają bowiem, iż to, jak mówimy, jest naszą wizytówką.

W jakim stopniu sposób, w jaki mówimy, wpływa na to, jak jesteśmy postrzegani przez innych?


Myślę, iż w bardzo dużym. To może być nieco przykre, a choćby niepokojące, ale jesteśmy oceniani już po pierwszym zdaniu. Rozmówca – często podświadomie – wyrabia sobie opinię na nasz temat. Odczytuje, czy jesteśmy pewni siebie i brzmimy profesjonalnie, czy raczej chaotycznie. W tym drugim przypadku możemy zostać odebrani jako osoby mniej kompetentne. Mowa jest więc pewnym sposobem przedstawienia siebie.

Czy pokolenie wychowane na TikToku i krótkich formach wideo będzie w przyszłości pana głównym pacjentem? Czy ich szybki sposób mówienia stanie się normą wymagającą korekty?

Myślę, iż tak może się stać. Młodzi odbiorcy przyzwyczajają się do bardzo szybkiego, dynamicznie zmontowanego przekazu. Mało kto zdaje sobie sprawę, iż nagrania na TikToku czy reelsach są często lekko przyspieszane, na przykład do poziomu 1.1. W efekcie mowa od razu staje się szybsza, a młodzi ludzie zaczynają ten wzorzec naśladować.

Myślę jednak, iż z czasem ci młodzi ludzie trafią do gabinetów – ich świadomość wzrośnie, gdy zrozumieją, iż to, jak mówią, realnie wpływa na ich status.

Maseczki ochronne, które nosiliśmy w czasie pandemii, mogły zaszkodzić naszej dykcji? Czy to zbyt daleko idący wniosek?

To bardzo interesujące pytanie. W okresie pandemii maseczki fizycznie zasłaniały dolną część twarzy, która jest kluczowa dla artykulacji. Często wymuszały też oddychanie przez usta, co zmieniało napięcie mięśniowe – język leżał nisko, a żuchwa była obniżona.

Trudno jednoznacznie ocenić, czy maseczki trwale zmieniły fizjologię pracy języka, czy krtani. Z pewnością jednak pokazały, jak dużą rolę w komunikacji odgrywa odczytywanie ruchu warg i mimiki. Nagła utrata tych wskazówek uświadomiła wielu osobom, iż w dużym stopniu polegamy na obserwowaniu twarzy rozmówcy.

Jak pana zdaniem będzie ewoluować nasza mowa w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat?


Jestem ciekaw, co przyniesie przyszłość. I jestem optymistą. W przestrzeni publicznej komunikacja staje się coraz bardziej bezpośrednia i spontaniczna. Dzięki mediom społecznościowym, transmisjom na żywo i podcastom, w mowie naturalnie pojawia się więcej potoczności, skrótów myślowych oraz niedbałości artykulacyjnej.

Często przypomina to mowę codzienną, która różni się od mowy "wyższej" czy oficjalnych wystąpień. Z jednej strony to dobrze, bo komunikacja staje się autentyczna i bliższa odbiorcy. Z drugiej strony w zawodach takich jak dziennikarz, nauczyciel, dyrektor czy lider zespołu, wyraźna mowa wzorcowa pozostaje kluczowym narzędziem pracy. To na niej buduje się autorytet, za jej pomocą inspiruje się innych i przekazuje wiedzę.

Mimo iż wysoka jakość mowy stała się dziś mniej oczywistą kompetencją i ogólny poziom jej odbioru jest niższy, ja osobiście chciałbym, aby dążono do wyższych standardów.

Ciekawe, czy kontakt werbalny za kilkadziesiąt lat będzie dla nas jeszcze ważny. Czy w ogóle będzie nam się chciało rozmawiać?

Uważam, iż kontakt z drugim człowiekiem jest dla nas tak ważny, iż zawsze będziemy do niego dążyć. Fakt, iż prowadzimy dziś rozmowy ze sztuczną inteligencją, tylko potwierdza naszą potrzebę posiadania rozmówcy.

Przebywanie z drugą osobą pozwala nam obserwować jej emocje i to, jak reaguje na nasze słowa. w tej chwili widzę wyraźny trend powrotu do spotkań na żywo. Szczególnie osoby dojrzalsze, zmęczone nadmiarem kontaktów online, coraz częściej rezygnują z konsultacji zdalnych na rzecz rozmów twarzą w twarz.

Przejdźmy do codziennych nawyków – jak żucie gumy wpływa na aparat mowy? I co pan sądzi o modzie na mechaniczne rozbudowywanie żuchwy dzięki specjalnych gum?

Żucie zwykłej gumy od czasu do czasu nie jest problemem, ale długotrwałe żucie nie wspiera narządu żucia. jeżeli chodzi o specjalne gumy do "trenowania" żuchwy, zdecydowanie ich nie polecam. Fizjoterapeuci stomatologiczni, którzy są ekspertami od stawu skroniowo-żuchwowego, również odradzają te praktyki. Generują one ogromne napięcia i liczne przeciążenia, co nam po prostu nie służy.

Podobnie jest z popularnym niegdyś ćwiczeniem z korkiem od wina między zębami, stosowanym często w szkołach aktorskich. Dziś wiemy, iż nie jest ono wspierające – powoduje efekt odwrotny do zamierzonego i silnie spina mięśnie. Wrażenie wyraźniejszej mowy tuż po wyjęciu korka jest złudne; wynika tylko z faktu, iż nagle puściliśmy uścisk. W rzeczywistości przecież nie mówimy z czymś zaciśniętym w zębach.

W pracy nad dykcją powinniśmy dążyć do rozluźnienia, ruszania wargami i pełnej realizacji samogłosek, a nie do napinania i stresowania całego układu.

Jakie bezpieczne ćwiczenia artykulacyjne możemy wprowadzić do codziennej rutyny, by poprawić swoją wymowę?

Mówienie to praca mięśni, dlatego aparat mowy potrzebuje rozgrzewki. Tak jak biegacz nie startuje w maratonie bez przygotowania, tak my nie powinniśmy prowadzić wystąpień bez wcześniejszego rozruszania aparatu artykulacyjnego.

Warto rozruszać wargi (dziubek, uśmiech), poklaskać językiem czy porobić różne miny. Do tego krótka praca z oddechem – i artykulacja od razu staje się wyraźniejsza. To element higieny mówienia. Najlepiej jednak dopasować zestaw ćwiczeń indywidualnie ze specjalistą.

Jakie są pana zdaniem najpoważniejsze błędy, które popełniamy w codziennej komunikacji?


Najczęstszym błędem, który w tej chwili obserwuję, jest zbyt szybkie tempo mówienia. Mówimy w takim pośpiechu, jakbyśmy chcieli wyrzucić z siebie wszystkie myśli naraz. Przez to skracamy sylaby, zjadamy końcówki i gubimy wyrazy, co sprawia, iż przekaz staje się nieczytelny i trudny do zrozumienia dla słuchacza.

Drugim błędem jest mówienie przy minimalnym ruchu warg i żuchwy. Prawie nie otwieramy ust, mówiąc przez zaciśnięte zęby. Przy tak małym zakresie ruchu głoski stają się bardzo niewyraźne.

Trzecią kwestią jest całkowity brak pauz. Boimy się ciszy, więc wypowiadamy całe sekwencje zdań na jednym oddechu, aż do złapania zadyszki. Tymczasem pauza służy nie tylko nabraniu powietrza, ale pozwala też rozmówcy przyswoić to, co słyszy. Gdy rezygnujemy z pauz, w ich miejsce wchodzą wypełniacze i wtrącenia typu "yyy" lub "tak jakby". Nadużywamy ich, bo wydaje nam się, iż musimy mówić bez przerwy, nie dając czasu w złapanie myśli sobie ani odbiorcy.

To są narzędzia, które można wytrenować: świadome robienie pauz, otwieranie ust i spowalnianie mowy. Przede wszystkim musimy jednak przestać słuchać wszystkiego na przyspieszeniu. Powszechne słuchanie podcastów czy filmów na YouTube w tempie "razy dwa" sprawia, iż nienaturalnie szybka mowa zaczyna nam się wydawać normą.

To fascynujące, jak silnie na nas wpływa to, czego słuchamy – fakt, iż podświadomie przejmujemy te wzorce i sami zaczynamy je naśladować.

Dokładnie tak. Kiedy pracuję z klientami nad tempem wypowiedzi, często rzucam im wyzwanie: przez kolejne dwa tygodnie lub miesiąc mają całkowity zakaz słuchania czegokolwiek w przyspieszeniu. Wtedy nagle okazuje się, iż ludzie w rzeczywistości mówią znacznie wolniej, niż im się wydawało.

Największym problemem jest błędne wrażenie, iż gdy sami zaczynamy mówić w sposób naturalny, robimy to zbyt wolno. Z drugiej strony, słuchając kogoś, kto posługuje się normalnym tempem, nie potrafimy się skupić, bo brakuje nam tego nienaturalnego pędu, do którego przyzwyczailiśmy mózg. Dlatego musimy wrócić do słuchania naturalnej, dobrej mowy – to na niej musimy się wzorować.

Na koniec – jaką jedną, uniwersalną radę dałby pan rodzinom, które chcą dbać o jakość wspólnej komunikacji?

Polecam ją od lat: głośne czytanie. Ta bardzo prosta czynność ma ogromną wartość dla rozwoju języka zarówno u dzieci, jak i u dorosłych. Czytając na głos, w sposób naturalny ćwiczymy artykulację, tempo, intonację i oddech. Musimy wyraźnie wypowiadać słowa i dbać o strukturę zdań, by zachować sens wypowiedzi – to adekwatnie trening mowy w czystej formie.

Dla dzieci jest to szczególnie ważne, ponieważ słuchając tekstu, uczą się melodii języka, wzbogacają słownictwo i przyswajają prawidłowe wzorce. Mogą obserwować, jak dorosły akcentuje słowa i gdzie robi pauzy. Warto podkreślić, iż choćby najlepszy audiobook czy bajka na ekranie nie zastąpią kontaktu twarzą w twarz. Nasz mózg zupełnie inaczej odczytuje informacje, gdy możemy z bliska obserwować ruchy twarzy i mimikę.

Z kolei dla dorosłych, żyjących w świecie krótkich wiadomości i skrótów, chwila spokojnego czytania na głos jest doskonałym ćwiczeniem. Pozwala zaobserwować własne tempo, sposób artykulacji czy umiejętność robienia pauz. Czytajmy więc – po pierwsze, by wzbogacać słownictwo, a po drugie, by w pędzącym świecie dbać o to, by nasza mowa pozostała wyrazista i spokojna.

Idź do oryginalnego materiału