Rakieta trafiła w kleszcza

patrzymy.pl 9 godzin temu

W letnim sezonie urlopowym media, ale też politycy, bardzo cierpią i czują przeogromną pustkę. Sejm wywiesza karteczkę „wyszedłem na urlop” i wiele stałych programów publicystycznych postępuje dokładnie tak samo. Ratunkiem i wyjściem z tej niekomfortowej sytuacji są na siłę kreowane sensacje połączone ze śmiertelnymi zagrożeniami. Gdy są upały, to regularnie jesteśmy bombardowani komunikatami o konieczności uzupełniania płynów w odpowiednich ilościach, co zapobiega odwodnieniu. Bardziej uniwersalne zagrożenia, bo niezależne od pogody, to kleszcze i barszcz Sosnowskiego, a w ubiegłym sezonie królował fentanyl.

Całymi tygodniami eksperci wyjaśniają czym grozi zetknięcie z kleszczem i barszczem Sosnowskiego, w połączeniu z odwodnieniem organizmu zatruwanego fentanylem. Mała apokalipsa, ale z tego nie bardzo da się wyżyć i napędzić oglądalność z poczytnością, już po dwóch dniach większość „nieuświadomionego społeczeństwa” najchętniej łyknęłoby coś mocniejszego, zamiast obowiązkowych litrów wody, żeby więcej o permanentnym stanie zagrożenia nie słyszeć. „Na szczęście” czasami zdarza się, iż w okresie ogórkowym wybucha prawdziwa i dosłowna bomba, w Polsce mamy z tym do czynienia od czterech lat, odkąd trwa konflikt zbrojny na Ukrainie. Dokładnie tak się wydarzyło dziś nad ranem w podlubelskiej miejscowości Tarnawa-Kolonia.

Jaka była reakcja przedstawicieli mediów i świata polityki? Praktycznie taka sama, jak w przypadku kleszczy, barszczu i fentanylu. Jałowa paplanina na temat działających i nie działających procedur, dyżurna dyskusja o zasadności wysyłania alertów RCB, a także egzegeza ich treści. Armia emerytowanych generałów i pułkowników w pierwszej kolejności zgaduje, co spadło, potem jeszcze bardziej strzela na oślep, kto za tym stoi i dlaczego to zrobił. Politycy swoje żniwa zaczynają od stałych punktów odniesienia połączonych z takim samym interesem politycznym. Rządzący nie mają cienia wątpliwości, iż „państwo zdało egzamin”, opozycja krzyczy o państwie „z dykty i paździerzy”. Dalej powstają teorie, zgodne z linią polityczną, u jednych zawsze i wszędzie za wszystkim stoi Putin, u drugich „banderowska Ukraina”.

Temat bezpieczeństwa państwa jest przerabiany na modłę kolorowych pisemek, gdzie każda „Szakira”, czy inny „Smolisty” z pełną swobodą wypowiada na się o lokalizacji bunkrów i znaczeniu sygnałów alarmowych. I tak w trudnym czasie interesy mimo wszystko się kręcą, ale niezbyt długo. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, iż dziura w rzepakowym polu wyrzeźbiona przez spadającą rakietę z ukraińskiego frontu, utrzyma się na topie dwa dni, góra trzy dni. Naturalnie tak optymistyczna prognoza ma jedno bardzo istotne założenia, mianowicie takie, iż w ciągu tych dwóch do trzech dni nie wybuchnie coś nowego, na przykład pyskówka w miejskim autobusie z udziałem ukraińskiej młodzieży i polskich emerytów.

Jeśli rzeczywiście pojawi się taka konkurencja, to wówczas pogadamy sobie o „mowie nienawiści”, która „doprowadza do podobnych tragedii” i cuchnie atmosferą Berlina z lat 30-tych ubiegłego wieku. W debacie publicznej urlop jest wykluczony, tutaj obowiązuje japoński etos pracy, jeżeli nie ma cię w robocie przez trzy dni, to znaczy, iż jesteś niepotrzebny, bo załoga radzi sobie bez ciebie. Czy tak się dzieje na całym świecie? Niekoniecznie! Powiadają ludzie, iż gdzieś za siedmioma górami, za siedmioma lasami i siedmioma rzekami, istnieje królestwo, w którym nie ma wojen, kleszczy, barszczu Sosnowskiego, fentanylu i spadających rakiet, ale nie ma też dziennikarzy i polityków, bo co mieliby tam robić?

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału