Dlaczego w świecie, który tak łatwo mówi o „strategii”, „sojuszach” i „geopolityce”, tak trudno jest powiedzieć jedno proste zdanie: krzywda nie ma narodowości. Dlaczego, gdy prezydent Polski odebrał odznaczenie Wołodymyrowi Zełenskiemu za gloryfikowanie UPA, jedni krzyczą o „prowokacji”, a inni o „sprawiedliwości”. I dlaczego w ogóle trzeba odwagi, by stanąć po stronie tych, którzy nie mogą już krzyczeć.
Marek – Chicago, IL
Są takie momenty, w których historia nie jest już przeszłością. Wychodzi z muzeów, z podręczników, z rocznic — i staje się ciężarem, którego nie da się zignorować. Właśnie wtedy zaczyna się prawdziwy test sumienia. Psychologia moralna mówi, iż konflikty o pamięć są najtrudniejsze, bo dotykają tego, co najbardziej intymne: poczucia godności, bólu, niesprawiedliwości. I dlatego decyzja o odebraniu odznaczenia nie jest tylko gestem politycznym. Jest krzykiem: nie wszystko można przykryć dyplomacją.
Najbardziej bolesne jest to, iż świat woli wygodę. Woli mówić o „dialogu”, „współpracy”, „wspólnych celach”. Woli nie widzieć, iż są rany, które nie goją się od samego milczenia. Psychologia społeczna pokazuje, iż ludzie — także ci u władzy — często wybierają to, co nie burzy spokoju. Ale sumienie nie jest od spokoju. Sumienie jest od prawdy. A prawda czasem boli tak bardzo, iż łatwiej ją wyciszyć niż wypowiedzieć.
Największym zagrożeniem dla pamięci nie jest wrogość. Jest obojętność. To ciche, zimne „zostawmy to”, które odbiera ofiarom ostatnią rzecz, jaka im została — godność. Relatywizacja jest jak druga śmierć. Mówienie, iż „wszyscy popełniali błędy”, iż „to było dawno”, iż „nie wracajmy do przeszłości”, jest formą moralnego uniku. A przecież pamięć nie jest zemstą. Pamięć jest lojalnością wobec tych, którzy nie mieli szansy się obronić.
Być przyzwoitym w sprawach pamięci to nie jest polityka. To jest człowieczeństwo. To powiedzieć: zbrodnia jest zbrodnią, choćby jeżeli dziś jest niewygodna. To stanąć po stronie ofiar, choćby jeżeli świat woli patrzeć gdzie indziej. To nie pozwolić, by symbol stał się pustym gestem. To nie zgodzić się na to, by polityka przykryła prawdę. Przyzwoitość kosztuje — czasem sympatię, czasem spokój, czasem własną pozycję. Ale bez tego kosztu nie ma moralności.
Czy warto. Tak — bo jeżeli nie będziemy bronić pamięci, to kto ją obroni. jeżeli nie nazwiemy krzywdy, to kto ją nazwie. jeżeli nie staniemy po stronie tych, którzy nie mogą już mówić, to kto stanie. Marku, świat nie potrzebuje ludzi, którzy wygładzają historię. Świat potrzebuje tych, którzy mają odwagę powiedzieć: prawda nie jest atakiem. Prawda jest obowiązkiem.
Dr S. Jack Olszewski
[email protected]








