Niedawne wydarzenia w jednej ze szkół w Brytyjskiej Kolumbii znów wstrząsnęły Kanadą. W kraju, który wielu z nas wybrało właśnie dlatego, iż miał być spokojny, przewidywalny, bezpieczny — takie wiadomości uderzają jak zimny podmuch, który nagle otwiera drzwi, choć byliśmy pewni, iż są zamknięte. Osoby, które budują tu swoje życie, często od nowa, często z ogromną nadzieją, reagują na kryzysy intensywniej, głębiej, czasem aż do bólu. Bo kiedy coś narusza fundament, na którym opieraliśmy poczucie stabilności, wracają pytania, których zwykle nie dopuszczamy do światła: czy dobrze zrobiliśmy, przeprowadzając się tak daleko; czy nasze dzieci są tu naprawdę bezpieczne; czy Kanada jest tak stabilna, jak chcieliśmy wierzyć.
W ostatnich dniach, w rozmowach z klientami — w gabinecie i podczas sesji online — słyszałam wiele historii, które różniły się szczegółami, ale miały wspólne emocjonalne tętno. Co ważne, wielu klientów, którzy przyszli z zupełnie innymi problemami, spontanicznie wracało do tego wydarzenia. Temat pojawiał się obok ich codziennych trudności, jakby wiadomość z mediów wślizgiwała się między wątki ich życia i na chwilę zmieniała cały krajobraz wewnętrzny.
Podczas jednej z wirtualnych sesji klientka opowiadała, iż po przeczytaniu wiadomości nie mogła skupić się na niczym. „Siedziałam przy komputerze, ale co chwilę łapałam się na tym, iż sprawdzam telefon. Czekałam na wiadomość ze szkoły, choć wiedziałam, iż nic się nie dzieje”. W jej głosie było coś więcej niż strach — było tam pęknięte zaufanie. „Myślałam, iż tutaj będzie spokojniej”. To zdanie wracało jak refren u wielu osób, jakbyśmy wszyscy w jednym momencie odkryli, iż choćby najbezpieczniejsze miejsca nie są odporne na los.
Podczas innej rozmowy klient przyznał, iż wydarzenia uruchomiły w nim emocje sprzed lat. „Myślałem, iż już jestem u siebie. Że znam ten kraj, jego rytm, jego zasady. A nagle poczułem się jak ktoś, kto dopiero przyjechał i nie wie, czego się spodziewać”. Opowiadał, jak w pierwszych godzinach po tragedii wróciło w nim tamto dawne napięcie — to, które towarzyszyło początkom życia w nowym miejscu. Kryzys potrafi otworzyć drzwi, które myśleliśmy, iż dawno zamknęliśmy na klucz.
Ktoś inny powiedział podczas spotkania w gabinecie, iż najbardziej uderzyła go samotność. „Gdybym był tam, gdzie dorastałem, zadzwoniłbym do kogoś, kto zna moje dzieci od zawsze. A tutaj… tutaj muszę zaczynać od tłumaczenia”. W jego słowach była tęsknota za kimś, kto rozumie bez słów — za poczuciem bycia widzianym w pełni, bez konieczności wyjaśniania swojego świata od początku.
Była też klientka, która powiedziała, iż najbardziej przeraziła ją własna wyobraźnia. „Wiedziałam, iż moje dziecko jest bezpieczne, ale głowa robiła swoje. Widziałam obrazy, których nie chciałam widzieć”. To zdumiewające, jak gwałtownie umysł potrafi stworzyć scenariusze, które mają nas chronić, a w rzeczywistości tylko podnoszą napięcie. Lęk nie potrzebuje faktów — wystarczy mu cień.
Te głosy — różne, a jednak tak podobne — pokazują, jak chwile kryzysu potrafią odsłonić delikatność naszej codziennej równowagi. I jak bardzo potrzebujemy wtedy siebie nawzajem.
Dlatego właśnie w takich momentach warto świadomie zadbać o własne emocje. Ograniczyć kontakt z mediami, które potrafią podsycać niepokój. Wrócić do rutyny, bo to ona daje poczucie zakotwiczenia. Porozmawiać z kimś, kto rozumie życie międzykulturowe, zamiast dusić wszystko w sobie. Szukać małych punktów oparcia — w rozmowie z innymi rodzicami, w sąsiedzkiej życzliwości, w lokalnych społecznościach.
Najważniejsze jednak, by nie mylić lęku z „niepasowaniem”. Silna reakcja na trudne wydarzenia nie oznacza, iż nie mamy tu miejsca.
Oznacza, iż żyjemy w kraju, który od zawsze tworzyli ludzie z różnych zakątków świata — i każdy z nas wnosi do niego swoją historię, swoje doświadczenia i swoją wrażliwość.
Oznacza, iż jesteśmy ludźmi, którym zależy. Którzy czują. Którzy chcą chronić swoje rodziny i budować życie w miejscu, które wybrali z nadzieją na spokój i stabilność. To naturalne, iż w chwilach kryzysu odzywa się w nas echo poprzedniego życia — doświadczeń, które przywieźliśmy ze sobą. To część naszej historii, a nie słabość.
……….
To mój pierwszy artykuł dla czytelników „GONIEC”, więc zacznę od krótkiego przedstawienia: pracuję jako specjalista zdrowia psychicznego, po studiach magisterskich i doktoranckich w Stanach Zjednoczonych, z wieloletnim doświadczeniem w nauczaniu psychologii na uniwersytetach w USA i Kanadzie oraz praktyką kliniczną w strukturach rządowych — najpierw w prowincji Alberta, później w administracji federalnej (Public Safety), a w tej chwili w rządzie Kolumbii Brytyjskiej.
„Psychologia w codziennym życiu” to cykl tekstów o psychologii życia w Kanadzie — o tym, jak radzimy sobie z kryzysami, zmianą, odpowiedzialnością i troską o bliskich. To przestrzeń, w której wiedza naukowa spotyka się z codziennym doświadczeniem, a emocje stają się punktem wyjścia do zrozumienia siebie i innych. Artykuły w tej serii pokazują, jak budować odporność psychiczną każdego dnia w kraju tworzonym przez ludzi z różnych zakątków świata.
Dr. S. Jack Olszewski, RCC
Specjalista zdrowia psychicznego, wykładowca akademicki, autor/wydawca









![Robbie Williams „Britpop”: Sympatyczny chłopak z UK [RECENZJA]](https://i.iplsc.com/-/000LLBNJ015MRYHM-C461.jpg)

