Przez to możesz nie dostać orzeczenia o niepełnosprawności. Tego lepiej nie mówić na komisji

g.pl 1 dzień temu
Lekarze widzą cię pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz w życiu. Masz kilka minut, by opowiedzieć o swojej chorobie, bólu i codziennych ograniczeniach. Nie wiedzą, jak wygląda twój zwykły dzień ani ile kosztowało cię samo dotarcie na badanie. Jedno źle dobrane zdanie przed komisją może sprawić, iż wyjdziesz bez orzeczenia i bez prawa do wsparcia.
Lekarze mają tylko chwilę, by cię ocenić i podjąć decyzję, czy należy przyznać ci orzeczenie o niepełnosprawności. Nie znają twojego życia, nie widzą bólu, z którym borykasz się każdego dnia, ani wysiłku, jaki wkładasz w każdą zwykłą czynność. Oceniają cię na podstawie kilku minut rozmowy i papierów. A to często nie wystarcza, by zobaczyć prawdę.


REKLAMA


Zobacz wideo Ile zarabiają paraolimpijczycy? Rażąca dysproporcja. "Nie mówię tego, żeby narzekać" [Studio Biznes]


Kilka niewinnych słów, które zamykają drogę do orzeczenia. Tego nigdy nie mów lekarzom
Stając przed komisją orzekającą, wiele osób instynktownie stara się wypaść jak najlepiej. To odruch - przez lata uczono nas, by nie narzekać, nie przesadzać i nie obciążać innych swoimi problemami. Dlatego padają zdania w rodzaju "jakoś sobie radzę", "leki pomagają", "nie chcę być ciężarem". Brzmią rozsądnie i uczciwie, ale dla lekarzy są jasnym komunikatem: pacjent funkcjonuje samodzielnie i nie wymaga wsparcia. Członkowie komisji nie widzą wysiłku, który kryje się za tymi słowami. Nie wiedzą, iż wyjście z domu wymagało pomocy rodziny, iż dojazd był możliwy tylko dzięki specjalnemu transportowi, a "radzenie sobie" oznacza codzienną walkę z bólem, osłabieniem albo lękiem. jeżeli ktoś powie, iż "czasami coś potrafi", lekarze mogą uznać to za normę, a nie rzadki wyjątek okupiony ogromnym kosztem fizycznym lub psychicznym. Tym bardziej iż dokumentacja medyczna bywa lakoniczna i ogólnikowa. W efekcie to właśnie kilka zdań wypowiedzianych podczas badania zaczyna budować obraz całego życia pacjenta - choćby jeżeli jest on daleki od rzeczywistości.


Komisja orzekająca nie sprawdza, jak bardzo się starasz. Sprawdza, czy jesteś niesamodzielny
Dla lekarzy orzekających w komisji nie liczy się zaradność ani dobra wola. Nie nagradzają za dzielność, nie analizują charakteru pacjenta i nie doceniają tego, iż ktoś "daje z siebie wszystko". Ich zadaniem jest ocena poziomu niesamodzielności, a ta wynika z ograniczeń, nie z wyjątkowych momentów poprawy czy mobilizacji na jedno badanie. Dlatego najważniejsze jest mówienie o tym, jak wygląda typowy dzień, a nie ten jeden, w którym udało się wstać, ubrać i dotrzeć na miejsce. Trzeba jasno mówić o bólu, lękach, depresji, dniach spędzanych w łóżku i o potrzebie stałej pomocy przy codziennych czynnościach. Także o rzeczach trudnych, wstydliwych i często przemilczanych, zwłaszcza o problemach psychicznych. Lekarze nie domyślą się tego, co zostanie niedopowiedziane, i nie czytają między wierszami. jeżeli ograniczenia nie wybrzmią wprost, mogą zostać uznane za nieistotne. A wtedy kilka minut rozmowy wystarczy, by zapadła decyzja, która pozbawi prawa do wsparcia i zostawi chorego samego z problemami, których nie da się już "jakoś" unieść.
Źródło: Infor.pl


Dziękujemy, iż przeczytałaś/eś nasz artykuł.


Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Idź do oryginalnego materiału