– Nagle zrozumiałem, iż bez sprayu nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Musiałem mieć go wszędzie – na biurku, w plecaku, w samochodzie. W domu trzymałem spory zapas. Kiedy widziałem, iż się kończy, wpadałem w panikę. Nieważne, czy była druga w nocy, niedziela czy święto. Wsiadałem do samochodu i szukałem całodobowej apteki – opowiada Przemek, który przez osiem lat używał sprayów do nosa. Początki wychodzenia z nałogu opisuje jako jeden z najtrudniejszych okresów w życiu.