Ponad 40 organizacji pacjentów z całej Polski podpisało wspólny apel do Ministra Zdrowia o zapewnienie rzeczywistego, równego i terminowego dostępu do programów lekowych dla wszystkich pacjentów spełniających kryteria kwalifikacji. To szerokie wspólne stanowisko środowiska pacjenckiego obejmuje organizacje reprezentujące pacjentów z różnymi chorobami – od chorób rzadkich, przez neurologiczne i kardiologiczne, po onkologiczne.
„Mamy poczucie, iż system oszczędza na pacjentach. Nowi pacjenci nie są włączani do programów lekowych” – ocenia Magdalena Kołodziej, prezes Fundacji My Pacjenci. Tematem programów lekowych i apelem pacjentów zajęła się sejmowa komisja zdrowia. „Obecnie funkcjonuje 175 programów lekowych, w tym 101 to programy nieonkologiczne, obejmujące też choroby rzadkie” – wyliczała w Sejmie Martyna Kosmal, zastępca dyrektora Departament Polityki Lekowej i Farmacji. Do największych z nich należy program leczenia chorób siatkówki, SM oraz raka piersi – w każdym z nich jest ponad 20 tys. pacjentów. Na drugim biegunie jest program leczenia wrodzonej ślepoty Lebera w którym uczestniczy 1 pacjent.
„Na programy lekowe wydaliśmy 15 mld zł, suma ta systematycznie rośnie. Najbardziej kosztochłonny program to ten leczenia raka piersi na który wydajemy 1,7 mld zł. Czas włączenia do programu jest uzależniony od placówki, od miesiąca zakwalifikowania i innych wielu czynników. Zdarza się, iż pacjent zostaje zakwalifikowany w ciągu 1 dnia i takie, gdzie czeka się 1500 dni. Jednak nie mieliśmy na to skarg” – mówiła dyr. Kosmal.
Ta wypowiedź wywołała największe poruszenie. „Nie jest możliwe, iż nie było skarg jeżeli ktoś czeka na leczenie 2 czy 3 lata” – powiedziała Józefa Szczurek-Żelazko, posłanka Prawa i Sprawiedliwości, członek sejmowej Komisji Zdrowia, była wiceminister zdrowia, która przewodniczyła obradom. Programami lekowymi jest objęte zaledwie 1 proc. populacji. Z danych które podaje MZ wynika, iż są województwa np. kujawsko-pomorskie, gdzie najdłużej czeka się na rozpoczęcie leczenia. „Są ogromne rozbieżności w skali kraju. Refundacja, która nie przekłada się na realny dostęp do leczenia, nie spełnia swojej funkcji. W dodatku boimy się, iż w obecnej sytuacji finansowej NFZ ten dostęp jeszcze zostanie ograniczony”” – powiedziała Magdalena Kołodziej.
„Ograniczenie w badaniach obrazowych nie dotknie pacjentów w programach lekowych, bo tu środki są zabezpieczone” – zapewniła Iwona Kasprzak, dyrektor Departamentu Gospodarki Lekami NFZ. Zapewniała też, iż płatności za programy lekowe zostaną uregulowane w całości, a opóźnienia wynikają jedynie z błędów w dokumentach jakie przesyłają do oddziałów NFZ szpitale. Czym wywołała kolejną kontrowersję.
„Te pieniądze nie zawierają przecież płatności za obsługę programów” – protestował Zdobylak. Dzień wcześniej na posiedzeniu dwóch zespołów parlamentarnych Marek Augustyn, wiceprezes NFZ mówił wprost „zapłacimy, gdy będziemy mieć pieniądze”. Przyznawał też, iż płatności za obsługę programów pozostają w niepewności i mogą być obciążone stawką degresywną.
W Polsce funkcjonuje w tej chwili 175 programów lekowych, które umożliwiają pacjentom bezpłatny dostęp do najnowocześniejszych, wysokospecjalistycznych terapii. Organizacje pacjenckie w swoim apelu zwracają uwagę, iż mimo formalnej refundacji nowoczesnych terapii, w praktyce wielu pacjentów nie ma możliwości skorzystania z leczenia. Dostęp do programów lekowych zależy dziś często od miejsca zamieszkania, możliwości ośrodka czy sytuacji finansowej placówki. W efekcie pacjenci – mimo spełniania kryteriów medycznych – czekają na leczenie lub w ogóle nie zostają do niego włączeni.
Programy lekowe obejmują osoby z ciężkimi, często gwałtownie postępującymi chorobami, dla których czas rozpoczęcia terapii ma najważniejsze znaczenie. Opóźnienia w leczeniu mogą prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia, zwiększać ryzyko powikłań oraz konieczność hospitalizacji. Jak wskazują autorzy apelu, dostępne analizy pokazują, iż programy lekowe należą do najlepiej kontrolowanych kosztowo obszarów systemu. choćby przy zwiększeniu liczby pacjentów wydatki pozostają poniżej ustawowego limitu 17 proc. budżetu refundacyjnego. Oznacza to, iż główną barierą w dostępie do leczenia nie są środki finansowe, ale sposób organizacji systemu.















.webp)

