Prof. Waldemar Wierzba o niewydolności ochrony zdrowia: „Płacimy za te same świadczenia wielokrotnie”

swiatlekarza.pl 1 godzina temu

Nieodwoływane wizyty, pacjenci zapisujący się do kilku specjalistów, powtarzanie badań na kolejnych poziomach opieki i zmarli, którzy przez cały czas zajmują miejsce w kolejce. Prof. Waldemar Wierzba, redaktor naczelny „Świata Lekarza”, punktuje problemy polskiej ochrony zdrowia. Wskazuje na potrzebę zapewnienia ciągłości leczenia, ograniczenia powielania badań i lepszej organizacji opieki nad pacjentem.

Zacznijmy od problemu nieodwoływanych wizyt. Jaki mają wpływ na funkcjonowanie ochrony zdrowia w Polsce?

Problem jest złożony. Po pierwsze, pacjenci często zapisują się jednocześnie do kilku specjalistów. Ponieważ nie ma centralnego rejestru wizyt, który by to wyłapał – dotychczasowe próby jego stworzenia były nieudolne – w ten sposób zajmują miejsca w kolejkach innym pacjentom.

Po drugie, pacjent, który chce anulować lub przełożyć umówioną wizytę, często nie może dodzwonić się do rejestracji. A inny sposób, który by mu to umożliwił, nie istnieje.

Po trzecie, tzw. system ochrony zdrowia – celowo mówię „tak zwany”, ponieważ według mnie w Polsce system ochrony zdrowia nie istnieje – stworzył oddzielne byty. Jednym jest podstawowa opieka zdrowotna, drugim – ambulatoryjna opieka specjalistyczna, a trzecim – lecznictwo szpitalne.

Największym złem w tym wszystkim jest sytuacja, w której pacjent zostaje skierowany z POZ-u do lekarza specjalisty, który to, żeby potwierdzić podejrzewaną diagnozę, zleca badania: diagnostykę laboratoryjną, obrazową, genetyczną, po czym mówi, żeby pacjent zgłosił się do niego za 2–3 tygodnie. Co więc się dzieje? Pacjent wychodzi z gabinetu, robi badania i zapisuje się na kolejną wizytę z terminem… za rok. Jak więc mamy leczyć ludzi?

W jakich krajach organizacja opieki zdrowotnej pozwala lepiej zapewnić ciągłość leczenia?

Bardzo dobre rozwiązanie funkcjonuje w Czechach, gdzie rozwijane są elektroniczne skierowania, które pozwalają na przekazywanie i monitorowanie skierowań między lekarzami i placówkami.

Dobrze robią to w krajach skandynawskich – podejmuje się tam działania na rzecz lepszej współpracy między podstawową opieką zdrowotną, specjalistami i szpitalami, a także w celu zapewnienia ciągłości leczenia pacjentom z chorobami przewlekłymi. Wykorzystuje się m.in. zespoły interdyscyplinarne oraz plany opieki.

We Francji lekarz prowadzący odgrywa istotną rolę w koordynowaniu leczenia pacjenta i kierowaniu go do specjalistów. Dzięki temu pacjent może być prowadzony w sposób bardziej ciągły, a informacje o jego diagnostyce i leczeniu przepływają między poszczególnymi poziomami opieki.

W Austrii funkcjonuje ogólnokrajowy system Elektronicznych Akt Zdrowotnych (ELGA), który umożliwia uprawnionym pracownikom ochrony zdrowia dostęp do istotnych informacji o pacjencie, m.in. wyników badań i wypisów ze szpitala. Również w Niemczech rozwijana jest elektroniczna dokumentacja medyczna, której celem jest ułatwienie wymiany danych o pacjentach.

Powyższe kraje mają sposób na zapewnienie ciągłości i płynności leczenia. A u nas? Jest jedno wielkie nieszczęście.

Kolejnym problemem są pacjenci zmarli, którzy przez cały czas pozostają zapisani na wizyty i zajmują miejsce w kolejce.

Dokładnie. Nieraz zdarza się, iż pacjent nie doczeka się wizyty kontrolnej. Ma poważną chorobę, czasem odchodzi, a mimo to przez cały czas blokuje miejsce w kolejce. System tego nie rozpoznaje, chociaż NFZ ma dostęp do ewidencji ludności, w tym do bazy zgonów GUS-u.

Zdarzało się, iż na potrzeby badań naukowych prosiliśmy o informacje dotyczące zmarłych pacjentów i bez problemu je otrzymywaliśmy. Tylko iż w codziennym funkcjonowaniu systemu to nie działa, bo nie ma odpowiedniego mechanizmu.

Co musiałoby się wydarzyć, żeby organizacja opieki zdrowotnej w Polsce zaczęła sprawnie funkcjonować?

Moim zdaniem dobre rozwiązanie już kiedyś mieliśmy. Były nim kasy chorych – terytorialnie ograniczone do województwa, a także kasa chorych dla służb mundurowych. W takim modelu system informatyczny służący do zarządzania kolejkami mógłby działać w ramach jednego województwa, a nie całego kraju. Pacjent przecież zwykle nie jeździ po całej Polsce. Szuka pomocy jak najbliżej albo – jeżeli ma taką możliwość – w mieście wojewódzkim czy ośrodku akademickim.

Dziś ośrodki akademickie są w całej Polsce, dlatego uważam, iż tworzenie jednego systemu, obejmującego 36 mln potencjalnych pacjentów, nie ma sensu. Taki system zawsze będzie w jakimś stopniu niedoskonały. Podam przykład: Słowenia, która ma ok. 2,5 miliona mieszkańców, czyli mniej niż Warszawa, może sobie pozwolić na system obejmujący cały kraj. W Polsce to się nie sprawdzi. Stworzyłbym systemy ograniczone do poszczególnych województw, z uwzględnieniem poziomów referencyjności. Dzięki temu można byłoby zapewnić ciągłość leczenia i uniknąć niepotrzebnego powtarzania badań.

Powtarzanie badań na kolejnych poziomach opieki to kolejny problem, na który zwraca pan uwagę. Jak to wygląda w praktyce?

To kolejne nieszczęście. Pacjent idzie do lekarza POZ, który kilka może, ponieważ ma możliwość zlecenia tylko kilku badań. Kieruje więc pacjenta do specjalisty. Ten zleca następne badania i kieruje pacjenta do szpitala. Tam powtarzają wszystkie badania zlecone wcześniej przez lekarza POZ i specjalistę, a także wykonują nowe.

Gdy okazuje się, iż szpital nie jest w stanie pomóc pacjentowi (albo wykonuje podstawową operację i wdraża leczenie), kieruje go do szpitala wojewódzkiego. Wówczas wszystkie badania są wykonywane ponownie. Później pacjent trafia na kolejny poziom opieki – do ośrodka akademickiego. jeżeli wcześniej nie udało się mu pomóc, również tam nie uzupełnia się wyłącznie brakujących wyników, ale wykonuje zupełnie nowy komplet badań.

Jak widać, tych nieszczęść jest multum. Jerzy Ostrouch, prezes Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Gorzowie Wielkopolskim, w wywiadzie dla „Gazety Lubuskiej” zwraca uwagę na problemy związane z finansowaniem ochrony zdrowia i pokazuje, jak trudne jest zarządzanie szpitalem w obecnych warunkach. Moim zdaniem największym marnotrawcą pieniędzy podatników przeznaczanych na ochronę zdrowia jest NFZ, a nie szpitale.

Dlaczego?

Pieniądze nie zawsze są wydawane tam, gdzie rzeczywiście są potrzebne. Mamy niewydolny system, brak ciągłości leczenia, powtarzanie tych samych badań i pacjentów krążących między kolejnymi poziomami opieki. To wszystko generuje ogromne koszty. o ile pacjent w każdym kolejnym szpitalu musi mieć wykonywany od nowa cały komplet badań, to płacimy za te same świadczenia wielokrotnie. Brakuje systemu, który pozwalałby przekazywać informacje i wyniki między placówkami oraz racjonalnie zarządzać środkami.

Nie chodzi tylko o to, ile pieniędzy przeznaczamy na ochronę zdrowia, ale przede wszystkim o to, jak są one wydawane i czy przekładają się na skuteczne leczenie.

Jest jeszcze jedna bolączka medycyny, o której się nie mówi. Otóż w publikacjach naukowych coraz częściej dochodzi do oszustw polegających na przedstawianiu wyników badań opartych na fałszywych, sztucznie wygenerowanych danych. Oznacza to, iż publikowane są badania, w których dane dotyczące pacjentów lub wyniki eksperymentów zostały wymyślone.

Z pomocą AI?

Najczęściej tak. Sztuczna inteligencja może dziś generować fikcyjne dane dotyczące pacjentów. W efekcie ktoś przebadał pięć osób, a w publikacji przedstawia wyniki tak, jakby badanie objęło pięć tysięcy pacjentów. Następnie na podstawie takich publikacji lekarze podejmują decyzje kliniczne – decydują, jak leczyć, czego nie leczyć i jakie dalsze postępowanie zalecić.

Ciekawe, jak wygląda to w Polsce…

Podejrzewam, iż u nas sytuacja nie różni się od tej obserwowanej na świecie. Stany Zjednoczone są jedynym krajem, który publikuje dane dotyczące liczby zgonów będących wynikiem błędów medycznych. Mowa o setkach tysięcy osób rocznie. Tym bardziej powinniśmy więc przyglądać się jakości publikacji naukowych i wiarygodności danych, na podstawie których podejmowane są decyzje kliniczne. jeżeli lekarze opierają się na nierzetelnych wynikach badań, konsekwencje mogą być bardzo poważne – i bezpośrednio dotykać pacjentów.

Jak widać na powyższych przykładach, ochrona zdrowia potrzebuje dziś nie tylko odpowiedniego finansowania i sprawnej organizacji, ale także wiarygodnej wiedzy, na której opiera się codzienna praktyka medyczna.

Idź do oryginalnego materiału