
Patrząc na dwadzieścia lat, które minęły od pierwszej konferencji „Nowości w cukrzycy”, a która odbyła się 13 stycznia 2007 roku w hotelu Hyatt w Warszawie (obecnie mieści się tam Regent Warsaw Hotel), przychodzi mi na myśl parafraza znanej starszym czytelnikom piosenki z „Czterdziestolatka”: „Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień…”. ale ileż się w ciągu tego „jednego dnia” wydarzyło, ile się zmieniło…
Patrząc na dwadzieścia lat, które minęły od pierwszej konferencji „Nowości w cukrzycy”, a która odbyła się 13 stycznia 2007 roku w hotelu Hyatt w Warszawie (obecnie mieści się tam Regent Warsaw Hotel), przychodzi mi na myśl parafraza znanej starszym czytelnikom piosenki z „Czterdziestolatka”: „Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień…”. ale ileż się w ciągu tego „jednego dnia” wydarzyło, ile się zmieniło…
Na jesieni roku 2005, po przeprowadzce z Katowic, objąłem stanowisko Kierownika Kliniki Chorób Wewnętrznych, Endokrynologii i Diabetologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. Jako młody docent, w dodatku pochodzący ze środowiska nefrologicznego raczej niż endokrynologicznego, a już na pewno nie diabetologicznego, chciałem bardzo w tych nowych dla mnie środowiskach pokazać się i zaistnieć. Najbardziej pomógł mi Profesor Władysław Grzeszczak, z którym na początku lat 90. ubiegłego wieku pracowałem razem w Klinice Nefrologii w Katowicach. Jej szefem był wówczas Profesor Franciszek Kokot, a profesor Grzeszczak był moim bezpośrednim przełożonym. W roku 1993 odszedł jednak do Zabrza, obejmując tam kierownictwo Kliniki Chorób Wewnętrznych, którą przekształcił w Katedrę i Klinikę Chorób Wewnętrznych, Diabetologii i Nefrologii.
Prof. Władysław Grzeszczak z entuzjazmem zareagował na propozycję organizacji nowej konferencji diabetologicznej. Kłopot był tylko z terminem. W tym czasie odbywały się bowiem dwie duże konferencje diabetologiczne – jedna na wiosnę, druga na jesieni. Obawialiśmy się o frekwencję w razie wybrania nieodległego od nich terminu. Okres letni to okres wakacji, została nam tylko zima. Pomyśleliśmy, iż konferencja przed świętami to niedobry pomysł i zdecydowaliśmy się na styczeń, a chcąc odróżnić nową konferencję od innych (także w trosce o jej budżet), zdecydowaliśmy, iż będzie ona jednodniowa. I tak już zostało od dwudziestu lat; jedynym wyjątkiem był okres COVID-u, kiedy konferencja odbywała się wirtualnie. Kto by wtedy pomyślał, iż dwadzieścia lat później w każdym tygodniu odbywać się będzie po kilka różnych konferencji, webinarów i spotkań cukrzycowych oraz metabolicznych? I na każdej z nich będą inne tematy, inni uczestnicy…
Wtedy było tych konferencji znacznie mniej. Ale i tak, patrząc wstecz, nie pamiętam wielu szczegółów z kolejnych konferencji. Przeglądając kilka dni temu programy, odkrywałem ze zdziwieniem kolejne tematy i kolejnych wykładowców sprzed kilkunastu lat. Pamiętam za to ustawiczny stres związany z organizacją. Czy zamknie się budżet? Czy wypełnimy program rzeczywiście czymś nowym i interesującym dla uczestników? Czy uda się utrzymać w ryzach zapędy oratorskie wykładowców i „trzymać” czas, żeby nie przedłużyć i tak długo trwającej konferencji? Co roku ten sam stres i co roku to samo oszałamiające uczucie ulgi i odprężenia, kiedy po ostatniej sesji siadaliśmy razem z Profesorem Grzeszczakiem, pijąc ostatnią już kawę przed jego wyjazdem do domu.
Nawiasem mówiąc, ostatnią sesję zwykle prowadziliśmy razem, podobnie jak pierwszą. Przyczyną tego był nie tylko fakt, iż razem otwieraliśmy i zamykaliśmy konferencję, zatem i tak musieliśmy na tych sesjach być. Był to także fakt, iż braliśmy na siebie słabszą frekwencję związaną ze „schodzeniem się” uczestników, powoli zapełniających salę w czasie pierwszej sesji i powoli ją opuszających w trakcie ostatniej. Tą tradycję musiałem przerwać dopiero w trakcie obecnej konferencji. Z uwagi na brak czasu musiałem zrezygnować z ostatniej sesji, bez której i tak konferencja kończy się o godzinie 19, co oczywiście zmniejsza frekwencję, bo przecież każdy chce już powoli wracać do domu.
Frekwencja zawsze była dla nas ważna. Czy zgromadzimy tylu uczestników, żeby wypełnić salę? Czy zainteresowanie nie zmniejszy się na tyle, iż organizacja następnej konferencji nie będzie miała sensu? Na szczęście zainteresowanie od początku było duże, a z czasem coraz bardziej się zwiększało. W pierwszej konferencji wzięło udział ponad 300 uczestników, jednak niedługo sala hotelu Hyatt mieszcząca niecałe 400 osób stała się za ciasna i konferencja przeniosła się do hotelu Sofitel (dawna Victoria), a potem do hotelu Hilton na Grzybowskiej, gdzie właśnie powróciła po kilkuletniej nieobecności związanej z COVID-em oraz ze zmianą organizatora z firmy Evmaco na IAMP. COVID, co prawda, przyniósł konferencji rekordową frekwencję uczestników, bo prawie 1000 osób brało udział online, ale przyniósł też straty, w tym jedną bardzo dla mnie bolesną.
W czasie COVID-u zmarł Profesor Grzeszczak. Był moim przyjacielem, człowiekiem niezwykle pracowitym, decyzyjnym i pomocnym. Na przykład układanie programu czterech sesji naukowych konferencji zajmowało nam zwykle nie dłużej niż pół godziny. Spotykaliśmy się zwykle we wrześniu lub październiku w którymś z europejskich miast w trakcie kolejnego zjazdu EASD, zjadaliśmy razem lunch i po takim spotkaniu program był gotowy. Wiedzieliśmy już wtedy, co nowego na świecie, w USA, w Europie i wybieraliśmy najciekawsze naszym zdaniem tematy do przedstawienia na „Nowościach”. Wspominam Profesora zarówno ze smutkiem z powodu jego nieobecności, jak i z przyjemnością, jaką daje przypominanie sobie miłych chwil. Dla upamiętnienia jego osoby mamy corocznie na „Nowościach” wykład im. Profesora Władysława Grzeszczaka. W tym roku wygłosi go prof. Tomasz Klupa.
Po tych wspomnieniach z przeszłości wybiegnę na koniec myślą w przyszłość. Jestem ciekawy, jak będzie zmieniała się diabetologia, obesitologia, jakie to nowości będziemy mieli w przyszłym roku, za pięć lat, za kolejne dwadzieścia lat… A co będzie za sto lat? Tego się już nie dowiem, podobnie jak nie wiem, do jakiego wieku dotrwają „Nowości w cukrzycy”, zanim w końcu „umrą”. Bo iż kiedyś będą ostatnie „Nowości”, to jest pewne; taki jest los każdej cyklicznej konferencji. Życzę im, sobie i wszystkim uczestnikom, żeby stało się to jak najpóźniej – i żebyśmy mogli obchodzić kolejne, okrągłe rocznice.
Prof. dr hab. n. med. Edward Franek













