Dyrektora Domu Pomocy Społecznej w Wejherowie ustawa zmusiła do wyrzucenia pensjonariusza Oleksandra T. Został wykąpany, dostał śniadanie, następnie obsługa spakowała jego rzeczy i wywiozła go do przytuliska dla bezdomnych (…). Oleksandr ma orzeczenie polskiej komisji o niepełnosprawności w stopniu znacznym (…). Nie porusza się samodzielnie, nie jest w stanie wykonywać podstawowych czynności życiowych. W myciu i jedzeniu pomogli mu inni bezdomni.
Za jego pobyt w DPS płaciła córka Kateryna. Pismo z informacją o wydaleniu otrzymała dopiero kilka dni później. Z przytuliska odebrała ojca natychmiast. Pojechała też do domu opieki. – Wydawało mi się, iż pracownicy z obsługi wstydzą się patrzeć mi w oczy. Tłumaczyli, iż nie było wyjścia, bo takie jest prawo. Według MSWiA ustawa utrzymuje solidarność z osobami dotkniętymi konfliktem, ale Halyna Andruszkow, szefowa fundacji pomagającej Ukraińcom, ma inne zdanie. Mówi o chorych, którym nagle przerywa się dializy i leczenie onkologiczne, o niepełnosprawnych pozbawionych dostępu do lekarza.
76-letnia Maria Horylenko, wolontariuszka wyplatająca siatki maskujące dla ukraińskiego wojska, miała prawo do bezpłatnego korzystania z opieki medycznej. – Poszłam do przychodni z zaświadczeniem, iż mieszkam w OZZ [ośrodek zbiorowego zakwaterowania]. Jednak odesłano mnie z kwitkiem. Nie dostałam recepty na leki na nadciśnienie. 58-letnia Eugenia utrzymuje się ze sprzedaży tego, co wydzierga – skarpetek, serwetek. Do niedawna pracowała fizycznie, później zachorowała. – Od zeszłego roku czekałam na operację. Odkładali ją kilka razy. W końcu już prawie była moja kolejka. Po 5 marca usłyszała: – Nie możemy, zmieniło się prawo.













