- Wydaje mi się, iż poprzednicy w czasach rządów PiS mieli o wiele gorsze przypadki - powiedział minister sprawiedliwości Waldemar Żurek w programie "Gość Wydarzeń". Odniósł się w ten sposób do afery w Szpitalu Południowym. Dodał, iż w porównaniu do poprzednich rządów "widzi ogromną zmianę jakości" w reakcji rządu na tego typu skandal.
"Poprzednicy mieli gorsze przypadki". Minister Żurek o aferze w szpitalu

Waldemar Żurek został zapytany na antenie Polsat News, czy afera w warszawskim Szpitalu Południowym to największa wizerunkowa klęska tego rządu.
ZOBACZ: Dawid Kacprzyk zwolniony ze Szpitala Południowego. Wydano oświadczenie
- Wydaje mi się, iż poprzednicy w czasach rządów PiS mieli o wiele gorsze uderzenia, bo ja pamiętam sprawy kiedy z Funduszu Sprawiedliwości tam gdzie ofiary miały być finansowane, dofinansowywano jednostki, w których leczył się lider określonej partii. Widzieliśmy też członka rodziny jednej z ważnych pań posłanek, która przetrzymywała swojego męża zamiast w jakimś ośrodku pomocy - odparł.
"Tamte przypadki były bardziej drastyczne". Żurek broni rządu ws. afery w szpitalu
- Tamte przypadki były o wiele bardziej drastyczne i mnie bulwersowało i tak samo bulwersuje mnie ten przypadek, ale musimy mieć świadomość, iż tam gdzie działają ludzie niestety dochodzi do takich sytuacji i do błędów - tłumaczył prokurator generalny.
- Właśnie o tym mówię, iż wtedy kiedy rządzili tamci i wychodziły takie sytuacje, to włos z głowy nikomu nie spadał. Mówiło się: nie, no przecież tak można. To jest rodzina, to tylko jest istotny szef partii, on musi mieć jak najlepszą obsługę. Tutaj są decyzje natychmiastowe. Lekarz zwolniony, zarząd odwołany. Widzieliśmy ostatnio polityka, który przyspieszył kolejkę własnemu dziecku i natychmiast został usunięty z partii - wspomniał Żurek, nawiązując do afery z udziałem syna senatora Tomasza Lenza.
ZOBACZ: Pacjenci jechali do szpitala na dializy, zginęli. Tragiczny wypadek na Mazowszu
- Więc tutaj jest całkowita różnica w jakości decyzji oraz w szybkości ich podejmowania. Czy słyszał pan, żeby prokuratura wtedy prowadziła jakieś skuteczne śledztwa, które dotyczyły tego, iż małżonek posłanki zajmuje miejsce na OIOM-ie, zamiast być w zupełnie innym ośrodku - dodał polityk.
- Tutaj premier reaguje błyskawicznie, właściciel szpitala reaguje błyskawicznie, ten, który zarządza zarządzał i toczą się postępowania, które mają być obiektywne, apolityczne. więc te decyzje są szybkie. Więc ja widzę ogromną zmianę jakości - podsumował ten wątek.
Śledztwo ws. afery w Szpitalu Południowym. Żurek o szczegółach
W programie Waldemar Żurek powiedział też, jak będzie wyglądało śledztwo ws. afery, która miała miejsce w Warszawie. Wyjaśnił, iż śledczy prowadzący sprawę przyjrzy się w pierwszej kolejności ewentualnemu przekroczeniu uprawnień.
- Musi zbadać czy łamano prawo, (...) czy przekroczono uprawnienia, nie dopełniono obowiązków. Z reguły przepis, który jest podstawą śledztwa to artykuł 231 KK, czyli niedopełnienie obowiązków bądź przekroczenie uprawnień - wyjaśnił prawnik.
- Musimy też zobaczyć na kwestie finansowe, to znaczy czy te osoby, które miały jakieś nadzwyczajne przywileje, no czy doszło do tych nieprawidłowości finansowych, bo one też będą prawdopodobnie badane. ale jak widać po tych decyzjach premiera to jak najszybciej należytą sytuację rozwiązać - wyjaśnił.
Dodał, iż prokuratura zbada tę sprawę rzetelnie i bez politycznych nacisków.
- Prokuratura nie podejmuje takich decyzji, które są decyzjami szybkimi, politycznymi, tylko musi zebrać materiał dowodowy, więc na pewno zabezpieczy dokumentację, ustali listę świadków, którzy mają jakąś wiedzę na ten temat i to postępowanie będzie normalnie prowadzone, więc tutaj niestety nie toczy się to tak gwałtownie jak decyzje, które widzieliśmy pierwszego dnia, czyli zwolnienie lekarza - zastrzegł.
Afera w warszawskim szpitalu. Fikcyjne godziny pracy i "salonik dla ViP-ów"
Dziennikarze portalu Zero ustalili, iż SOR warszawskiego Szpitala Południowego miał poza kolejką przyjmować polityków KO i ich rodziny. Według źródeł natychmiast zlecano ich badania, dostawali także specjalnie wydzielony pokój.
Jak czytamy w środowym artykule, specjalną kolejką na szpitalnym oddziale ratunkowym miał koordynować Dawid Kacprzyk - lekarz w trakcie specjalizacji, który do poniedziałku działał w szeregach Koalicji Obywatelskiej.
Koordynatorem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego był w tym okresie właśnie Kacprzyk, który nie tylko objął stanowisko kierownicze mimo braku specjalizacji, ale również zarobił w ciągu roku 1,6 mln złotych.
Co więcej, w czasie, w którym miał pełnić dyżur w szpitalu, medyk regularnie występował w telewizji czy wykonywał zadania związane z karierą polityczną.
Doniesienia na ten temat wywołały prawdziwą burze w polskiej przestrzeni publicznej i reakcję nie tylko ze strony prokuratury, ale także władz Szpitala Południowego. Te poinformowały w środę, iż rozwiązały umowę z kontrowersyjnym lekarzem. Z kolei w czwartek prezydent stolicy Rafał Trzaskowski zdecydował o odwołaniu całego zarządu placówki.














