Polityka lekowa to dokument rządowy a nie tylko resortu zdrowia. Powinniśmy poświęcić więcej uwagi kwestiom bezpieczeństwa lekowego. Zabezpieczyć produkcję podstawowych leków i substancji czynnych w Polsce i Europie. Nie stoimy na starconej pozycji, ale musimy inwestować i wykorzystać potencjał, który posiadamy – mówi prof. Marcin Czech z Instytutu Matki i Dziecka, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego.
– Jako pierwszy napisał Pan politykę lekową. Gdyby miała ona powstać dzisiaj co by się w niej nowego znalazło?
Marcin Czech – Na pewno wydźwięk tego dokumentu przesunąłbym bardziej w stronę bezpieczeństwa lekowego. W międzyczasie wydarzyła się bowiem epidemia Covid-19, wybuchła pełnoskatowa wojna na Ukrainie – obie zmieniły geopolitykę. w tej chwili kwestie zagrożeń epidemicznych, tych związanych z napływem uchodźców powinny być dość mocno zaakcentowane. Przykład? Zagwarantowanie bezpłatnego leczenia dla nosicieli HIV – a co za tym idzie przygotowanie placówek do świadczenia tego typu leczenia, chociażby zatrudniając ukraińskojęzycznych lekarzy i pielęgniarki.
Kolejną rzeczą jest większa niestabilność rynku leków w związku z tym co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Czy potencjalne zerwanie łańcuchów dostaw w związku z wojną w Iranie. To są wszystko nowe zjawiska. Nowym wyzwaniem jest także wzrost cen leków w Europie. Przypominam, iż ja pisałem tamten dokument w 2017 roku, czyli prawie dekadę temu podczas której wydarzyło się bardzo wiele. Wtedy nikt nie myślał o liście leków krytycznych, o przenoszeniu produkcji do Europy, o API. Dzisiaj firmy farmaceutyczne – partnerzy polskiej gospodarki są bardziej potrzebni jak nigdy.
– Bezpieczeństwo lekowe to bardzo pojemne hasło. Co się konkretnie za tym kryje, co powinno być dla nas priorytetem?
– Trzeba chronić łańcuchy dostaw i harmonizując działania z Unią Europejską doprowadzić do sytuacji gdy większość API będzie w Europie produkowane. Oczywiście najlepiej by było to na terenie Polski.
– Tylko nic w tej sprawie nie jest robione…
– Nie zgadzam się, iż nic. Może działania są zbyt wolne, dlatego ich nie widać? Sprawa nie jest aż tak prosta i łatwa, musimy znaleźć na to pieniądze.
– Potrzebujemy lekowego SAFE?
– Tak. Pomyślmy – co by się wydarzyło gdyby zabrakło nam broni, amunicji w sytuacji kryzysowej? A co się stanie jak zabraknie nam leków? Zarówno tych potrzebnych na polu walki jak i w obronie cywilnej, a także w cywilnej ochronie zdrowia, która przecież także podczas konfliktu zbrojnego musi funkcjonować. Ja bym zobaczył jak robią to Ukraińcy i od nich się tego uczył. Można też wzorować się na Finlandii czy Szwajcarii, które procedury na wypadek wybuchu wojny mają opracowane i przećwiczone. Chociażby to, iż Finowie mają w Helsinkach schrony dla 120 proc. populacji. Z kolei Szwajcarzy wystarczy, iż zasypią tunele i tym samym utrudnią ruchy wojsk przeciwnika. Dodatkowo każdy wie, gdzie w razie czego może dostać naboje do broni, którą ma w domu. A u nas? W razie wybuchu wojny jestem zobowiązani zanieść swoją broń na najbliższą komendę policji, czyli pozbawić się możliwości obrony bronią, którą się dobrze zna i umie się nią posługiwać… To pokazuje jak wiele rzeczy do zmiany jest przed nami. Celowo nie mówię o lekach, by pokazać, iż polityka lekowa jest elementem bezpieczeństwa państwa i nie wystarczy wydać broszurę i ją rozesłać.
– Wróćmy jednak do leków. Czy nie jest paradoksem, iż mamy w Europie jedną fabrykę antybiotyków w której nikt prawie nie kupuje, bo taniej jest sprowadzić leki z Indii. A przecież antybiotyki to podstawowe leki na polu walki.
– Łatwo sobie wyobrazić sytuację, iż zabraknie na świecie heparyny drobnocząsteczkowej, bo uzyskuje się ją z jelit zwierząt, a największe ubojnie są w Chinach. Mówimy o antybiotykach, środkach odkażających itp. lekach potrzebnych żołnierzom. Pamiętajmy jednak, iż nie wszyscy będziemy siedzieć w okopach. Polacy przez cały czas będą dostawać zawałów serca czy udarów, chorować na choroby psychiczne – na to wszystko musimy być przygotowani. I mieć zaplanowane zabezpieczenie w leki. Nie chodzi przecież o to, by produkować w Polsce 5 czy 10 tys. różnych leków, to nierealne. Raczej – wzorem Norwegów – sprawdźmy np. Ile inhibitorów konwertazy angiotensyny (ACEI) stosowanych na najpopularniejszą chorobę serca – nadciśnienie – jest produkowanych w Polsce? jeżeli wszystkie sprowadzamy z Chin to miejmy chociaż jedną ACEI produkowane na miejscu. Czy cefalosporyny (antybiotyki bakteriobójcze) – ile powinniśmy ich mieć? Wystarczy jedna cząsteczka? Środki przeciwbólowe – nie muszę mieć ich wszystkich, wystarczy 3, ale muszę je mieć. Czy chociażby leki potrzebne do narkozy. To wszystko trzeba zaplanować. Taką listę essential drugs trzeba ułożyć we współpracy z konsultantami krajowymi i resortami siłowymi, głównie MON. Przypominam, iż polityka lekowa jest dokumentem rządowym, a nie dokumentem Ministerstwa zdrowia, a więc te wszystkie zapisy można tam umieścić.
– Ustaliliśmy już priorytety, mamy listę leków i teraz czas zacząć namawiać firmy farmaceutyczne by zaczęły inwestować w Polsce. Mamy argumenty by ‚ściągnąć’ produkcję farmaceutyczną do siebie? Szczególnie w sytuacji gdzie z jednej strony mamy bardzo tanie Chiny, a z drugiej silne Stany Zjednoczone, które też chcą produkować leki u siebie.
– Dobre pytanie. Przypomnę, iż Europa utraciła drugie miejsce jeżeli chodzi o liczbę opatentowanych innowacyjnych cząsteczek. To miejsce zajmują już Chiny. Mamy więc do czynienia z upadkiem innowacyjności w Europie w ogóle. Jednak czy jak starożytny Rzym powinniśmy pogodzić się ze swoim upadkiem? I gdzie na tej mapie jest Polska? Jesteśmy dość dużym producentem generyków i pierwszych biosymilarów. To są argumenty, które mogą do Polski przekonać.
– To może zamiast leków innowacyjnych niech Europa postawi na generyki. Mówiliśmy o tym jakie leki będą potrzebne w razie konfliktu – to są przecież w większości stare, znane produkty…
– Ja bym nie odbierał jeszcze Europie możliwości powrotu do pierwszej ligi. Skoro przez tyle wieków byliśmy motorem rozwoju, rządziliśmy światem to czemu mamy to tak po prostu oddać? Myślę, iż wciąż potencjał europejski jest olbrzymi. Z pewnością nasza polityka lekowa powinna być harmonizowana z europejską polityką lekową, która właśnie powstaje.
– No właśnie czy ten europejski pakiet farmaceutyczny zawiera rozwiązania, które mogą zachęcać do przenoszenia produkcji leków na stary kontynent?
– Mamy najdłuższą ochronę patentową. Można też pomyśleć o unifikacji cen leków w oparciu o kryterium siły nabywczej. Jakbym był prezesem firmy farmaceutycznej i otwierałby mi się rynek dla wielu milionów bogatych klientów jednocześnie, to na pewno byłbym tym zainteresowany. Ale z pewnością chciałbym by uproszczono mi do niego dostęp – czyli wspólne HTA, wspólne ustalenie ceny leku i dopuszczenie do obrotu w pół roku – to by sprawiło, iż Europa stałaby się bardzo atrakcyjnym rynkiem. Dzisiaj jesteśmy zbyt rozdrobnieni, każdy kraj ma inne regulacje… można zwariować. W USA jest prosto – business to business, a Chiny nie są krajem demokratycznym – wystarczy, iż komitet centralny zadecyduje i już można zaczynać inwestycję. Ale to nie znaczy, iż stoimy na straconej pozycji. Polska ma kadrę świetnie wykształconych ludzi znających się na produkcji farmaceutycznej, stosunkowo umiarkowane ceny, świetnie położenie geograficzne i coraz lepszą infrastrukturę logistyczną. Polska nie jest złym krajem do inwestowania.
(rozmawiała Agnieszka Katrynicz)

















