Pokazujemy, iż można inaczej

swidnik.pl 8 godzin temu
Od dwunastu lat Fundacja Inaczej ze Świdnika udowadnia, iż konsekwencja, wytrwałość i wielkie serca mogą realnie zmieniać życie innych. Dziś, dzięki wsparciu ludzi dobrej woli, wchodzi w nowy etap rozwoju. O nim, ale też o codziennej pracy, opowiada Monika Ciechomska, prezes zarządu fundacji.

– Jak narodził się pomysł na założenie fundacji?

– Wyniknął z potrzeby serca. Moja przygoda z pracą z dziećmi zaczęła się jeszcze w liceum. Wspólnie z naszym profesorem śp. Sławkiem Mykiem, organizowaliśmy różne akcje charytatywne. Jeździliśmy do domów dziecka z darami, zajęciami. Widziałam, jak kilka potrzeba, by na dziecięcych twarzach pojawił się uśmiech i już wtedy postanowiłam, iż właśnie tym chcę zajmować się w życiu. Bardzo świadomie wybrałam kierunek studiów – Pedagogikę Specjalną. Zawodowo związałam się ze środowiskiem dzieci i dorosłych z niepełnosprawnościami. Zdobywając doświadczenie jako pedagog, oligofrenopedagog, terapeuta zajęciowy, później jako kierownik Środowiskowego Domu Samopomocy w Świdniku dojrzałam do tego, by założyć Fundację Inaczej i zacząć działać na własnych warunkach. Stworzyłyśmy ją razem z przyjaciółkami. To było 12 lat temu. I tak powoli, realizując różne projekty, uczyłyśmy się wszystkiego po kolei. Same pisałyśmy statut, zapoznawałyśmy się z ustawami, rozporządzeniami, uczyłyśmy się pisać wnioski.

– Muszę przyznać, iż to odważny krok. W ostatnich latach dość głośno było w ogólnopolskich mediach o fundacjach, które nie pozostawiły po sobie dobrego wrażenia.

– Myślę, iż jeżeli ktoś uczciwie pracuje, jest transparentny w tym, co robi i nie ma nic do ukrycia, może czuć się swobodnie i bezpiecznie. Natomiast niewątpliwie są takie fundacje, które robią zły PR. My jednak skupiamy się na naszym rynku, naszych dzieciach. Dla nas takie wartości, jak bycie transparentnym, szczerym, uczciwym są bardzo ważne. Myślę, iż dlatego też cały czas działamy.

– W jakim zespole pracujecie obecnie, a w jakim zaczynałyście?

– Na początku byłyśmy we cztery – cztery przyjaciółki, natomiast kiedy zaczęły się pierwsze projekty dołączyły do nas kolejne osoby. w tej chwili mamy stały, dziesięcioosobowy zespół, ale kiedy piszemy jakieś projekty, dobieramy sobie kogoś do współpracy. Ze specjalistów, którzy na co dzień pracują z dziećmi mamy terapeutów integracji sensorycznej, logopedów, psychologa, fizjoterapeutę, pedagoga od wszystkich „dysów”, psychoterapeutę, terapeutę ręki. Taki był nasz zamysł, żeby stworzyć miejsce o holistycznym podejściu do dziecka, jego diagnozy, potem terapii, ale też do jego rodziny, by ona również poczuła się zaopiekowana. Rodzice i rodzeństwo dzieci z niepełnosprawnościami często zostają sami, na drugim planie, a oni także mają swoje potrzeby. Teraz przeszedł nam projekt, który pozwoli nam prowadzić zajęcia grupowe właśnie dla nich.

– Jak przez te dwanaście lat zmieniła się fundacja?

– Do tej pory mieściliśmy się w budynku Przedszkola nr 3, gdzie do dyspozycji mieliśmy trzy sale. Teraz wynajęliśmy pomieszczenie po dawnym sklepie spożywczym, o powierzchni 225 metrów, przy ul. Kopernika 4. Zburzyliśmy w nim ściany, zerwaliśmy podłogi, tak naprawdę przeprowadziliśmy remont od postaw. Wszystko zorganizowaliśmy od nowa, maksymalnie zagospodarowałyśmy całą przestrzeń, dostosowując ją do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Gdy już się otworzymy, będziemy dysponować dziesięcioma gabinetami terapeutycznymi, dwiema łazienkami. Część pomieszczeń jest już wykończona i można się przeprowadzać, a część pozostało w trakcie realizacji. Stąd też nasze działania mające na celu pozyskanie sponsorów i darczyńców: organizowanie różnych kiermaszy oraz udział w takich akcjach, jak Muzyczna Bombonierka czy Dzień Kobiet ze Świdnicką Radą Kobiet. Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy wspierają nas w tych działaniach. Wiele pomogło nam świdnickie BricoMarche, które przekazało materiały budowlane; firma Remondis, która podstawiła kontenery na gruz i inne niepotrzebne rzeczy; firma CBM Polska z Franciszkowa; Fundacja Muszkieterów; P. K. Pegimek; Fundacja Solidarni Górnicy. Przy kiermaszu wsparły nas świdnickie cukiernie, ale też ciastkarnie z Kalinówki i Kazimierzówki, a także wielu rodziców. Dzięki nim udało nam się zebrać znaczną sumę pieniędzy, bo ponad 4 tys. zł.

– Rozumiem, iż ta pomoc cały czas jest potrzebna?

– Bardzo zachęcamy do wpłat na konto fundacji, wpisując w tytule „Darowizna”. Każda wpłata jest dla nas ważna, bo jeszcze wiele rzeczy musimy dokupić. Piszemy też projekty na doposażenie sal, więc jeżeli przejdą, pieniądze też przeznaczymy na ten cel.

– A gdyby ktoś chciał przekazać wyposażenie, jak może się skontaktować?

– Można napisać na Messengerze lub zadzwonić na numer podany na naszym profilu na Facebooku: www.facebook.com/FundacjaInaczej. Najlepiej jednak pisać smsy, bo w trakcie prowadzenia zajęć nie mogę odebrać, natomiast zawsze staram się oddzwonić.

– Mam wrażenie, iż mają Państwo wokół siebie dobrych aniołów, którzy Was wspierają.

– Nasza fundacja ma wielu przyjaciół i sympatyków. Myślę, iż ogromną robotę robią tu nasi terapeuci, którzy podchodzą do dzieci z sercem, podążają za nimi i ich potrzebami. Zawsze, kiedy jest potrzebna pomoc jeszcze jakiegoś specjalisty staramy się kierować rodzica krok po kroku. Zdajemy sobie sprawę z tego, iż często czuje się on zagubiony. Dostając diagnozę czy informację, iż jego dziecko jest, na przykład w spektrum (autyzmu – dop. red.), to dla niego szok. Często nie wie, co robić dalej, w którym kierunku pójść. Nasi terapeuci to ludzie z sercem na dłoni, więc myślę, iż to właśnie dzięki ich postawie tak wiele dobrego się dzieje, ludzie bardzo pozytywnie nas odbierają i kibicują. Wspierają nas dobrym słowem, uśmiechem. To ważne, by mieć obok siebie ludzi, którzy są szczerzy i dobrze nam życzą.

– Wróćmy do Waszej nowej lokalizacji i remontu. Jak wiele zmienią w Waszym życiu?

– Przede wszystkim pozwoli nam na współpracę między gabinetami. Mając zajęcia z dzieckiem będę mogła poprosić logopedę czy psychologa, by przyszedł do mnie i również przyjrzał się jego potrzebom. Dzięki temu rodzic nie będzie musiał biegać z nim między różnymi placówkami, tylko dostanie kompleksową informację na miejscu. Dla nas to również jest ważne, bo szerzej spojrzymy na dziecko, będziemy w stanie jeszcze lepiej mu pomóc, dostosować terapię do jego potrzeb. Na pewno skróci to czas, w którym dziecko otrzyma odpowiednią pomoc.

– Decydując się na wynajem i remont nowego pomieszczenia dla fundacji podjęłyście spore ryzyko. Wydaje mi się, iż do tej pory, jeżeli chodzi o powiat świdnicki, tak dużą przestrzenią dysponowały tylko instytucje publiczne.

– Stwierdziłyśmy, iż jeżeli nie zrobimy tego teraz, to już chyba nigdy. Wiadomo, każdy boi się zmian. Sam remont jest ogromnym przedsięwzięciem, ale gdyby dziś ktoś zapytał mnie, czy podjęłabym jeszcze raz taką decyzję, nie miałabym żadnych wątpliwości. Odpowiedziałabym, iż chcę jeszcze raz przejść tę drogę, bo wiem, po co to robimy. Spełniamy marzenia sprzed piętnastu lat, by otworzyć ośrodek diagnostyczno-terapeutyczny. To miejsce jest naprawdę potrzebne, bo nie ma ich wielu, a dzieci mają coraz więcej potrzeb.

– Z jakimi problemami można zgłosić się do fundacji? Czy wiek też gra tu rolę?

– Nie mamy ograniczeń wiekowych. Na przykład z porad fizjoterapeuty korzystają już dzieciaczki dopiero co urodzone. Zapraszamy wszystkie dzieci i ich rodziców, którzy zauważyli coś, co ich niepokoi. Z czym można do nas przyjść? Ze wszystkimi zaburzeniami logopedycznymi, z trudnościami emocjonalnymi, zaburzeniami sensorycznymi, trudnościami szkolnymi, jak czytanie, pisanie, dysortografia, dyskalkulia.

– Biorąc pod uwagę liczbę specjalistów, ale też problemów, z jakimi można się do Was zgłosić, widać, iż w dzisiejszych czasach jest wiele osób, które po prostu potrzebują takiego wsparcia.

– Dokładnie, dlatego piszemy dużo projektów, by móc prowadzić nieodpłatne zajęcia. Jeden, jak wcześniej wspomniałam, przeszedł. Na rozstrzygnięcie kolejnych jeszcze czekamy. W tym roku realizujemy też trzy projekty z Budżetu Obywatelskiego. Zachęcamy, by polubić naszą fundację na Facebooku, bo tam pojawiają się na ten temat wszystkie informacje.

– Z którego projektu jest Pani najbardziej dumna? Który okazał się być strzałem w dziesiątkę?

– Myślę, iż był to pierwszy projekt zrealizowany w ramach Budżetu Obywatelskiego. Sprawił, iż nasze działania stały się realne. Dzięki niemu doposażyłyśmy salę, zorganizowałyśmy zaplecze i pomogłyśmy wielu dzieciom. Kiedy wybuchła wojna w Ukrainie, realizowałyśmy projekt, za pomocą którego dzieci z tego kraju mogły się troszeczkę zintegrować z naszym społeczeństwem, poznać środowisko, język polski, by lepiej zaadaptować się do nowych dla nich warunków. Dużym osiągnięciem był też dla nas projekt z KPO, z którego pozyskaliśmy 150 tys. zł na doposażenie gabinetów w specjalistyczny sprzęt, na który inaczej nie byłoby nas stać. Dzięki niemu mamy na przykład maszynę do badania dynamicznego stóp i do wypiekania wkładek, sprzęty do gabinetu terapii integracji sensorycznej, dużo programów logopedycznych, takich do psychoterapii i zajęć ruchowych, dywan interaktywny, ekrany interaktywne.

– Jakie macie plany na przyszłość?

– Chcemy nawiązać wieloletnią współpracę z Urzędem Miasta, by wspólnie opracować i wdrożyć plan wspierania najmłodszych mieszkańców naszego miasta oraz pozyskać i zabezpieczyć na te działania odpowiednie fundusze. To bardzo ważne, by oprócz projektów mieć jakiś stały dochód, za pomocą którego będziemy wiedzieć, iż dzieci najbardziej potrzebujące wsparcia nie zostaną na kolejny rok bez terapii. Chcemy także utrzymać relację, którą nawiązałyśmy już z Centrum Usług Społecznych. w tej chwili realizujemy razem dwuletni projekt. Marzy nam się, by być centrum, które odciąży choć trochę Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną. To placówka, która zajmuje się dziećmi z całego powiatu, więc tych potrzeb jest naprawdę dużo.

– Widać, iż praca daje Pani ogromną satysfakcję.

– To spełnienie moich marzeń. Tak naprawdę nie czuję, iż idę do pracy, tylko do miejsca, gdzie się realizuję i mogę pomagać innym osobom. To daje ogromną satysfakcję. A jak jeszcze usłyszę od rodzica, iż i on, i nauczyciele w szkole, widzą efekty pracy z dzieckiem, to cieszy tym bardziej. To miód na moje serce i wiatr w żagle, który sprawia, iż dalej chcę pracować.

– Pomogła Pani wielu osobom, ale może jest ta jedna historia, która szczególnie utknęła Pani w pamięci?

– Pamiętam wiele dzieci. Niektóre cały czas są ze mną, bo przez cały czas korzystają z terapii. Dorastamy razem, przeżywamy różne etapy życia. Każde z nich zrobiło ogromne postępy, ale jest jeden chłopiec, którego przykład szczególnie pokazuje, jak ważna jest terapia. Kiedy do mnie trafił miał około 10 lat i dużą nadwrażliwość dotykową. Do tego stopnia, iż musiał chodzić w za dużych bluzach, spodniach oraz butach, by jak najmniej dotykały skóry. Wypracowanie wszystkich procesów i sprawienie, by ten chłopak mógł zacząć normalnie funkcjonować zajęło nam rok. Jego życie emocjonalne bardzo się zmieniło, przestał się bać, zaczął mieć pasje, fajne relacje z rówieśnikami. To mój pierwszy taki wyrazisty przypadek, iż terapia integracji sensorycznej może poprawić jakość życia.

Agata Flisiak

Idź do oryginalnego materiału