Mówienie, iż dzisiaj choroba nowotworowa z choroby śmiertelnej stała się chorobą przewlekła to truizm. Jednak te sukces medycyny rodzi też wyzwania systemowe chociażby ten jak długo po chorobie pacjent ma być opieką ośrodka onkologicznego?
Zacznijmy od tego, iż standardowo pacjent jest pod opieką ośrodka przez 5 lat po zakończeniu leczenia. Jest to tzw. obserwacja kontrolna, która pozwala upewnić się, iż organizm funkcjonuje prawidłowo i nie ma oznak nawrotu choroby. Jednak częstotliwość wizyt oraz rodzaj badań mogą się zmieniać w zależności od indywidualnych potrzeb pacjenta, typu nowotworu oraz jego ogólnego stanu zdrowia. Na przykład pacjentki z hormonalnym rakiem piersi muszą być pod opieką do końca życia. Podobnie jest z tymi, którzy chorowali na czerniaka, szczególnie jeżeli mieli przerzuty.
Jednak większość ozdrowieńców trafia w bliżej nieokreślone miejsce w systemie opieki zdrowotnej. Nie ma rejestrów tych chorych. Niestety, bycie osobą wyleczoną z choroby nowotworowej, nie zawsze oznacza bycie osobą zdrową. Dla przykładu u około 60 proc. chorujących w dzieciństwie istnieje ryzyko wystąpienia co najmniej jednego problemu medycznego, który wymagać będzie regularnych badań przesiewowych i kontroli.
Czy więc powinna istnieć opieka długoterminowa ozdrowieńców? Marzanna Bieńkowska z biura Rzecznika Praw Pacjenta uważa, iż warto byłoby powołać do życia sieć przychodni, które umiałyby zaopiekować się takimi pacjentami. „Widzę tu lukę w systemie” – mówiła podczas IV konferencji Pacjent w centrum uwagi. Oczywiście nie chodzi o budowę nowych placówek, ale wyznaczenie takich, które dysponowałyby przeszkolonym personelem i odpowiednim sprzętem do monitorowania tej grupy pacjentów.
„Problem leży w tym, iż nie ma profilaktyki wtórnej. Dla nikogo. Chorzy po nowotworze giną gdzieś w systemie i nikt się nimi nie interesuje, a przecież powinni być monitorowani i na przykład mieć raz w roku przeprowadzane badania” – mówi nam Iga Rawicka, prezes EuropaColonPolska. Z drugiej strony nierzadkie są sytuacje, iż lekarze innych niż onkologia specjalności boją się leczyć osoby, które przeszły nowotwór.
„Brakuje im wiedzy, często też uważają, iż ze wszystkimi problemami zdrowotnymi tacy pacjenci powinni zgłaszać się do onkologów. Efekt jest taki, iż muszę wypisywać zgody na np. wyrwanie zęba swoim pacjentom czy przeprowadzenie operacji” – wskazuje prof. Piotr Rutkowski, kierownik Oddziału Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków w Narodowym Instytucie Onkologii.
„Wiem, iż to będzie kontrowersyjne, ale zdecydowanie za długo leczymy w ośrodkach onkologicznych chorych po wyleczeniu” – uważa z kolei dr n. med. Paweł Różanowski, Europejskie Centrum Zdrowia Otwock, jeden z trzech onkologów klinicznych w Polsce posiadających także specjalizację z immunologii klinicznej. I dodaje – „Dziś sytuacja jest taka, iż pacjent może przychodzić do centrum onkologii do końca życia, bo nie ma żadnej możliwości by odmówić mu wizyt mimo, iż nie ma takiej potrzeby”.
A według jego wyliczeń gdyby ci pacjenci zostali odesłani do przychodni POZ to w ośrodkach onkologicznych uwolniłoby się 40 proc. zasobów: ludzi i sprzętu. „To z pewnością poprawiłoby dostęp do onkologów. Badania pokazują, iż pacjenci, którzy po wyleczeniu korzystają z opieki lekarzy rodzinnych są bardziej zadowoleni niż ci, którzy jeżdżą do ośrodków onkologicznych” – mówi dr Różanowski w rozmowie z mZdrowie.
Problem wymaga rozwiązania, bo jak wynika z badań u mężczyzn, którzy przeżyli 5 lat od pierwszego rozpoznania, ryzyko zgonu z powodu kolejnego nowotworu jest wyższe o około 45 proc. w porównaniu do ogólnej populacji, a dla kobiet o 33 proc.. To są zgony do uniknięcia.












