– Jeszcze podczas studiów medycznych przyszły lekarz, nazwijmy go Karol, wiedział, iż chce zostać ginekologiem. Po ukończeniu studiów zrobienie specjalizacji nie było proste, bo jest ona jedną z najbardziej obleganych – wyjaśnia dr Ryszard Frankowicz, specjalista ginekolog- położnik. – Gdy jego koledzy ubiegali się o zatrudnienie w dużych szpitalach w miastach akademickich, on zdecydował o wyjeździe na południowy wschód, skąd niedaleko do Bieszczad. Wybrał niewielki szpital powiatowy. Tam też łatwiej było uzyskać wymarzoną specjalizację. Gdy osiągnął cel, otworzył prywatny gabinet. W ten sposób swoje prywatne pacjentki mógł kierować do szpitala, w którym pracował i gdzie znajdował się specjalistyczny sprzęt, jakiego nie miał w swoim gabinecie. Na prowincji nie miał tak dużej konkurencji, jakby to było w Warszawie, Krakowie czy Katowicach. gwałtownie okazało się, iż jego wybór był trafny, bo pacjentek przybywało.
Rączka drugiego dziecka
Jedną z nich była mieszkanka województwa podkarpackiego, która w ubiegłym roku zaszła w oczekiwaną ciążę. Kobieta już w ósmym tygodniu ciąży trafiła do doktora Karola. Przez 20 tygodni lekarz przeprowadzał kontrolne badania USG. Według ginekologa wszystko przebiegało prawidłowo. Jednak w 33. tygodniu doszło do nieoczekiwanego przedwczesnego odejścia wód płodowych. Pacjentka zgłosiła się więc do miejscowego szpitala powiatowego, gdzie pracował opiekujący się nią lekarz, który zbadał pacjentkę i zapewnił, iż nie ma powodów do niepokoju. Przedwczesne odchodzenie wód płodowych wymusiło jednak decyzję o zakończeniu porodu.
Lekarz nie wykonał choćby badania USG i zadecydował, iż będzie to poród siłami natury, który przebiegał bez zakłóceń. Stan noworodka ważącego 3200 gramów, w liczącej od 0 do 10 skali Apgar, został oceniony na 6 w pierwszej minucie życia oraz na 7 w trzeciej, piątej i dziesiątej. Po porodzie lekarz nakazał podanie zastrzyku oksytocyny, która miała za zadanie zapewnić lepszy skurcz poporodowy mięśnia macicy.
Po podaniu zastrzyku położna zauważyła w ujściu rączkę dziecka. Okazało się, iż była to ciąża bliźniacza, której lekarz przez tygodnie i miesiące opiekowania się kobietą nie zauważył.
Na uratowanie dziecka, które ważyło 3150 g, a więc było w pełni zdolne do życia, było niestety za późno. Wykonano cesarskie cięcie i wydobyto martwy płód.
Z powodu niewydolności oddechowej, która zwykle występuje podczas porodu wcześniaczego, żywy bliźniak doznał dziecięcego porażenia mózgowego (na szczęście dziś jego stan znacząco się poprawia).
– Sześć miesięcy po porodzie rodzice zgłosili się do lekarza w jego prywatnym gabinecie, zarzucając mu nierozpoznanie ciąży mnogiej. Wizyta miała miejsce w dniu imienin ginekologa, od którego, jak zapewniali, czuć było alkohol. Lekarz złożył im kondolencje, dodając, iż kilka mógł zrobić, bo ten drugi bliźniak okazał się „pasażerem na gapę” – dodaje dr Ryszard Frankowicz.
– Każda ciąża wielopłodowa powinna być uznawana za ciążę wysokiego ryzyka położniczego, bowiem gdy obydwa płody korzystają z jednego łożyska, w niektórych przypadkach pomiędzy nimi rozpoczyna się walka o tlen, który warunkuje przeżycie. Płody mogą być dotknięte zespołem przetoczenia krwi między płodami (zespołem TTTS), tak więc szczególnie ważne jest, aby w pierwszych 10 tygodniach rozwoju każdej ciąży ustalić, czy jest to ciąża pojedyncza czy mnoga – twierdzi dr Frankowicz. – W prowadzeniu ciąży mnogiej w okresie ambulatoryjnym zaleca się zwrócenie szczególnej uwagi na powikłania matczyne w postaci tak zwanej cukrzycy ciążowej, jak też na szczegółową kontrolę rozwijających się łożysk i ich lokalizację, przy jednoczesnym koniecznym monitorowaniu wzrastania obydwu płodów. Szczególnie ważne jest ustalanie tak zwanej masy prognostycznej obydwu płodów. Zwielokrotniona masa łączna może wyzwalać objawy niewydolności ciśnieniowo-szyjkowej, która sprowadza na ciężarną w ostatnim trymestrze ciąży zagrożenie przedwczesnego rozwierania się szyjki macicy, co może doprowadzić do porodu przedwczesnego. Z tych wszystkich przyczyn prowadzenie ciąży mnogiej stwarza dla lekarza w prywatnym gabinecie lekarskim znaczne trudności. Dlatego zaleca się, aby w przypadku potwierdzenia obecności dwóch płodów w jamie macicy przed 20. tygodniem rozwoju ciąży kierować ciężarną do specjalistycznego, a nie powiatowego szpitala w celu rozstrzygnięcia, czy nie dochodzi do objawów przedwczesnego rozwierania się szyjki macicy, czemu można zapobiec, zakładając na szyjkę pessar szyjkowy (plastikową zapinkę) bądź szew okrężny (cerclage). Ważne, żeby nastąpiło to przed upływem 20. tygodnia ciąży, gdyż później tego rodzaju metody okazują się nieskuteczne.
Lekarz, który nie widział
Zgodnie z zasadami rutynowe badanie USG powinno być wykonywane podczas każdej wizyty pacjentki – kontynuuje dr Ryszard Frankiewicz. – Natomiast prenatalne badanie USG powinno być dokonywane w każdej ciąży czterokrotnie – w ustalonych odstępach czasu – w ośrodku, w którym działa certyfikowany specjalista. Niestety, z tego obowiązku dr Karol się nie wywiązał. Nie wiem, co zdecydowało, iż ten lekarz był tak niestaranny? Przez ponad 45 lat bycia ginekologiem-położnikiem nie słyszałem, żeby jakiś lekarz specjalista dopuścił się czegoś takiego. Jak można nie zauważyć ponadtrzykilogramowego dziecka? Podczas USG nie widział, iż liczba kończyn jest większa niż cztery? Nie umiał liczyć? Widać, iż ten lekarz nie miał pojęcia o badaniu USG. Nadmierna pewność siebie, brak należytej oceny własnych umiejętności zdarzają się w każdym zawodzie, ale w tym wypadku w ich wyniku zmarł człowiek. Moim zdaniem ten lekarz powinien być pozbawiony tytułu lekarza specjalisty, ale takich kar, tak w sądach powszechnych, jak w lekarskich, się nie zasądza. Ale zawieszenie prawa wykonywania zawodu na trzy lata z pewnością wyszłoby na zdrowie temu lekarzowi i jego przyszłym pacjentkom. Od lat mówi się o wypracowanych procedurach postępowania podczas opieki nad ciążą, ale jak widać na tym przykładzie, nie wszyscy się tym przejmują. To, iż w szpitalu podczas przyjęcia pacjentki nie wykonano podstawowych badań, obciąża tę placówkę, a to, iż wówczas pełnił dyżur dr Karol, nie zwalnia szpitala z winy. Według orzeczeń Sądu Najwyższego rodzice nawiązują więź z dzieckiem jeszcze w okresie płodowym, co z pewnością powinno mieć znaczenie w ustaleniu wysokości zadośćuczynienia.






![Łatwogang nie wie, na co zbierać pieniądze. Podpowiadamy [ANALIZA KOLEJEK DO LEKARZY]](https://cdn.oko.press/cdn-cgi/image/trim=420;0;448;0,width=1200,quality=75/https://cdn.oko.press/2026/04/JM20260426_126.jpg)








