MARZENA RESZCZYŃSKA-OWCZAREK TO KOBIETA, KTÓRA SPEŁNIA SWOJE MARZENIA. MA DOM, DO KTÓREGO Z RADOŚCIĄ WRACA, MĘŻA, Z KTÓRYM UWIELBIA ROZMAWIAĆ I WSPANIAŁE DZIECI, KTÓRE KROCZĄ WŁASNĄ ŚCIEŻKĄ, ZA CO JE PODZIWIA. JAKO PSYCHOLOŻKA I PSYCHOTERAPEUTKA ODNAJDUJE SENS W ROZMOWIE, A W DRUGIM CZŁOWIEKU INSPIRACJĘ. TWORZĄC CENTRUM TERAPII DLA KOBIET OTULONE, SPEŁNIA MARZENIE O MIEJSCU PEŁNYM CIEPŁA, ODWAGI I PRAWDY, BY INNE KOBIETY MOGŁY RÓWNIEŻ ODNALEŹĆ PRZESTRZEŃ DLA SIEBIE.
BWL: Co było impulsem do stworzenia Centrum Terapii dla Kobiet Otulone i jaką lukę na rynku wsparcia psychologicznego i rozwojowego dla kobiet chciała Pani wypełnić?
MRO: Pomysł na stworzenie Centrum dojrzewał we mnie od początku mojej pracy psychologicznej. Jakieś 12 lat temu zaczynałam od jednego pokoju, w którym pracowałam z pacjentami. W pewnym momencie przyszła gotowość i odwaga na współpracę z różnymi specjalistami pod jednym szyldem, gdzie różne specjalistki tworzą pewnego rodzaju wspólnotę, kierując się podobnymi wartościami i chęcią pomocy właśnie kobietom. Impulsem była coraz bardziej odczuwalna samotność w pracy w pojedynkę, brak zespołu, z którym można porozmawiać, podzielić się euforią i wątpliwościami czy po prostu napić się kawy w przerwie. A jaką lukę chciałam wypełnić? Chciałam stworzyć przestrzeń, której moim zdaniem brakowało. Miejsce, w którym rozwój odbywa się w rytmie kobiecej wrażliwości, z troską, zrozumieniem i prawdziwym spotkaniem człowieka z drugim człowiekiem nie tylko na sesji terapeutycznej. Gdzie czas się trochę zatrzymuję, a atmosfera sprzyja zadumie i refleksji. Gdzie nie trzeba być silną, gdzie można zapłakać, a choćby zaszlochać. Gdzie na wejściu czeka miękki koc i ciepła herbata.
BWL: W nazwie i przekazie centrum często pojawia się motyw „otulenia”. Co dla Pani osobiście oznacza to słowo i jak przekłada się na codzienną pracę z klientkami?
MRO: Dla mnie „otulenie” brzmi tak miękko i przyjemnie, iż czuję ciepło w ciele i czuję się bezpieczna. Myślę o nim również w kontekście nie tylko słowa. To pragnienie, tęsknota, rozczulenie. To pierwotne uczucie potrzeby bliskości, które chciałoby się zatrzymać na dłużej. Taki kawałek otulenia pragnę dać naszym klientkom, aby mogły się w nim rozgościć i poczuć jak w ciepłym i bezpiecznym domu, a potem by mogły zabrać to ciepło do swojego świata.
BWL: Jakie najczęstsze wyzwania i potrzeby zgłaszają kobiety, które trafiają do Centrum i jak zmieniają się one w zależności od etapu życia?
MRO: Dużo w historiach kobiet jest tematu samotności w tym, co robią na co dzień, strachu przed zdemaskowaniem, iż nie są tak silne, jak to probują pokazać na zewnątrz. O tym, iż bywają przemęczone, wyczerpane, słabe czy nieszczęśliwe. O braku odwagi, by powiedzieć głośno, iż wewnętrznie cierpią w niespełnionych rolach oraz o emocjonalnych rozterkach związanych z wyborem między domem a pracą zawodową. Każdy etap życia przynosi wiele wyzwań. Okres nastoletni to odseparowywanie się od rodziców, szukanie własnej tożsamości czy własnej drogi. Cały okres dorosłości to ogrom wyzwań egzystencjalnych, bytowych, związkowych czy zawodowych, ale i podsumowania i kryzysy. A późna dorosłość to pytania, jak sobie z nią radzić, poszukiwania nowych celów i sensu życia czy radzenie sobie z nieuchronnością końca. Na każdym etapie życia padają pytania, czy tak można, czy mnie wypada, czy to jest w porządku? Na przykład czy na emeryturze można realizować dziecięce marzenia? Tyle ile kobiet, tyle historii, tyle trudów i radości.
BWL: Jakie metody terapii i pracy rozwojowej stosuje Pani najchętniej i dlaczego uważa je Pani za szczególnie skuteczne w pracy z kobietami?
MRO: Stosuję zasadę równowagi. Gdy jest równowaga, pojawia się harmonia i spokój. A w tych czasach trudno o ten luksus. Uważam, iż żadne skrajności nie są dobre, choćby te dobrze widziane. Ponadto – tu nie chodzi o metody. Bo przecież jest ich tak wiele i każda prześciga się w tym, która lepsza czy szybsza. Chodzi o coś znacznie głębszego, o to, co my jako specjaliści reprezentujemy sobą. Jak przeżywamy również własne życie, co nas buduje, a co niekoniecznie. A co za tym idzie, co wnosimy do relacji z naszymi pacjentami. Czy jesteśmy w stanie zbudować relacje w gabinecie, czy potrafimy być autentyczni, a jednocześnie niezagrażający dla pacjenta. Taka konstrukcja i oczywiście odpowiednie kwalifikacje zawodowe to najskuteczniejsza metoda pracy z drugim człowiekiem.













.png)