OSOBISTA DYGRESJA
Kilka lat temu, gdy jeszcze rządziły pisiory z PiS –u ( przed tymi pisiorami z KO), miała miejsce kampania prozdrowotna „Planujesz długie życie?”, mająca zachęcać i promować badania profilaktyczne. W tv akurat była emitowana reklama tejże kampanii, gdy była u nas z odwiedzinami córka. I, widząc tą reklamę, córka spytała: a ty, tato, planujesz długie życie? Odpowiedziałem: nie, planowałem krótkie życie, ale nie wyszło.
Iggy Pop, występujący w roli narratora w filmie ( nie potrafię dookreślić jego przynależności gatunkowej – to chyba taki esej filmowy – nie fabuła, nie dokument) „Życie metodą Hullebequa” ( chodzi o tego prawicowo spolaryzowanego francuskiego pisarza, nie wiem czy dobrze przepisałem jego nazwisko, bo gość ma je niesamowicie skomplikowane i trudne do zapamiętania – prawicowo, ale nie tak jak to się tu kojarzy: są tacy – kuzyn Tadeusz Rydzyk kiedyś narzekał: niestety mamy w Polsce także prawicę laicką – i ja się z tym identyfikuję), występuje tam w jednej niesamowitej scenie. Siedzi w tej scenie w podomce w fotelu, z grubą książką na kolanach, z okularami opuszczonymi do pół nosa i patrząc widzowi w oczy mówi: „ życie to seria prób zniszczeniowych”. A Iggy wie co mówi.
Dziś życie i świat nas otaczający dają nam do rąk tyle ciekawych narzędzi umożliwiających zakończenie życia w wieku - już - lat nastu. A potem, wraz z bijącym licznikiem lat, poszerza ich pulę. Są tacy, którzy ochoczo korzystają – i stąd te bulwersujące newsy medialne. Ale są i tacy, którzy korzystają, ale z zachowaniem zasad BHP, a potem korzystają z kolejnych okazji, i z kolejnych. Tak, pamiętam o kolegach i koleżankach, których nie ma wśród nas, bo … Ten spadł z latarni ( po cholerę na nią właził?), tamten chciał spróbować kompotu i serce nie wytrzymało, inny trafił na interesującego pracodawcę i pierwszego dnia pracy przywaliła go ściana. Bucior, Jusza i Stachu. I wielu innych.
Że jestem tu to trochę zasługa szczęścia i odrobiny rozsądku, którą zachowałem w tych ciekawych sytuacjach. Bo nie byłem grzecznym dzieckiem, grzecznym dorosłym i nie jestem grzecznym seniorem. Wielokrotnie zdarza mi się, iż ignoruję rady dobrych wujków, by tak nie robić. Pozostają interesujące wspomnienia i tematy do przemyśleń: drugi raz tak nie zrobię. Albo zrobię, bo to nie jest tak niebezpieczne jak mówią i adekwatnie niczym nie grozi.
W trakcie badań psychologicznych, w jednym z testów, pada pytanie: czy zażyłbyś substancję, której skutków nie jesteś w stanie przewidzieć? Chodzi w domyśle o narkotyki, nielegalne substancje. Zawsze odpowiadam: NIE, bo o ile już sięgam po takie substancje to mniej więcej wiem co one mi zrobią. Pytanie to jednak intencjonalnie nie ogarnia leków, które przepisze ci bezmyślny, schematycznie myślący lekarz, gdy leczysz się na jakieś interesujące schorzenie. Kiedy dolegliwość jest tak dolegliwa, iż zwracasz się do takiego typa o pomoc.
Robiłem rzeczy, o których dziś się czasem ciekawie wspomina, albo je przemilcza. Ale to pamiętam, bo to przeżyłem. I mam PESEL, który zaczyna się od „6” – i wiele ciekawych wspomnień. I mam chęć, by czasem zrobić hopsa w jakąś ciekawą sytuację, co czasem czynię, a czasem nie. Bo nie będzie drugiej okazji – reinkarnacja to rzadkość – dano nam tylko ten jeden lot. Już wystartowaliśmy, drążki sterownicze trzymamy w dłoniach. No chyba, iż trzyma je ktoś inny – wtedy to sraka padaka – ten jeden lot. Być dronem to kiepski sposób na spędzenie życia.











