Olga, a te twoje zbędne kilogramy?

polregion.pl 10 godzin temu

Kasia, a te twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? nie ustępowała matka Dawida.
Według mnie nie mam zbędnych, a poza tym mój przyszły mąż i tak je akceptuje. Nie każdemu musi być jak plasterek cytryny i patyk drwiła Kasia, przymrużając oczy na Helenę i mamę Dawida. Takie bezczelne słowo wywołało płomienny wybuch Heleny.

Mamo! Kupiłaś herbatę odchudzającą? A nasiona chia? Po co wsypałaś mi tyle masła do owsianki, to przecież te zbędne kilogramy! wykrzykiwała Kasia. Dawid, znowu kupiłeś chleb na zakwasie? To niezdrowe! Trzy szklanki wody rano, inaczej waga nie spadnie Gdzie jest moja woda? powtarzała od dziecka.

Matka i starsza siostra Dawida nieprzerwanie roztrząsały własną sylwetkę. Siostra, już trzydziestopięcioletnia, nigdy nie wyszła za mąż, przypominała chudego, garbatego konia z wiecznie głodnym spojrzeniem. Matka była jak nieskrępowana szpilka do haftu ostra i nieugięta.

Zbyt wiele tego Dawidowi doskwierało, więc zawsze szukał ludzi radosnych, z dobrym apetytem. Marzył, by przyszła żona różniła się od matki i siostry. I taką znalazł!

Nazywała się Bogna. Same brzmiało miękko, przyjemnie i smakowicie, niczym świeżo upieczone ciastko. Bogna nie była chuda, ale mając 173cm wzrostu ważyła 85kg. Te kilogramy promieniowały zdrowiem i dobrym humorem, wysokimi piersiami, wąską talią, kobiecymi kształtami i dołeczkami na pulchnych policzkach, które aż kusiły, by je przycisnąć. Gdy Dawid ją ujrzał, ogarnął go niewyobrażalny zachwyt.

Pewnego wieczoru zawiózł siostrę do banku załatwić sprawy. Siostra wzięła karta i usiadła w wybranym fotelu, a on krążył po sali, czekając. Nagle usłyszał srebrzysty, dzwoniący śmiech, cichy, ale tak zaraźliwy, iż sam się uśmiechnął. Z ciekawości podążył za dźwiękiem.

Śmiała się dziewczyna przy oknie, operująca starszym klientem. Mężczyzna powiedział coś zabawnego, a ona ponownie wybuchła śmiechem. Dawid nie mógł oderwać od niej oczu od falującej fryzury po uśmiech z delikatnym kokardkowym akcentem na ustach. Była zupełnie swobodna, co widać było gołym okiem.

Jedąc w samochodzie z siostrą, słuchał jej monotonnego monologu, ale jego myśli dryfowały gdzie indziej, w banku, przy tej nieznajomej.

Dawidzie, słuchasz mnie? zapytała podenerwowana siostra.
Oczywiście, Heleno, słucham odpowiedział, szukając w głowie sensu jej słów.

No więc, mówię mu, iż nie jem smażonego mięsa, tylko gotowane piersi kurczaka narzekała siostra o swoim kolegach z podrywu. Dawid skinął współczująco, językiem przyklepał, jakby mówił: Co za łobuz….

Następnego dnia, bliżej wieczora, pośpieszył do banku. Jego wymarzony przedmiot był na miejscu, i odetchnął z ulgą. Po zamknięciu wyciągnął z auta bukiet róż i ruszył w stronę dziewczyny.

Dziewczyno, czy nie potrzebujesz męża, czy może męża twojej mamy? wymamrotał, podając jej róże.
Z twarzy mu wyciekała rozbawiona bezradność, a ona rozbawiła się dźwięcznym chichotem i przyjęła kwiaty.

Boże, jaka piękność! Jaki zapach! zanurzyła twarz w różach, wciągając zapach, a Dawid patrzył na nią z zachwytem.

Od tej chwili byli nierozłączni. Czasem zdarza się, iż spotkasz kogoś i od razu wiesz, iż to już na zawsze. Tak stało się z Dawidem i Bogną. Po miesiącu znajomości złożył jej oświadczyny, a ona przyjęła z radością. Zostało tylko poznać ich rodziny.

Rodzice Bogny przyjęli go przy długim stole, pełnym pierogów, śmiechu i gwaru. Matka Bogny, piękna i dumnie postawiona, pocałowała go w oba policzki, aż on poczuł się kompletnie zakłopotany. Ojciec Józef przyjaźnie poklepał go po ramieniu, jak starego znajomego, i poprowadził do kuchni.

Trzymaj się z daleka od kobiet, bo cię przytłoczą. Nie martw się, Natalia Jerzyńska, matka Bogny, to spokojna kobieta! Kocham ją już trzydzieści lat. A Bogna to nasz diament. Dbaj o nią, synu rzucił ojciec Józef, patrząc uważnie na Dawida.

Potem zasiedli przy stole. Jedli z apetytem, głośno się śmiali, opowiadając zabawne anegdoty. Janusz, ojciec Bogny, zagrał na gitarze, a wszyscy chóralnie dościgowali go. Dawid czuł się tak dobrze w tej rodzinie, jakby znał ją od zawsze.

Trzy dni później pojechali do rodziców Dawida. Po drodze wstąpili do cukierni, gdzie Bogna kupiła manualnie robione eklerki dla kobiet. O szóstej po południu dotarli na miejsce.

Drzwi otworzyła matka Dawida, Grażyna Anatolijewna.

O Witajcie, kochani spojrzała zdezorientowana na Bognę, z szeroko otwartymi ustami, trzymając się za klamkę.

Mamo, też cię kocham. Może nie stoimy już na progu, a przejdziemy do mieszkania? szepnął Dawid, prowadząc matkę w środę.

Oczywiście, synku Proszę, wejdźcie A ty, chyba też jesteś Bogna, prawda? wzięła się w garść i z odrobiną drętwienia przyglądała Bogny od stóp do głowy.

Tak, jestem Bogna! Miło mi cię poznać. podała dłoń Grażynie i weszła. Matka Dawida stała z zaskoczonym wyrazem twarzy, patrząc na dziewczynę.

Tato, Heleno, matko, to Bogna, moja narzeczona, złożyliśmy wniosek i niedługo będziemy mieli ślub. Oto moja rodzina: siostra Helenka, matka Grażyna Anatolijewna i tata Mikołaj Szczepanik przedstawił Dawid swoją narzeczoną krewnym.

Wieść o ślubie zaskoczyła rodzinę Dawida; usiedli w milczeniu, nieco osłupieni. W pokoju rozbrzmiał jedynie dźwięk sztućców.

Tak! Bogna! Cieszymy się z was i serdecznie witamy w rodzinie. Macie może butelkę wina? To w sam raz! A może jakieś słodkości dla pań? rozładował atmosferę tata Mikołaj.

Nie, nie jemy ciast, zwłaszcza nocą. Co wy, Bogna Grażyna odciągnęła niechętnie pudełko ze słodkościami.

Wy nie jedziecie, a my jedziemy! Dajcie tę karton, zobaczymy, co w środku. Myślę, iż Bogna nic złego nie przyniesie. Dobrze, Bogna? rozbawił się tata.

Wszyscy w końcu usiedli, a cisza ustąpiła miejsca szmerowi. Na stole stała czekolada, lekkie przekąski i butelka wina musującego. Otworzyli butelkę, stuknęli się i wzięli łyk; znowu zapadła niezręczna cisza.

Mamo, właśnie poznałem rodziców Bogny. Są wspaniali, polubicie ich powiedział Dawid, chcąc przełamać milczenie. Bogna wpatrywała się w kieliszek, a Helenka nie odrywała wzroku od Bogny. Tata zaczął opowiadać żart, wszyscy się roześmiali, a napięcie nieco opadło.

Bogna, nie martw się, mam świetnego specjalistę. Zadbam, żeby twoja sprawa się rozwiązała nagle rzekła Grażyna.

Problem? Nie mam problemu. odparła zaskoczona Bogna.

No więc? wtrąciła Grażyna. Kasia, a te twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? nie ustępowała matka Dawida.

Moim zdaniem nie mam zbędnych, a mój przyszły mąż je uwielbia. Nie każdemu musi być jak patyczek i mały marchewek znowu drwiła Bogna, patrząc na Helenkę i Grażynę. Helenka płonęła z oburzenia.

Bogna, masz dwadzieścia kilogramów za dużo! To niezdrowe. A kiedy urodzisz dziecko, nie mam pojęcia, co się stanie

Kiedy urodzę, będę jeszcze piękniejsza, będę z ukochanym i naszym dzieckiem. A ty, Helenko, czy nie jesteś już zamężna? Pewna jestem, iż smukła kobieta musi mieć przystojnego męża i przynajmniej dwoje dzieci roześmiała się Bogna, odgryzając ciastko.

Helenka przełknęła ślinę, gotowa odpowiedzieć, ale Mikołaj wtrącił się, napełnił kieliszki i wzniósł toast:

Za kobiety tej rodziny, różne, ale kochane!

Wysiedli na ulicę po dwie godziny. Spojrzeli na siebie, westchnęli jednocześnie i nagle wybuchli śmiechem, nie mając nic wspólnego.

Nie spodziewałam się, iż przyszła teściowa powie, iż jestem gruba.

Bogna, kochana, wiesz, iż jesteś piękna! A matka i siostra? Wybacz im, są wielkoduszne. Krewnych nie wybiera się.

Ślub wyznaczono na 25 sierpnia. Tego dnia krewni i przyjaciele zgromadzili się w Urzędzie Stanu Cywilnego, aby uczestniczyć w ceremonii. Po uroczystości wszyscy udali się do restauracji.

Narzeczona lśniła w eleganckiej sukni, podkreślającej jej kobiecą, czarującą figurę. Narzeczony nie odwracał od niej wzroku. Matka panny młodej, Natalia Jerzyńska, nie ustępowała jej piękności i wdzięku suknia pięknie podkreślała sylwetkę. Mężczyźni nie mogli oderwać od niej oczu. Wyróżniała się na tle sztywnej, niskiej swawoli, spętanej w matowy płaszcz niczym szkatułka. Siostra Dawida, Helenka, była kopią swojej matki, ale młodsza.

Muzyka rozbrzmiała, a młoda para ruszyła w taniec ślubny. Kręcili się w pierwszym tańcu, otoczeni czarującą melodią. Nieodkryte okiem, iż w tym świecie nie ma już nikogo poza nimi. Goście zamarli w milczącym zachwycie.

No tak Pannie młodej nie zaszkodziłoby troszkę odchudzić się. Ma wielkie rozmiary, a sukienka nie dopasowuje się wydał się niezadowolony głos matki Dawida.

Mówi się, iż słowo nie wróci, jak ptak, którego nie złapiesz wydawało się, iż Grażyna chciała odwołać te słowa, ale było już za późno, usłyszała je wszyscy.

Poza tym, wielu mężczyzn nie rzuca się na kości. Wolą normalne, żywe kobiety. Twój syn, tak przy okazji, jest jednym z nich. A ty, skarbie, mów ostrożniej, bo ja, choć delikatna, jestem nerwowa. Nie wytrzymam, gdy chodzi o moją córkę przyznała Natalia, ręce na biodrach, wypychała Bognę swoim pełnym biustem, przyciskając ją do ściany.

Kobiety przez chwilę wymieniały się spojrzeniami. Grażyna była przerażona, Natalia wściekła. Sytuację rozładował Janusz, ojciec Bogny, który natychmiast wziął sprawy w swoje ręce.

Och, dziewczyny! Widzę, iż już się zaprzyjaźniłyście. Ale muszę ukraść mojąW końcu Janusz uniósł rękę, zagrał ostatnią nutę, a wszyscy, unosząc się niczym balony w nocnym niebie, po raz ostatni wypowiedzieli: Niech nasze serca zawsze biją w tym nieskończonym śnie.

Idź do oryginalnego materiału