Okiem naczelnego: Dzień Dziecka, czyli święto każdego z nas

razemztoba.pl 15 godzin temu

Każdy z nas, bez względu na wiek, jest czyimś dzieckiem. Można więc powiedzieć, iż 1 czerwca to nie tylko dzień najmłodszych, ale trochę święto nas wszystkich. Tych, którzy dopiero poznają świat, tych, którzy próbują się w nim odnaleźć, i tych, którzy czasem z sentymentem wracają myślami do własnego dzieciństwa.

Oczywiście dzieciństwo dziś wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. I nie będę tu mówił „za moich czasów”, bo zabrzmię jak klasyczny dziaders, który pamięta trzepak, klucz na szyi i oranżadę w woreczku, a przy okazji z przekonaniem twierdzi, iż kiedyś to było. Prawda jest jednak taka, iż kiedyś było po prostu inaczej. Nie zawsze lepiej czy gorzej, ale zwyczajnie inaczej.

Dzisiejsze dzieci mają ogrom możliwości. Dostęp do wiedzy, technologii, świata, ludzi, pasji, języków, filmów, muzyki, sportu, podróży i wszystkiego, co jeszcze nie tak dawno temu było dla wielu z nas czymś odległym albo wręcz nieosiągalnym. Mogą rozwijać się szybciej, próbować więcej, uczyć się inaczej, poznawać świat niemal bez wychodzenia z pokoju. Tylko iż ten sam świat, który tyle im daje, potrafi też bardzo dużo zabrać.

Bo razem z możliwościami przyszły zagrożenia. Presja, porównywanie się, samotność w tłumie, hejt, przebodźcowanie, ciągłe bycie online, lęk przed odrzuceniem, pogoń za akceptacją. Dzieci mają dziś w kieszeni cały świat, ale czasem nie mają obok siebie kogoś, kto spokojnie zapyta: „Co u ciebie naprawdę słychać?” I to jest chyba jedna z najtrudniejszych prawd o współczesnym rodzicielstwie.

Bo wychowywanie dzieci nigdy nie było łatwe, ale dziś jest chyba trudniejsze niż kiedykolwiek. Rodzic może się starać, tłumaczyć, rozmawiać, pilnować, wspierać, a i tak świat zewnętrzny robi swoje. Szkoła, rówieśnicy, internet czy bezduszne algorytmy zrobią swoje. I nagle okazuje się, iż dom nie jest już jedynym miejscem, w którym dziecko uczy się wartości, języka, relacji i granic.

Dlatego tak ważne jest, żeby dziecko miało w rodzicu nie tylko kontrolera, kierowcę, sponsora i organizatora codzienności, ale przede wszystkim człowieka, do którego może przyjść. Z problemem, wstydem, błędem, głupotą, porażką, pytaniem. Rodzica, który nie zawsze od razu krzyczy, nie zawsze od razu ocenia, nie zawsze zaczyna od kazania. Kogoś, kto potrafi wysłuchać, ale też postawić granicę, bo partnerstwo z dzieckiem nie oznacza kumplowania się bez zasad. Dziecko potrzebuje bliskości, ale potrzebuje też autorytetu i poczucia bezpieczeństwa. Chce wiedzieć i czuć, iż rodzic jest po jego stronie, choćby wtedy, gdy musi powiedzieć „nie”.

I tu zaczyna się ta gorzka część. My, dorośli, bardzo często jesteśmy zabiegani. Praca, obowiązki, rachunki, telefony, sprawy „na już”, rzeczy pilne, rzeczy ważne, rzeczy niby ważne. Gonimy codzienność, a w tej gonitwie łatwo przegapić coś, co już nigdy nie wróci. Pierwsze pytania, pierwsze lęki, pierwsze rozczarowania, pierwsze sygnały, iż coś jest nie tak. Czasem dziecko jeszcze próbuje coś powiedzieć, ale słyszy: „zaraz”, „później”, „nie teraz”. A potem przychodzi taki moment, iż już nie mówi. I wtedy bywa najtrudniej.

Nie chodzi o to, żeby rodzice się teraz zbiorowo biczowali, bo większość z nich robi, co może. Często po prostu próbuje przetrwać dzień, utrzymać rodzinę, ogarnąć życie i jeszcze nie zwariować. Ale może właśnie Dzień Dziecka jest dobrym momentem, żeby się zatrzymać. Nie po to, żeby kupić większy prezent, lepszą zabawkę czy droższy gadżet. Tylko po to, żeby naprawdę pobyć, zapytać, posłuchać, przytulić, pójść na spacer, odłożyć telefon. Dać dziecku czas, którego nie da się potem nadrobić przelewem, prezentem ani tłumaczeniem, iż „przecież robiłem to wszystko dla ciebie”.

Jest w tym wszystkim jednak dużo nadziei. Bo dzieci, mimo świata pełnego hałasu, przez cały czas bardzo często potrzebują tylko bardzo prostych rzeczy: obecności, uwagi, ciepła, jasnych zasad, dobrego słowa oraz poczucia, iż są ważne nie tylko wtedy, gdy mają świadectwo z paskiem, wygrany konkurs, medal albo ładne zdjęcie do wrzucenia w media społecznościowe. Są ważne po prostu dlatego, iż są.

I może właśnie tego powinniśmy im życzyć 1 czerwca. By miały wokół siebie dorosłych, którym się jeszcze chce. Którzy nie machną ręką, nie odpuszczą, nie powiedzą „jakoś to będzie” a będa potrafili kochać mądrze, rozmawiać szczerze i wymagać z szacunkiem. Dorosłych, którzy rozumieją, iż dzieciństwo nie jest poczekalnią do dorosłości, tylko fundamentem całego życia.

A nam, dorosłym dzieciom naszych rodziców, też warto życzyć jednego: żebyśmy nie zapomnieli, jak to było być małym człowiekiem w wielkim świecie. Bo może wtedy łatwiej będzie nam zrozumieć tych, którzy dziś próbują w tym świecie dorastać.

Idź do oryginalnego materiału