Oferta dla Polonii

bialyorzel24.com 2 godzin temu

Aliness zaczynało w 2011 roku jako niewielka rodzinna firma, której właściciele sami zajmowali się produkcją, sprzedażą, zamówieniami i wysyłką. Dziś marka ma w Polsce ponad 500 produktów, własny zakład i laboratorium, a kolejny etap jej rozwoju prowadzi przez Atlantyk. W Largo na Florydzie działa już amerykańska siedziba Aliness, skąd suplementy trafiają do klientów w całych Stanach Zjednoczonych.

Filozofia Clean Label i konsekwentna dbałość o jakość od lat wyznaczają kierunek rozwoju produktów Aliness, z którymi polska marka chce docierać do klientów w całych Stanach Zjednoczonych. Z lewej: Kathleen Wodnicki, Director of Operations w amerykańskim oddziale Aliness; z prawej: Jolanta Malitka, założycielka i właścicielka marki. Fot. Aliness

Za wejściem na nowy rynek stoi nie tylko biznesowa kalkulacja, ale również osobista historia. To właśnie z Florydą właściciele firmy związani są od czasów studenckich. Teraz chcą wykorzystać doświadczenie zdobyte przez ostatnich 15 lat i sprawdzić, czy filozofia, na której zbudowali pozycję Aliness w Polsce, przekona również klientów po drugiej stronie Atlantyku.

O początkach firmy, drodze do sukcesu, znaczeniu etykiety „Made in Poland” oraz planach związanych z rynkiem amerykańskim rozmawiamy z Jolantą i Konradem Malitka, właścicielami marki Aliness i firmy Medicaline, Krzysztofem Szczepanikiem, dyrektorem generalnym firmy oraz Kathleen Wodnicki, która rozwija Aliness w Stanach Zjednoczonych.

„Biały Orzeł”: Jak narodziła się firma Aliness i jaki pomysł przyświecał Wam przy tworzeniu marki?

Jola: Firma Medicaline i marka Aliness powstały w 2011 roku. Przyświecała nam przede wszystkim chęć odpowiedzi na pojawiające się na rynku zapotrzebowanie na suplementy diety i na markę internetową. Nie zależało nam na tym, żeby znaleźć się stacjonarnie w aptekach, tylko właśnie w Internecie. Ale przede wszystkim chcieliśmy, żeby nasze suplementy były rzeczywiście jakościowe. Od początku najważniejsze było dla nas, żeby używane surowce były najwyższej jakości, spełniały wysokie standardy europejskie i żebyśmy rzeczywiście mogli proponować konsumentom produkty, które odpowiadają na ich potrzeby związane z suplementacją.

Konrad: Jako pierwsi w Polsce stworzyliśmy strategię tworzenia produktów z czystym składem, czyli właśnie Clean Label. Wcześniej nikt takich suplementów nie produkował, nie zwracał na to większej uwagi. Jesteśmy dumni, bo byliśmy na polskim rynku pierwszą firmą, która postawiła na szeroko rozumiane pojęcie czystego składu.

Co oznacza dla klientów „czysty skład” produktów?

Krzysztof: Chodzi przede wszystkim o to, iż w produkcie jest jak najmniej zbędnych dodatków technologicznych. Zależy nam na odpowiednim poziomie substancji aktywnych i na tym, żeby skład był możliwie prosty i przejrzysty. To właśnie jest idea Clean Label.

Jak budowaliście markę, żeby dojść do miejsca, w którym znajduje się dzisiaj?

Jola: Naszym głównym celem była wysoka jakość i właśnie produkty Clean Label. Nasza historia zaczęła się w cudzysłowie „od garażu”, od małej liczby produktów. Na początku robiliśmy wszystko sami, we dwójkę.

Konrad: Sami koordynowaliśmy produkcję, sprzedaż, wysyłki i zamówienia.

Jola: Zaczynaliśmy małymi kroczkami. Weszliśmy w ten świat internetowy i może trochę było w tym szczęścia, iż wypełniliśmy wtedy pewną lukę. W Internecie nie było jeszcze tak dużo suplementów i może było nam trochę łatwiej zaistnieć, promując nasze produkty jako wysokojakościowe. Ale nie była to tylko promocja oparta na marketingu. Szła za tym bardzo ścisła kontrola i powtarzalność jakościowa produktów. Konsumenci mogli się bardzo gwałtownie przekonać, iż rzeczywiście suplementy są wysokiej jakości i produkt sam się obronił. Rynek powoli się rozwijał, a my dokładaliśmy nowe produkty i bardzo słuchaliśmy klientów. Byliśmy wówczas na tyle małą firmą, iż mogliśmy reagować na ich potrzeby niemal natychmiast i dzięki temu skutecznie konkurować z dużymi firmami.

Konrad: Równolegle bardzo gwałtownie rosła w Polsce świadomość klientów, jeżeli chodzi o suplementy, dbanie o zdrowie, aktywność fizyczną czy sposób odżywiania. To był taki nurt, w który my też wskoczyliśmy.

Fot. Aliness

Dzisiaj rynek suplementów jest już ogromny i bardzo konkurencyjny. Co przez cały czas wyróżnia Aliness?

Krzysztof: Jakość to główna rzecz, która nas wyróżnia i na którą cały czas stawiamy. Mogę tutaj również wspomnieć o własnej produkcji. Jest dużo firm, które sprzedają produkty wytwarzane dla nich na zewnątrz, więc nie mają pełnej kontroli nad całym procesem. My ją mamy i dzięki temu możemy zachować dużą powtarzalność i wysoką jakość każdej partii. Posiadamy również własne laboratorium, które aktywnie rozwijamy. Pod pełną kontrolą mamy wszystkie surowce, które są do nas dostarczane, ponieważ badamy zarówno składniki, jak i gotowe produkty z nich stworzone. Wyróżnia nas również jakość obsługi klientów. Posiadamy duży, wyedukowany zespół handlowy, który wspiera naszych konsumentów poprzez szkolenia. Te informacje mogą być później przekazywane dalej klientom. Od początku trzymamy się również kanału internetowego, e-commerce oraz sklepów specjalizujących się w zdrowej żywności i suplementach diety.

Klient widzi już gotowy produkt. Jak wygląda kontrola nad nim wcześniej – od wyboru surowców aż po produkcję?

Krzysztof: Tak naprawdę kontrola zaczyna się od samego zakupu surowców i doboru składu produktu. Mając własną produkcję i własny dział zakupów, mamy już historię współpracy z dostawcami. Wiemy, którzy producenci ekstraktów oferują najwyższą jakość w Europie i na świecie. Utrzymujemy z nimi stały kontakt i nie zmieniamy często źródeł zakupu surowców. Później przychodzi etap kontroli laboratoryjnej. Sprawdzamy, czy dokumentacja dostarczona przez dostawców spełnia standardy i wymagania oraz czy nasze laboratorium potwierdza parametry podane w kartach surowców i certyfikatach analizy. Następnie musimy zachować odpowiedni standard jakości samej produkcji. Mając nowoczesny zakład, jesteśmy w stanie spełniać standardy już mocno zbliżone do poziomu firm farmaceutycznych.

Co w praktyce oznaczają wysokie europejskie standardy, o których wspominaliście?

Krzysztof: Bardzo mocno weryfikowane są w nich poziomy substancji aktywnych. Chodzi też o jak najmniejszą ilość dodatków technologicznych, żeby zachować tę czystą etykietę, o której mówiliśmy. Ważna jest również powtarzalność poszczególnych partii i bardzo małe albo praktycznie zerowe odchylenia parametrów substancji aktywnych.

Konrad: Świadomość konsumentów dotycząca jakości jest dzisiaj bardzo duża. Ważna jest chociażby kontrola metali ciężkich. Mamy spektrometr, który pozwala nam wykryć choćby minimalne przekroczenia w produkcie czy surowcu. o ile takie przekroczenie się pojawi, możemy zdecydować o zwrocie, reklamacji czy utylizacji surowca, żeby nie trafił do produktu, a później do konsumenta.

Firma miała już mocną pozycję w Polsce. Dlaczego kolejnym krokiem stały się właśnie Stany Zjednoczone?

Jola: Jest w tym z jednej strony aspekt emocjonalny, a z drugiej oczywiście ekonomiczno-biznesowy. Stany od dawna były nam bliskie, ponieważ jeszcze jako studenci przylecieliśmy z Konradem na Florydę i przez dwa lata z rzędu pracowaliśmy tutaj w ramach programu uczelnianego. Wtedy poznaliśmy Kasię i wtedy też zakochaliśmy się w Stanach, a przede wszystkim we Florydzie. W zeszłym roku, będąc wspólnie z Kasią na wakacjach, dużo rozmawialiśmy o naszej firmie i marce. Kasia powiedziała, iż bardzo chętnie spróbowałaby swoich sił i rozwijała Aliness tutaj. W Polsce osiągnęliśmy już bardzo mocną pozycję, więc naturalną koleją rzeczy stała się próba zdobycia nowego rynku. Wybór Florydy nie jest więc przypadkowy, bo jesteśmy z tym miejscem związani emocjonalnie. To właśnie tutaj, w Largo, mieści się nasza amerykańska siedziba i centrum wysyłkowe, ale od początku myślimy o sprzedaży w całych Stanach Zjednoczonych. Chcemy, żeby nasze produkty były dostępne dla klientów w różnych zakątkach kraju.

Konrad: Fajnie jest też powalczyć i konkurować z gigantycznymi amerykańskimi firmami, które pod względem wielkości są od nas dziesiątki czy setki razy większe. Ale jeżeli chodzi o jakość produktu, nie boimy się tej konkurencji. Analizując składy widzimy, iż mamy tutaj naprawdę dużo do zaoferowania.

To właśnie jakość i etykieta Clean Label mają być Waszym największym atutem w Stanach?

Jola: Nie tylko. Chcemy też zaoferować klientom polski produkt wysokiej jakości. Szczególnie ważna jest dla nas Polonia. Zależy nam, żeby stopniowo docierać do Polaków zamieszkałych w Stanach i pokazać im, iż również tutaj mogą sięgnąć po produkty polskiej marki, wytwarzane w Polsce. Jest w tym też poniekąd sentymentalny element – chcemy poprzez nasze produkty przybliżyć im Polskę.

Konrad: Mieliśmy też dużo zapytań od rodaków zamieszkałych w Stanach Zjednoczonych, czy wysyłamy tutaj nasze produkty i czy są gdzieś dostępne. Z Polski nie byliśmy w stanie realizować takich wysyłek w prosty sposób, między innymi ze względu na formalności, koszty i czas. Dlatego zdecydowaliśmy się wyjść naprzeciw naszym rodakom i rozpocząć dystrybucję bezpośrednio ze Stanów. Produkty będzie można zamawiać przez naszą stronę internetową z dostawą na terenie całego kraju oraz przez Amazon. Chcemy również rozwijać współpracę z lokalnymi sklepami i innymi punktami sprzedaży, żeby z czasem Aliness było coraz łatwiej dostępne stacjonarnie. Klienci z Florydy mogą też dodatkowo zrobić zakupy bezpośrednio w naszej siedzibie w Largo.

Najpierw chcecie zdobyć polonijnych klientów, a później szerzej podbijać rynek amerykański?

Jola: Tak. Liczymy na to, iż będzie się to rozwijało organicznie, krok po kroku.

Fot. Aliness

Kasia, budujesz Aliness po amerykańskiej stronie. Jak wygląda wprowadzenie od podstaw polskiej marki na tak ogromny rynek?

Kasia: Aliness jest marką dobrze znaną w Polsce, natomiast w Stanach zaczynamy praktycznie od początku. Chcemy, żeby nasze produkty były łatwo dostępne przez naszą stronę internetową, Amazon, sklepy stacjonarne, a także bezpośrednio u nas w Largo na Florydzie, gdzie można będzie przyjść i zrobić zakupy. Będziemy również uczestniczyć w różnych wydarzeniach i targach w całych Stanach, żeby bezpośrednio spotykać się z ludźmi i przedstawiać im markę Aliness.

Jak Amerykanie reagują na europejskie standardy i polskie pochodzenie produktów?

Kasia: Z mojego punktu widzenia odbiór jest bardzo pozytywny. Wraz z rosnącą świadomością zdrowego stylu życia ludzie w Stanach coraz częściej zwracają uwagę właśnie na jakość i wysokie standardy, czyli dokładnie to, co oferują nasze produkty.

Konrad: My też, analizując rynek, widzimy tendencję, iż produkty europejskie, ale również polskie, są bardzo pozytywnie odbierane przez Amerykanów. Nie tylko przez Polonię, ale też przez lokalnych konsumentów. Są postrzegane jako dobre produkty wysokiej jakości. Jesteśmy bardzo dumni z tego, iż Aliness to polska firma rodzinna, oparta wyłącznie na polskim kapitale. Dlatego na naszych materiałach promocyjnych i reklamowych wszędzie pojawia się polska flaga oraz informacja „Made in Poland”.

Co czujecie, kiedy widzicie dziś w Stanach produkty, które powstają w Polsce?

Jola: Myślę, iż wszyscy czujemy po prostu dumę. Nieco ponad rok temu podjęliśmy decyzję o założeniu tutaj spółki z Kasią i od tamtego czasu wykonaliśmy ogrom pracy. Zaczynaliśmy od kwestii prawnych i samego założenia oddziału firmy. Później trzeba było przetłumaczyć etykiety, dostosować je do wymagań rynku amerykańskiego i FDA. Dlatego czujemy dumę i radość. Oczywiście wiemy, ile pracy jeszcze przed nami, żeby sprzedaż rzeczywiście ruszyła i wszystko rozwijało się tak, jak sobie myślimy i marzymy. Ale jesteśmy pełni dobrych emocji i jest to dla nas duża motywacja, żeby zdobywać rynek amerykański polską jakością.

Konrad: Trzeba też podkreślić, iż nie chodzi tutaj tylko o naszą czwórkę. Za sukcesem Aliness stoi cały nasz zespół w Polsce – dział jakości, graficy i wiele innych osób. Przy wchodzeniu na rynek amerykański były tysiące zmian na etykietach, kolejne weryfikacje… Tego wszystkiego musieliśmy się nauczyć i trwało to bardzo długo. Tym bardziej jesteśmy zadowoleni z efektów tej pracy.

Co jest teraz dla Was największym wyzwaniem i co jeszcze przed Wami?

Jola: W tej chwili mamy dostępnych na rynku amerykańskim około 40 produktów, podczas gdy w Polsce mamy ich ponad 500. Naturalnym kierunkiem jest więc rozwój oferty i wprowadzanie kolejnych. W naszych marzeniach jest również to, żeby może kiedyś otworzyć tutaj, w Stanach, własną produkcję i własną siedzibę, żeby nie trzeba było produktów importować, tylko osiągnąć na tyle dużą sprzedaż, by móc produkować je na miejscu. To jest taka nasza “wish list” na najbliższe lata.

Krzysztof: Pierwszym największym wyzwaniem na najbliższy rok jest jak najszybsze i jak najszersze dotarcie do konsumentów oraz zbudowanie widoczności produktów. Czy to przez platformy internetowe i Amazon, czy przez sklepy specjalizujące się w zdrowej żywności i suplementach. Chcemy być w tych miejscach, w których konsument – polonijny czy amerykański – szuka takich produktów. Na tej podstawie będziemy mogli dalej się rozwijać, wprowadzać nowe produkty i spełniać marzenie o dalszym rozwoju w Stanach.

Kasia: Najważniejsze jest to, żeby ludzie kojarzyli Aliness z jakością i żeby była to marka, której ufają i do której wracają.

Gdzie chcielibyście zobaczyć Aliness w Stanach za pięć lat?

Jola: Chcielibyśmy widzieć ją w TOP 5 na Amazonie.

Kasia: I w świadomości konsumentów również.

Gdybyście mieli na zakończenie powiedzieć czytelnikom „Białego Orła” jedną rzecz o tym, co właśnie budujecie w Ameryce, co chcielibyście im przekazać?

Krzysztof: Chcielibyśmy, żeby czytelnicy mieli świadomość, iż również w tym segmencie rynku mogą znaleźć w Stanach polskie produkty, od firmy z polskim kapitałem, która stawia na wysoką jakość produkcyjną i jest w stanie tę jakość zapewnić dzięki własnemu zakładowi. Żeby mogli utożsamiać się z takim produktem, a docelowo, żeby ten produkt wspierał ich zdrowie.

Jola: Serdecznie zapraszamy czytelników „Białego Orła” do zapoznania się z naszymi produktami, żeby sami mogli sprawdzić to, o czym mówimy. Warto też dodać jeszcze jedną rzecz dotyczącą naszej własnej produkcji – sami produkujemy choćby nasze opakowania. Chcemy mieć naprawdę pełny wpływ na jakość.

Konrad: Ma to również znaczenie ekologiczne. Transport pustych butelek, które kilka ważą, ale zajmują dużo miejsca, nie ma większego sensu. Produkując je samodzielnie, ograniczamy ten transport. W naszym zakładzie około 50 procent energii wykorzystywanej do produkcji pochodzi z odnawialnych źródeł energii. Aspekt środowiskowy jest dla nas bardzo ważny. W Europie to już standard, ale widzimy, iż świadomość ekologiczna zaczęła też rozwijać się w USA.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Rozmawiała Alicja Dębek

Specjalnie dla czytelników „Białego Orła” Aliness przygotowała niespodziankę!

10% zniżki na zakupy na zakupy online na aliness.com!

Przy składaniu zamówienia należy podać kod BIALYORZEL.

Idź do oryginalnego materiału