Cięcia w finansowaniu diagnostyki opóźnią rozpoznawanie chorób, lekarze będą musieli decydować o leczeniu bez ostatecznej diagnozy – powiedziała prezes Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego prof. Katarzyna Karmelita-Katulska. Eksperci zgadzają się jednak, iż czas ograniczyć dublowanie badań.
Skuteczna diagnostyka onkologiczna wymaga współdziałania lekarzy wielu specjalności oraz zastosowania szeregu metod. Wykorzystuje się w niej metody morfologiczne, morfometryczne, biochemiczne, cytogenetyczne i molekularne. Szczególne ważne miejsce w wykrywaniu choroby nowotworowej zajmuje diagnostyka obrazowa, a więc klasyczne metody rentgenowskie, ultrasonografia, tomografia komputerowa oraz rezonans magnetyczny.
Zmiany w finansowaniu diagnostyki obrazowej
Narodowy Fundusz Zdrowia od 1 kwietnia 2026 roku płaci 60 proc. za gastroskopię i kolonoskopię, a 50 proc. za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową wykonane ponad limit określony w kontrakcie. Przed zmianą badania te były finansowane w 100 procentach. Wprowadzenie tzw. stawek degresywnych ma przynieść w 2026 roku 625 mln zł oszczędności. Nowe zasady nie dotyczą świadczeń dla dzieci i młodzieży do 18. roku życia, pacjentów onkologicznych z kartą DiLO (Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego) oraz korzystających z programu profilaktyki raka jelita grubego.
Ministerstwo Zdrowia wyjaśniło decyzję m.in. wynikiem audytu, który wykazał, iż do tej pory system często premiował liczbę badań, a nie ich jakość. W efekcie dochodziło do powtarzania badań w krótkim czasie, braku uzasadnienia medycznego dla niektórych procedur oraz niepotrzebnych wizyt i obciążenia pacjentów. Jednocześnie z danych NFZ wynika, iż w ciągu czterech lat – od 2021 roku do 2025 roku – średni koszt tomografii komputerowej wzrósł o 64 proc., rezonansu magnetycznego o 58 proc., kolonoskopii o 82 proc., a gastroskopii o 133 proc.
Według resortu zmiana służyć będzie lepszej organizacji diagnostyki obrazowej i pacjentom.
– Liczba tych badań w ciągu ostatnich lat wzrosła drastycznie, ale my też musimy dbać o bezpieczeństwo radiologiczne pacjentów – stwierdziła na początku kwietnia w RMF FM wiceszefowa Ministerstwa Zdrowia Katarzyna Kacperczyk.
Liczba badań tomografii komputerowej wzrosła wraz ze zniesieniem limitów na nie w 2019 roku. Według danych prezentowanych przez Ministerstwo Zdrowia, w 2024 roku w Polsce wykonano 1,9 mln tomografii komputerowych – o 138 tys. więcej niż rok wcześniej.
Zmiany w sposobie finansowania diagnostyki obrazowej budzą obawy zarządzających szpitalami, lekarzy i pacjentów. Pod koniec marca Naczelna Izba Lekarska ostrzegła, iż kilkanaście przychodni, poradni, ambulatoryjnych zakładów endoskopii i diagnostyki obrazowej zgłosiło już, iż wprowadzenie stawki degresywnej spowoduje, iż ich kontrakty niedługo się wyczerpią i już w kwietniu ograniczą przyjmowanie pacjentów. Podmioty lecznicze, obawiając się wzrostu zadłużenia, nie będą bowiem chciały przyjmować pacjentów ponad wartość określoną w kontrakcie z NFZ.
Prof. Katarzyna Karmelita-Katulska, prezes Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego (PLTR) podkreśliła, iż w kontekście dyskusji o zasadności i dostępności diagnostyki obrazowej istotne jest adekwatne rozumienie roli poszczególnych metod diagnostycznych:
– Tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny to dwie odrębne metody diagnostyczne o szerokim, ale różnym zakresie zastosowań. Nie powinny być traktowane zamiennie, każda ma swoje precyzyjnie określone wskazania kliniczne, dlatego decyzja o wyborze badania powinna wynikać z potrzeb medycznych pacjenta, a nie dostępności.
Szefowa PLTR oceniła, iż gwałtowny wzrost liczby badań tomografii komputerowej wynika z kilku nakładających się czynników. Jednym z nich jest specyfika pracy szpitalnych oddziałów ratunkowych, gdzie przy dużej liczbie pacjentów diagnostyka – często obejmująca jednocześnie kilka obszarów ciała – opiera się właśnie na tomografii.
Istotną rolę odegrało zniesienie limitów, które znacząco zwiększyło dostępność badań.
– Obecnie lekarze specjaliści mogą kierować pacjentów na tomografię bez ograniczeń. Choć poprawiło to dostęp do diagnostyki, jednocześnie doprowadziło do istotnego wzrostu obciążenia finansowego całego systemu ochrony zdrowia – powiedziała.
Jak wyjaśniła, w tej chwili na badania w ramach świadczeń kontraktowanych kierują głównie lekarze specjaliści, z wyjątkiem niskodawkowej tomografii komputerowej, którą może zlecić także lekarz rodzinny. Jednocześnie tomografia komputerowa odgrywa istotną rolę jako badanie pierwszego rzutu w profilaktyce raka płuc.
– W tej chwili wachlarz wskazań zarówno do tomografii, jak i rezonansu magnetycznego jest bardzo szeroki. Nie są to techniki komplementarne, czyli nie powinno się ich robić zamiennie, o ile łatwiej o jedno albo drugie – wyjaśniła prezeska PLTR.

Limity na obadania obrazowe – czy opóźni się rozpoznawanie chorób?
Prof. Karmelita-Katulska stwierdziła, iż wprowadzenie ograniczeń w finansowaniu badań może negatywnie odbić się przede wszystkim na pacjentach. Zmiana może doprowadzić do wydłużenia kolejek oraz większego chaosu organizacyjnego – placówki będą zmuszone dokładnie kontrolować liczbę wykonywanych świadczeń, co w praktyce może skutkować odsyłaniem pacjentów między szpitalami.
– Opóźni się rozpoznawanie chorób. Zmiany w finansowaniu sprawią, iż dla lekarzy decyzja o tym, czy skierować danego pacjenta na badania, będzie jeszcze trudniejsza. Dojdzie do sytuacji, w których lekarze będą musieli decydować o leczeniu bez ostatecznej diagnozy. W perspektywie będzie to generować wyższe koszty – ostrzegła i podkreśliła, iż istnieje realne ryzyko, iż wprowadzenie limitów uderzy w skuteczną profilaktykę.
– Jako radiolog nie chciałabym oceniać zasadności każdego skierowania, jednak uważam, iż problem nadmiarowości badań, tzw. badań wtórnych lub wykonywanych bez wyraźnych wskazań można rozwiązać w inny sposób. Odgórne limity to rozwiązanie najprostsze, to pójście na skróty, które niekoniecznie przekłada się na realne dobro pacjenta i efektywność systemu – powiedziała.
Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego podkreśliła, iż żaden system nie ma zasobów wystarczających do zaspokojenia wszystkich potrzeb zdrowotnych, dlatego trzeba kierować świadczenia tam, gdzie są naprawdę potrzebne.
– Dotąd w Polsce łączono dwa podejścia: ograniczanie dostępu do części świadczeń i nielimitowane finansowanie innych. To drugie sprzyjało nadużyciom, zwłaszcza w badaniach obrazowych. Już wtedy eksperci z różnych środowisk komentowali, iż nie będzie to sprzyjało jakości, o ile nie ma standardów kwalifikowania pacjenta do danego badania. Prognozowano też, iż dostęp do badań obrazowych bez limitu doprowadzi do ich nadużywania w sytuacjach, które nie mają uzasadnienia klinicznego. W takiej sytuacji korzyść dla pacjenta jest znikoma – powiedziała.
Ekspertka uważa, iż wprowadzeniu limitów powinny towarzyszyć jasne wytyczne kierowania na badania.
– Brak precyzyjnych zasad powoduje, iż niektórzy dostają się na nie kilka razy w roku, a inni, mimo wskazań, czekają. Wielokrotnie zdarzało się też, iż badania zlecano pod presją pacjentów, nieświadomych skutków ubocznych – wyjaśniła dr Gałązka-Sobotka.
Zwróciła uwagę, iż coraz więcej raportów wskazuje na to, iż dla uniknięcia powikłań i innych interwencji medycznych systemy ochrony zdrowia powinny bardzo precyzyjnie monitorować pacjentów i unikać powtarzania tych badań.
Dr Gałązka-Sobotka zaznaczyła, iż limity są potrzebne, ale należy doprecyzować standardy kwalifikacji.
– Jeżeli będzie z nich wynikało, iż pacjent musi mieć przeprowadzone badanie w określonym czasie, to płatnik powinien za to badanie płacić bez limitu. Bez sprecyzowania kryteriów zarówno limitowanie, jak i nielimitowanie jest nieracjonalne – dodała.
Zaznaczyła, iż dzisiaj w statystykach OECD Polska plasuje się w gronie niechlubnych liderów, którzy odnotowują corocznie ponad 50 tys. zgonów możliwych do uniknięcia dzięki poprawie dostępu do świadczeń medycznych.
Rozmówczynie nie mają wątpliwości, iż potrzebne jest ograniczenie zjawiska dublowania badań obrazowych, co można osiągnąć m.in. przy wykorzystaniu nowoczesnych technik z użyciem sztucznej inteligencji.
– Bardzo ważne jest utworzenie centralnego repozytorium badań, które umożliwiłoby monitorowanie sytuacji na bieżąco – podkreśliła prof. Katarzyna Karmelita-Katulska.
Dr Gałązka-Sobotka wskazuje na rozwiązania stosowane w innych państwach.
– Francuscy lekarze, rozpoczynając terapię, wiedzą dokładnie, w jakich procedurach medycznych brał udział pacjent. Kolejne skierowanie jest podejmowane z wysokim poczuciem odpowiedzialności i ryzyka. Tworzone są mechanizmy monitorowania dawki promieniowania po to, by pacjenta chronić przed nadmierną ekspozycją na takie badania. W Polsce urynkowiliśmy dostęp do badań obrazowych, co nie musi iść w parze z interesem pacjenta. Choć nie ma wątpliwości, iż dotychczasowy sposób finansowania szedł w parze z interesem świadczeniobiorcy – wyjaśniła.
O radiologicznym rejestrze mówi też minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.
– Myślę, iż powinniśmy się tutaj zastanowić nad sekwencją liczby wykonywanych badań i myślę, iż przede wszystkim powinniśmy zadbać w kraju o to, żeby stworzyć Krajowy Rejestr Radiologiczny, ponieważ w tej chwili takimi danymi nie dysponujemy – powiedziała w rozmowie z Polsatem.
autor: Alicja Kublicka
źródło: PAP
PRZEJDŹ: STRONA GŁÓWNA
Post Nowe zasady finansowania diagnostyki obrazowej budzą obawy pojawił się poraz pierwszy w Zwrotnikraka.pl.

















