Gruźlica, choroba kojarzona dziś raczej z podręcznikami medycyny niż przedszkolami, pojawiła się w jednej z placówek na warszawskiej Białołęce. Kilka miesięcy temu podobna sytuacja miała miejsce w jednym z krakowskich liceów. Państwowa Inspekcja Sanitarna uruchomiła procedury zabezpieczenia epidemiologicznego.
Źródło zakażenia zostało ustalone, osoby narażone skierowano do lekarzy, a chora jest izolowana. Jak zapewniają służby sanitarne, drogi szerzenia się zakażenia zostały przecięte. Gruźlicę prątkującą wykryto u jednej z pracownic przedszkola. Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Warszawie przygotowała listę 24 dzieci z udokumentowanego kontaktu z wychowawczynią. U jednego z nich potwierdzono gruźlicę płuc nieprątkującą i rozpoczęto leczenie w oddziale szpitalnym. Troje dzieci z wykrytym zakażeniem prątkiem, ale bez objawów choroby, otrzymuje profilaktycznie leki przeciwprątkowe w warunkach domowych.
„U tej trójki dzieci stwierdzono latentne (utajone) zakażenie prątkiem gruźlicy. Oznacza to, iż nie mają one aktywnej postaci choroby. Osoby z zakażeniem latentnym oraz z gruźlicą nieprątkującą nie manifestują żadnych objawów i przede wszystkim — co najważniejsze — nie stanowią zagrożenia epidemiologicznego” — wyjaśnia rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie Katarzyna Dziurna.
Temat gruźlicy pojawił się na posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. chorób płuc. Służby sanitarne prowadzą dalsze procedury, a my możemy sobie zadawać pytanie, czy gruźlica powraca – zastanawiali się eksperci. „Od wielu lat obserwujemy istotny spadek zapadalności na gruźlicę w Polsce. Wynika to z wieloletniego działania środowiska medycznego i władz publicznych oraz charakterystyki choroby, która jest często chorobą z reaktywacji i aktualnie zapadają na nią osoby, które nabawiły się zakażenia 10, 20, a choćby 30 lat temu. Natomiast elementem, który obserwowaliśmy i do którego przykładaliśmy ogromną wagę w ciągu ostatnich 4-5 lat, jest wojna w Ukrainie, ponieważ musimy sobie zdawać sprawę z tego, iż ruchy migracyjne, przemieszczanie się ludności może mieć istotny wpływ na zapadalność na gruźlicę. Szczególnie, iż w Ukrainie, ta zapadalność jest wyraźnie większa niż w Polsce i wynosi od 70 do 90 przypadków na 100 tys. mieszkańców. Polska aktualnie zbliża się do 10 przypadków na 100 tys.” – mówił dr hab. Adam Nowiński, kierownik Zakładu Epidemiologii i Organizacji Walki z Gruźlicą Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, podczas posiedzenia zespołu.
W 2022 r. powstał program pilotażowy leczenia gruźlicy wielolekoopornej w warunkach ambulatoryjnych, który aktualnie podlega ewaluacji. Ministerstwo Zdrowia powołało zespół, który korzystając z doświadczeń związanych z wojną na Ukrainie, przygotował kompleksową reformę systemu leczenia gruźlicy w naszym kraju. Jest ona nastawiona przede wszystkim na potrzeby pacjentów, bardziej elastyczne podejście do leczenia w trybie ambulatoryjnym oraz wdrożenie innowacyjnych metod leczenia.
Adam Nowiński podkreślił, iż przygotowanie do ewentualnych zagrożeń epidemiologicznych jest elementem budowania odporności państwa. W ramach działań budujących tę odporność powstało centralne repozytorium leków na gruźlicę – „Przechowujemy w nim leki, które czekają na sytuację zwiększonego zapotrzebowania na nie. Przede wszystkim chodzi o leczenie gruźlicy wielolekoopornej, która jest bardzo ciężką i bardzo kosztowną chorobą – leczenie jednego pacjenta kosztuje ok. 200 tys. zł, a jesteśmy w stanie wyleczyć tylko około połowy chorych”.
W Polsce po kilku latach wzrostu zapadalności związanego z okresem po pandemii COVID-19, od 2024 r. obserwowany jest powrót do trendu zmniejszania się liczby nowych przypadków. W ostatnich latach rocznie ok. 3,5 tys. osób choruje na gruźlicę lekowrażliwą i lekooporną. Natomiast liczba przypadków tej najcięższej gruźlicy, wielolekoopornej, sięga 100-120, i wyraźnie wzrosła od początku wojny w Ukrainie, gdzie stanowi duży problem.
Według dr. Nowińskiego musimy zdawać sobie sprawę i być przygotowanymi na niedobory leków na gruźlicę w Unii Europejskiej – „Mówimy o tym problemie w miarę pewnego sukcesu w leczeniu – w całej Europie odnotowuje się ok. 40 tys. przypadków gruźlicy rocznie. Nie ma leków, które są dostępne w krajach o wysokiej zapadalności. To jest dla naszych pacjentów bardzo niekorzystne, ponieważ moglibyśmy skrócić czas leczenia z 6 do 4 miesięcy, ale brakuje nam jednego głównego komponentu terapii. Firmy farmaceutyczne nie są zainteresowane wprowadzaniem tego leku na rynek europejski, bo ten jest za mały. A więc wygląda na to, iż poprawiająca się sytuacja epidemiologiczna powoduje pewne utrudnienia w dostępności leków, które w najbliższych latach będziemy musieli rozwiązać”.
Dyrektor Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc prof. Ewa Augustynowicz-Kopeć zauważyła, iż gruźlica nie jest chorobą wysoce zakaźną – w wyniku kontaktu z chorym prątkującym do zakażenia dochodzi u ok. 10 proc. populacji. Z tych 10 proc. u ok. 90 proc. rozwija się postać latentna, która w wyniku zaburzeń układu immunologicznego może spowodować aktywną postać gruźlicy – „To, co chcielibyśmy w najbliższej przyszłości zorganizować, to rejestr chorych z latentnym zakażeniem i z chorobami współtowarzyszącymi, bo na pewno te choroby są czynnikiem, który powoduje przejście formy latentnej do aktywnej postaci”.
Szczepienia przeciwko gruźlicy są niezwykle ważne, trzeba jednak zaznaczyć, iż szczepionka BCG nie chroni przed gruźlicą w takim stopniu, jak szczepienia przeciwko innym chorobom bakteryjnym i wirusowym. Szczepionka zapobiega przede wszystkim ostrym postaciom choroby u niemowląt i małych dzieci, które z powodu niedojrzałości układu immunologicznego mają większe ryzyko rozsiewu prątków poprzez krew. Szczepionka podana noworodkom lub dzieciom w wieku szkolnym niezakażonym prątkiem gruźlicy chroni je przed gruźlicą płuc, ale w stopniu mniejszym niż przed postaciami rozsianymi. Działanie ochronne trwa choćby do 20 lat. Populacja polska od 1955 r. jest szczepiona powszechnie, w przeszłości choćby wielokrotnie.
W 2007 r. zrezygnowano jednak z rewakcynacji, ponieważ nie przyczynia się ona do poprawy ochrony przed gruźlicą. w tej chwili szczepi się tylko raz zaraz po urodzeniu. Szczepienie BCG w pierwszych dobach życia zmniejsza ryzyko zachorowania na gruźlicę o ciężkim przebiegu u dzieci, pod postacią rozsianą, gruźliczego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych lub zgonu w przebiegu gruźlicy. W Polsce szczepienie przeciwko gruźlicy jest obowiązkowe, ponieważ należymy do państw o średniej zapadalności na gruźlicę.
Dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego MZ Anna Baumann-Popczyk powiedziała, iż poziom zaszczepienia jest bardzo dobry i wynosi w granicach 96-98 proc. Zgodnie z Programem Szczepień Ochronnych dziecko powinno być zaszczepione do momentu opuszczenia oddziału noworodkowego. Od niedawna szczepienie przeciwko gruźlicy może być wykonane w trybie ambulatoryjnym. Wprowadzone wiosną przepisy obejmują dzieci, które nie zostały zaszczepione w szpitalu po porodzie i mają mniej niż 12 miesięcy. NFZ finansuje szczepienie BCG, kwalifikację lekarską oraz wpis do dokumentacji medycznej.
Prof. Ewa Augustynowicz-Kopeć dodała, iż WHO przewiduje wprowadzenie w 2028 r. szczepionki, która będzie chroniła osoby latentnie zakażone przed przejściem postaci latentnej w aktywną postać. „Zostały nam jeszcze dwa lata. Miejmy nadzieję, iż ta szczepionka zostanie zarejestrowana”.
Szczepionka przeciwko gruźlicy nowej generacji jest w tej chwili testowana w Afryce Południowej, Kenii oraz Zambii. Uzyskane dotąd wyniki są nadzwyczaj obiecujące, sugerujące, iż może ona zrewolucjonizować walkę z gruźlicą – okazała się skuteczna choćby u osób już zakażonych prątkami gruźlicy.


















